30.09.2020, 08:45

Wiemy, co nowego u Grześka Zawieruchy z Masterchefa

Kuchnia to sztuka, swojego rodzaju artyzm. Malarz, jak patrzy na obraz, to wie, jakiej barwy użyć, by pasowała do całości. Tak samo jest z kuchnią. Grzesiek Zawierucha ma w głowie pewien smak i jest w stanie sobie wyobrazić konkretne połączenia smakowe!

Strasznie masz napięty grafik. Trudno Cię złapać… ciągle udzielasz wywiadów. Nawet w czasach zawirusowania.

Lubię mówić o swojej pasji, to miłe, że ludzie chcą mnie słuchać. Teraz przez ten czas szalejącego wirusa wiele osób przekonuje się, co jest w życiu ważne. Pomimo tego, że ktoś ma pieniądze, łódź na morzu, to teraz nie może z tego korzystać i musi nauczyć się żyć z najbliższymi, co nie zawsze jest łatwe… To będzie dla nas wszystkich lekcja na przyszłość.

Skoro wspomniałeś o łodzi... Poza kuchnią jesteś też fanem żagli?

Kocham na niej gotować i jest to moje najbardziej naturalne środowisko. Pływam na żeglownych jachtach, gdzie mam wydzieloną strefę kuchenną – 4 palniki, kuchenka, piekarnik, lodówka. Pływam np. po Chorwacji, gdzie samemu łowię ośmiornice. I nagle kuchnia, która wydaje się być ekskluzywna, na morzu nie kosztuje kompletnie nic. Na przykład na greckiej wyspie Moni zbieram sobie tyle ziół, ile potrzebuję: oregano, liść laurowy, po prostu wszystko tam rośnie na dziko. Mam też po drodze kilka wysp, na których zbieram sól. Mają one tak ukształtowane wybrzeże, że jest płasko i kamieniście. Kiedy wpływa woda morska to zasycha – krajobraz staje się biały od soli. Z takiego miejsca jesteś w stanie wyciągnąć garścią kilogram soli.

Wracając do kraju – podasz przepis na danie, które nie tuczy, a poprawia humor?

Danie z cukinią! Jest kolorowe, świeże i ma dużo wartości odżywczych, na przykład protein.  Podaję cukinię z łososiem i z pieczarkami – całość zapiekam w piekarniku – rewelacja!

Jak zmieniło się Twoje życie po zostaniu MasterChefem?

Całkowicie o 180 stopni! Po prostu idę w zupełnie inną stronę. Całe życie bałem się ujawnić swoją pasję, czyli gotowanie. Musiałem zarabiać, a nie żyć pasją. Po wygraniu ciągle opowiadam, dzielę się swoimi przepisami i motywuję, by inni uwierzyli w swoje marzenia i nie bali się robić tego, co kochają. Jest mnóstwo ludzi zamkniętych w korporacjach, w biurach prawniczych, którzy, na przykład, po godzinach rzeźbią, bo są artystami. Cały czas wydaje im się, że z tego ciężko będzie im się utrzymać. A to jest kwestia tylko i wyłącznie naszego nastawienia do tego. Jeśli zaczniesz w to wierzyć, to jesteś w stanie zmienić swoje życie i zacząć robić to, co chcesz naprawdę. Jestem tego najlepszym przykładem.

Bycie MasterChefem nie jest obciążające? Coś nie dosolisz i już…   

Nie! Zanim zrobię jakieś danie, przechodzi ono kilka etapów: zapiski, przemyślenia, potem to danie „tuninguję”. I co najważniejsze – do wszystkiego podchodzę na luzie, nie mam z tym problemów – nawet, jak coś przesolę.

Jak tworzysz nowe smaki?

Kuchnia to też sztuka, swojego rodzaju artyzm. Malarz, jak patrzy na obraz, to wie, jakiej barwy użyć, by pasowała do całości. Tak samo jest z kuchnią. Mam w głowie pewien smak i jestem w stanie sobie wyobrazić konkretne połączenia smakowe, nawet jak ktoś mi opowiada, że jadł rybę z dodatkiem szafranu, lawendy, to w głowie wyobrażam sobie te smaki i je czuję. Wiem od razu, jaka kompozycja mi pasuje, a jaka nie. Tak właśnie tworzę: najpierw wyobrażam sobie smaki, potem to zapisuję, a następnie wchodzę do kuchni, gotuję i eksperymentuję.

Co ostatnio stworzyłeś? Poproszę o przykład.

Kwaśne jabłko tnę na plasterki, gotuję w wodzie z sosem mirin, octem cydrowym i syropem klonowym. Wrzucam do tego buraczki, a potem wyciągam jabłko i karmelizuję je na syropie klonowym, po czym suszę! Jestem mega dumny z tego, bo to niesamowite połączenie smaków. Pięknie wygląda, jako dodatek do deserów i pysznie smakuje.

Czy żart, dowcip, który często stosowałeś w programie był – i pewnie jest – takim kołem ratunkowym w rwącym czasem mocno nurcie życia?

Z natury jestem osobą, która robi sobie żarty ze wszystkiego. W programie nie miałem w głowie, że muszę wygrać, więc nie załamywałem się, kiedy coś mi nie wychodziło. Dla mnie to była zabawa, nic w nim nie musiałem i nie udawałem kogoś, kim nie jestem. Zachowywałem się tak, jak na co dzień. Przyznaję, że stresująca była praca pod presją czasu i tu mechanizmem obronnym, było zamienienie wszystkiego w żart!

W telewizji gotujesz przeważnie „na bogato”, w domu też tak jadasz?

Jem normalnie, a jednym z lepszych dań jest kiełbasa z wody z musztardą, którą uwielbiam. Gotuję wyszukane potrawy też, bo to moja pasja i lubię eksperymentować: ostatnio zrobiłem sandacza w sosie na bazie szampana z kawiorem.

Jadasz na mieście?

Lubię np. „McDonald’sa”. Czasami podjeżdżam i kupuję w „McDrive”, szokując sprzedawców. Ludzie patrzą na mnie przez pryzmat bycia MasterChefem, że jestem nim, a „takie rzeczy jem”. Tak samo jest, jak jestem w kuchni TVN i robię prostą rzecz, którą potem ekipa zjada i mówi: kurczę, to jest takie proste do zrobienia, a takie dobre. Odpowiadam: jestem MasterChefem i nie muszę na każdym kroku udowadniać, że robię i jem same ekskluzywne dania. Chodzi o smak!

Jak się nauczyłeś tych skompilowanych połączeń, nazw potraw. W programie wiedziałeś, co będziesz gotował? Dali wam jakąś listę?

Do MasterChefa nie można się przygotować. To musi wynikać z hobby i pasji. Po prostu znasz każde fachowe określenie, składniki. Już jako nastolatek oglądałem pierwsze programy kulinarne takie, jak „Gotuj z Kuroniem” czy  z Makłowiczem. Najwięcej nauczyłem się w czasie podróży kulinarnych, które od lat odbywam i w trakcie których próbuję różnych smaków.

A jak Twoja przyjaźń z Mariuszem z programu? Trwa?

Dotychczas miałem jednego przyjaciela, a teraz mam dwóch. Mam sporo kumpli, ale przyjaźń to duże słowo, nie rzucam nim na lewo i prawo. Mańka śmiało nazywam przyjacielem.

rozmawiała: Katarzyna Krauss

Grzesiek Zawierucha: Zwycięzca 8 polskiej edycji MasterChefa. Gotowanie towarzyszy mu od dziecka. Rodzice dużo pracowali, więc często to on troszczył się o obiad dla siebie i rodzeństwa. Ma troje rodzeństwa biologicznego i dwadzieścioro rodzeństwa przybranego. Najbardziej lubi gotować na jachcie. Ma patent sternika, uwielbia żeglować i chciałby mieć swój własny jacht. Lubi przedwojenne książki kucharskie, zajada się tatarem, daniami kuchni tajskiej i polskiej.

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X