28.08.2015, 13:16

Nasze letnie wojaże: greckie marzenie...

W planach wakacyjnych rozważaliśmy różne europejskie kierunki, ale po raz kolejny skończyło się na Grecji. Uwielbiam ten kraj, szczególnie ich wysypy, a że jest ich kilkaset, mam co zwiedzać do końca życia :-) Co mnie tam tak przyciąga? Grecja to słońce, oliwki i Zorba. To kolebka kultury i ojczyzna mitów, oddech starożytnej cywilizacji. Piękne, różnorodne plaże i błękitne morze, wiecznie zielone gaje cytrusowe i plantacje winorośli, pachnący tymianek, Ouzo i doskonała grecka kuchnia. Tutaj narodziła się demokracja, teatr i igrzyska olimpijskie.

Tym razem wybraliśmy się na Rodos, której nazwa pochodzi od starogreckiego słowa „róża”. Jest niewielka, ale bardzo różnorodna. Mieszka na niej 120 tys. ludzi. Od tureckiego wybrzeża Azji oddalona jest zaledwie o 20 km. Słynne na cały świat jest wybrzeże półwyspu Prasonisi. Tamtejsze wody to raj dla miłośników windsurfingu i kitesurfingu.

Zakochaliśmy się w tej wyspie od pierwszego wrażenia. Jadąc z lotniska do hotelu obserwowaliśmy przesuwające się widokówki. Jedne były błękitne od morza i nieba, drugie szare od kamieni, wzniesień i gajów oliwnych, a jeszcze inne zielone i kolorowe od oleandrów, kwiatów hibiskusa i owoców opuncji.

Hotel polecony przez zaprzyjaźnione biuro podróży, to kompleks niewysokich budynków na wniesieniu, powyżej plaży w mieście Kiotari. Wszędobylski kolor błękitu (niebo, morze, baseny, drzwi i okiennice) uspakajał i łasił się do naszych oczu. Widok ze wzgórza na morze, na którym położony był hotel zachwycał o każdej porze dnia i nocy. Pomimo, iż nie lubimy wcześnie wstawać, tym razem czyniliśmy to z lubością, aby w ciszy nacieszyć oczy magicznymi widokami, zanim hotel zacznie normalne, głośne życie.

Po błogim „nic nierobieniu” przyszedł czas na zwiedzanie. Jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych kompleksów miejskich jest stolica wyspy Rodos. Aby uzupełnić naszą wiedzę zdecydowaliśmy się na zorganizowaną wycieczkę z biura podróży. Rezydent, młody i miły człowiek, mieszkający na Rodos od 6 lat, starał się z pasją przybliżyć historię tego miejsca. Jednak jego irytujący sposób mówienia w pierwszej osobie liczby mnogiej: „wybudowaliśmy, broniliśmy”, oraz to jak przegnał nas uliczkami miasta, utwierdziło nas po raz kolejny w przekonaniu, aby takie miejsca zwiedzać „na własną rękę”. W końcu "zgubiliśmy się" na jakiś czas, podziwiając kolejne cuda architektury już samodzielnie.  Może to i dobrze, bo ciężko byłoby nam już znieść informacje, że w 408 wieku p.n.e. nasz rezydent założył miasto Rodos, niemalże tuż po pobiciu i zajęciu go przez Persów :-D

Z innych źródeł dowiedzieliśmy się, że po Persach wyspa należała do Cesarstwa Rzymskiego, a potem do Bizantyńskiego.

Na początku 1523 roku stolicę wyspy, po 6-cio miesięcznym oblężeniu, zdobył Sulejman Wspaniały … tak, tak, ten sam, o którym nakręcono serial „Wspaniałe stulecie” :-) Od tego czasu Rodos przez 400 lat był częścią imperium osmańskiego. Pamiątką po tamtych czasach są cztery meczety. Niestety nie są one dostępne dla wiernych czy zwiedzających. Przez niechęć Greków do narodu tureckiego i wszystkiego co z nim się wiąże, meczety stoją zakurzone, ciche i jakby zawstydzone swoim kształtem i ogromem.

Bardzo żałujemy, że nie mogliśmy zagubić się w Rodos na dłużej … błąkać się po średniowiecznych, wąskich i ukwieconych uliczkach, odkrywać po swojemu tajemnice miasta. Gdziekolwiek skierowaliśmy wzrok, wszystko zachwycało. Mury obronne, bramy, ulice, Pałac Wielkich Mistrzów, Port Mandraki, różnorodność zabudowy stolicy, jak i całej wyspy związana jest z podbojem Rodos przez różne kraje. Widać tu elementy bizantyjskie, tureckie i greckie.

Wszyscy turyści i my również, szukają miejsca, w którym znajdował się jeden z siedmiu cudów świata starożytnego, tzw. Kolos Rodyjski - słynny posąg wybudowany w latach 294-283 p.n.e. Był on wyrazem radości i wdzięczności dla Heliosa, po skutecznej obronie wyspy przed wojskiem jednego z sukcesorów, Aleksandra Macedońskiego. Do budowy 32 metrowego Kolosa wykorzystano brąz ze zdobycznego uzbrojenia oraz 10 ton srebra. Niestety posąg stał jedynie przez 65 lat i unicestwiło go trzęsienie ziemi. Jego szczątki przez kilkaset lat leżały w wodzie budząc swoimi rozmiarami podziw u greckich, rzymskich i arabskich podróżników.

W 654 roku wyspę zdobyli Arabowie. Nowi władcy sprzedali resztki kolosa kupcowi z Emessy, który – jak podaje w swojej kronice Teofanes Wyznawca – wywiózł je na grzbietach aż 900 wielbłądów.

Na wejściu do Portu Mandraki stoją obecnie kolumny z rzeźbami jelenia i łani, które stały się symbolami wyspy. Ponoć sprowadzono je na Rodos aby zadeptały plagę węży. Zwyczajowo przyjmuje się, że Kolos stał u wejścia do portu. Statki miały jakoby wpływać pod kolosem. Obecnie badania niektórych historyków, rzucają inne światło na prawdziwe miejsce lokalizacji pomnika, a mianowicie że Kolos Rodyjski wcale nie stał przed portem, lecz na pobliskim wzgórzu.

Kupując wszechobecne pamiątkowe figurki Kolosa Rodyjskiego, trzeba pamiętać aby prosić sprzedawcę o kolososa a nie kolosa, ponieważ w języku grecki słowo „kolos” oznacza „pupę” :)

Wrażanie robi również wzgórze Monte Smith, na którym znajdują się pozostałości po zabudowaniach antycznych: odnowiony stadion, amfiteatr z marmurowymi stopniami i mury świątyni Apolla. Wszystko to otoczone jest gajami oliwnymi. Pomimo, że niewiele zostało z dawnej świetności tego miejsca, czuje się tu ducha minionej epoki. Zdjęcia w tej scenerii wychodzą obłędnie, szczególnie w cieple zachodzących promieni słonecznych.

Czas naglił, musieliśmy już wracać … wchodząc do autokaru kontem oka zauważyliśmy zaparkowaną różową Vespe i wszyscy równocześnie obiecaliśmy sobie w duszy, powrót do tego czarownego miasta, gdzie ludzie życzliwi, knajpki urocze a budynki i ulice wprost wołają – Nie odchodź! Zostań wśród nas!

Wyspa Rodos nie zawiedzie miłośników przyrody, starożytnych ruin, dobrego wina, pysznego, prostego jedzenia i zachwycających widoków. Nie dziwi nas, że już antyczni wierzyli, że Rodos to ulubione miejsce boga słońca Heliosa, podarowane mu przez samego Zeusa. Helios obdarowany tak hojnie, zadbał by nie brakowało tu słońca – dni słonecznych w roku jest tu przeciętnie 300!

Dla mnie i moich przyjaciół, Rodos to wyspa radości, miłości i nadziei na powrót na nią, gdyż pozostał niedosyt. Mam nadzieję odwiedzić ją jeszcze, najchętniej w maju kiedy to jest jeszcze bardzo zielona a słońce nie doskwiera tak uporczywie.

Edyta

Zdjęcia: Edyta Gawarska

 

Galeria:

Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
Rodos
 
 
 

Komentarze

Monika
 
też tam byłam, wspaniałe miejsce :)
Kasia
 
już bym chciała się tam znaleźć :)
 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X