27.02.2019, 08:00

Wszystko może się zdarzyć...

Kiedy dobiegasz 50-tki powinnaś odcinać już kupony, cieszyć się życiem, bo dzieci już odchowane, masz czas na swoje pasje i spotkania z przyjaciółmi… Życie pisze jednak swoje scenariusze, czasem takie, które nie śniły Ci się w najgorszych koszmarach...

Pewnego dnia świat wali Ci się na głowę, choć i tak jego fundamenty były bardzo kruche, to sytuacja Cię zaskakuje… Rozwód, do którego w końcu dochodzi ma być z Twojej winy, czytane w Sądzie akta zaskakują Cię bardziej niż cała sytuacje: oszczerstwa, chęć odebrania Ci dzieci, choć są prawie dorosłe i nie wyobrażają sobie braku kontaktu z Tobą, bo to właśnie Ty w większości dzieliłaś z nimi życie.

Twoje wcześniejsze bezgraniczne zaufanie, nazywane teraz łatwowiernością, naiwnością a czasem głupotą przez znajomych sprawia, że zostajesz bez dachu nad głową i środków do życia. Co Ty mu zrobiłaś dziwią się znajomi… przecież on tak cię kochał, to niemożliwe, żeby tak nagle zmienił się w nieczułego potwora. Nikt nie wie, że to była jedna gra pozorów.  Sama grałaś tę rolę tak doskonale, że nikt nie zauważał Twoich smutnych, często zapłakanych oczu, nikt nie domyślał się, że od kilku długich lat wegetujesz nie żyjesz i czekasz na cud, który nigdy się nie zdarzy…

 

Twoje zdrowie, przez lata pełne stresów i upokorzeń, sypie się jak domino, operacja za operacją, i kolejne dolegliwości… w końcu bierzesz przepisany przez neurologa antydeprasant – nowej generacji, ponoć nie uzależnia i jest tak delikatny, że mogą go brać dzieci. Ty czujesz się jak zombie, właściwie nie masz emocji, egzystujesz z dnia na dzień… jeśli nie musiałabyś wstać do pracy, to nie wychodziłabyś z łóżka. W firmie, przy znajomych, dzieciach zachowujesz się, jak gdyby nigdy nic, czasem się nawet uśmiechasz, jesteś twarda, nie możesz pozwolić sobie na płacz ani na szczery głośny śmiech – przecież nie wypada się śmiać, gdy nie masz przy sobie dzieci…

Przez jakiś czas mieszkasz u znajomych, trochę u rodziny… nie możesz znieść ich litościwego spojrzenia, przecież to Ty zawsze pomagałaś innym, to Ty zawsze dawałaś radę…

 

Kiedy wszyscy dookoła zagrzewają Cię do walki, Ty składasz broń, której tak naprawdę nigdy nie użyłaś, bo nie masz na to ani siły, ani ta walka nie mieści się w Twoim światopoglądzie… Nie oczerniasz ojca przed dziećmi, przecież nie są jeszcze zbyt dorosłe na taką prawdę, zresztą z nim mieszkają, kochają go więc boisz się, że ich świat zawaliłby się już kompletnie.

 

Minęły trzy lata, pomału stajesz na nogi, pozwalasz sobie na radość, śmiech, tak, taki szczery śmiech do łez… Czy jesteś szczęśliwa? Chyba tak. Masz malutkie mieszkanko i stare auto, nie stać Cię na markowe ciuchy, drogie wycieczki… ale czujesz się wolna… Na nowo odkrywasz uroki życia, na nowo widzisz jaki piękny jest świat i cieszysz się z drobiazgów. Nie żałujesz niczego… może tylko tego, że przez te ostatnie lata nie miałaś tyle czasu z dziećmi, ile byś chciała.

 

Nie myśl, że przegrałaś życie, nie osądzaj się, nie patrz na siebie oczami innych… Żyj, w końcu tak jak chcesz, bo życie to największy dar, dzięki któremu jeszcze wszystko może się zdarzyć…

Autor: super kobieta - imię i nazwisko znane redakcji

 

 

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X