25.07.2015, 00:01

Nasze letnie wojaże: Etna

Dzisiaj postanowiłam przedstawić Etnę oraz Randazzo - miasto położone niedaleko wulkanu. Miasto i wulkan mają ze sobą sporo wspólnego, chociaż paradoksalnie właśnie Randazzo wyjątkowo nigdy nie zostało przez Etnę zniszczone.

Lawę odpowiednio wykorzystano jako dodatkowy budulec, w wyniku czego powstał w tym mieście interesujący akcent architektoniczny. W Randazzo przeważa więc kolor czarny i szary, a w kontraście z jasnymi, współczesnymi domami - powstał niepowtarzalny klimat.

Spodobało mi się to oryginalne miasteczko, ponieważ to, co gdzie indziej siało zniszczenie i śmierć, tu znalazło swoje miejsce i stworzyło swoisty urok. Randazzo zwiedziliśmy przez przypadek, ponieważ poleciła nam to miejsce rezydentka.

W drugim tygodniu pobytu wypożyczyliśmy samochód i w czteroosobowym składzie postanowiliśmy przyjrzeć się Sycylii z innej strony. Szkoda byłoby ten punkt na mapie ominąć, skoro znajdował się na trasie do Taorminy i Savoki. Samą Etnę oglądaliśmy w pierwszym tygodniu pobytu, wykupując wycieczkę fakultatywną.

Ten wciąż aktywny wulkan ma ponad trzy tysiące wysokości (3323 m.n.p.m.) i otoczony jest pięcioma mniejszymi wulkanami, równie aktywnymi i niebezpiecznymi. Dwa lata temu Etnę wpisano na listę UNESCO.

Szczerze mówiąc, wdrapując się na Etnę miałam mieszane uczucia. Wcześniej byłam na Lanzarote (jedna z powulkanicznych Wysp Kanaryjskich), niewielkiej wyspie, która swoim księżycowym krajobrazem po prostu mnie urzekła. Wezuwiusz i Pompeje również zrobiły na mnie wrażenie, bo są już częścią tragicznej historii. Natomiast Etna jest wielką czarną górą, która budzi niepokój. Pomimo podziwu przygnębia i wywołuje uczucie nieuchronności, z którym się nie walczy.

Sycylijczycy tylko się uśmiechają i godzą z losem. Są w tym podobni do Japończyków, którzy ze stoickim spokojem przyjmują każde drgnienie ziemi. Bo to jest ich ziemia, więc ich przeznaczenie.

Na Etnę wchodzi się w chłodzie i po czarnym, powulkanicznym żwirze. Wspina się na różne wysokości, co jednak niewiele zmienia, bo krajobraz z każdej strony jest podobny. Osobiście wolę Etnę podziwiać z daleka, szczególnie, że widać ją z wielu zielonych i urokliwych miejsc Sycylii. A widać ośnieżone gdzieniegdzie połacie i spłaszczony szczyt, który nie wiadomo czy tonie w białych chmurach, czy w własnym gorącym dymie.

Niemniej, bez względu na mieszane odczucia, cieszę się, że dotknęłam tej groźnej góry. W żywym i jedynym miejscu na Ziemi, które wciąż przypomina, że jesteśmy zaledwie niewyobrażalnie drobną częścią Kosmosu...

Anna Irena FALANDYSZ

FOTO: Anna Falandysz

 

Galeria:

 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X