05.05.2021, 08:45

Czyn społeczny – w okresie PRL, czyli weź grabki i posprzątaj trawnik w wolnym czasie!

Sianokosy, żniwa, wykopki ziemniaków, sprzątanie miejsc pamięci, zamiatanie liści czy prace przy budowach. Takie czynności wykonywali obywatele w PRL-u nieodpłatnie, zwykle w dni wolne od pracy. To nie jest jakaś opowieść science fiction, ale brutalna rzeczywistość tamtych czasów, za którymi niektórzy z nas tak tęsknią…


Czyny społeczne najczęściej były organizowane przez zakłady pracy, szkoły, organizacje partyjne i młodzieżowe. Podobno miały jednoczyć ludzi dla wspólnego dzieła, czyli dobra dla kraju.


Sprzątanie w zamian za pomarańczę


Niedzielny poranek. Wreszcie możesz wrzucić na luz, zapomnieć o gadającym ci nad głową szefie, które chce od ciebie wciąż więcej i więcej… Pijesz świeżo zaparzoną kawę, słuchasz kojącej muzyki i planujesz, jak przyjemnie spędzisz resztę dnia. Też tak masz? To należy się cieszyć, bo starsze pokolenia, które pamiętają czasy PRL-u, przeważnie w niedzielę wyskakiwały z łóżek, by pędzić ku obowiązkowej pracy społecznej. Weekendowe działania obejmowały sadzenie drzewek, sprzątanie trawników, grabienie liści czy kopanie rowu. „Czyn społeczny” zwykle odbywał się z „jakiejś okazji”, czyli na przykład święta pracy, zjazdu partii lub nadgorliwości dyrektora zakładu pracy. W nagrodę za dobrze wykonaną pracę, można było dostać czasem jakiś deficytowy produkt, na przykład pomarańcze lub bombonierkę. Maciej, rocznik 1965, wspomina:

Kawa, pieprz, słodycze i żelki. Takie skarby dostawałem w pracy dla dzieci z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka. Nie było w tym nic wyjątkowego… kilka tygodni wcześniej musiałem wraz z kolegami z działu posadzić kwiaty na rabatkach okalających nasz zakład pracy.

Społecznie pod przymusem

Działania miały charakter społeczny z tego powodu, że były wykonywane nieodpłatnie i pracowały razem społeczności (osiedlowa, zakładowa, szkolna). Nazywane były „ochotniczą pracą obowiązkową”. Pojęcie „czyn społeczny” pojawiło się w połowie lat 50., kiedy to w ramach ostrożnej „liberalizacji” życia publicznego Prezydium Rady Ministrów podjęło 17 grudnia 1955 roku Uchwałę w sprawie czynów społecznych oraz pomocy Państwa w ich organizowaniu i przeprowadzaniu. Zerkając wstecz, można sobie przypomnieć, że takie prace społeczne pod przymusem organizowano w Polsce już w drugiej połowie lat 40.

Prace społeczne w rękach władzy!

Gorącymi zwolennikami czynów społecznych okazali się po Październiku ‘56 roku przedstawiciele ekipy gomułkowskiej. Lata 60. i 70. stanowiły „złotą epokę” czynów społecznych. Jak to zwykle bywa, szybko okazało się, że manipulują nimi rządzący, usiłujących przedstawiać je jako manifestację poparcia dla centralnych lub lokalnych władz partyjnych.

Trauma prac społecznych

Osoby dorastające w latach 80. też miały przyjemność doświadczyć prac typu: mycie tablic pamiątkowych w okolicy szkoły, sprzątania trawników. Były one przeważnie absurdalne, co pokazuje historia opowiadana przez Joannę, rocznik 1975.

7 klasa, pewien ciepły wiosenny dzień. Wychowawczyni, bardzo zasadnicza kobieta wybiera mnie i jeszcze dwie koleżanki do zadbania o miejsce pamięci. Jesteśmy zachwycone, że ominie nas kilka lekcji. Idziemy na pobliskie osiedle, gdzie wśród nowych bloków jest jakiś wydzielony skrawek z tablicą, flagą i marnymi kwiatkami. Mamy grabki, łopatki. Wyrywamy chwasty, coś tam grabimy, ale głównie dobrze się bawimy. Raczej nie przejmujemy się tym, że zapewne w tym miejscu była jakaś egzekucja lub masowy grób. Siedzimy tam jak najdłużej, żeby na lekcje już nie wrócić, a po wszystkim wycieramy pobrudzone ziemią ręce w polską flagę. Czy jestem z tego dumna. Zupełnie nie, czy mi wstyd też nie. Świadomość patriotyczna była wtedy dość nikła. Flaga kojarzyła się z opresyjnym komunizmem, a nastoletniość ma w końcu swoje prawa.

Na ogół wszystkie zajęcia społeczne w PRL-u były źle zorganizowane i miały charakter pokazowy. Socjologowie uważają, że marnowany był często autentyczny zapał ludzi i skompromitowana została sama idea tego typu inicjatyw.

Lokalne więzi w małych ogródkach

Przed wojną, przykładowo na warszawskim Żoliborzu słowo społeczny oznaczało: mój wkład w drugiego człowieka. W taki sposób mieszkańcy budowali społeczność lokalną, poprzez wspólną pracę, na przykład podczas organizowania bezpłatnych zajęć dla dzieci czy tworzenia ogródków przy osiedlach mieszkaniowych. Dzięki temu budowano więzi, a ludzie identyfikowali się z miejscem, w którym mieszkali.

Obecnie żyjemy pozamykani na swoich osiedlach za kodami bram. Na szczęście i teraz powstają społeczne ogrody, gdzie mieszkańcy wspólnie pielęgnują i uprawiają warzywa czy owoce, tworząc lokalne więzi i małe wspólnoty.

Txt: Anita Kamieńska Foto: NAC
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X