13.12.2020, 11:00

Szymon Kloska: czytam 5 książek tygodniowo!

 Stara się przybliżać różne nowości. Głośne i te, które czytelnik mógłby przeoczyć. Nie mówi o książkach, które uważa za słabe, szkoda mu na to czasu. Robi to tylko w przypadku, gdy są chwalone i popularne, wtedy chce zgłosić swój sprzeciw...

 

 

 

Jakie książki spowodowały, że został Pan krytykiem literackim?

SZYMON KLOSKA: Największy wpływ na nas mają te czytane w czasach dzieciństwa. Dla mnie był to cykl o Muminkach, które z religijnym wręcz namaszczeniem czytałem, i czytam do dziś. Wiek nastoletni to oczywiście moment buntu i niezgody na świat i tu moim sojusznikiem był „Walden, czyli życie w lesie” Henry Davida Thoreau. Ale nawet przeprowadzając na sobie społeczny eksperyment Thoreau pamiętał o czytaniu, wziął ze sobą na odludzie tylko „Biblię” i „Dialogi” Platona. Kolejny dowód na to, że książka jako towarzysz życia jest niezbędna. Trochę wcześniej zaczytywałem się, jak chyba każdy, w May’u, Curwoodzie i innych okołoindiańskich lekturach, by później płynnie przejść do 19-wiecznych powieści takich, jak „Wichrowe wzgórza” czy „Jane Eyre”.

Romantyk!

To były przygodówki owiane totalną tajemnicą, czyli prawdziwą miłością. Szukałem książek, które wzmocnią budującą się we mnie osobowość i odkryją światy, o istnieniu których nie wiedziałem. Uwielbiałem te klasyczne powieści, ale nie stroniłem też od poezji czy filozofii. Z tą ostatnią na poważnie związałem się w czasie studiów.

Czego teraz Pan szuka w książkach?

Tego co nieuchwytne. Jak jesteśmy młodzi łatwiej zachłystujemy się światem i książkami. Z czasem stajemy się czytelnikami bardziej świadomymi. W książkach są rzeczy, których nigdzie indziej nie jesteśmy w stanie znaleźć.

Romantyczność?

Też, ale chodzi o rzeczy, na temat, których na co dzień, nie potrafimy mówić, bo nic o nich nie wiemy i możemy tylko snuć opowieści. Literatura ma czarowną możliwość wykroczenia poza nasze granice poznania. Szukamy też często książek, które opowiadają o sprawach dla nas trudnych. Mówi o nich w ogóle sztuka w sposób zajmujący, ale książki są w tym temacie na pierwszej linii frontu.

Polacy zajmują się głównie czytaniem kryminałów. Pan też?

Bum na nie trwa od ponad dekady i jest chyba ponad miarę rozbuchany. Z polskiej oferty nie znajduję wiele dla siebie w tej dziedzinie. Lubiłem zawsze kryminały Patrici Highsmith czy Raymonda Chandlera, ale przyznam że od dawna ich nie czytałem.

Czyta Pan po 5 książek tygodniowo. Jest w tym jeszcze przyjemność?

Oczywiście! Przede wszystkim jestem czytelnikiem rekreacyjnym! Choć to może złe słowo, po prostu czytam dla siebie, a że przy okazji to wiąże się z robotą, no to tym lepiej. Oczywiście muszę śledzić co się dzieje na rynku, ale staram się wybierać rzeczy, które coś mi dają. A nowych tytułów, jest sporo, są tacy, którzy na to narzekają, mówi się wręcz o nadpodaży, ja się raczej cieszę z takiej klęski urodzaju. Jedyny minus tej sytuacji, że czasem w tym bogactwie przepadają wartościowe pozycje.

Jakie?

Na przykład „Człowiek, który znał mowę węży” Andrusa Kivirähka. Ponadczasowa powieść, baśń z Estonii o walce „starego” z „nowym”, niełatwym poszukiwaniu własnej tożsamości i zerwanym przymierzu człowieka z przyrodą. Autor jest czołowym pisarzem estońskim z niesamowitym poczuciem humoru. Czytając, wybuchałem ciągle gromkim śmiechem, mimo że to koniec końców lektura dość smutna. Pochłonąłem ją w jeden wieczór. Takich tytułów-perełek jest mnóstwo. Ja ostatnio bardzo ucieszyłem się z wydania „Złotego latawca”, Dezső Kosztolányi’ego. Z kolei jako wierny czytelnik Howarda Zinna, którego lata temu miałem przyjemność poznać, z niecierpliwością czekałem na „Ludową historię Polski” Adama Leszczyńskiego, która jest polską odpowiedzią na opus magnum Zinna.

Jak Pan dobiera książki do recenzji dla widzów Nowego Tygodnika Kulturalnego, który niebawem znów wróci na ekran?

Staram się przybliżać różne nowości. Głośne i te, które czytelnik mógłby przeoczyć. Nie mówię o książkach, które uważam za słabe, szkoda mi na to czasu. Robię to tylko w przypadku, gdy są chwalone i popularne, wtedy chcę zgłosić swój sprzeciw. W swojej działalności radiowej mam możliwość mówić o pozycjach, które ukazały się już jakiś czas temu (rok, dwa, a nawet dawniej). Lubię też mówić o klasykach w nowych przekładach, a tego ostatnio było sporo od „Don Kichota” w tłumaczeniu Wojciecha Charchalisa, po nowe tłumaczenia prozy Conrada Magdy Heydel. To zawsze warto czytać!

Co to znaczy, że książka jest dobra?

Dla mnie najważniejsza jest historia, która jest opowiedziana po coś. Ważny jest też język, jakim jest napisana.

Sporo dziennikarzy – reporterów, ghostwriterów teraz publikuje. Co warto przeczytać?

Ostatnio czytałem „Tragedia na przełęczy” Diatłowa. „Historia bez końca” Alice Lugen. Napisana przez tajemniczą autorkę… Wiadomo tylko, że pochodzi z Polski, jest reporterką i spędziła nad nią dużo czasu. Jest fenomenalnie udokumentowana i napisana. A z racji nadchodzącego stulecia urodzin Lema polecam jego biografię autorstwa Wojciecha Orlińskiego. Coraz więcej dziennikarzy staje się pisarzami. Reportaż obok kryminału zawładnął polskimi gustami.

Co dobrze nabyć na prezent dla najbliższych?

No to już kwestia gustu, byle dużo! Książka, którą śmiało można kupić całej rodzinie to „Beskid bez kitu” Marii Strzeleckiej. Opowiada historię dwóch dziewczynek zanurzonych w magiczny Beskid Niski, jedna w ten PGR-owski, druga – w ten współczesny. Świetnie napisana i znakomicie przygotowana edytorsko. Spełnia nawet najbardziej wyśrubowane świąteczne kryteria świąteczne i poza wszystkim jest pięknym przedmiotem. Ucieszy się z niej pół rodziny, szczególnie, jeśli ma słabość do pętania się po górach.

Szymon Kloska: Krytyk i aktywista literacki. O książkach opowiada w radio i telewizji, czasami pisuje w prasie drukowanej i innej. Prowadził liczne programy telewizyjne i audycje o literaturze, m.in.: „WOK – Wszystko o Kulturze”, „Książki na Lato” i „Myślnik”. Od przeszło dekady współprowadzi audycję „Piątka z literatury” w „RMF Classic”. Wieloletni pracownik Instytutu Książki, od stycznia 2017 roku związany z programem „Kraków Miasto Literatury UNESCO”. Współtwórca Festiwalu Literatury dla Dzieci. Rzecznik Nagrody Literackiej Gdynia i kurator Festiwalu „Miasto Słowa”, który towarzyszy nagrodzie.

Rozmawiała: Jowita Kamińska

 

 
 

Komentarze

Elwira K
 
Ale to jest praca tego Pana, taką wybrał i taką wykonuje.
Optiv
 
My pracujemy w tym czasie proszę pana.
 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X