09.06.2021, 08:45

„Nie wszystko w życiu da się zamienić na śmieszne historyjki”

Na cmentarzach w pandemii kilka miesięcy temu odbywało się ponad 30 pogrzebów dziennie. Ludzie chorują i z dnia na dzień odchodzą, zostawiając po sobie mieszkania, a w nich książki, notatki i inne rzeczy osobiste, którymi spadkobiercy muszą się zająć. Posprzątać, poukładać, a może dzięki temu można też poznać bliżej osobę, która odeszła.

Podobno, odpowiednie, potrzebne nam akurat książki zawsze wtedy się znajdują. Bywa też tak, że wiemy o ich istnieniu, ale boimy się po nie sięgnąć i czytamy je dopiero, gdy wydarza się sytuacja podobna do tej, którą opisują. Aktualna wydaje się lektura książki „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy (wyd. Karakter, Kraków, 2017). Autor pisze o rzeczach, książkach porządkując je po zmarłej matce. Jednocześnie przypomina sobie fragmenty z dzieciństwa, sytuacje, które zapisały się w jego pamięci. Kiedy w siermiężnym PRL-u polował z mamą na książkę Kto pocieszy Maciupka Tove Janson. Regularnie odwiedzali w tym celu księgarnię, w której zadawali niezbyt miłym paniom sprzedającym rytualne pytanie:

- Czy jest Kto pocieszy Maciupka?

Nie liczyli nigdy na odpowiedz twierdzącą. Czy takie powroty do przeszłość, trochę jakby nie było rozczulanie się nad sobą dobrze robią osobą w żałobie?

Pytamy Anetę Montano, People & Organization Transformation Coach, Mentor Liderów, Wykładowca Akademicki:

Przeżywamy żałobę podobnie, etapowo, ale każdy w swoim tempie porusza się pomiędzy etapami. Mało kto o tym wiem i rozumie, że żałobę możemy przeżywać nie tylko po śmierci bliskiej nam osoby, ale także w sytuacji uraty czegoś dla nas bardzo ważnego. Tak więc możemy doświadczyć żałoby po utracie relacji (związku), po utracie pracy (stanowiska), po utracie zdrowia (ciężka choroba, wypadek) ale także po stracie sporej sumy pieniędzy czy też po utracie sensu lub etapu życia.

Wspomniane pięć etapów żałoby to:

ZAPRZECZENIE

To właśnie na początku pojawiają się wir myśli, że ”to” się nie dzieje naprawdę. Może lekarz się pomylił, a może jeszcze jest szansa? Przecież dzieją się cuda! Brakuje nam tchu, myśli błądzą w niedowierzaniu a głowa pracuje w oszałamiającym tempie szukając argumentów zaprzeczających sytuacji.

GNIEW

To jedna z pięciu podstawowych ludzkich emocji ( w 1972 Ekman podał listę podstawowych emocji: gniew, zaskoczenie, odraza, strach, szczęście i smutek). Skoro jest podstawową, oznacza to że każdy człowiek, niezależnie od kultury w jakiej się wychował, statusu czy koloru skóry doświadcza jej tak samo. W tym stadium osoba w żałobie, nie rozumie dlaczego strata spotkała właśnie ją. Myśli, ze przecież są źli lub dużo gorsi od niej ludzie na świecie, którzy na to zasłużyli- nie ona. Gniew i rozgoryczenie może obrócić się w stronę innych ludzi (żyjących), Boga lub samego siebie.

TARGOWANIE

To faza irracjonalna, to próba negocjacji z najwyższą instancją. Pojawia się tutaj logika podobna to takiej: jak porzucę hazard, to wyzdrowieję lub oddam pieniądze biednym jak tylko odzyskam stanowisko. Targowanie to faza powolnego dostrzegania swojej rzeczywistości.

DEPRESJA

Na tym etapie osoby, tracą chęć życia i nie widzą jego sensu. Zaczynają rozumieć swoją sytuację co wywołuje stany depresyjne. Nie potrafią kontrolować swoich emocji, brakuje im rezyliencji i siły do stawienia czoła sytuacji.

AKCEPTACJA

Dopiero faza akceptacji to moment gdy osoba przeżywająca żałobę godzi się z losem. Znajduje w sobie siły, często kompletnie zmienia swoje nastawienie do sytuacji w której jest – staje się „uzdrowiona” emocjonalnie.

Warto pamiętać, że nie każda żałoba przebiega według tego schematu. Poszczególne etapy mogą się mieszać, występować w odmiennej kolejności, a niektóre z nich mogą nie wystąpić w ogóle. Wiedza, o tym procesie pozwala otoczeniu na lepsze zrozumienie stanów i emocji jakie przeżywa osoba w kryzysie oraz na jej mądrzejsze wsparcie emocjonalne – dodaje Aneta Montano, People & Organization Transformation Coach, Mentor Liderów, Wykładowca Akademicki.

Nie wiem na jakim etapie życia w żałobie był autor książki. Możemy jedynie podążać jego śladem… można tak, jak on porządkując książki zmarłej osoby, dowiedzieć się o niej czegoś więcej. W końcu czytamy to, co nas interesuje lub o tym, czego nam brakuje. Matka autora namiętnie zanurzała się w gorszych chwilach w Emmie, jak pisze autor, traktowała tę powieść terapeutycznie. Dodaje, że kupiła tą książkę w 1961 roku i w ciągu następnych 50 lat przewertowała ją kilkadziesiąt razy.

Emma to był znak ostrzegawczy: Uwaga, spadek nastroju. Czarna flaga wciągnięta na maszt. Stos jabłek, papierowe chusteczki, zniszczona książka.

Czy warto tak bardzo wchodzić w świat osoby, którą straciliśmy? Czytać to, co pozostawiła po sobie zmarli, mieć jej rzeczy przy sobie. Czy spalić, wyrzucić, by zapomnieć i żeby nic ich nie przypominało.

Z żałobą jest tak jak z motywacją, musimy wiedzieć jaki nadajemy jej kierunek (co starasz się zrobić), jest to też wysiłek (jak bardzo się starasz) i wytrwałość (jak długo się starasz). Nie uciekniemy od niej rzucając się w wir pracy, paląc czy wyrzucając rzeczy osoby zmarłej. Warto je zostawić, jako pamiątki rodzinne, ważne dla następnych pokoleń, ale bez niepotrzebnego ich namaszczania. Żałobę trzeba przeżyć, trzeba być w niej wytrwałym (dać sobie dość czasu) i zrozumieć ze masz prawo się tak czuć – tłumaczy Aneta Montano, People & Organization Transformation Coach, Mentor Liderów, Wykładowca Akademicki.

Większość z nas i osób, po których rzeczy przyszło lub przyjdzie nam porządkować – pamięta choć trochę czasy peerelu. Podobnie jak Marcin Wicha urodzony w latach 70., razem z mamą czytał „Express Wieczorny”, bo umieszczali tam humory rysunkowe. Gwidon Miklaszewski rysował warszawską Syrenkę. Istota ta miała poza zadartym noskiem, męża, który kwitował przeważnie jej poczynania w sposób szowinistyczny. Mama z synem lubili też, że w „Expressie” zamieszczali powieść w odcinkach, przeważnie był to kryminał zagranicznego autora lub jak wyjaśnia Wicha: można było podejrzewać jego mistyfikację-dzieło rodaka ukrytego za cudzoziemskim pseudonimem. Lubili fantazjować na temat jego przygód, szczególnie, że w latach 80. nie było jeszcze kaset wideo, więc: mroczne fantazje zasilały głównie książki.

W opowieściach Wichy fajne jest to, że nie ma w nich sentymentalizmu. Jest próba zrozumienia drugiej osoby. Taką jaką była. Dowiadujemy się na przykład, że jego mama lubiła miasto. Potrafiła wędrować po nim przez długi czas w poszukiwaniu ulubionego gatunku herbaty czy nowej powieści Martina Amisa. Zdarzało jej się po drodze przyłączyć do marszu Wolnych Konopi, który omyłkowo wzięła za piknik ogrodniczy.

Zanim zaczęło się porządkowanie rzeczy mama autora umarła. Przy nim. Pamięta, że słyszał wtedy pierwsze tramwaje za oknem. Czuł spokój, który porównuje do tego, który czujemy po wykonaniu solidnej, zakończonej pracy.

Spokój, bo ta śmierć miała przyjść, była oczekiwana. Zawsze jest początek i koniec - wszystkiego. Życie to cykl i podświadomie to rozumiemy, choć nie zawsze mamy w sobie zgodę na moment, w którym nadchodzi koniec. Naszą osobistą mądrością jest zrozumienie, że żałoba to także cykl i proces oraz to, że emocje, które odczuwamy to nie „złe” emocje. Każda emocja nasz o czymś informuje, uczy. Dajmy sobie czas na zrozumienie siebie samego. - tłumaczy Aneta Montano, People & Organization Transformation Coach, Mentor Liderów, Wykładowca Akademicki.

Książka Marcina Wichy to zbiór myśli, których często się boimy. Zagłuszamy je muzyką i czym się da. Ale przychodzi taki moment, że musimy przekonać sami siebie, że życie nie kończy się happy endem. A świat mediów, filmów, którymi się zapychamy, nie jest prawdziwy, bo przeważnie obiecuje piękne życie, które w rzeczywistości bywa ciężkie. Dlatego jak śpiewa zespół Dżem: W życiu piękne są tylko chwile… , a cytując słowa mamy Wichy:

Nie wszystko w życiu da się zamienić na śmieszne historyjki.

Ps. Po śmierci mamy autor książki chciał jeszcze odwołać jej abonament radiowo-telewizyjny, ale okazało się to trudnym zadaniem, bo płaciła tylko za radio, co wynikało z kwoty na rachunkach, które znalazł. Bardzo zdenerwował tym panią z tipsami w pocztowym okienku, która zaczęła mówić do niego w niemiły sposób, ale dzięki temu…

Wicha podniósł wzrok na pracownicę Poczty Polskiej i przemówił… do niej, by nie mówiła do niego takim tonem.

To kluczowy moment. Chwila, o której pisał poeta Kawafis:

Dla niektórych ludzi przychodzi taka godzina,

Kiedy muszą powiedzieć wielkie Tak.

albo wielkie Nie.

Txt: Kasia J Kamińska/Aneta Montano, People & Organization Transformation Coach, Mentor Liderów, Wykładowca Akademicki

Foto: unplash

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X