13.02.2017, 10:14

Z pamiętnika wyprawy po Karaibach

Urlop już od dawna był zaplanowany. Miało tam być ciepło, egzotycznie i przystępnie cenowo. Myślałyśmy z przyjaciółką o Kubie, ale cena zatopiła nasze plany. Dzień przed Wigilią zadzwoniła do mnie Ania i zapytała co powiem na rejs po Karaibach. Zatkało mnie, bo zawsze miałam przeświadczenie, że to potwornie drogie i dla ludzi na emeryturze. Jak się okazało – to nieprawda! Trzeba tylko upolować atrakcyjną ofertę i jak się przekonałyśmy już potem na rejsie,  można spotkać  ludzi w każdym wieku. Zatem zostało postanowione, że Sylwester AD 2016 spędzę gdzieś na Morzu Karaibskim!

Ekscytacja związana z wyjazdem sięgała zenitu, dobrze, że po drodze były Święta, bo bym chyba na niczym nie mogła się skupić. I tak 29 grudnia wsiadłyśmy w samolot do Madrytu, by rozpocząć karaibską przygodę. W Madrycie na szczęście  nocowałyśmy, więc szybko pobiegłyśmy do Muzeum PRADO, w którym udało nam się zobaczyć kilku wielkich malarzy, takich choćby jak Goya, Rafael, Tycjan, czy Rubens. Z muzeum, z którego nas musieli siłą wyciągać, poszłyśmy spacerem przez Madryt w poszukiwaniu prawdziwego baru tapas. Uczta dla podniebienia było cudowna. Pyszne czerwone wino podkreślało smak wybranych dań – znakomitej zupy, przekąsek w postaci chorizo na ciepło i niesamowitej mięsnej zapiekanki. 

Następnego dnia naładowane super energią wylądowałyśmy na lotnisku, by po 9 godzinach lotu znaleźć się na Dominikanie. Przywitał nas upał i życzliwi ludzie. Z lotniska przejechałyśmy do portu, w którym czekał na nas już nasz statek Zenith (12 pokładowy na ok. 1800 pasażerów).

Standardem na  tego typu rejsach jest pływanie nocą a za dnia cumowanie co i rusz w innym porcie na innych wyspach. Pierwszy i przedostatni dzień był na statku. To miejsce, które ma wiele do zaoferowania – poza oczywiście jedzeniem i alkoholami serwowanymi cały dzień w nieograniczonych ilościach są tam siłownia, baseny, jacuzzi, teatr, kasyno, sklepy, pokłady, na których można się wylegiwać – jednym słowem trudno się nudzić.

Jednak znacznie lepiej jest podczas dni, w które schodzi się na wyspy. Każda inna, każda ma do zaoferowania inne atrakcje – piękne plaże, takie naprawdę z białym piaskiem i turkusowym morzem, lasy deszczowe, dla amatorów nurkowania – wraki statków do zwiedzania, morskie miasteczka pełne kolorowych domów. Slumsy pełne niepracujących mężczyzn z bananem na twarzy od ucha do ucha ujaranych lokalnym towarem, bardzo przyjaznych, ciepłych, radosnych. A potem kontrast – bogate dzielnice, w których domy otoczone są niejednokrotnie kolczastym drutem.

Wyspy Karaibskie to region, w którym ludzie żyją wolniej, często biedniej, ale sprawiają wrażenie bardziej szczęśliwych, może przez tę temperaturę i słońce? Są niezwykle otwarci, nie krępuje ich robienie zdjęć, wręcz przeciwnie, chyba to lubią, stąd niezwykłe fotki wyspiarzy.

Podróżując przez wyspy można spotkać bawiące się przy drogach małpki, wiele egzotycznych ptaków, czy jaszczurek. Z okien mknącego samochodu można podziwiać plantacje bananów, kakaowca czy trzciny cukrowej. Wszędzie można kupić cygara czy wyspiarski rum, każda wyspa ma swoje receptury tego zacnego trunku.

Mieszkańcy Wysp Karaibskich są niezwykle wierzący – jeszcze 4 stycznia napotkałam bożonarodzeniowe szopki. Wszystkie święta trwają u nich znacznie dłużej niż u nas. Choćby taki Nowy Rok. Jeszcze 2 stycznia odbywały się uliczne festyny pełne tandetnych produktów do nabycia, występów lokalnych grup reggae. Cała ulica, ewidentnie po wypaleniu sporej ilości trawy lub czegokolwiek bądź, rytmicznie podryguje do zasłyszanych dźwięków dopływających ze sceny. Z ulicznych straganów zapraszają do spróbowania lokalne smakołyki – ryby grillowane na patyku, lody, rum w plastikowych kubeczkach, czy owoce, które na miejscu rozkrają nożem, by można je jeść. Sok z takich świeżych owoców, jedzonych łapczywie, spływa leniwie po brodach jedzących. Najukochańszym owocem tam jedzonym była marakuja, ponoć afrodyzjak. 

 Na placach i skwerach miasteczek, na których gwarnie gromadzą się tubylcy wymieszani z ciekawskimi turystami, można podejrzeć kumpli grających w grę przypominającą nasze warcaby, posłuchać muzyki ulicznych grajków, kupić piękne pamiątki maści wszelakiej, czy posiedzieć w którejś z niewielkich kafejek by napić się zawsze cudownej kawy - hodowanej tam na miejscu i tam też wypalanej w lokalnych palarniach.

 

Rejs jest fantastyczną formą spędzenia czasu, każdy znajdzie coś dla siebie, a jednocześnie nie ma szans na znudzenie się jednym miejscem. Na statku dane nam było poznać wielu fajnych Polaków, Hiszpanów, ale i miałyśmy też przegląd osobowości z  Ameryki Południowej; Wenezuelczyków czy Peruwiańczyków.

Warto polować na okazję last minute i  przeżyć przygodę życia!

Katarzyna Krauss

 

 

Galeria:

rejs po karaibach
rejs po karaibach
rejs po karaibach
rejs po karaibach
rejs po karaibach
rejs po karaibach
rejs po karaibach
rejs po karaibach
 
 
 

Komentarze

B
 
Piękne zdjęcia. Inspiruje do realizacji marzeń podróżniczych.
H
 
Pięknie opisane, a jakie zdjęcia! Zazdroszczę wyprawy! Pozdrawiam Piękne Damy! H.
 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X