12.10.2015, 20:35

Rozmawiamy: z wszechstronną reżyserką, scenarzystką, felietonistką. Z Olgą Lipińską.

Olga Lipińska, wszechstronna reżyserka, scenarzystka, felietonistka. Realizowała spektakle w teatrze telewizji, na scenach teatralnych i operowych oraz festiwalach. Przez wiele lat była dyrektorką warszawskiego Teatru Komedia i autorką programów kabaretowych w TVP. Obecnie wykłada w warszawskiej Akademii Teatralnej.

Katarzyna Kamińska: Proszę mi wybaczyć, że zaczynam rozmowę od pretensji, ale… trochę jestem zła, że zniknęła Pani z życia publicznego – nie pisze Pani felietonów, nie tworzy spektakli. Nie jest to tylko moja opinia, bo na Pani Facebookowym profilu ponad 4 tys. osób pisze, że tęskni za Pani twórczością. Czy to Pani wybór, czy współczesny świat boi się Pani barwnej osobowości?

Olga Lipińska: Zacznijmy od tego, że to nie ja prowadzę ten profil, a z internetu korzystam bardzo rzadko wchodzę tylko, by sprawdzić pocztę. Odpowiadając na pytanie: to nie ja odeszłam, to mi podziękowano. Dodatkowo mam charakter, który działa przeciwko mnie samej, bo zawsze mówię prawdę. Nie umiem się przed tym powstrzymać, a to nie jest i nie była nigdy dobra cecha - szczególnie w pracy, kiedy jest się od kogoś zależnym.

Dziś wiele rzeczy robi się w mediach, żeby było śmiesznie dla wszystkich…

Telewizja robi koncerty estradowe, a nie kabarety. Najważniejsze są pieniądze i reklamodawcy. Widowisko musi być zrobione szybko i tanio. Ja nie umiem robić sztuki szybko, tanio i pod kątem schlebiania szerokiej publiczności. Obecnie zajmuję się pracą z młodzieżą - wykładam w Akademii Teatralnej w Warszawie i bardzo się z tego cieszę, że mogę im coś przekazać.

Młodzi ludzie mogą się też wiele nauczyć o czasach PRL-u z Pani Kabaretów. To taka kronika obyczajowa.

Zawsze interesowała mnie rzeczywistość w której żyłam. Komentowałam to, co wydawało mi się głupie, a czasami zabawne.

Nie ma chyba warszawiaka w wieku średnim, który przechodząc obok teatru Komedia nie wspomina, jak bardzo uwielbiał przedstawienie pt. „Krasnoludki, krasnoludki” i cały czar tego teatru za Pani czasów.

Ten spektakl kojarzy mi się z pierwszym dniem stanu wojennego, ponieważ to było jedyne przedstawienie, które wtedy zagrano. Pamiętam, jak przyszłam do teatru o godzinie 11. 00 - hol był pełen dzieci, a ich matki i opiekunki prosiły mnie, bym puściła przedstawienie. Oczywiście tak zrobiłam, ale miałam z tego powody ogromne nieprzyjemności. Przyszła milicja i kazała mi przerwać spektakl, czego nie zrobiłam, bo nie wyobrażałam sobie wyrzucić z teatru rozbawionych i rozśpiewanych dzieciaków. Powiedziałam panu milicjantowi, żeby sam to zrobił, ale nie chciał… poprosił tylko, by po przedstawieniu wypuszczać dzieci pojedynczo, a nie całą gromadą.

Jak wspomniana Pani czasy Komedii. Jak się Pani czuła jako dyrektorka?

Rządzić nie lubiłam, bo nie mam bakcyla rządzenia administracyjnego. Kiedy robiłam zebrania, odbywały się one na stojąco, by jak najszybciej załatwić sprawy. Najlepiej czułam się robiąc przedstawienia i pracując z aktorami.

Rządzenie i reżyserowanie - nie stresowały Pani?

Nie stresowało mnie reżyserowanie, bo bardzo dobrze wiedziałam, co chcę powiedzieć i pokazać. Bardzo lubiłam pracować. Męcząca i denerwującą była tylko zła organizacja pracy.

Ponoć nie lubiła Pani przerw. Podobno kiedyś pracowała Pani non stop czterdzieści godzin nagrywając w telewizji kabarety. To jakieś szaleństwo. Jak się dochodzi do siebie po takim maratonie?

Nie zawsze przecież pracowałam non stop czterdzieści godzin. Nie przesadzajmy, nie potrzebowałam do siebie dochodzić. Praca sprawiała mi przede wszystkim satysfakcję i przyjemność.

Tak, jak w teatrze komedia w serce zapadły mi głęboko Krasnoludki, tak z Pani Kabaretu najbardziej lubiłam Pannę Basieńkę ze względu na jej barwne stroje i totalne bycie sobą. Teraz to trochę trudne „zadanie” być sobą w życiu. Ciągle coś gramy, udajemy….

Każda z postaci w kabarecie coś przekazywała i pokazywałam pewną mentalność. Basia Wrzesińska, jako Panna Basieńka to była tzw. szlachetna naiwność – to, co jest obecnie nie cenione, a nawet w pogardzie. Taki sposób bycia nazywa się „frajerstwem”. Czasem pisano do mnie listy, że traktuje kobiety źle, bo pokazuję je, jako idiotki. Panna Basieńka nie była idiotką. Ona przyjmowała świat otwartą duszą. Kiedy jej ktoś mówił, że coś jest białe, to ona przyjmowała, że jest białe. Nie była podejrzliwa, kłamliwa, fałszywa.

Obecnie w mediach raczej nie widzimy prawdy o ludziach.

Teraz jest inaczej. Ludzie zachwycili się wirtualnym światem, nie interesuje ich rzeczywistość, która jest dla nich irytująca, nudna i nieciekawa, dlatego szukają jakiś emocji w internecie. To niedobrze. Zresztą przewidziałam taką sytuację w jednym z odcinków kabaretu, który był zatytułowany Kablowa. W nim właśnie jeden z bohaterów mówi, że przyjdą czasy, kiedy ludzie będą przyjaźnić się przez ekran monitora i nie będą się kontaktować się ze sobą w sposób bezpośredni.

Nastąpiła zmiana pokoleniowa.

To chyba normalne. Tak chyba było zawsze. Moi rodzicie i dziadkowie też patrzyli na to, co robimy i mówili, że jesteśmy dziwni i barbarzyńscy, bo oni się zupełnie inaczej zachowywali. Ostatnio w Instytucie Teatralnym był pokaz mojej sztuki pt. Skiz – dawno jej nie oglądałam i doszłam do wniosku, że świat w niej przedstawiony już nie istnieje, a szkoda, bo był pełen niuansów, niedomówień, ładnego dialogu… szkoda tego wszystkiego. No, ale teraz jest jak jest, nie ma się, co specjalnie przejmować i obrażać na rzeczywistość. Staram się żyć i mieć wokół siebie grono ludzi, z którymi lubię przebywać. Mam też swój azyl na wsi na Mazurach.

Czym jest dla Pani kobiecość?

Nie lubię takich pytań. Lubię ludzi inteligentnych, fajnych, miłych, a czy to będzie kobieta, czy mężczyzna nie ma znaczenia. Dla mnie taki podział – na kobiece sprawy, męskie granie jest niezrozumiały. Lubię po prostu ludzi, z którymi mogę się porozumieć.

Na zakończenie… właśnie co w życiu jest ważne? Na co trzeba uważać?

Warto być pogodnym i nie należy pakować się w rzeczy, na które nie mamy żadnego wpływu, a które nas tylko irytują. W życiu nie można też kłamać. Ważna jest prawda. U nas jest strasznie dużo kłamstwa i hipokryzji. Ludzie kłamiąc myślą, że tak doskonale to robią, że się tego nie wyczuje, ja to wyczuwam. Najważniejsze jest bycie takim - jakim się jest. Polacy mają taką cechę, że chcą być, kimś innym niż są. Wiadomo, że każdy człowiek się jakoś kreuje, ale trzeba zachować pewne granice.

 

Rozmawiała: Katarzyna KAMIŃSKA

Zdjęcie: Teatr 6.piętro/Marlena Bielińska 

 

Galeria:

Olga Lipińska - foto: Teatr 6.piętro/Marlena Bielińska
 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X