22.07.2021, 08:45

Zdobyła medal olimpijski w starych trampkach

„Całujemy za medal stop szal przy telewizorach stop” – telegram od Zbyszka Cybulskiego i Bobka Kobieli. „Jarosia jesteś cudna bardziej niż złoty medal” to tylko dwa z kilkudziesięciu telegramów, które Jarosława Jóźwiakowska otrzymała na adres wioski olimpijskiej w Rzymie po zdobyciu srebrnego medalu na olimpiadzie w 1960 roku.

Być kobietą sportowcem w tamtych czasach łatwo nie było. Powód? Jest ich nawet kilka. Dopiero w 2012 roku podczas igrzysk olimpijskich w Londynie, kobiety mogły startować we wszystkich tych samych konkurencjach co mężczyźni. A w styczniu 2018 roku MKOL wykonał krok milowy w kierunku budowania równouprawnienia w sporcie. Jak pisze Anna Sulińska w książce „Olimpijki”, Wyd. Czarne, 2020 r. – pojawił się dokument, w którym pojawiły się ustalenia dotyczące równouprawnienia w sporcie:

Rekomendacje dotyczące między innymi tego, że należy dążyć nie tylko do zrównania liczby zawodników i zawodniczek startujących na igrzyskach olimpijskich, ale także do tego, by takie proporcje obejmowały również trenerów i trenerki. Ponadto zwrócono uwagę na to, by czas antenowy przeznaczony na transmisję zmagań kobiet i mężczyzn się nie różnił.

Autorka pisze też, że rekord padł na igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 roku, gdzie 45% osób biorących udział w rywalizacji sportowej stanowiły kobiety. To naprawdę dużo, porównując, że w 1992 roku odsetek zawodniczek nie przekraczał 30%.

Do sukcesu potrzebne są sprzyjające okoliczności i charakter

W PRL-u jedną z wybitnych kobiet zdobywających medale była wspomniana Jarosława Jóźwiakowska. Uprawiała siatkówkę, lekkoatletykę, ale największe sukcesy odniosła w skoku wzwyż. Poza problemami dotyczącymi dyskryminacji kobiet w sporcie, w Polsce zawodniczki musiały się zmagać z koszmarnymi warunkami do treningów i brakiem akcesoriów sportowych takich, jak… odpowiednie obuwie. Kluby mogły tylko pomarzyć o kolcach Adidasa w siermiężnej Polsce Ludowej. Zdarzało się, że zachodni producenci przekazywali po kilka par Polakom, ale to nie było w czasach sukcesów Jarki.

– Rewolucja od wejścia Adidasa była olbrzymia – mówi Andrzej Majkowski, prezes Polskiego Związku lekkiej Atletyki w latach 1969-1972 – wcześniej wszystko odbywało się w pepegach czy starych trampkach.

Jóźwiakowska nie trenowała jak teraz zawodnicy na znanej dziś czerwonej nawierzchni, którą pokryte są bieżnie, rozbiegi. Jarosława męczyła się na żużlu, piachu lub podłożu znanym z kortów tenisowych, a po skoku upadała na kopczyk ziemi.

„W deszczową pogodę piach zmienia się w błotnistą maź, i to zarówno na rozbiegu, jak i kopczyku, na którym ląduje skoczek lub skoczkini”.

Mokry piach oblepiający całe ciało nie zachęca do treningów. Bez względu na pogodę jego właściwości amortyzacyjne są nieporównywalne do tych, jakie mają dzisiejsze materace.

– Przez te lądowania na ziemi mam strasznie wybite stawy barkowe. Te urazy wyszły mi dopiero kilka lat po zakończeniu kariery, ale i tak nie mam prawa narzekać na zdrowie – mówi 82-letnia Jóźwiakowska.

Mocny charakter udowodniła w trakcie swojej kariery. Dowiodła, że ambicja i wola walki więcej znaczą niż brak warunków zewnętrznych, które sprzyjają biciu rekordów. Pani Jarosława liczy sobie tylko 167 centymetrów wzrostu, co przy skoku wzwyż jest naprawdę niewielkim atutem. Jednak była uparta i mocno pracowała. Była taka od dziecka. Urodziła się w Poznaniu dwa lata przed wybuchem II wojny światowej. W czasie okupacji tułała się z rodziną po kraju. Jednak swoje dzieciństwo dobrze wspomina, wyrobiło w niej siłę i to, że się nigdy później nie poddawała. Pamięta, jak bardzo chciała się przejechać na motocyklu ojca. Za nic nie chciał jej dać, ale…

- Pojechałam kawałek, czyli pokazałam, że potrafię, a to było najważniejsze – opowiada.

Tak samo było w sporcie. Po prostu wiedziała, że musi skoczyć na jakąś wysokość i skakała. Nie myślała, że może się nie udać!

Ostatni będą pierwszymi

Na igrzyska w Rzymie, gdzie zdobyła medal, została wysłana w ostatniej chwili za sprawą nacisków opinii publicznej i prasy. Zdaniem działaczy… nie rokowała. Kto? Mistrzyni Polski w skoku wzwyż, dwukrotna brązowa medalistka akademickich mistrzostw świata, która siedem razy poprawiła rekord Polski. Na szczęście znalazło się miejsce i Jóźwiakowska wyjechała, by zdobyć medal. Nikt na nią nie liczył, więc nie miała presji, by coś osiągnąć. Dlatego przestała się przejmować startem, odpuściła i zwyciężyła.

– Byłam w takim nastroju, że nie bałam się już niczego – mówiła w wywiadzie dla „Przeglądu sportowego” w 1961 roku.

Kiedy zdobyła medal kompletnie nie wiedziała, co się z nią dzieje. Powtarzała sobie: Jarka weź się w garść, przecież jesteś olimpijską medalistką. Nie mogła uwierzyć, że udało się to jej: normalnej, prostej dziewczynie, która wyszła ze zwykłego domu bez żadnych sportowych tradycji.

Zbyszek Cybulski wita mistrzynię!

Aktor wraz z Bogusławem Kobielą pojawił się na gdańskim lotnisku, by powitać koleżankę. Wcześniej wysłali jej telegram:

„Całujemy za medal stop szal przy telewizorach stop”.

Aktorzy byli zapalonymi kibicami, mieszkali w Sopocie i przychodzili w ogóle na niemal wszystkie zawody sportowe rozgrywane w Trójmieście. Kiedy Jarka musiała opuścić akademik, a nie było jej stać na wynajęcie pokoju, Zbyszek i Bobek przygarnęli ją do siebie, urządzając jej kącik do spania za parawanem, który wytrzasnęli z teatru.

Medal olimpijski a presja

Po igrzyskach czuła się przytłoczona medalem. Odpowiedzialność spowodowała, że nie czerpała radości z treningów. Ale wciąż szła do przodu, bijąc rekord za rekordem. Był to dla niej czas wielkiego wysiłku sportowego, o którym dziś nie chce pamiętać. W przygotowaniu formy do zawodów w Japonii trenowała razem ze sprinterkami, bo była jedyną skoczkinią wzwyż na zgrupowaniach kadry. Swój ostatni występ zaplanowała w Budapeszcie. Spędziła już 10 lat w sporcie i uznała, że chce wyjść z niego z radością, a nie smutkiem.

„Jeśli kończy się z twarzą, łatwiej się odnaleźć w układzie pozasportowym”.

Postanowiła się wycofać. Skończyła studia ekonomiczne, wyjechała do Anglii, gdzie przez dwa lata pracowała jako kelnerka i opiekowała się dziećmi. Po powrocie do kraju łapała się różnych zajęć. Aż w 1978 roku została wicedyrektorką Centralnego Ośrodka Sportu w Cetniewie, gdzie odpowiadała za zaopatrzenie i kontakty ze sportowcami. Wspomina, że dzięki temu, że była rozpoznawalna, pomagało jej to zdobyć niezbędne zaopatrzenie.

Pasja sport nadal trwa

Jarka nie zapominała też o sporcie. W wieku 40 lat nauczyła się jeździć na nartach. Pokochała też jazdę samochodem i mówi, że gdyby urodziła się ponownie, pewnie zostałaby kierowcą rajdowym.

„Sport nauczył mnie odpowiedzialności, tego, by w życiu walczyć samotnie, skoro w partnerstwie się nie udało. W latach 50. nie byliśmy jak dzisiejsi kandydaci na mistrzów, tylko dodatkiem do sprawy, która nazywa się sport”.

Zawodnicy nie byli pierwszoplanowi, dlatego nie byli obciążeni psychicznie, tak jak obecnie sportowcy. Mieli za to satysfakcję i mocne charaktery, a stąd przekonanie, że dadzą sobie zawsze radę!

Wypowiedzi wykorzystane w tekście pochodzą z książki Anny Sulińskiej pt. „Olimpijki”, Wyd. Czarne, 2020 r.

Txt: Katarzyna Kamińska

Zdjęcie: Wikipedia CC
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X