20.11.2017, 16:36

Żona miejskiego szamana płynie z nurtem życia

Joanna P Wieczorek-Dieng - autorka, podróżniczka i wielbicielka wszystkich barw słońca. Przy okazji żona miejskiego szamana. Jej życie jest jak gotowy scenariusz. Zwłaszcza, ostatnie cztery lata przemian. Nakręcić można by z niego film przygodowo - obyczajowy, z elementami komedii i melodramatu, ale oczywiście z happy endem.

 

 

 

 

 

Zacznijmy od początku, czyli od chwili, kiedy postanawiasz rzucić pracę w korpo i wyjechać do Afryki. 

Z korporacji odeszłam po 13 latach pracy z pomysłem na biznes w głowie i marzeniem w sercu. To był naturalny proces ewolucji, a nie rewolucji. Jestem przeciwna emocjonalnemu, impulsywnemu rzucaniu przy ważnych życiowych decyzjach. Widzę, że to modne w mediach słowo w kontekście zmian zawodowych. Odeszłam po paru latach przymiarek, poszukiwań siebie, swojej właściwej drogi, naturalnych talentów. Praktycznie całe życie czegoś mi w nim brakowało, taka pusta przestrzeń w sercu, choć materialnie wszystko się układało.

Poszukiwałam podpowiedzi o sobie na różnych kursach rozwoju osobistego. Przeszłam przez jogę, medytacje, ustawienia hellingerowskie, parę wróżek, tarocistę, numerolożki i astrolożkę, śpiewałam z aniołami, byłam u bioenergoterapeuty i Tybetańczykach na igłach, tańczyłam nago w błocie z innymi kobietami, troszkę dotknęłam tao i tantry oraz paru ciekawych praktyk. W ten sposób jestem tu gdzie jestem. Wtedy cały czas równolegle pracowałam zawodowo w centralach trzech międzynarodowych banków w Warszawie. Aż nadszedł Czas Najwyższy, jak to określam w książce. Okoliczności zewnętrzne tak się ułożyły, że zrobiłam krok ku zmianie po parunastu latach pracy, w tym ostatnich siedmiu na wysokim stanowisku kierowniczym.

Przed odejściem z etatu, miałam ułożony w głowie pomysł na własny biznes. Potem wszystko potoczyło się inaczej niż zaplanowałam. Nauczyłam się płynąć z nurtem życia. Uważam, że to naturalny i zdrowy proces poddania się i zaufania sobie oraz sile wyższej, która jest w nas i wokół nas. Przydatna umiejętność, gdy kobieta robi duży krok do przodu i wyrusza w podróż w nieznane. W ten sposób wypłynęłam ze znanych wód materialnej i finansowej stabilizacji w nieodtajniony ocean.

Plan biznesu upadł szybko, gdy z Warszawy wyprowadziłam się do domku znajomego w podwarszawskiej wsi. I zaczął się czas potężnego i kolejnego detoksu ciała, umysłu i serca. Miałam oszczędności, więc mogłam sobie na to pozwolić. Po roku stanęłam na kolejnym rozstaju dróg w wielkiej niewiadomej, gdy ta relacja uległa zakończeniu. To był trudny czas i pomogli mi przyjaciele. Ktoś dał klucze od mieszkania na Helu, ktoś polecił starą chałupę do wynajęcia za Tarnowem, ktoś zaprosił do Szwecji i tak ruszyła lawina nowych pomysłów i wizji. Postanowiłam wyruszyć z biletem w jedną stronę do Azji, by osiąść na wyspie Bali i tam tworzyć swoje nowe życie. Nie do Afryki, którą zawsze traktowałam po macoszemu. Dziś się z tego śmieję, bo Mama Afrika i Mama Azja dały mi bardzo dużo. W Azji natrafiłam na miłość i po raz kolejny płynęłam z życiem modyfikując plan. Kolejny bilet w jedną stronę z Azji, był do Senegalu w Afryce Zachodniej. Kraju, o którym nie miałam zielonego pojęcia. Znałam jedynie jego dwóch męskich przedstawicieli i wiedziałam, że tam jest islam. Ale jaka jego forma: radykalna czy nie? Czy kobiety chodzą w burkach, czy jest bezpiecznie, co z malarią, chorobami, ebolą etc, tego dowiadywałam się na miejscu w codziennym życiu.

Mama Africa tym czasem przywróciła mi słowiańskie korzenie i mocno uziemiła. Uwolniłam się od wcześniejszej fascynacji Azją i Wschodem, dziś widzę ile w naszej kulturze jest mądrości i mocy. I aktualnie gości mnie Mama Polska, choć w grudniu ją opuszczam i lecę po kolejne doświadczenia do matki afrykańskiej.

Jesteś bardzo odważna i waleczna...

Bardziej bym powiedziała, że jestem odkrywcą. Z nikim nie wojuję ani nie walczę. Mam naturalną mocną ciekawość i otwartość na to  co inne, odmienne punkty widzenia, różnorodne zwyczaje i kultury. Obserwuję, zadaję pytania, poznaję bez wchodzenia w dyskusję i przekonywania do swojej racji. Racja to religia umysłu, który musi być pierwszy, postawić na swoim, takie nadęte ego, które często nas zaślepia i prowadzi na manowce. Wybieram wymianę poglądów i decyduję czy mi z tym po drodze, czy nie. Takie nieinwazyjne podejście pozwala mieć kontakt z wieloma ludźmi i kulturami, czyni świat otwartym, dla chętnych jego smakowania na głębszym poziomie.

Zawsze taka byłaś dzielna?

Ciekawość zawsze ciągnęła mnie w swiat, a umysł nakazywał roztropność. Nie byłam wcześniej taka dzielna, choć byłam samodzielna. Na studiach wyjeżdżałam na zorganizowane wyjazdy np. do pracy w USA i zawsze marzyłam o tropikach i egzotyce, takiej jak w folderach biur podróży. Rozumiesz, zielone kaskadowe pola ryżowe, palmy kokosowe, plaża, turkusowy ocean. Na studiach zaczęłam poszukiwania drugiej osoby do samodzielnego wyjazdu z plecakiem, ale nie było to takie proste. Ówczesna przyjaciółka w ostatniej chwili odmówiła wyjazdu do Indii. Stwierdziła, że poraziła ją miłość, jak grom z jasnego nieba, do wieloletniego przyjaciela, gdy stali pod latarnią (uwaga na latarnie nocą!). Została w kraju i wzięła ślub. On się nad nią znęcał fizyczni i psychicznie. Rozwód był parę lat później. Innym razem, znalazłam trójkę studentów z Gdańska, którzy wybierali się do Peru i szukali czwartej osoby. Ostatecznie ich rodzice, sponsorzy wyjazdu, odmówili mojego udziału obawiając się, że będę przemycała narkotyki (!). W tym czasie w telewizji głośno było o przemycie z Warszawy do Peru. Byłam zdesperowana do tego stopnia, że pogorszyła mi się cera z powodu niepowodzeń. Ostatecznie kupiłam wycieczkę objazdową do Egiptu i tam poznałam Ewę, policjantkę z Krakowa, nową wieloletnią przyjaciółkę.

W końcu parę lat później, w wieku 28 lat poznałam globtrotera, z którym zaczęłam podróżować tak jak chciałam. On miał doświadczenie w tego typu podróżach i wprowadził mnie w ten świat. Moje marzenie się spełniło. Zwiedziliśmy razem m.in. Indonezję, Wietnam, Chiny, Kambodża, Erytrea czy Jemen na półwyspie arabskim. Nabrałam doświadczenia, pewności siebie i świadomości, że świat jest pełen dobrych, serdecznych i pomocnych ludzi bez względu na to co pokazują media. Dziesięć lat później sama ruszyłam z biletem w jedną stronę, i to dwa razy, do Azji, potem do Afryki.      

Afryka to zupełnie inny świat - co najbardziej cię w nim fascynuje?

Afryka jest tak wielka i różnorodna. Poznałam jej mikro element. Kiedyś odwiedziłam Afrykę północną, Egipt i Maroko, potem Erytreę na Wschodzie. Teraz jestem na Zachodzie i faktycznie jest tu bardzo zachodnio. Senegal jest dla mnie bardzo bardzo gościnnym, barwnym i bezpiecznym krajem. Fascynuje mnie tutejsza otwartość, serdeczność i życzliwość do siebie wzajemnie i ludzi napływowych. Czuję się bezpiecznie na ulicach Dakaru gdy spaceruję lub jeżdżę lokalnymi busikami. Całe życie lubię kolory, a tutejsze barwne stroje i nakrycia głowy wyglądają na Senegalkach bajecznie i niezwykle kobieco. Lubię też ich urodę, Senegalczycy mają piękne rysy i wyprostowane sylwetki. Rzadki widok w zgarbionej Europie. Ludzie pozdrawiają siebie wzajemnie na ulicy, ważne jest także okazywanie szacunku starszym. Dzieci podchodzą do mnie wyciągają swoje drobne rączki na powitanie. Mężczyźni witają się czasami przykładając dłoń znajomego do czoła.  Uwielbiam tutejsze jasne światło i mocne żywioły, szum oceanu w Dakarze i pogwizdujące w powietrzu drapieżniki unoszące się nad plażami. Fascynuj mnie także życie w Dakarze, pełne różnych atrakcji i obcokrajowców pracujących dla międzynarodowych organizacji.

Przechodząc do kolejnego fascynjącego elementu twojego bio... Jesteś żoną szamana,  jak się poznaliście?

Poznaliśmy się w pół drogi w Malezji. Tam zatrzymałam się u jego brata i zmierzałam na Bali, by tam zacząć nowe życie. Ousman przyleciał z Tajlandii, gdzie przebywał ostatnie 5 lat i zmierzał do Japonii, by tam zacząc swoje nowe życie. Najlepsze scenariusze filmowe pisze życie, nieprawdaż?

Szamani to tacy psychologowie... zdradzisz jakiś Jego sekret na zdrowe i szczęśliwe życie?

Ousmane je bardzo mało, z reguły dwa razy dziennie, nie lubi cukru i wygląda bardzo młodo. Gdy go poznałam dałam mu 25 lat, a miał 38. Twierdzi, że sposobem na zachowanie młodości jest: mało jeść, bez słodyczy i utrzymywać dobre myśli w głowie o sobie i o innych.

Jakie lubisz kolory? Słońce w Afryki ma inny kolor niż w Europie? Czym jest słońce dla Ciebie?

Afryka zmieniła moje kolory. Z błękitów, bordo, fioletów przeszłam na kolory gorącej ziemi: czekoladowe brązy, pomarańczowy i żółty. Słońce ma ten sam kolor. Jest dla mnie ciepłem, które czuję na skórze i wewnętrzną siłą, które czuje w sobie. Słońce ociepla serce. Coś w tym jest, że ludzie z krajów nasłonecznionych mają w sobie więcej spokoju i radości oraz chęci do życia. W Senegalu słonce świeci 365 dni w roku, nawet w porze deszczowej od lipca do października, więc karmę się nim codziennie. Ale gdy przyjechałam do Warszawy w połowie czerwca, popatrzyłam na słońce i poczułam, że ono łączy mnie z Afryka. Jest więc moim łącznikiem z Senegalem i Ousmanem, moim mężem.  

Jak udaje Ci się żyć w Polsce i w Afryce? Co ci daje krążenie między tymi kompletnie różnymi miejscami na świecie... 

Realizuję swoje kolejne marzenie: praca przez internet oraz stacjonarna tam gdzie akurat jestem. Gdy jestem w Polsce opowiadam o Senegalu, przełamuję stereotypy dot Afryki, buduję pomosty między tymi kulturami i zachęcam do pobytów kulturowo-przyjemnościowych dla kobiet, które organizuję już od 15 stycznia w Senegalu.

Gdy jestem w Senegalu, pracuję przez internet prowadząc e-Sesje dla osób gotowych ruszyć do przodu ze swoim życiem, organizuję spotkania księżycowe z kobietami ze świata mieszkającymi w Dakarze. W stolicy jest bardzo kosmopolitycznie, dużo się dzieje w kulturze, sztuce, sporcie, edukacji.

Lubię ruch, różnorodność, jestem jak wiatr i potrzebuję się przemieszczać, choć nie mam już jak dawniej potrzeby zwiedzać świata. Jest tyle do poznania i opisania z kultury, obyczajów i uroków codziennego życia w Senegalu. Na razie to mi wystarcza

Czego np. Twój Szaman może się nauczyć od nas europejczyków?

To nie jest łatwe pytanie, bo jemu jest bliżej do myślenia ‘europejskiego’ niż afrykańskiego. Gdy był młody, mówiono mu, że powinien sobie znaleźć białą żonę, bo z afrykanką się nie dogada. Dlatego ciągnęło go w świat. Był w Dubaju, Japonii, Malezji i żył 5 lat w Tajlandii. Jest słowny, dobrze zorganizowany, praktyczny, ubiera się po europejsku, dlatego nazywam go miejskim szamanem.

Choć mógłby nauczyć się gry na fortepianie. Zagrałby dla mnie mazurki Chopina z afrykańskim śpiewem, bo ma piękny głos.

 

Na spotkanie z Joanną zapraszamy już w tę środę 22 listopada o g. 18.30 do Salonu Damosfery,

pytała: Kasia Kamińska

 

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X