08.01.2021, 08:45

Wojska radzieckie dopiero w latach 80-tych opuściły Szczecin

 Monika Szymanik  kocha stare kamienice. Każdego dnia fotografuje je i pokazuje na Instagramie. Ich lokatorzy się zmieniają, a lokale z przełomu wieków XIX i XX wciąż stoją. Choć jest ich coraz mniej… Dlatego tak ważne jest dla niej zapisywanie ich w pamięci za pomocą zdjęć!

 

11 lat temu zamieszkała z rodziną w najpiękniejszej kamienicy Szczecina przy ul. Wojciecha. Stylowy, secesyjny budynek już przed wojną należał do najdroższych miejsc w mieście. Zbudowany został na zlecenie Alberta Netza, bogatego inwestora, według projektu Franza Liebergesella, architekta, który przekonywał szczecinian do secesji. Jest jedną z najbardziej okazałych szczecińskich secesyjnych kamienic z początku XX w. Uznana za wybitny obiekt architektoniczny, porównywalny z dziełami europejskimi. Dlatego każdego dnia przed wejściem do kamienicy, gdzie znajduje się tabliczka z oryginalnym napisem portiernia – zatrzymują się wycieczki i turyści, którzy chętnie fotografują pozostałe w dobrym stanie secesyjne oryginalne elementy wystroju: m. in. dekorację stiukową sufitów, piękne klatki schodowe i posadzki.

A jak ktoś ma szczęście, bo Monika jest akurat w domu i wypatrzy go przez okno, może spróbować wejść do środka, by zobaczyć kafle ceramiczne w dawnych łazienkach i kuchniach czy witraże w oknach łazienek.

Spotkania z dawnymi lokatorami to najmilsza część dnia Moniki. Jak te ze starszym panem, Niemcem, który mieszkał przy św. Wojciecha przed 1945 rokiem. Wracając z zakupów zaczepiła go przed wejściem do kamienicy, któremu się intensywnie przyglądał. Zaczęli rozmawiać i okazało się, że jego siostra napisała wspomnienia o tym miejscu (Monika planuje kiedyś je wydać).  

- Kolekcjonowanie przedmiotów, zachwyt nad przedwojennymi przedmiotami, ścianami z płytkami spowodował, że postanowiłam przywrócić do życia inną stareńką (ulubione słowo Moniki) kamienicę. Tym razem przy ulicy Pocztowej 19 – opowiada.

To miejsce, gdzie na podłodze, a także częściowo na ścianie – zachowały się oryginalne płytki. Po bliższym obejrzeniu, okazało się, że  jest ich znacznie więcej, przykrytych pod farbą. Zrobiła w niej klimatyczną kawiarnio-księgarnię, którą wyposażyła w przedmioty z dawnych lat. Nawet lampy do niej zamówiła u kultowego szczecińskiego twórcy: jednego z pierwszych w polskim Szczecinie, którego zakład otwarty w lipcu 1945 roku, działa do dziś.

W tej odkrytej przez Monikę przestrzeni, jak się okazało, działał przed wojną sklep mięsny.

- Przyszedł do mnie pan Michał Lewandowski i powiedział, że przez pewien czas ta przestrzeń należała do jego rodziców. Byli repatriantami długo mieszkającymi we Francji. W 1948 roku wysiedli na dworcu w Turzynie, by przejąć bezpośrednio od niemieckiego właściciela ten zakład.

Pan Michał przyniósł kilka zdjęć. Między innymi jak stoi jako mały chłopiec z rodzicami w sklepie.

- Widać na zdjęciach jeszcze całą okładzinę ścienną, która na szczęście pozostała do dziś, ale widać, że ktoś chciał ją skuć, co okazało się trudne, więc postanowił ją zamalować – dodaje.

Odkrywanie dawnych światów, historii to pasja Moniki.

- Nie czuję się wróżką, która przenosi ludzi, miejsca w czasie, ale mam wrażenie, że jedna historia pociąga za sobą następną. To się dzieje siłą rzeczy, bo jestem otwarta na opowieści. Bardzo ważne jest dla mnie wzmacnianie lokalnej tożsamości. Dobrze czuję się w swoim mieście i chcę,  by innym mieszkańcom też się miło mieszkało – mówi.

Lokalność, zdaniem Moniki, jest szczególnie ważna w czasach pandemii. Nie wyjeżdżamy, więc zapuszczamy korzenie w swoich miastach. Mimo utrudnionego kontaktu bezpośredniego, ludzie piszą do niej i opowiadają swoje historie.

- Odezwał się Pan z Poznania, którego rodzice od 1945 roku mieszkali przy Pocztowej 11. Z niemieckimi właścicielami tego mieszkania bardzo się zaprzyjaźnili i nawet starali się, by ci starzy Niemcy zostali w Polsce, co się nie udało. Takie historie też się zdarzały.

Dowodem na te pozytywne relacje jest pocztówka, którą Niemcy wysłali jego rodzicom z pozdrowieniami i gratulacjami z okazji narodzin syna.

Monika ma ogromną satysfakcję, że robi coś dobrego dla swojego miasta, miejsca, w którym żyje, gdzie jest taka duża potrzeba ugruntowania tożsamości w mieszkańcach.

- W tym roku mijają 75. urodziny polskiego Szczecina. Trzeba pamiętać, że wojska radzieckie dopiero w latach 80-tych opuściły miasto. Dlatego tak ważne jest budowanie tożsamości wśród mieszkańców. Mieszka tu już drugie lub trzecie pokolenie urodzonych po wojnie. Myślę, że jest to dobry czas na przypominanie dawnych historii, szczególnie, że ludzie, którzy je pamiętają, po prostu odchodzą – tłumaczy.

Po mieście Monika chodzi jako lokals czy turysta? Ile godzin dziennie przeznacza na odwiedzanie  starych kamienic?

- Teraz, w okresie pandemii, każdy może się poczuć jak turysta, skoro nie można nigdzie wyjeżdżać. To dobry czas, by odkrywać swoje miasto na nowo. Przechodząc obok kamienic zawsze  widzę coś nowego. Warto się przyglądać, ucząc uważności, bo coraz więcej rzeczy możemy zobaczyć. To jest niebywałe w Szczecinie, jak wiele jeszcze jest tu do odkrycia.

Monika lubi też po prostu wsiąść w tramwaj i jechać przed siebie z nadzieją na odkrywanie skarbów, ale wykorzystuje również każdy moment, nawet idąc na zakupy czy pocztę,  by coś nowego zobaczyć. Jak tylko widzi jakąś otwartą klatkę schodową, piękną posadzkę to zatrzymuje się, bez względu na to, jak bardzo  się śpieszy.

- Fotografuje od razu, bo takie miejsca bardzo szybko się zmieniają: są remontowane lub niszczone. Zamykanie ich w zdjęciach pozwoli im na dłuższe życie.

Od kilku lat Monika dzieli czas żyjąc w mieście i  domu w podszczecińskich Strumianach. Co ciekawe, kiedyś mieszkali w nim artyści Joanna i Jan Kulmowie. Stąd właśnie wzięła się nazwa jej bloga: kamienica w lesie.

- Nie lubię się określać jednoznacznie, że jestem mieszczuchem lub uwielbiam wieś. Na moim przykładzie widać, że można dobrze czuć się w tych dwóch przestrzeniach.

 

 

 

Monika Szymanik: Odkrywa na nowo stare kamienice Szczecina, utrwala ich piękno na zdjęciach.

Foto: archiwum prywatne Moniki Szymanik

 

Txt: Jowita Kamińska

 

 

 

 
 

Komentarze

Damosfera
 
Panie Stanisławie, i jak Pan to wspomina? Ten czas tam spędzony?
Stanisław Szyszka
 
Mieszkałem 30 lat 55-80 w Szczecinie przy ul Bolesława Smiałego 13
 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X