01.06.2020, 09:04

Rzuciła pracę w korpo i została przewodnikiem po Izraelu

Po latach spędzonych w korporacji, zadała sobie pytanie: czy to naprawdę jest to, co chce robić? A może w podjęciu decyzji, by realizować swoje marzenia, pomógł paradoksalnie kryzys wieku średniego? Agata Falęcka zdała sobie sprawę, że jej praca pijarowca zaczyna być pracą świstaka z reklamy "co zawija w te sreberka", a zawija najczęściej i niestety coraz częściej ... nie umowne delicje, a często wielkie g...

 

 

 

 

DAMOSFERA: Podobno dopadł cię niedawno kryzys wieku średniego. Porzuciłaś ciepłą posadę w korpo – i zaczęłaś jeździć z grupami turystów do Izraela. Zacznijmy jednak od początku, czym się zajmowałaś?

Agata Falęcka: Praktycznie całe moje zawodowe życie – a niestety... trochę już ono trwa... – zajmowałam się public relations i komunikacją. Jestem – byłam – choć chyba jednak nadal jestem – managerem ds. PR. Pracowałam w Agencjach Reklamowych, Agencjach PR mniejszych i większych, byłam rzecznikiem prasowym zarówno pod stronie Agencji, jak i dużych firm, i korporacji. Prowadziłam wiele interesujących projektów, które przyniosły mi dużo satysfakcji, i z których – śmiało mogę powiedzieć – jestem dumna do dziś. To była m.in. praca przy projektach sponsoringowych, jak budowa pierwszego w Polsce profesjonalnego zespołu na Rajd Dakar – Orlen Team. Teraz, myślę, że prawie każdy słyszał o Rajdzie Dakar – kiedy zaczynaliśmy, o rajdach terenowych nie pisały nawet portale branżowe.

Praca przy projekcie dla Plusa, związanym z reprezentacją Polski w piłce siatkowej mężczyzn, później kobiet i praktycznie całej siatkówki. Sprowadzenie Ligi Światowej do Polski. Teraz kibice siatkówki, chyba nie wyobrażają sobie sezonu bez tych rozgrywek. A wracając do kibiców – to hasło "Najlepsi kibice na świecie" – i budowa kultury zachowania na stadionach i meczach siatkówki – też nie wzięły się same z siebie. To był proces i konsekwentnie budowany program. To były bardzo ciekawe projekty, których rozwój, zgodnie z początkowymi założeniami, mogę obserwować do dziś. Takich projektów było wiele, nie sposób wymienić je wszystkie – Heloł! Trochę już pracuję i trochę tego było.

 

 

 

Pamiętasz sytuację, w której rzuciłaś korpo?

Nastąpił taki moment, kiedy zauważyłam, że to już nie to, że ten rynek się zmienił, albo może ja? :-) Pijar przez niedouczonych ludzi zaczął być mylony z propagandą, modnym dziś słowem "czarny pijar" czy z byciem masterem lajków w social mediach.

Może to właśnie ten kryzys wieku średniego, dojrzałość czy kto tam wie co! Natomiast, siedząc w szklanej korpo-klatce, czułam, że się po prostu duszę, a życie i świat toczy się za oknem i umyka. Zadałam sobie pytanie, czy to naprawdę jest to i naprawdę chcę to robić? I to jeszcze cholera wie... do emerytury? No, wiesz... czas szybko leci… Obserwując korpo-światek, to raczej nie był mój światek! Kto dostał podwyżkę, kto ma lepsze chody "u góry", kto z kim, po co, dlaczego. I pytanie, czy tak naprawdę liczy się talent, umiejętności i dobra praca czy zupełnie coś innego. Coś mi raczej, jednak, zdecydowanie obcego. :-)

I co? Będzie jeszcze jeden projekt, jeszcze jedna podwyżka, może parę więcej osób do zarządzania, ale czy warto i co to zmienia? Zdałam sobie sprawę, że moja praca pijarowca zaczyna być pracą tego świstaka z reklamy "co zawija w te sreberka", a zawija najczęściej i niestety coraz częściej ... nie umowne delicje, a często wielkie g.....

No i tak, jakoś wyszło – pomyślałam, jak nie teraz, to kiedy? Biznes, korpo, projekty, deadliny – już tu byłam, już znam! Nic mnie tu nowego nie spotka i nie zaskoczy. Szkoda życia. :-)

Gdybym miała określić to jednym słowem – to byłoby to słowo „wolność” – jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi.

Czy było trudno?

To był raczej proces – od lekkiego uwierania, że chyba się nie jest na swoim miejscu, przez powolne odklejanie się od stereotypów – typu: właśnie zgłupiała? Kryzys ją dopadł, czy co? Dobra jest w tym co robi, nieźle w sumie zarabia, to niech siedzi na dupie i nie szuka dziury w całym. :-)

No, ale poszukałaś…

Zaczęłam się zastanawiać, tak po prostu – co lubię, czego już nie lubię i nie chcę, nie muszę już robić – no, i wyszło mi, że tym, co lubię – nie będzie dużego zaskoczenia, są podróże. Emocje z tym związane, odkrywanie, poznawanie nowych kultur, ludzi – samej siebie też.

Jak to mówią, podróże kształcą – i choć to wyświechtany slogan – to sporo prawdy w tym jest. :-) Jest jeszcze jeden taki slogan: Podróże, to jedyna rzecz za którą płacisz, a mimo tego stajesz się bogatszy – czy jakoś tak!

No, to pomyślałam, super! Będę podróżować, i jeszcze mi za to zapłacą! Dlaczego nie. Nie urwałam się tak kompletnie z choinki z tym pomysłem – już na studiach byłam przewodnikiem po Warszawie, skończyłam też, oprócz studiów z public relations i zarządzania, studia z zakresu turystyki, więc to był taki trochę powrót do korzeni. Albo korzonków – bo nie były one za mocne. Od razu po studiach zaczęłam pracę w komunikacji, i jak już wiesz, tak było do niedawna.

Skąd pomysł na tak odległy kraj, dlaczego właśnie Izrael?

Izrael – to był kompletny przypadek, i tak czasami myślę, że chyba tak po prostu musiało się stać. Nigdy nie był nawet na szczycie mojej listy krajów do odwiedzenia. Po prostu, była okazja, znajomi lecieli, atrakcyjna cena na lasta – no, to siup! No, i wpadłam. :-)

Po Izraelu naszym przewodnikiem był fantastyczny człowiek, zwany "Józiem z Wałbrzycha". Pokazał nam Izrael swoimi oczami, jego historia, osobiste doświadczenia, zarówno z życia w Polsce jak i w Izraelu, uwypuklenie stereotypów, nietolerancji, która miała potem wpływ na całe jego życie – a przy tym energia, spojrzenie na świat, otwartość i dowcip – sprawiły, że zupełnie inaczej spojrzałam na tej kraj.

Jego historia jest niesamowita, w Polsce powstał o nim film dokumentalny – bardzo polecam – "Józio chodź do domu" – dostępny chyba na Ninateka.pl. Film zdobył wiele nagród, bo magia Józia, humor i specyficzne spojrzenie na świat – urzeka. Tytuł filmu też jest znamienny – "Józio chodź do domu" – po tym jak wyemigrowali, całą rodziną z Polski w 1968 roku do Izraela, mama wołała go do domu, a dzieci myślały, że tak ma na imię - "Józio chodź do domu". Nikt z nich nie znał jeszcze hebrajskiego...

Nasz Józio, czyli Josef Wilf, jak wita turystów mówi: „Dzień Dobry. – Jestem Józio z Wałbrzycha.” To syn ocalonych z Holokaustu, o swoim pochodzeniu dowiedział się jako dziecko. Nauczyciel w szkole nazwał go przy wszystkich dzieciach Żydem, a następnie ksiądz w Wielkanoc nie pozwolił mu wejść do kościoła – mówiąc "Żyd nie ma wstępu do Kościoła"... Wybrał się tam ze swoim najlepszym przyjacielem Piotrusiem, chciał być po prostu jak inne dzieci. Jak sam mówi „Aż do tego dnia ze wszystkimi się bawiłem, wszyscy byli moimi przyjaciółmi i nagle cofnęli się” – jakbym nagle, brzydko mówiąc, zaczął "śmierdzieć" - wspomina. To tego dnia sam dowiedział się, że jest Żydem – do tej pory nie wiedział. Został pobity przez rówieśników. Po tym wydarzeniu rodzina wyjechała do Izraela, ale i tam traktowano go jako obcego.

Kolejnym bolesnym doświadczeniem, już w Izraelu, była sytuacja, kiedy jako nastolatek pracował z innymi dziećmi w kibucu – po pracy wszyscy poszli pod prysznic – i wtedy to się stało – dzieci zaczęły się z niego śmiać, wyzywać, nazywać szpiegiem... dlaczego? Nie był obrzezany! Krzyczały, że nie jest Żydem. Znowu na ten jeden raz – wszyscy się od niego odsunęli... bo był inny. Krzyczał: "Jak nie jestem Żydem?! Ja musiałem wyjechać z Polski, bo jestem Żydem!"

Po latach psycholog powiedział, mu że to wydarzenie, jak i to z kościoła w Polsce, zaważyły na całym jego życiu...

Do końca obozu w kibucu nie wyszedł ze swojego pokoju, żadne dziecko nie chciało się z nim bawić! Ba, nawet rozmawiać! Po powrocie dowiedział się kolejnej rzeczy na temat historii swojej rodziny. To wtedy rodzice, a właściwie tata – powiedział mu o piekle, jakie przeszli podczas Holocaustu.

Mama Józia była w Auschwitz – była ofiarą eksperymentów doktora Mengele. Nie pozwoliła obrzezać syna, bo cały czas się bała, że Niemcy wrócą – tak się bała o swoje dziecko, że nie chciała by było wiadomo, że jest Żydem. Jak wspomina Józio – trzymała w domu całą szafę wypchaną puszkami, mówił, że te puszki były już tak przeterminowane, że "wybuchały" – nie dała ich ruszyć – mówiła: "Co Ty wiesz! Byłeś tam?! Niemcy są silni, oni na pewno wrócą – trzeba być przygotowanym".

Wstrząsające historie ludzkie – przez pryzmat takich ludzkich doświadczeń i opowieści odkryłam Izrael. Dalsze losy Józia były równie ciekawe, był żołnierzem, handlarzem haszyszem, jego pierwszą żoną była piosenkarka, która wygrała Eurowizję przebojem "Hallejuah", był w więzieniu ze względu na narkotyki, uzależnił się, potem pomagał młodzieży wyjść z nałogu. Jednym słowem, historia jak z filmu, a także ogromna lekcja na temat tolerancji, jej braku i jej wpływu na losy człowieka.

Zaprzyjaźniliśmy się z Józiem i to nie był koniec tej niesamowitej historii. Józio całe życie marzył, żeby przyjechać do Wałbrzycha, gdzie się wychował. Umożliwił mu to reżyser filmu "Józio chodź do domu" – Marcin Chłopaś i ten film jest właśnie o tej podróży do Wałbrzycha. Co ciekawe, reżyser filmu też poznał Józia podczas swojej wycieczki do Izraela – dokładnie w taki sam sposób jak ja.

Potem Józio przyjechał do Polski na premierę filmu. Film był prezentowany w Fabryce Schindlera w Krakowie i Muzeum Polin w Warszawie. Pamiętasz, wspominałam Piotrusia, przyjaciela Józia z dziecięcych lat w Wałbrzychu, chłopca, z którym chciał iść poświęcić jajka do kościoła. Józio zawsze marzył, żeby go jeszcze kiedyś spotkać.

Udało się go odnaleźć – to też kolejna niesamowita historia. To była niespodzianka dla Józia – coś niesamowitego. Po 50 latach, dzięki ogłoszeniom w gazetach, zaprzyjaźnionym dziennikarzom i znajomym znajomych – którzy publikowali informację w wałbrzyskich serwisach lokalnych – Piotrusia udało się znaleźć. Od razu, z dnia na dzień, przyjechał na premierę filmu do Krakowa, spotkali się z Józiem na dworcu. Podszedł do Józia ze zdjęciem, które ten mu dał, jako mały chłopiec przed wyjazdem do Izraela. Czujesz? Miał to zdjęcie przez 50 lat! To było, jak magia, przyjaciele odnaleźli się po 50 latach. Do dziś są w kontakcie. No, ale przy Józiu dzieje się właśnie taka magia... 50 lat – Piotruś mógł już dawno nie żyć, być, ja wiem, menelem, kimkolwiek. I cały ten czas miał to zdjęcie! O tych wydarzeniach można poczytać w Internecie – o Józiu i jego niesamowitej historii pisał Newsweek, Gazeta Wyborcza i inne media.

Miałam przyjemność być świadkiem tych wydarzeń, i towarzyszyć Józiowi podczas wizyty w Polsce, jak również jego pierwszej wizyty w Auschwitz, w baraku gdzie była trzymana jego mama.

To były niesamowite przeżycia i wydarzenia. I tak to spotkanie "Józia z Wałbrzycha" wpłynęło również na moje losy.:-)))) Jego jedne życie, a scenariusz jak na wiele żyć i filmów. To wtedy zaczęłam myśleć, że szkoda życia, na jałowe zamknięcie w szklanej puszce korpo-klatki, mało istotne sprawki typu: kto z kim, dlaczego, po co i ile tej premii? :-)

Nie jestem odosobniona, na premierę filmu z Józiem przyjechali ludzie z całej Polski. Raczej niszowy, dokumentalny film, skąd to zainteresowanie? Ano, większość z nich to byli turyści Józia.:) Dowiedzieli się, nie wiadomo skąd i przyjechali, zobaczyć, uściskać, podziękować za emocje, za prawdziwe przeżycia! Jechali na jeden dzień, a właściwie na 2 godziny, po to tylko, żeby go zobaczyć! Magia człowieka i jego historii.

Ot i cała moja historia. :-)

Co cię najbardziej fascynuje w tym kraju?

Izrael to taki cały świat w pigułce. Mała pesteczka, która na mapie świata wygląda jak przecinek, z nazwami miast wyrastającymi nad Morzem Śródziemnym – bo nie ma ich jak zapisać na tak małym skrawku mapy.:-) Wybuchowa mieszanka wielokulturowa, kraj powstania trzech największych religii monoteistycznych świata i jednocześnie zarzewie największych światowych konfliktów – oczywiście w imię... Boga.

Konglomerat składający się z ludności z prawie 120 krajów. Jedyne państwo demokratyczne w tym regionie i – jednocześnie – jedyne państwo demokratyczne na świecie, gdzie dotychczas nie uchwalono Konstytucji. Państwo zbudowane na zasadach religijnych, w którym większość obywateli jest niewierząca, gdzie małżeństwa homoseksualne są legalne, a geje i lesbijki mogą adoptować dzieci. Kraj paradoksów, z bogatą kulturą, historią, która dotyczy nas wszystkich. Chyba nie ma osoby, która nie słyszała o Betlejem czy Jerozolimie.

Kraj, który można odkrywać na bardzo wielu poziomach: tym religijnym, duchowym, historycznym, kulturowym czy przyrodniczym. Tym, co mnie zafascynowało, bo było dla mnie kompletnie nowe, nieznane, przez to też fascynujące – to judaizm, z jego często dziwnymi dla nas zwyczajami, ortodoksyjnymi dzielnicami, gdzie świat wygląda jak z XIX-wiecznych filmów. No wiesz, drugą moją pasją, oprócz podróży był zawsze teatr.:-) Żydowska kultura ma w sobie coś z teatru, mistycyzmu i magii... W końcu to tam narodziła się kabała.:-)))

Jednym słowem w Izraelu nie można się nudzić. Do tego dobra kuchnia, wino – też.:-) I zróżnicowana natura: od Morza Martwego – najniższego miejsca na Ziemi, po atrakcje przepięknej pustyni Negew, rafę koralową Morza Czerwonego czy zielone wzgórza i wodospady północy. Mogłabym tak długo. Trzeba po prostu pojechać i zobaczyć. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Z Izraelem jest tak, pojedziesz i niby nic... ale wrócisz i zaczynasz szukać informacji, czytać i chcesz więcej. To nie tylko moja przypadłość, obserwuję to stale wśród moich turystów.:-)

Kobiety w Izraelu, szczególnie w tradycyjnych rodzinach, nie mają chyba dobrej pozycji...

To znowu stereotyp. Izrael był jednym z trzech pierwszych krajów na świecie, gdzie kobieta została Premierem Państwa. Golda Meir, nazywana „Żelazną Damą” izraelskiej polityki, na długo przed przylgnięciem tego określenia do Margaret Thatcher. Kobiety na równi z mężczyznami odbywają obowiązkową służbę wojskową, zajmują wysokie stanowiska w Armii. A pozycja wojska, jest z wiadomych względów bardzo wysoka w tym kraju. Pewien dziennikarz powiedział – cytuję: „że w sensie obyczajowości Izrael to klimaty śródziemnomorskie zmiksowane z Orientem i polskimi Kresami, chasydami, hip-hopem, jogą i kabałą, japońszczyzną” – na marginesie, czy wiesz, że w Izraelu jest najwięcej restauracji sushi przypadających na jednego mieszkańca na całym świecie? – „mix buzuki, arabskiego tańca debka i – oczywiście – najnowocześniejszych technologii wymieszanych z globalizmem.”

Oczywiście środowiska ortodoksyjnych społeczności mają charakter patriarchalny, ale to jest margines izraelskiego społeczeństwa. W tych społecznościach jest tradycyjny podział ról – stereotyp kobiety, strażniczki domowego ogniska. I jest to kolejny ciekawy, izraelski paradoks, że mniejszość ta to margines – paręnaście procent społeczeństwa – a ma wpływ na życie i funkcjonowanie większości. Pamiętasz? Wspominałam, że zdecydowana większość Izraelczyków jest niewierząca, a muszą się stosować do zasad narzuconych przez wierzącą mniejszość. Jak chociażby zasady szabatu, kiedy to od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę nie działa np. komunikacja miejska. Kompletnie nic – pamiętajcie o tym, wybierając się w piątek do Izraela.:-)

Czy w Izraelu jest bezpiecznie?

Powiem, tak... wiele osób jest zaskoczonych po wizycie w Izraelu, że tak dobrze się tu czują. Pamiętam sama swoją pierwszą wizytę w tym kraju. Myślałam, będąc w Betlejem, czyli na terenach Autonomii Palestyńskiej, że zaraz wyskoczy jakieś dziecko, brudne, zapłakane z glutem do pasa i kamieniem w ręku... Pierwsze dni oglądałam się za siebie, jakby miał spaść zaraz jakiś grom z jasnego nieba. Nic takiego się nie stało...

To jest pierwsze spostrzeżenie turystów i robię czasami zakłady, po ilu dniach od przyjazdu do Izraela usłyszę – o, kurczę, jak tu normalnie, w ogóle nie czuję napięcia ani sytuacji, że jest tu niebezpiecznie. No właśnie, nie warto opierać swoich wyobrażeń tylko na doniesieniach telewizyjnych serwisów... często pokazujących jeden obraz, bo tak najłatwiej, coś się dzieje, sensacja się sprzedaje. I wiem, co mówię. Heloł, przecież jestem pijarowcem.

Ale oczywiście, nie można zapominać, w jakim zakątku świata się znajdujemy, jest to punkt zapalny i zarzewie wielu światowych konfliktów. Może właśnie dlatego, że Izrael jest otoczony, delikatnie mówiąc, mało przyjaźnie nastawionymi krajami arabskimi, kwestie bezpieczeństwa są tu bardzo ważne i stoją na najwyższym poziomie. Powiem tak, ja czuję się tu bezpieczniej niż powiedzmy we Francji, czy Londynie. Bo wiem, jak sprawnie i dobrze działają tu wszelkie służby od spraw bezpieczeństwa i jak to jest dla nich istotne. Właśnie dzięki temu, że wiedzą, w jakiej sytuacji geopolitycznej się znajdują. A działania tych służb są właściwie w przestrzeni publicznej niewidoczne.

Ile razy odwiedziłaś te gorące rejony i jak znosisz wysokie temperatury, jakie tam panują? Kiedyś nie znosiłaś nawet upalnych dni w Łebie…

To też kolejny paradoks, widocznie też już wpadłam w spiralę paradoksów Izraela.:-) Z upałami dalej się nic nie zmieniło, w dalszym ciągu nie jestem ich zwolenniczką i słabo je znoszę. Ale nie wiem, jak to się dzieje, może to kwestia wilgotności albo wszechobecnej klimatyzacji w Izraelu, ale tamtejsze gorące temperatury są dla mniej lepiej znośne niż w Polsce. Serio! Sama się dziwię. Jak wracam do Polski, np. w lecie – to umieram, jak jest około 30 stopni. No, tak... w domu nie mam klimy... :-) Wszystko się zmienia, klimat się zmienia, chyba czas pomyśleć o zainstalowaniu…

Polskie stosunki z tym krajem pozostawiają wiele do życzenie. Ciekawe jak w realu jest? Jak reagują tubylcy na polskich turystów?

Do Izraela podróżuje cały świat, polski turysta nie jest więc tam jakimś wyjątkiem. Jako Polska mamy bardzo wiele wspólnego z tym krajem. Pierwszym premierem Izraela był Polak żydowskiego pochodzenia, albo Żyd polskiego – jak kto woli. Nazywany ojcem – założycielem Państwa – Dawid Ben Gurion, urodzony w Płońsku. A język polski miał być nawet drugim językiem urzędowym Izraela. Do tego Menachem Begin, twórca porozumień pokojowych z Egiptem czy Szimon Peres, który jako dziecko nazywał się Perski. Znany na całym świecie orędownik pokoju z Palestyńczykami, laureat pokojowej nagrody Nobla, otrzymanej wspólnie z Icchakiem Rabinem i Jasirem Arafatem. Wszystkie te znane w świecie nazwiska łączy jedno – a mianowicie polskie korzenie.

W Izraelu mieszka bardzo wielu Polaków…

I współpracuje z miejscowymi przewodnikami i w większości mają polskie korzenie. Tak… Tak... Pracuję też z Józiem z Wałbrzycha.:-) W sumie to niesamowite, prawda? Jak to się wszystko potoczyło.

Myślę, że nadal jest sporo nieporozumień i to po obydwu stronach. Polacy, albo Żydzi polskiego pochodzenia, no widzisz... już w samym przylepieniu etykietki jest trudność, wyjechali z Polski w większości – przynajmniej tych, których znam – nie do końca na własne życzenie. To były kwestie Holocaustu, tego, że życie w Polsce było dla tych, którzy stracili tu całe rodziny, zbyt bolesne. Kwestie Marca ‘68. Czuć trochę podskórnie taki żal – jakby czuli się zdradzeni - że zmuszono ich do wyjazdu, potraktowano jak "nie swoich", obywateli gorszej kategorii.

Wstyd się trochę przyznać, ale zanim zaczęłam swoją przygodę z Izraelem, niewiele wiedziałam, o Marcu '68 i o tym, że Żydzi zostali zmuszeni do wyjazdu z Polski. Albo o tym, że historia Żydów na ziemiach polskich, sięga 1000 lat. To, co wiedziałam – znowu stereotypy – jakaś Żydokomuna, itp. A umówmy się, choćby to, że jestem Warszawianką z dziada, pradziada – mieszkam w Warszawie od urodzenia, a Warszawa przed wojną, była jednym z największych skupisk ludności żydowskiej na świecie – no, coś niecoś, powinnam wiedzieć.... I w dodatku, byłam przecież przewodnikiem...

Oczywiście, wiedziałam, że Żydzi żyli w Polsce, pojawiali się we wspomnieniach mojej Babci z czasów okupacji. No, ale właśnie, były to wspomnienia i wiedza dotycząca przede wszystkim tematów wojny, Holocaustu, getta warszawskiego. A przecież, żydowska kultura towarzyszyła nam od 1000 lat! Polska była jednym z bardziej tolerancyjnych krajów w Europie – nie bez powodu tylu Żydów tu mieszkało i tu znalazło swój dom. Wzbogacili naszą kulturę i często ją współtworzyli – ulubione bajki z dzieciństwa, Tuwim, Brzechwa – to wszystko Polacy żydowskiego pochodzenia. Ale, kto by się nad tym zastanawiał...? Jak żyć bez Brzechwy, czy Tuwima jako dziecko?:-) Szkoda, tak myślę, tej bogatej kultury, która praktycznie znikła z powierzchni Polski.

Z kolei w Izraelu nie do końca rozumieją jak kwestie komuny, żołnierzy AK, Stalina miały na nas wpływ i na nasze postawy. Dla wielu z nich Stalin – wyzwolił ich bliskich z Auschwitz. Oczywiście wiedzą, czym pachnie stalinizm, itp. Także są to bardzo trudne kwestie, ale ja zdecydowanie wolę od polityki – poznawanie i odkrywanie tego, co inne i nieznane na własną rękę, i przede wszystkim, dzięki spotkaniom z ludźmi. I taką drogę na zrozumienie zawiłej historii i stosunków polsko-żydowskich polecam!

Jak w ogóle wpadłaś na to, że chcesz być przewodnikiem po Izraelu? Niektórzy całe lata spędzają na szukaniu pomysłu na swoje życie?

Myślę, że już sporo o tym opowiedziałam.:-) Zaczynam mieć obawy, czy ktoś w ogóle dotrwa do tego momentu czytania....:-) Motywację już znasz. Postawiłam na turystykę, zaczęłam studiować, czytać, przygotowywać się do wyjazdów. Z gadaniem raczej nie mam problemów – w końcu przez lata byłam rzecznikiem prasowym, na studiach pracowałam też jako przewodnik. Miałam też zostać "gwiazdą", należałam do Teatru Amatorskiego i zdawałam do Szkoły Teatralnej – ze skutkiem jak widać…:-) Także, występy publiczne, praca z grupą nie stanowiły raczej problemu. A same przygotowania do nowej roli były dla mnie fascynujące i ciekawe. Czytanie interesujących książek, reportaży podróżniczych, odkrywanie nowej kultury i zwyczajów, i... Heloł! To jest teraz moja praca. Przyznasz, że po latach spędzonych w biurze, gdzie czasu brak nawet na przeczytanie kryminału, to bardzo miłe obowiązki służbowe.:-)

Nie będzie zaskoczenia – znowu pojawi się postać Józia z Wałbrzycha.:-) Na pokazie jego filmu w Muzeum Polin, poznałam znajomą Józia – Agnieszkę, która – jak inni – przyjechała z Wrocławia na pokaz filmu. Agnieszka pilotowała grupy do Izraela, któregoś dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała: Cześć, słuchaj – nie chcesz mnie zastąpić i polecieć z grupą do Izraela? Jak nie teraz, to kiedy – dawaj! Dała mi kontakt do jednego z większych Biur Podróży w Polsce – Itaki, pojechałam na rozmowę o pracę i ... tak to się zaczęło… :-) Przy okazji – dzięki, Aga! Teraz współpracuję jako Tour Leader, jak już wspomniałam, z dużymi biurami: Itaką czy Rainbow, ale i też z mniejszymi. Specjalizuje się w wyjazdach na Bliski Wschód, głównie do Izraela, Autonomii Palestyńskiej i Jordanii. Jordania też jest „the best!”.:-) Gorąco polecam!

To jest też odpowiedź na pytanie – dlaczego turystyka. Izrael, oczywiście – przynajmniej jak na razie, jest i będzie numerem jeden.:-) Ale jest jeszcze tyle do odkrycia... jak brzmi hasło reklamowe... jednego z Biur Podróży – no, wiesz, dusza pijarowca pozostała – nadal zwracam uwagę na takie rzeczy. W tym sezonie planowałam wyjazdy na Madagaskar i do Afryki Południowej, no cóż... na razie, z wiadomych względów siedzę na 4... literach... ale mam nadzieję, że to się już wkrótce zmieni.

Jakie masz pomysły na najbliższy czas?

Pomysłów mam sporo. W związku z koronoświrusem, a co za tym idzie zamknięciem granic, jestem oczywiście, brzydko mówiąc, "udupiona" nieco w domu.:-) Ale być może nie ma tego złego... Postanowiłam wykorzystać ten czas i podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z Izraelem z innymi. Podzielić się nieco pasją, może złamać trochę kolejnych stereotypów. Założyłam portal na FB Feel Free Izrael – miejsce, gdzie dzielę się informacjami o tym kraju, jego kulturze i zwyczajach, miejscach wartych odwiedzenia. Staram się pisać i pokazywać rzeczy i zjawiska, które mnie zaintrygowały, zaciekawiły, zmusiły do myślenia czy zmiany jakiejś postawy. Piszę też o Izraelu na blogu Itaki.

Opisuję je z punktu widzenia osoby, która zetknęła się z tym krajem jako kompletny laik. Trochę na serio, trochę z przymrużeniem oka, ale chyba zawsze z sympatią. Jak już wiesz, Izrael nie był nawet na mojej liście krajów marzeń do odwiedzenia – historię już znasz.:-) W żaden sposób nie byłam związana z Izraelem, judaizmem czy Żydami. Nie mam żadnych korzeni żydowskich, nie miałam nawet dotychczas zbyt wielu znajomych, o których bym wiedziała, że są Żydami. Ba! Sama byłam pełna stereotypów na temat tego kraju i ludzi.

Drażniły mnie kwestie i dalej drażnią czasami – wycieczek izraelskich dzieci do obozów zagłady w towarzystwie uzbrojonych ochroniarzy, jakby przyjeżdżali do "dzikiego kraju", drażliwe tematy własności, tak... tak... te żydowskie kamienice czy podnoszone przez Żydów larum – co by nie powiedzieć, zaraz strach, że zostaniesz nazwany antysemitą…

Jestem doskonałym przykładem, że żeby zrozumieć, trzeba poznać.:-) No więc, tak zaczęłam sobie pisać, znalazło się też grono ludzi, których to zainteresowało. Pracuję teraz nad uruchomieniem serwisu internetowego – wskazówka każdego specjalisty od spraw social mediów – pamiętaj, że teksty na FB nie mogą być za długie! No wiesz... nadal jestem pijarowcem! No, ale moje są… (za długie…) W dodatku nawet je ktoś czyta!:-) No więc... tworzę dla tych przydługich tekstów miejsce, bardziej przyjazne do czytania, czyli własną stronę internetową.

To miedzy innymi dlatego też wciągnęła mnie turystyka. Tu w przeciwieństwie do pijaru, który się chyba dla mnie już nieco wyczerpał, widzę wiele nowych możliwości. W przyszłości mam w planach organizować również własne – autorskie wyjazdy do Izraela. Takie poza utartym szlakiem. Izrael ma naprawdę wiele do zaoferowania, nie tylko Ścianę Płaczu czy Bazylikę Grobu Pańskiego. Nocna wyprawa na pustynię czy spacer w pięknym Czerwonym Kanionie, nocny pokaz multimedialny na Masadzie czy piknik na klifach Rosh Hanikra!

Ale i w drugą stronę, czyli z Izraela do Polski. I to też niekoniecznie szlakiem obozów zagłady – młode pokolenie Izraelczyków, to już nie pokolenie ocaleńców z Holocaustu – to prawdziwi obywatele świata, chcący po prostu poznać kraj, bez obciążeń. Ale też często, kraj swoich przodków – pamiętajmy, że Polska przed II wojną światową to był kraj, w którym mieszkała największa populacja Żydów w Europie, a druga na świecie – po Stanach Zjednoczonych. Obecnie zdobywam też licencję na przewodnika po Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Także na razie mam nadzieję: „The Sky is the limit”. Oczywiście, jak otworzą granicę…:-))) No, tego wariactwa, nie mogłam przewidzieć ...:-) Stąd też m.in. nazwa mojej nowej profesji: Feel Free Traveler, Izrael, City, itp… Z tej potrzeby poczucia wolności, o której już mówiłam na wstępie naszej rozmowy.

Jesteś osobą szczęśliwą?

Czym człowiek jest starszy, tym zdaje sobie sprawę, że nie można być permanentnie szczęśliwym, bo wtedy by się nie wiedziało, co to szczęście znaczy. Myślę, że szczęśliwym się bywa, i oby jak najczęściej. A dużym szczęściem jest móc żyć w zgodzie ze sobą, w poczuciu wewnętrznej harmonii. Zaleciało mi jakimś Paulo Coelho – nie najlepiej się czuje w takiej roli.:-)

Po podróżach pewnie jest trudno przejść w tryb zwykłego życia. Masz na to jakiś sposób? Czym są dla ciebie podróże i co ci dają?

Wow! Po podróżach… jak super jest wrócić do domu! Z wolną głową, wiedzieć że ma się dla siebie i bliskich czas! Nie trzeba wstawać i siedzieć od 9tej do 17tej w biurze. Poleniuchować! Wypić spokojnie poranną kawę. Pójść do lasu – mówiłam, że chyba się starzeję...:-) To, czego mi najbardziej brakuje po powrocie, to zieleni – no wiesz, te pustynne krajobrazy... Nie wyobrażam sobie życia bez drzew.:-)

Co cię w życiu cieszy i relaksuje? Zdradzisz jakieś dalekowschodnie sposoby na chillout?

To właśnie natura, znowu polecę jak z podręcznika domorosłego coacha, ale pracując tyle lat w biurze, tak się od niej oddaliłam... o matko!, jak mi tego brakowało. :-)

 

Txt: Damosfera

Zdjęcia: archiwum prywatne

 

 
 

Komentarze

KorpoKierowniczka
 
Agatko, jesteśmy dumne i trzymamy kciuki !!!
 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X