07.09.2017, 10:59

Zalety rysowania

Pogoda za oknem nie nastraja optymistycznie. Dlatego my rysujemy. Co? Esy-floresy. Nawet takie mazanie na kartce poprawa humor i czyni cuda, a 45 minut rysownia pomaga zmniejszyć stres. Sztuka pomaga sobie poradzić z problemami życia codziennego, ale też leczy.

Od tysięcy lat ludzie wyrażają gwałtowne i trudne emocje za pomocą np.  malowania, rysowania, rzeźbienia. Tworząc można koncentrować się na swoim doświadczeniu wewnętrznym – uczuciach, wyobraźni. To, co stworzymy jest często wyrazem naszych potrzeb, poglądów, zainteresowań, myśli. W sztuce zawarta jest siła ducha, która jest w stanie zwyciężyć cielesny ból, nostalgię, wewnętrzny niepokój. Nie dziwią więc słowa pisane przez rosyjskiego lekarza dawno temu: sztuką smutnego pocieszysz, zdenerwowanego uspokoisz, opryskliwego przestraszysz, tchórzliwego uczynisz śmiałym, skrytego otwartym, zuchwałego – pokornym.

Co na to odpowiedzą artyści: 

- Moim zdaniem  nie tyle sztuka, jako taka, ale szczególnie intensywny kolor ma bardzo duży wpływ na naszą psychikę, gdyż jak wiadomo każda z barw ma określoną długość fal,  która w sposób wręcz dowiedziony naukowo oddziaływuje na nasz organizm.  Zjawisko to właściwie z zakresu fizyki jest również wykorzystywane przecież w tak zwanej Chromaterapii – uważa artystka, Eva Chełmecka.

Według niej, na tej samej zasadzie otaczając się świetlistymi radosnymi kolorami stymulujemy swoją psychikę i nastrój w sposób pozytywny, zaś  ciągłe otaczanie się szarościami i  brązami często powoduje depresję  czy też przynajmniej stany obniżonego nastroju.

Naukowcy odkryli, że już rysowanie samych szlaczków, esów-floresów dając poczucie czystej przyjemności, nawet przy braku jakichkolwiek umiejętności artystycznych. Dzieje się tak, bo tworzenie sztuki (nawet szlaczków) zwiększa, bowiem przepływ krwi w korze przedczołowej, a ta aktywność wywołuje pozytywne uczucia. 

- Natomiast, jako że prawdziwa sztuka powinna dotykać, również rzeczy bolesnych, drastycznych czy też niejednokroć smutnych - za sprawą tego, iż  niesie  pewne refleksje, dlatego niekoniecznie można jednoznacznie powiedzieć, iż obcowanie ze sztuką zawsze poprawia nastrój. Czasem prowokuje nas do pewnych przemyśleń, które nie zawsze są łatwe, co sprawia, że  nagle dochodzą do głosu  pewne emocje  na co dzień skrywane. Za sprawą tego sztuka bywa też katalizatorem pewnych zmian zarówno osobistych, jak społecznych – dodaje Eva Chełmecka.

O tym, że sztuka ma działanie terapeutyczne wie dobrze ilustratorka mody, Sylwia Dębicka.

- Rysowałam od najmłodszych lat, odkąd sięgam pamięcią. Ta czynność całkowicie pochłaniała i uspokajała mnie. Moja mama zawsze była uradowana, że wystarczy dać mi kartkę papieru i kredki, i sama zajmę się sobą na długie godziny.  Jako 3-letni brzdąc oczywiście nie wiedziałam, że to oznaka talentu, czy zapowiedz malarskiej przyszłości... Po prostu to lubiłam. Zresztą mieszkałam wówczas z rodzicami w innym kraju i prawie nikogo tam nie znałam – opowiada Sylwia.

O tym, że ma predyspozycje do rysowania dowiedziała się dopiero po powrocie do Polski i pójściu do przedszkola, którego nawiasem mówiąc, nie znosiła. Wynikało to z problemów z komunikacją z innymi dziećmi: Sylwia mówiła mieszaniną polskiego i niemieckiego, i nie miała pojęcia o istnieniu osobnych języków.

- Zauważyłam natomiast, że inne dzieci nie potrafią narysować zwierzątka, słoneczka, a kiedy proszę, żeby narysowały kółko - robią bazgroł, który bardziej przypomina koślawą literę "X". Kompletnie nie potrafiłam tego zrozumieć, w końcu dla mnie to było takie proste. Mama, widząc, że nie jestem szczęśliwa w przedszkolu, zapisała mnie na zajęcia plastyczne w miejskim ośrodku kultury, gdzie spędzałam całe dnie. Zamiast chodzić do przedszkola - rysowałam! Oczywiście były tam też inne dzieci, z którymi bawiłam się i dzieliłam pasję, było to więc jak przedszkole plastyczne.  To były najlepsze czasy mojego dzieciństwa – dodaje ze śmiechem Sylwia.

Im szybciej świadomie rozpoczniemy z nią obcować, tym szybciej wykształcimy estetyczny gust. Udowodniono na wszelkie sposoby, że im wcześniejszy kontakt ze sztuką, tym lepiej rozwija się ludzki mózg (np. gra na instrumentach), a im bardziej pozwalamy sobie być kreatywnymi, tym bardziej kreatywni się stajemy.

- To oczywiście tyczy się głównie dzieci, które mają naturalne i własne/subiektywne wizje rzeczywistości oraz twórczą wyobraźnię. Z mojego doświadczenia wynika, że to subiektywne widzenie często jest ograniczane i „skracane“ przez nauczycieli czy rodziców, którzy narzucają pewne schematy i standardy. Nie warto „na siłę“ takich standardów oczekiwać i korygować proces twórczy. Jako że kreatywności się uczymy, potrzebujemy elastyczności i umiejętności uczenia się aby być kreatywnymi. Wszelkie działania artystyczne, kreatywne, plastyczne, w tym “niewinne” tzw. esy-floresy to dobry sposób na drodze do siebie i do Sztuki - podsumowuje naszą rozmowę Anna Artymowska, historyk, edukator, muzyk Zamek Królewski, MMZ, Fundacja Bez Wizy. 

 

 

zdjęcie: archiwum prywatne Sylwia Dębicka

 

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X