18.04.2021, 11:00

Komediant profesjonalny - pisała o nim Wisława Szymborska

Bogumił Kobiela był genialnym aktorem, który mógł zagrać wszystko. Jak mówił o nim Andrzej Wajda miał w sobie ogromną siłę komiczną, więc mechanicznie obsadzano go w rolach komediowych. Swoją życiową rolę - Piszczyka zagrał w „Zezowatym szczęściu” Andrzeja Munka. Był jednym z najwybitniejszych aktorów powojennego pokolenia.

Estrada była jego żywiołem

Cierpiał, że widownia żąda od niego mniej, niż on może z siebie dać. Kochał występować samemu na scenie. Bogumił Kobiela nie przepadał za teatrem. Nudziło mu się powtarzanie tych samych scen. Dlatego kochał estradę i solowe występy. Wtedy szalał na scenie, improwizował, wciągał publiczność w swoje żarty. Na przykład, kiedyś po zapowiedzeniu go przez konferansjera nie pojawił się na scenie. Wyczekiwanie wydawało się trwać wieczność, aż nagle publiczność usłyszała wesołe „halo” z … balkonu, z którego Bobek postanowił zacząć swój występ. Miał też przezabawny numer, w którym siedział na scenie ze słuchawką telefoniczną przy uchu, do której w pewnych odstępach czasu rzucał na zmianę dwa słowa.

Brzmiało to tak:

- Dobra, dobra, zła, dobra, zła.

Konferansjer wchodząc na scenę pytał go:

- Co ty tam robisz?

- Pomagam żonie obierać truskawki – brzmiała poważna odpowiedź.

Podobno nie było miejscowości w Polsce, której aktor by nie odwiedził. Po występach wyruszał w miasto, by poznać jego mieszkańców, a nawet nawiązywał nowe przyjaźnie.

„Mieszczanin szlachcicem” – genialna rola, ulubiona aktora?

Kobiela lubił pisać listy. Obok znaczka pocztowego rysował zawsze swój autoportret, czyli karykaturę swojego „góralskiego” profilu. W listach opisywał znajomym aktualne zawodowe zmartwienia. I tak o swojej ostatniej wielkiej roli w sztuce telewizyjnej „Mieszczanin szlachcicem” Moliera, którą Jerzy Gruza zrealizował właśnie z myślą o nim, jako panu Jouradin, pisał: Aż mi się serce kraje z rozpaczy, co ze mną zrobił po stokroć nielubiany Teatr Telewizji. Wrobili mnie w program „Mieszczanin szlachcicem” i mimo że wiłem się jak piskorz, nie mogłem wycofać się z lekkomyślnie danej obietnicy dotyczącej tego spektaklu. Zrozpaczony gryzę palce i kit z okien.

Obywatel Piszczyk, Bim-Bom i po plaży na nartach

Filmową rolą życia Kobieli było zagranie Piszczyka w „Zezowatym szczęściu” Andrzeja Munka. To była sensacja.

„Rola Piszczyka napisana była specjalnie dla Kobieli. Bez niego ten film byłby może tylko dydaktyczną satyrą na ludzi bez własnego oblicza.(...) Aktor pokazywał człowieka uwikłanego w nieprawdę i tę nieprawdę demaskował. Jego bohater chce przybrać formę, w której inni by go akceptowali. Chce być taki jak inni, ale pech, czy może nadmiar dobrych chęci sprawia, że ten gorliwiec zostaje rozpoznany i wyśmiany" (Tadeusz Sobolewski, „Film” 1979 nr 27).

Przez całe życie aktor przyjaźnił się ze Zbyszkiem Cybulskim. Byli współzałożycielami, wraz z Jackiem Federowiczem i Jerzym Afanasjewem słynnego teatrzyku Bim-Bom, który jeszcze przed październikiem 1956 roku atakował głupotę i arogancję władzy.

„Bim-Bom trwał sześć lat. Od 1954 do 1960 roku. Kobiela był nim pochłonięty od pierwszej premiery, do ostatniego spektaklu - poświęcając mu swój talent, czas i siły.(...) Wnosił do naszego teatru lekkość i wdzięk, subtelność i poetycki żart, wspaniały zmysł obserwacyjny i ogromne wyczucie sceny. (...) Był zawsze autorem najcelniejszych sformułowań, błyskotliwych drobiazgów, które nadawały całości niepowtarzalny styl.(...) Był bardzo konsekwentny w przekazywaniu swojego spojrzenia na świat (...) Stale łamał utarte systemy myślenia, stale szukał czegoś nowego, nie chciał poddawać się konwencjom i unikał powtórzeń” („Film” 1969 nr 31).

Kobiela grał też w filmach dokumentalnych m.in. w „Kobiela na plaży” Andrzeja Kondratiuka, gdzie występował w różnych rolach (m.in. narciarza) z przypiętym mikrofonem wielkości guzika, obserwowany przez kamerę, prowokuje plażowiczów swoim strojem, zachowaniem i akcesoriami.

Na zawsze razem z Cybulskim

Po tragicznej śmierci Zbyszka Cybulskiego, żona Kobieli bardzo się o niego bała. Mówiła: Boję się, kiedy Bobek sam podróżuje. Nie wiem co gorsze: samolot? samochód? pociąg? Wkrótce okazało się, że intuicja jej nie zawiodła. Bogumił Kobiela zginał dwa lata po odejściu Cybulskiego w wypadku samochodowym w wieku 38 lat.

Ponieważ to tekst jest o człowieku, który kochał żarty, kończymy go zabawną anegdotą o nim:

Mam świetny sposób na tremę – opowiadał znajomym  – przed wejściem na scenę obserwuję widzów przez szparę w kurtynie i wyobrażam sobie ich… na golasa.

 

Txt: Jowita Kamińska

Foto : NAC

Pisząc tekst korzystałam z książki pt. „Rodzynki, Migdały” Aliny Budzińskiej

 

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X