18.04.2021, 12:06

Kino domowe w okresie PRL-u

Powinienem zacząć, jak na starego „piernika” przystało, „Za moich czasów to były dobranocki...”, ale kto z dzisiejszych miłośników Minimaxa, Cartoon Network, Fox Kids uwierzyłby w te słowa. Tym niemniej, pokuszę się o napisanie kilku słów na ten temat.

W czasach mojego dzieciństwa nie było magnetowidów, odtwarzaczy DVD. Podstawową rozrywką była oczywiście telewizja i jej dobranocki. Trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale były to czasy, kiedy mieliśmy do dyspozycji aż... jeden czarno-biały program. Dopiero później pojawił się program drugi, zresztą i tak były problemy z jego odbiorem na starszych telewizorach. Na dobranockę czekało się cały dzień i jeżeli się zdarzyło, że w ferworze podwórkowej zabawy przegapiło się porę emisji, to była to wielka tragedia. Dzieci nie były wtedy specjalnie rozpieszczane i zdarzało się, że z powodu imprez sportowych, jak również, w tamtych czasach niesłychanie „ważnych” imprez politycznych, czas emisji dobranocki był dowolnie przesuwany, ew., co równie często się zdarzało, nie nadawano jej wcale. Pamiętam to naszej telewizji do dzisiaj, oj pamiętam! Oprócz dobranocek, w poniedziałki w godzinach popołudniowych emitowano świetny program przyrodniczy „Zwierzyniec”. W trakcie którego można było obejrzeć jeden krótki film animowany produkcji USA „Huckelberry”. W czwartek był „Bratek”, w piątek „Piątek z Pankracym”, a w niedzielę „Teleranek”.

Kolejną okazją do oglądania kreskówek były seanse szkolne. Zasłaniano okna w holu szkoły grubymi zasłonami, z sali gimnastycznej znoszono ławki, montowano duży ekran, ustawiano projektor. Następnie, po kilka klas, oglądaliśmy zestawy kreskówek. Zawsze było to spore wydarzenie w życiu szkoły, a przede wszystkim duże przeżycie dla nas, uczniów.

Dużą popularnością cieszyły się też niedzielne „poranki” w kinach, czyli zestawy filmów animowanych dla najmłodszych.

Kolejną możliwością było „domowe kino”, czyli projekcje przezroczy, w rolkach, czy też w późniejszym okresie w ramkach. Podstawowym sprzętem to umożliwiającym, były projektory „Bajka”, czyli popularne „Garbusy” wykonane z bakelitu (ebonitu). Mocne żarówki tych projektorów strasznie paliły filmy, same też się często paliły. W późniejszym okresie pojawiły się projektory „Ania” oraz radzieckie maszyny w formie „telewizorka”, gdzie obraz był wyświetlany na „monitorze”. Bywały projektory czeskie i niemieckie. Przygotowaniu projekcji towarzyszył cały ceremoniał polegający na zamontowaniu ekranu, którym zazwyczaj było prześcieradło, arkusz brystolu, ew. ściana, następnie należało zaciemnić pomieszczenie kocami i uzyskiwało się atmosferę prawie... sali kinowej. Repertuar filmów był duży, poczynając od klasycznych bajek, dobranocek poprzez opowieści przygodowe np. adaptacje powieści Juliusza Verne'a, do adaptacji znanych seriali telewizyjnych jak „Czterej pancerni i pies” lub „Zorro”.

Txt/zdjęcia: Wojciech Jama

 

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X