18.12.2017, 18:05

Z Krystyną Mazurówną o życiu, miłości i zmianach

Damosfera: Faust sprzedał duszę diabłu za wieczną młodość. Jesteś pełna życia i pasji. Sprzedałaś duszę?

Krystyna Mazurówna: Nigdy bym jej nie sprzedała … No, chyba żeby mi ktoś za nią dobrze zapłacił. Ale na pewno nie przyjęłabym jako zapłaty wiecznej młodości. W ogóle nie chcę być młodą. Szczycę się swoim wiekiem. Czasem dorzucam sobie nawet rok lub dwa, aby być bardziej interesującą.

Interesującą czy intrygującą?

Jak zwał, tak zwał: interesująca, intrygująca, ciekawa, dziwna … Tu nie chodzi o młodość, tylko o to, aby dobrze czuć się we własnej skórze, aby być w zgodzie ze sobą. Jeśli przy tym nie wiszą zmarszczki  do brody to oczywiście jej lepiej.

Czym dla Ciebie jest młodość: PESEL, stan ducha, stan serca?

Młodość to jest stan przez który wszyscy przechodzimy, który na szczęście się kończy. Potem jesteśmy dojrzali, dojrzali i jeszcze bardziej dojrzali. To nie ma znaczenia. Nie ma czegoś takiego, że w „pewnym wieku” nie wypada czegoś robić. Młodziakom przed dwudziestką nie wypada mnie szczypać, ale czasem to robią. Ja nie lubię takiego stawiania sprawy ani określenia „nie wypada”.

Co może bowiem wypadać w pewnym wieku? Włosy mogą wypadać, dysk, zęby … Ale można temu zapobiegać.

Nie mam nic przeciwko młodości, ale nie jest okresem życia, za którym bym tęskniła. Jest ona dobra o tyle, że jest górna i chmurna i sprawna jeśli chodzi o szybkość pracy komórek mózgowych. Dlatego moi wnukowie mnie uczą posługiwania się IPhonem. Ja mam opory, boję się że zepsuję  i oczywiście coś psuję. Oni nie mają żadnych oporów.

Mi pasuje do Ciebie definicja młodości jako odwagi w podejmowaniu się nowych rzeczy, zdobywania nowych doświadczeń, chęci i gotowości uczenia się ciągle czegoś nowego.

Owszem, mam to wszystko. Uważam, że są to  jednak cechy charakteru, które należy w sobie pielęgnować. Nie ma nic gorszego niż odpuścić sobie. Wtedy starość sama przychodzi.

Jestem szalenie ciekawska, lubię nowe wyzwania, przyjmuję wszystkie nowe propozycje. To mnie trzyma w dobrej kondycji. Myślę, że wzięło się to u mnie z trudnych czasów, które przeżyłam i okoliczności mojego życia. Rodzice niewiele mi przekazali w ramach wychowywania.  Byłam dzieckiem w czasie zawieruchy wojennej, potem rodzice się rozeszli. Musiałam sama dokonywać ważnych wyborów. Nie wyszło mi to na złe.

Nauczyłam się doceniać chwile, cieszyć zżyciem na bieżąco. Lubię piękną pogodę, ale deszcz też potrafię docenić, cudowną kolację z szampanem i porcję dobrych pierogów w barze mlecznym. To jest ciekawość świata, jego różnorodności.

Trzeba się czasem troszeczkę zmuszać. Wiadomo, że niekiedy wolę poleżeć na kanapie i nic nie robić. Jednak trzeba wychodzić do ludzi, zobaczyć nowy film, przeczytać ciekawą książkę. Wzbogacać siebie i swoje życie.

Interesujesz się: sztukami plastycznymi, teatrem, czytasz.

Jak każdy człowiek. Powinniśmy interesować się otaczającym nas światem, żyjemy tu i teraz czyli w XXI wieku. Musimy wiedzieć, gdzie jesteśmy, po co, w którym kierunku może pójść dalsze życie. Oczywiście interesuję się tym wszystkim. Także makijażem, modą. Czym się da. Im mamy szerszy krąg zainteresowań, tym lepiej dla nas.

Czy wpływ na to ma fakt, że jesteś paryżanką?

To nie ma znaczenia, gdzie mieszkam. Myślę, że jakbym urodziła się w Kutnie, z którego pewnie zaraz bym się wyprowadziła gdzieś dalej, to działałabym tak samo. Przede wszystkim żyję w samolocie, bo bez przerwy podróżuję, gdyż jak już wspominałam, akceptuję każdą propozycję interesującej współpracy. Zawsze mówię, że jestem Polką, która mieszka w Paryżu, ale najlepiej czuję się na Manhattanie. Tam jest ta energia, wolność nie tyle polityczna, ile wolność osobista, niezwykłe możliwości. Jak przyjeżdżam z Nowego Jorku do Paryża to wydaje mi się, że trafiłam do wioski. W Paryżu o 3 czy 4 po południu wszystkie restauracje są zamknięte, paryżanie jedzą w określonych godzinach. I tak pracują restauracje. W Nowym Jorku jest to nie do pomyślenia!

Jak to się wszystko zaczęło kształtować? Czy była to może szkoła baletowa, życie tancerki?

Tak. Wymyśliłam sobie, że będę tancerką, gdy miałam trzy lata i konsekwentnie wykonywałam ten zawód do sześćdziesiątki. Może nawet trochę dłużej, bo niedawno tańczyłam na scenie w Bydgoszczy. Zatem: taniec, ruch, ale także dyscyplina. Ten zawód wynika z niesłychanej dyscypliny i silnej woli, która się kształtuje podczas nauki i umacnia w czasie wykonywania tego zawodu. 

Tych ostatnich Ci nie brak! Byłaś pierwszą w Polsce tancerką, która przestała tańczyć  w „Jeziorze Łabędzim” i zaczęła wprowadzać taniec jazzowy, nowoczesny. Miałaś jako pierwsza po wojnie prywatną grupę baletową, tańczyłaś do pierwszych w Polsce teledysków i układałaś do nich choreografię ... W tym do sławnego przeboju „Kochać” Piotra Szczepanika.

Tak to był taki okres, w którym bardzo często występowałam w telewizji. Nawet trzy razy w tygodniu. Pamiętam, jak zadzwoniono do mnie w niedzielę rano z pytaniem dlaczego mnie i mojego tanecznego partnera Gerarda Wilka nie ma jeszcze na planie. Piotr Szczepanik już bowiem przyszedł … Zupełnie o tym zapomniałam … Na szczęście spał u mnie Gerard Wilk. Poprzednia noc spędziliśmy w  „Kamieniołomach” w hotelu Europejskim, najelegantszym wówczas lokalu nocnym stolicy, gdzie Gerard uczył mnie pić whisky … Pobiegliśmy na nagranie w prywatnych ciuchach, jak staliśmy. Byliśmy zgrani ze sobą, zatem udało się nam. Powiedziałam wtedy „Jedna taka chałtura. Na szczęście tyle mamy dobrych audycji”.  I stało się … Ta chałtura przetrwała, a te naprawdę dobre odeszły w zapomnienie!

Mogłaś całe życie spędzić jako szanowana i podziwiana solistka Teatru Wielkiego …

…żona jednego męża, mieszkająca w tym samym mieszkaniu … To byłoby straszne! Uwielbiam zmiany: kraju, świata, zawodów, mężczyzn. Wszystkiego. Nie polecam tego, jako receptę czy sposób na życie, bo każdy musi żyć w zgodzie ze sobą, ale ja jestem tak właśnie skonstruowana.

 Wspomniałaś, że kochasz modę. Twoje związki z nią są bardzo wczesne. Zaczęłaś z nią kombinować już w ...

… Przedszkolu! Gdy było zimno we Lwowie, w mroźny zaśnieżony dzień mama ubierała mnie w ciepłe ubranie przypominające dresy. Mówiłam :”Nie jestem chłopcem żeby nosić szerokie spodnie i bluzę!”. Pod spodem miałam różową koszulkę do kolan z koronką, którą wypuszczałam na spodnie, aby było inaczej, ładniej.  Co było … bardzo odważnym zestawem. Test dla wyobraźni: na wojłokowych szerokich spodniach koszulka do kolan z koronką.

Byłaś od zawsze barwnym ptakiem. Jesteś powszechnie rozpoznawalna.

Wielu osobom podoba się mój styl. Jednak niektórzy są oburzeni: „jak tak można”, „to nie wypada”. Czyli co? Gorszy ich czerwona spódnica i do niej zielone buty? Świadczy to tylko o polskim sposobie reakcji. W każdym miejscu na świecie wygląda ona inaczej. W Paryżu ludzie na mnie nie reagują. Francuskie zasady dobrego wychowania zakładają, że nie należy: komentować, patrzyć, oceniać. Natomiast w Nowym Jorku ludzie podchodzą, nawiązują kontakt: „O! Jakie masz świetne włosy, skąd masz takie buty, co za spódniczka, pierścionek!”. Jak byłam zaś w Moskwie baby pluły na mój widok i krzyczały „Eto nie nada”. A ja im na to hardo „NADA!”.

Powiedziałaś, że nie chciałaś być całe życie z jednym mężczyzną. Przecież tego nie zakładałaś świadomie?!

To prawda. Miałam nawet taki moment, że chciałam być tą jedyną, z tym jedynym. Mieszkałam w jakiejś „chatce Puchatka” w Łomiankach pod Warszawą… Na szczęście mi się to odmieniło.

Czym jest zatem dla Ciebie miłość?

To najwspanialsza rzecz, jaka może się nam przydarzyć. Jest kompletnie abstrakcyjna, nie mamy na nią wpływu: ani na to kiedy wybuchnie, ani kiedy się skończy. To może być miłość kobiety do mężczyzny, babci do kota czy wnuczków.

Powiedziałaś kiedyś, że nigdy nie chciałaś nikogo zdradzać.

Takie mam zasady. Byłam 13 lat przykładną żoną, matką dwójki wspólnych dzieci. Kupiliśmy mieszkanie w Paryżu, samochód. Potem drugi samochód, dom pod Paryżem, mieliśmy psa i koty. Któregoś dnia spojrzałam i zauważyłam innego mężczyznę. Serce mi zaczęło łomotać … Wsiadałam do samochodu i przyjechałam do domu pod miastem. Zbudziłam mojego biednego męża i mówię „Słuchaj ja Cię będę zdradzać”.  Znał moje zasady więc mówi: „Musimy się od razu rozwodzić? Ja już Ci wybaczam!”. Ale czy ja mogłam w piątki i we wtorki był z ukochanym, a potem przyjeżdżać do domu, męża i dzieci? Rzuciłam to wszystko, co mieliśmy. I zaczęłam od zera.

Ja lubię zaczynać od zera! To wyzwanie. Dałam radę, choć byłam na zasiłku dla bezrobotnych.

Zdradzisz jak?

Byłam wtedy po pięćdziesiątce. Nie chciałam stawać na castingi z młodziutkimi tancerkami. Zapowiedziałam się na rozmowę do dyrektora banku, nie w okienku, tylko w gabinecie. Włożyłam polskie futro do ziemi z wielkim boa. Od progu zawiadomiłam go, że zamierzam kupić kilkanaście mieszkań w dzielnicy, którą obsługuje ten oddział banku. On przyklasnął, że to bardzo dobry pomysł. Zapytałam zatem: „Sądzi Pan, że lepiej zrobić to hurtem np. po pięć?” Powiedział mi, że ze względów podatkowych lepiej po jednym. „Myśli pan, że lepiej kupować za gotówkę?”. „Absolutnie nie! Należy wziąć kredyt, ze względów podatkowych”. A ja na to „Dobrze. To się zgadzam na ten kredyt”. Rozumiesz: ja go nie prosiłam, ja się ZGODZIŁAM. A później ciężko pracowałam, aby to rzetelnie spłacać. Wykonywałam kilkanaście zawodów, byłam szatniarką, barmanką, panią informatorką w metrze, sprzedawczynią,  itd. itp.

Zrealizowałaś postulat taty, który mówił, że jak przestaniesz zarabiać nóżkami, to żebyś zaczęła zarabiać główką?

Wtedy jeszcze nie. Teraz to robię. Napisałam i wydałam 3 książki. Właśnie szykuję do druku czwartą pt. „Nasi zagranicą”. Opisuję w niej autentyczne losy kilkunastu Polek i Polaków, z którymi się spotykałam w Paryżu, Nowym Jorku czy innych miastach.

Moja pierwsza książka opowiada o barwnym życiu w Warszawie „Burzliwe życie tancerki”. Druga ma podstępny tytuł „Moje noce z mężczyznami”. Jest to kilkanaście opowiadań o nocach, które przeżyłam z mężczyznami. Żadna z tych nocy nie była przygodą erotyczną, a opowiadania nie są o miłości. Trzecia to są spotkania z wybitnymi mężczyznami „Ach Ci faceci!”.

Skoro jesteśmy przy temacie … Co musi mieć w sobie mężczyzna, abyś rzucała dla niego ustabilizowany, wygodny świat, psa i koty?

Musi mnie fascynować. Nie jest ważne jak wygląda, ani jaki wykonuje zawód. Musi mieć błysk inteligencji w oku, poczucie humoru. Padam plackiem

Dla jednego z takich intelektualistów rzuciłaś studia po jednym dniu?

Rzeczywiście. Byłam jedną godzinę na polonistyce na Uniwersytecie Warszawskim. Przyjechał po mnie samochodem Krzysztof Teodor Toeplitz i  NATYCHMIAST Z ROLI STUDENTKI PRZESZŁAM NA URLOP MACIERZYŃSKI.

Co chciałabyś poradzić Czytelniczkom Damosfery?

Aby się niczego nie bały w życiu. Nie ma nic, czemu byśmy nie sprostały. Trzeba w siebie wierzyć i robić to, na co się ma ochotę! Mimo, że tatuś, czy mamusia mówią, że tak nie można, mąż, że tak nie wypada, a najlepsza przyjaciółka odradza z całych sił. Nawet jak Cię dzieci krytykują … Moja córka, jak ma wątpliwości do moich poczynań mówi „Ma-MO!”. A ja i tak robię swoje. Wy, dziewczyny, też róbcie.

 

Rozmawiała: Agnieszka L. Janas

 

Krystyna Mazurówna – polska tancerka, choreografka i dziennikarka pracująca we Francji, solistka Casino de Paris

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X