02.09.2021, 08:45

Urbexowa pasja fotograficzna

„Na ukraińskim lotnisku wojskowym strzelano do nas z ostrej broni” – mówi Piotr Durak o kulisach swojej urbexowej pasji.

„Nie da się ukryć, że w pogoni za niejednym urbexowym zdjęciem przeżyłem wiele ciekawych przygód. Na przykład na ukraińskim lotnisku wojskowym, po tym jak nie zatrzymałem się na wezwanie, strzelano do nas z ostrej broni. Kule rykoszetowały od asfaltu około dwóch metrów ode mnie”. Czy brzydota i upadek cywilizacji może fascynować? Czy tylko adrenalina pcha ludzi do eksplorowania i fotografowania opuszczonych przestrzeni? O swojej pasji do urbexu opowiada mielczanin Piotr Durak.

Katarzyna Hadała: Wikipedia pisze o Tobie: „prozaik, poeta, dziennikarz, podróżnik (…) absolwent polonistyki Uniwersytetu Rzeszowskiego (...) pracował m.in. jako murarz, pomocnik operatora pługu śnieżnego, mechanik rowerowy, rozwoziciel pizzy, korepetytor, dziennikarz, korektor. Pisywał recenzje do regionalnych i ogólnopolskich czasopism literackich. Był też spadochroniarzem” i nauczycielem akademickim. Nie ma tam ani słowa o twoich urbexowych zainteresowaniach.

Piotr Durak: Szczerze mówiąc, nie szukam się na Wikipedii. Nie wiem, kto to napisał i kiedy.
Podejrzewam, że to ktoś z mieleckiego stowarzyszenia literackiego, którego byłem członkiem przez pewien czas. A, że dużo się dzieje, teraz to może być nieaktualne.

Jakkolwiek z tego wynika, że jesteś multizadaniowym człowiekiem.

W pewnym momencie mojego życia to wynikało z potrzeby przetrwania. Ja musiałem sam radzić sobie, wchodząc w dorosłe życie. Pochodzę z Mielca, a na studia polonistyczne poszedłem do Rzeszowa. Rodzice tylko w niewielkim stopniu mogli wspomóc mnie finansowo. Wtedy w mieleckiej fabryce lotniczej, gdzie pracowali, akurat przeprowadzano restrukturyzację firmy, która dotknęła również ich. W domu nie przelewało się, a ja chciałem iść na studia dzienne do innego miasta. Musiałem więc gdzieś dorabiać. Dlatego pracowałem m.in. jako dostawca pizzy, a potem na lotnisku, przy odśnieżaniu pasów startowych. Bardzo chciałem skakać ze spadochronem, musiałem na to uzbierać. Naprawiałem również rowery. Znam się na tym jeszcze od czasów liceum, gdy ścigałem się na nich i już wtedy wykonywałem taki mini serwis sprzętu. Lecz ta mnogość zajęć sprawiła, że podczas studiów byłem trochę na uboczu braci studenckiej. Ponieważ albo pracowałem albo pisałem wiersze. Kiedy w tym wszystkim pojawiło się to zamiłowanie do eksplorowania jakby nie patrzeć nieestetycznych, opuszczonych przestrzeni, urbex?
Może to zabrzmi dziwnie, ale w urbex wkręciłem się z powodu poezji. Jako twórca szukałem inspiracji. Interesowały mnie tematy przemijania, triumfu natury nad cywilizacją, katastrofizm w poezji. Pewnego dnia przyśniło mi się, że chodzę po opuszczonym mieście.

Pustą ulicą szła staruszka z wiązanką chrustu. Zdziwiona zapytała mnie, co tu robię – „Przecież wszyscy pomarli” – mówiła. Zaciekawiony wpisałem w wyszukiwarkę internetową hasło ‘opuszczone miasto’ i wyskoczyła nazwa Prypeć. Wtedy część pieniędzy za swoje książki i wyniki na studiach, miałem stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, przeznaczyłem na wyjazd do owej Prypeci. W 2008 roku nie było to jeszcze miejsce, do którego ciągnęły tłumy chcące na własne oczy zobaczyć jak wyglądają tereny po wybuchu elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Pojechałem tam z Polskim Towarzystwem Nukleonicznym, dwadzieścia trzy lata po wybuchu reaktora. Błąkałem się po tym pustym mieście kilka dni. Wszędzie można było zrobić rewelacyjne urbexowe zdjęcie. Fotografowałem z ręki, małym, kompaktowym aparatem. Moim głównym celem było wówczas bardziej poszukiwanie inspiracji literackich niż robienie dobrych zdjęć. Opuszczone w pośpiechu szkoły, przedszkola z zabawkami, biblioteki z książkami… W jednej widziałem istny dywan z gnijących książek m.in. Lenina, Dostojewskiego, Puszkina. Wtedy miałem już na swoim koncie wydanych kilka własnych książek i planowałem swoją przyszłość jako literat.
Ta wyprawa sprawiła, że nabrałem dystansu do życia, przemijania i do swoich dzieł. Ponadto moja ówczesna sytuacja życiowa sprawiła, że jakoś utożsamiłem się z tym miejscem, które ma już tylko przeszłość, żadnej przyszłości – jak śpiewały punkowe kapele. Ta Prypeć „zagrała” z moim wnętrzem. Odtąd zacząłem jeździć w takie plenery już nie tylko dla literackich inspiracji, ale również z uwagi na fotografię, w której zacząłem się doskonalić. Faktem jest, że zaczynając przygodę z urbexem od Prypeci – chyba największego opuszczonego miejsca na świecie, ciężko było mi znaleźć drugie tak satysfakcjonujące. Stałem się wybredny.

Czy wróciłeś potem jeszcze do Prypeci?

Tak. Po dziesięciu latach pojechałem z grupą „Napromieniowani.pl”. To była wycieczka w wąskim gronie, z przyjacielem Krystianem Machnikiem, który organizuje tam m.in. pomoc dla „samosiołów” – ludzi, którzy mimo wysiedlenia, zdecydowali się pozostać w strefie skażonej po 1986 roku. Sporo się tam zmieniło. Tym razem mogłem zobaczyć z bliska wielki radar Oko Moskwy. To wielka antena o wysokości 135 metrów. Mogłem się nawet na nią wspiąć. W 2008 roku było to jeszcze niemożliwe. Ale będąc w 2018 roku czekaliśmy już w kolejce kilkunastu busów do wjazdu na teren strefy. Trwają masowe, komercyjne wycieczki do skażonej strefy.

Co Ciebie najbardziej interesowało w tym eksplorowaniu?

Teraz ludzie są nastawieni na popularność, lajki, żeby zrobić filmik i wrzucić na fejsa. Jak ja Zaczynałem, ta skala była zupełnie inna. Dla mnie liczyła się inspiracja do wierszy, tekstów literackich, a Prypeć ogromnie poruszyła moją wyobraźnię. Przykład: na szesnastym piętrze wieżowca na ścianie widniał napis: Wowik + Tania = Wielka Miłość i data: 12 kwietnia 1986 rok. To dwa tygodnie przed wybuchem. Pisarz to przetwarza. Zadawałem sobie pytania: co się stało z tymi ludźmi, czy przetrwali katastrofę, czy ich rozłączono, gdzie są dziś, itp.

Masz poczucie, że tymi fotografiami coś ocalasz?

Gdy zainteresował mnie aspekt upadku wiary i meandrów historii odwiedzałem opuszczone cerkwie. Wydałem o tym dwa kolekcjonerskie albumy i książkę. Potem miałem kilka wieczorów autorskich połączonych z wystawami zdjęć w Polsce i na Ukrainie – m.in. we Lwowie, w Czerwonogradzie, w Kijowie, w Winnikach. Byli tam przedstawiciele różnych środowisk, stowarzyszeń, którzy bardzo wzruszyli się tymi fotografiami. Dziś z tych 76 sfotografowanych przeze mnie opuszczonych cerkwi, takich niszczejących, zostało zaledwie kilkanaście. Masowo ruszyły projekty renowacji tych świątyń. Może dałem temu jakiś impuls…

A budynki użyteczności publicznej – czy w nich również obserwowałeś takie rozpaczliwe widoki?

Niestety tak. I to zwłaszcza jeśli chodzi o te niegdyś sakralne. Aktualnie kończę projekt o opuszczonych kościołach na Ukrainie. Samotnie, czy też wspólnie z przyjaciółką Nadią Cymbaluk, odwiedziliśmy ponad dwieście zrujnowanych, niegdyś polskich, kościołów na obszarze dzisiejszej zachodniej i środkowej Ukrainy. To co oglądałem w obwodzie wołyńskim, tarnopolskim, iwanofrankowskim, czy lwowskim często było przerażające. Te zabytki z XVI i XVII wieku u nas byłby prawdopodobnie chronione, a tam: kościelne ściany bez dachu, często skute, wewnątrz – dzika roślinność i te porozrywane katakumby ze szczątkami ludzkimi…. Dla mnie to było wstrząsające i zaskakujące. Czasami te budynki, po wojnie miały inną funkcję – wyobraź sobie, że wchodzisz do takiego zabytkowego, porzuconego kościoła, a w środku widzisz młyn, warsztat samochodowy z wrakami samochodów albo rzeźnię, masarnię, szkołę lub jakiś magazyn. Komuniści adaptowali te kościoły pod budynki cywilne, a w latach 90. zostały opuszczone.

Czy to jest tak, że lepsze plany zdjęciowe dla urbexowych fotografii są w biednych krajach?

To zależy, co chcesz pokazać. Jeśli na przykład ewolucję przemysłową to plenery są lepsze na zachodzie Europy. Tam budowano wiele obiektów przemysłowych, które pod wpływem zawirowań gospodarczych, kryzysów finansowych, rozwoju technologii upadały, a że tamtejsze społeczeństwa są, ogólnie mówiąc, bogate i jednocześnie starzejące się, nie ma zbyt wielu zbieraczy złomu, i te obiekty stoją tam przez lata niemal nietknięte. To głównie wyłączone z eksploatacji elektrownie węglowe, huty, kopalnie, fabryki, w Niemczech, w Luksemburgu, w Belgii czy we Francji. Tam jest całe mnóstwo klimatów industrialnych. Ale też bliższych człowiekowi – domów. Nieraz widziałem opuszczony dom z kompletnym wyposażeniem: z meblami, rzeźbami i drogocennymi obrazami obrośniętymi pleśnią i odpadającym tynkiem ze ścian. W obrębie wschodniej Europy opuszczone zakłady przemysłowe czy domy są zwykle szybko rozkradane.

Jak się dowiadujesz o takich miejscach?

Metod jest kilka. Najtrudniej znaleźć opuszczone kopalnie. Pierwszy sposób poszukiwań kopalń to stare mapy górnicze. Jeśli je masz, to wiesz, gdzie kiedyś było takie miejsce. Potem porównuję dawną lokalizację z mapami satelitarnymi, żeby dowiedzieć się, jak ten teren wygląda obecnie. Na starej mapie mamy np. oznaczoną sztolnię. Skoro była, to być może można ją odkopać. Wejście zazwyczaj okazuje się zasypane, zamurowane lub zakratowane. Kolejna metoda to monitorowanie firm, które ogłaszają upadłość. Gdy wchodzi syndyk, a budynki są na sprzedaż, to już wiesz konkretnie, gdzie może być ciekawe miejsce do urbexowego fotografowania. I wreszcie sieć dobrych, zaufanych znajomych w kraju i na świecie oraz samodzielne wyprawy – czasem przypadkowo znajdujesz jakieś opuszczone wille, pałace itp. Jeśli masz konkretny temat to przeglądasz też stosowne archiwa i weryfikujesz ze współczesnymi danymi.

Wracając do kopalń, Ty akurat byłeś w wielu i jako jeden z niewielu.

Byłem w około sześćdziesięciu opuszczonych kopalniach. To ryzyko, zarówno wybierając się tam jak i polecając odwiedzanie takich miejsc komuś. Pamiętajmy, że to są miejsca, które zostały oficjalnie zlikwidowane, wyłączone z użytku, niebezpieczne. Zdarzają się w nich tąpnięcia, krążą różne szkodliwe gazy, wchodzisz tam na własną odpowiedzialność.

Urbex uczy przetrwania?

Ja akurat ogólnie podróżując nie potrzebuję wygód, jakiegoś wielkiego komfortu, więc takie wyjazdy dedykowane urbexowi nie są dla mnie specjalnym wyrzeczeniem, także finansowym. To przeważnie podróże niskobudżetowe – bywało, że spałem przy 20 stopniach mrozu w samochodzie czy w namiocie. Często nocuję w tych opuszczonych miejscach: domach, szpitalach, kopalniach. Zdarzało mi się spać w celi opuszczonego więzienia, w magazynie materiałów wybuchowych czy w porzuconych bunkrach Linii Maginota.

Napisałeś na swoim fanpage’u: „Urbex nie jest (…) zajęciem dla każdego, pasją, którą trzeba komercjalizować i promować w mediach. Jest to nielegalne wchodzenie tam, gdzie wstęp jest wzbroniony, niejednokrotnie związane z narażaniem życia (…) nie ma się tu czym popisywać, ani tym bardziej rywalizować, kto więcej i lepiej”.

Tu naprawdę nie ma się czym popisywać ani robić z tego komercyjnego widowiska. Tymczasem od kilku lat to się bardzo komercjalizuje, idea się spłyca za sprawą vlogerów, którzy pokazują jacy to oni są odważni, bo weszli tam, gdzie nie wolno. Taki urbex nie jest ani wartościowy, ani ciekawy, ponieważ nie kryje się za tym żadna wiedza o odwiedzanym miejscu. Ja nie czuję się żadnym bohaterem, ani kimś wyjątkowo odważnym. Nie lubię tym się popisywać, ani też bynajmniej nie pragnę, by ktokolwiek to naśladował.

To czy jest w tym w ogóle jakiś pożyteczny cel? A może to kwestia tego, jak to postrzegasz?

Spójrz, przecież na przykład za opuszczonym zakładem pracy przeważnie kryje się jakaś tragedia egzystencjalna lub finansowa, utracone ludzkie marzenia, bo firma splajtowała i problem ludzi zwolnionych z pracy, a opuszczony dom to zazwyczaj czyjaś śmierć. Ja na to „urbexowanie” patrzę przez taki pryzmat. Szanuję miejsca, które odwiedzam, nigdy nic nie niszczę, nie wynoszę. Mnie chodzi tylko o uwiecznienie przemijania cywilizacji.

Tylko to Cię pcha do kontunuowania tych fotograficznych eksploracji?

Wiesz, pewnie też adrenalina. Nie da się ukryć, że w pogoni za niejednym urbexowym zdjęciem przeżyłem wiele ciekawych przygód. Na przykład na ukraińskim lotnisku wojskowym po tym jak nie zatrzymałem się na wezwanie, strzelano do nas z ostrej broni. Kule rykoszetowały od asfaltu około dwóch metrów ode mnie. Chyba nigdy dotąd nie uciekałem tak szybko jak wtedy. Zdarzało się też, że zabłądziłem pod ziemną, w kopalnianym labiryncie korytarzy. Była też sytuacja we Francji, gdy właściciel terenu zaspawał nas w opuszczonej kopalni. Razem z kolegą byliśmy zdani tylko na siebie. Mężczyzna zaspawał blachą wejście do kopalni, w której przebywaliśmy. Właściwie pogrzebał nas żywcem. Ale wejść i tak było warto. Spędziliśmy tam noc fotografując zgromadzone w tej kopalni wraki samochodów z czasów II wojny światowej.

To znalezisko bezcenne, ale…

Wiedzieliśmy wcześniej, że tam może być niebezpiecznie. Znajomy Francuz ostrzegał, że właściciel terenu wcześniej strzelał z wiatrówki do innego miłośnika podziemnej eksploracji. A nas zaspawał w środku. Nie wiem, co było jego ostatecznym celem. Ostatecznie wziąłem z ziemi ciężki zderzak od auta i z całej siły, jak taranem, zaczęliśmy nim uderzać w krawędź blachy, aż w końcu spawy puściły. Trochę stresu i potu nas to jednak kosztowało.

Urbex sprawił, że wierzysz, uwierzyłeś w duchy?

Hmm…. Odpowiadając krótko i treściwie: tak. Byłem bardzo sceptyczny do zjawisk paranormalnych, ale teraz już nie jestem. Dziś uważam je za rzecz istniejącą na tym świecie. Podczas swoich wypraw urbexowych odwiedziłem już kilka tysięcy opuszczonych miejsc w kraju i na świecie. I na te kilka tysięcy, w dosłownie w kilku przypadkach napotkałem sytuacje, których nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć. Mówi się, że jest dziesięć takich dowodów, przejawów świadczących o tym, że miejsce może być nawiedzone przez ducha. Powiedzmy, że doświadczyłem dziewięciu z nich.

Jakiś przykład?

Kiedyś dowiedziałem się o pewnym opuszczonym, podobno nawiedzonym przez ducha domu. Legendy krążyły, że mieszkał tam pewien człowiek, odludek. Ludzie mówili, że żona go zostawiła ponieważ ją bił i nadużywał alkoholu. W końcu zmarł, a że nie miał bliskich sąsiadów ani krewnych, po śmierci trup leżał przez około trzy tygodnie w łóżku w swoim domu. Potem ciało zmarłego znalazł chyba listonosz, odbył się pogrzeb. Dom pozostał opuszczony, a okoliczni mieszkańcy zaczęli opowiadać, że mimo iż tam nikt nie mieszkał, to świeciło się tam światło; że gdy ktoś próbował tam zajrzeć przez okno, jakaś dziwna siła odepchnęła go i przytrzymała… Miałem ten dom na trasie jednej z moich małych wypraw. Na miejscu uznałem, że to dobre lokum na nocleg, ściemniało się, padał deszcz, a w środku było całkiem przytulnie. Dość szybko doświadczyłem tych sytuacji, które podobno dowodzą istnienia ducha. Czułem się obserwowany – jakby ktoś stale wlepiał we mnie wzrok, pojawiały się dziwne zapachy w różnych częściach domu. Na przykład nagle poczułem intensywny zapach dymu tytoniowego, choć sam nie palę, i nikt tam pewnie nie kurzył od lat. Odczuwało się radykalną zmianę temperatur w poszczególnych pomieszczeniach. W nocy obudziło mnie jakby uderzenie zimną dłonią w policzek. Byłem skonsternowany, ale ponownie zasnąłem. Zbudziłem się ponownie z powodu dźwięku – usłyszałem jakby ktoś w kuchni mieszał sobie łyżeczką herbatę w szklance. Wstałem. Poszedłem to sprawdzić. Zakurzona łyżeczka rzeczywiście stała w szklance na stole. Znowu poszedłem spać i znowu obudził mnie hałas. W kuchni spadła szafka. Ale nie stało się to dlatego, że dyble mocujące puściły. Raczej jakby ktoś celowo zdjął ją i rzucił na podłogę. Zerknąłem na stół, a łyżeczka leżała na blacie, obok szklanki…

Czy wybierając się do tego domu, wcześniej czytałeś o takich objawach obecności ducha?

Coś czytałem, żeby wiedzieć i nie ulegać autosugestiom, ale na pewno nie brałem pod uwagę, że ja stanę się świadkiem podobnej „zabawy”. Gdy mimo wszystko zasnąłem po raz trzeci tej nocy, już nad ranem przyśniło mi się, że pochyla się nade mną ubrany w szary płaszcz człowiek, który coś do mnie mówił, lecz widziałem tylko ruch ust. Rano wstałem i przystąpiłem do robienia zdjęć. Zwiedzając dom, w szafie znalazłem szary płaszcz – dokładnie taki sam jak ten w który był ubrany mężczyzna z mojego snu. W szafce znalazłem jego zdjęcia… Dziś ten dom już nie istnieje. Został zrównany z ziemią. Co ciekawe, pozostały budynki gospodarcze, działką dalej jakby nikt się nie interesował.

Urbex to nie tylko stare miejsca. Chociaż pierwsze skojarzenia narzucają, że jak jest zaniedbane, to musi być stare. W twoim portfolio jest fotografia opuszczonej biblioteki z kalendarzem z 2001 roku. To całkiem niedawno, a widok jakby sprzed lat wielu. To była akurat biblioteka w Polsce, która już nie istnieje. Mieściła się w Zakładzie Naprawczym Taboru Kolejowego w Poznaniu. To był potężny teren, niczym samodzielne miasto. Raj dla urbexowego fotografa, z mnóstwem opuszczonych obiektów – kotłowni, pomieszczeń socjalnych, biurowców, hali. W jednym z budynków socjalnych ulokowano m.in. tę bibliotekę. Jakiś czas po ogłoszeniu upadłości zakładu udało mi się tam wejść przez przewód wentylacyjny. Kilka miesięcy później, mimo że wejście zakratowano, to jednak złomiarze szybko tę blokadę usunęli. Wróciłem tam po roku. Wtedy już wyglądało to całkiem inaczej. Regały były poprzewracane, nadgniłe książki zniknęły…

Twoje zdjęcia też pokazują, że w XXI wieku nie mamy pomysłu na to, co zrobić z takimi opuszczonymi, zużytymi obiektami, pokazują postęp technologiczny, ale również jego skutki.

Oczywiście, że tak. To jak jedne technologie wypierają drugie. Pewna nieuchronność. Na przykład w Europie Zachodniej mamy teraz wysyp opuszczonych elektrowni węglowych, które są fenomenalne do fotografowania. Te ich sterownie, które wyglądają jak centra zarzadzania światem, turbiny – jak uśpione słonie. To wszystko zaczyna pokrywać się kurzem, pleśnią, gruzem.

To jakie są dziś twoje urbexowe marzenia i wyzwania?

Oczywiście Bajkonur w Kazachstanie. Tam jest słynny kosmodrom z wielkim hangarem, w którym ukryto radzieckie wahadłowce z programu Buran, które niszczeją. Kosmodrom to poza tym liczne platformy startowe i budynki. Samo dotarcie do niego jest ogromnym wyzwaniem. Trzeba iść pieszo około trzydziestu kilometrów przez pustynię, przekroczyć nielegalnie dwa „płoty” całkiem nieźle strzeżonego terenu wojskowego. Kiedyś było łatwiej, ale odkąd zdjęcia z tego miejsca kilku śmiałków, którzy tam dotarli, zaczęły pojawiać się w Internecie, Rosjanie zamontowali kamerę, czujkę ruchu, więc chyba na marzeniach się skończy... Poza tym marzy mi się generalnie zwiedzanie opuszczonej Rosji – przykładowo kopalnie na Uralu, miasta-widma za kołem podbiegunowym, czy obszary dawnych republik radzieckich. Potencjał w tej kwestii jest także w Stanach Zjednoczonych. Kiedyś, podczas wycieczki z rodziną, miałem możliwość przejeżdżać przez wysiedlone Detroit. Kiedyś było to jedno z najbogatszych miast w USA, symbol potęgi przemysłowej, słynące m.in. z produkcji motoryzacyjnej. W 2013 roku ogłosiło upadłość, zbankrutowało. Amerykańska, wielkogabarytowa infrastruktura industrialna pozostała i niszczała. Opuszczone wielkie fabryki, wieżowce, szkoły…. To były niesamowite, katastroficzne widoki. Niestety nie mogłem wówczas poszwendać się po tym mieście. Poza tym byłoby to bardzo niebezpieczne. Już wtedy rządziły tam gangi.

Co dziś Tobie daje urbex?

Oderwanie się od codzienności. Życie przez chwile w zupełnie innym świecie. W opuszczonym miejscu masz adrenalinę, ryzyko, a jednocześnie wewnętrzne wyciszenie. Ja od czasu do czasu potrzebuję takich klimatów. Poza tym dla mnie to zawsze doza refleksji nad życiem i doskonalenie warsztatu fotograficznego. Mimo, że zajmuję się tym od 2008 roku i w swoim dorobku posiadam tysiące fotografii z urbexowych wypraw, to w sieci publikuję tylko nikłą cześć swoich zdjęć. Absorbująca praca nauczyciela i rodzina sprawiają, że po prostu nie mam kiedy ich obrabiać i publikować. Sporadycznie wrzucam coś na mój fanpage Durak/Davis urbex. Reszta czeka na swój moment, swój czas. A wiele z tych obrazków jest jak wino – im starsze, tym cenniejsze.


 

Galeria:

 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X