22.02.2021, 08:45

Tragiczne losy warszawskich służących

Na przełomie XIX i XX w. w Warszawie 95,5 proc. pracowników sektora służby domowej stanowiły kobiety. To one wykonywały większość prac z długiej listy domowych obowiązków, wychowywały dzieci, a czasami stawały się pierwszymi kochankami mężczyzn, u których pracowały. Mimo to niewiele o nich wiemy. W listopadzie w Muzeum Warszawy otworzy się wystawa, która ma na celu przywrócenie historii tych niewidocznych kobiet, ich pracy i upodmiotowienie ich.

W prasie codziennej lat 20. i 30. co tydzień  pojawiało się kilka anonsów o zabarwieniu kryminalnym, dotyczącym służących.

Zofia Rojek: Bardzo często brały udział w kradzieżach, ulegały śmiertelnym wypadkom lub stawały się ofiarami przestępstw, również tych na tle seksualnym. Sensacyjne, prasowe historie pojawiały się wszędzie tam, gdzie panowała bieda i przemoc. A służące  należały do najgorzej opłacanej grupy zawodowej, ich praca była też społecznie pogardzana. W Warszawie w tym czasie pracowało ok. 40 000 służących.

Miesięcznie otrzymywały około 12 - 18 złotych, przy czym standardowa, urzędnicza pensja wynosiła ok. 250 – 300 złotych. Do lat 30. dopuszczalna była też kara chłosty, czyli można było służącą bezkarnie pobić.

Mężczyźni nie pracowali jako służba?

95,5 proc. pracowników sektora służby domowej to kobiety. Pozostałe 4,5 proc. to mężczyźni, którzy najczęściej zatrudniani byli jako dozorcy.

Pamiętając romans syna ze służącą w Moralności Pani Dulskiej można przypuszczać, że były często pierwszymi kochankami  wielu młodych panów. Traktowane były jak prostytutki?

Według badań prowadzonych na początku XX wieku aż 70 proc. mężczyzn w wieku około 20 lat miało za sobą inicjację seksualną, która przebiegała w sposób „typowy” – ze służącą lub prostytutką. Efektem były niechciane ciąże, a służące wyrzucano z pracy. By utrzymać siebie i dziecko zaczynały pracować na ulicy. A - co ważne -  istniał  przepis prawny zakazujący poszukiwania i ustalania ojcostwa, gdy kobieta zachodziła  w ciążę. Prawo było niesamowicie opresyjne.

Znamy służące z imienia i nazwiska?

Niezwykle rzadko. Służące często były analfabetkami, całkowicie poświęcały się rodzinie, u której pracowały. Mamy niewiele ich świadectw. Najwięcej o ich życiu wiemy ze statystyk i opowieści osób z domów, w których  pracowały.

Zdarzały się jakieś pozytywne historie?

Tak, całkiem sporo, też tych miłosnych. Kolega z pracy opowiadał mi historię swojego pradziadka, który zakochał się w swojej służącej i gdy zaszła w ciążę pobrali się i wyprowadzili z Warszawy. Byli bardzo szczęśliwi, mieli czworo dzieci. Ta historia też pojawi się na wystawie..

Były jakieś szkoły służących, zasady, których musiały przestrzegać?

W Warszawie były dwie szkoły dla służby, ale bardzo szybko upadły, między innymi z powodów finansowych. Przez lata uważano, że praca domowa jest banalnie prosta i „oczywista”. Wydawano za to poradniki dla służby, z których dowiadujemy się, że  służące miały być ciche, posłuszne i nie mogły zadawać pytań. Najlepiej, żeby były niewidoczne dla otoczenia.

Niewolnictwo…

Tak, z naszej perspektywy można tak na to patrzeć. Trzeba jednak pamiętać, że w naprawdę bardzo trudnych, powojennych warunkach wraz z pracą miały zapewnione mieszkanie i skromne wyżywienie. Przeważnie pochodziły z wiejskich domów, gdzie panowała ekstremalna, niewyobrażalna dzisiaj nędza, dlatego dla wielu posiadanie własnego kąta do spania w kuchni było wręcz komfortowe.

Nie było jakiś związków zawodowych, pomocy dla nich?

Oczywiście, było kilka związków zawodowych, które broniły praw służących – najwięcej starań wkładały w to, żeby uznawać ich pracę za równoprawną tej robotniczej: utarło się, że „służenie” to sposób na przetrwanie, a nie praca. Instytucją, która  przejmowała się losem służby był Kościół Katolicki: prowadził stowarzyszenia i najliczniejszy związek zawodowy, przytułki, pensjonaty, zabezpieczał służące na starość. Jednak nie robił tego bezinteresownie. W zamian służące miały milczeć, uczestniczyć we wszystkich możliwych praktykach religijnych i ciężko znosić swój los, jako swój krzyż.

O rany…

Z pewnością było wiele służących, które nie uważały swojego życia za koszmar, angażowały się w opiekę nad swoimi chlebodawcami, również emocjonalnie, a służenie było dla wielu czymś naturalnym.  Niektórzy pracodawcy nawiązywali mocne relacje ze służącymi: dzieci wychowywane przez służące często wspominają je jako najbliższe osoby. Czasem służącym udawało się uzbierać pieniądze i wyjść za mąż po kilku latach pracy.

Kiedy zmieniły się ich losy?

Wraz z kolejną wojną świat służących bezpowrotnie przeminął. Zmiany społeczne i polityczne po 1945 roku praktycznie zlikwidowały odpłatną pracę domową, ale to nie znaczy, że ona sama zniknęła. PRL od samego początku kulturowo przypisywał ją kobietom. Dostrzegano też problem nadmiernego obciążenia kobiet. W ramach poszukiwania rozwiązań powstała m. in. Komisja do Spraw Odciążenia Kobiet od Gospodarstwa Domowego czy pierwsze spółdzielnie zajmujące się delegowaniem prac domowych do wyspecjalizowanych grup pracownic. Głównym „nowoczesnym” postulatem tych spółdzielni było zdjęcie z kobiet odium służenia – nie sugerowano, żeby prace rozdzielać pomiędzy domowników. Dopiero pod koniec lat 50. w niektórych magazynach, na przykład w Przekroju znalazłam postulaty o równym podziale obowiązków domowych między wszystkimi członkami rodziny. Magazyn jako jeden z pierwszych przemycał zachodnie wzorce, a włączanie mężczyzn w prace domowe miało być wyrazem zmian obyczajowości wprost z zagranicy. Należało to do dobrego tonu.

A jak było po upadku komunizmu?

Po 1989 roku Polki zaczęły wyjeżdżać, jak teraz panie ze wschodu – za granicę, gdzie pracowały jako pomoc domowa. To była najszybsza i najbardziej dostępna praca. 

Panowie zawodowo nadal nie sprzątają?

Poznałam tylko jednego takiego mężczyznę w swoim życiu. Prowadził  firmę zajmującą się sprzątaniem i w niej pracował. Ze współczesnych badań wynika, że w domach kobiety wykonują około 70 proc. nieodpłatnej pracy domowej, a mężczyźni tylko pozostałe 30 proc. Świat się zmienia, wiele osobistych relacji budujemy na bazie równości, jednak większość prac domowych nadal wykonują kobiety. 

 

Rozmowa z Zofią Rojek z Muzeum Warszawy – kuratorką wystawy: Niewidoczne. Historie warszawskich służących, która otworzy się 17 listopada w Muzeum Warszawy na Rynku Starego Miasta

Pytała: Kasia Krauss

 

 

 

Fotografie:

Fartuszek, lata 30. XX w., MHW 22453, Muzeum Warszawy
Żelazko na duszę, 1872, MHW 26920, Muzeum Warszawy
Służąca – z serii charakterystycznych typów warszawskich, fot. Walerian Twardzicki, lata 90. XIX w., AF 18583, Muzeum Warszawy

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X