13.04.2017, 23:21

Producentki - one kręcą polskim filmem!

Kochają kino i dlatego założyły Plesnar & Krauss FILMS. Produkują filmy dokumentalne i to zawsze kilka jednocześnie. Właśnie pracują nad obrazem o pierwszym w Polsce udanym zabiegu In Vitro. Poznajcie Joannę Plesnar i Marię Krauss - przyjaciółki i producentki! 

Za co właściwie odpowiada producent?

Reżyser poprzez scenariusz rysuje plany i wizje, producent zapewnia materiały i ludzi do ich realizacji.  Jest cementem z jednej strony i głównym inżynierem z drugiej. W jego rękach spoczywa też „nakręcanie” ekipy do pracy i dodawanie wiary.

Ciężka praca, szczególnie dla kobiet w tym dość szowinistycznym świecie filmu…

Szowinizm panuje w pełnej krasie w naszym społeczeństwie. Nie podejrzewamy, żeby branża filmowa była wyjątkiem. Jest jednak coraz większa świadomość problemu i próby poradzenia sobie z nim. Od dawna mówi się w Polsce o parytetach, ale jak dotąd nikomu nie udało się ich wprowadzić. Polski Instytut Sztuki Filmowej jako jedyna instytucja publiczna w Polsce wprowadziła zasadę parytetową w doborze liderów komisji pisfowych (liczba kobiet liderów nie powinna być mniejsza niż 35 %).

To ważny i słuszny krok, ale i tak na czele wielkiego biznesu stoją panowie.

Rzeczywiście na czele dużych firm produkcyjnych, czyli tych, które zatrudniają ludzi na stałe; mają zaplecze, sprzęt i nieczęsto hale - stoją panowie producenci. Mnóstwo kobiet – naszych koleżanek producentek, które cenimy prowadzi niewielkie firmy produkcyjne i radzą sobie doskonale. Ale coś się dzieje na etapie pośrednim. Czy to męskie układy blokują ten rozwój? Może po części tak, ale wierzymy, że polskie kobiety w ogóle, a kobiety-producentki w szczególności poradzą sobie doskonale.

Jak to się stało, że zajęłyście się produkcją?

(Joanna) W moim przypadku zadecydował przypadek, choć to zapewne powszechny i mało oryginalny motyw :). Byłam bardzo aktywną studentką, która chciała robić milion rzeczy naraz. Szczególne miejsce w tych czynnościach miały cykliczne spotkania z filmem dokumentalnym dotyczące problemu łamania praw człowieka na świecie, które organizowałam wraz z kolegami i koleżankami z Naukowego Koła Seksuologii na UW. Dzięki uprzejmości Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka organizowaliśmy projekcje połączone z żywymi, emocjonującymi dyskusjami. To były piękne czasy! Pamiętam, że drukowaliśmy plakaty na domowych drukarkach i rozwieszaliśmy je na różnych wydziałach UW. Musiałam jednak z czegoś żyć i zaczęłam pracę w firmie producenckiej. Po niespełna roku przeszłam do innej firmy, gdzie poznałam Marysię.

(Maria) Ukończyłam historię na UW. Podczas studiów angażowałam się w różne inicjatywy i projekty historyczne i kulturalne (wolontariat w Muzeum Powstania Warszawskiego, organizację Festiwalu „Warszawa Singera”, redakcję pisma literackiego „LiteRacje”, projekty historii mówionej realizowane przez DSH i Ośrodek Karta). Wyobrażałam sobie swoją przyszłość raczej na uczelni albo w jej orbicie, ale zaczęłam pracę w Ozumi Films u świetnej producentki Marianny Rowińskiej. I bardzo szybko wsiąkłam. W tej firmie pracowała również Joasia i od tamtej pory zawodowo jesteśmy nierozłączne, ale przede wszystkim się przyjaźnimy. I szybko stało się oczywiste, że musimy założyć coś własnego. Tak powstała Plesnar & Krauss FILMS. Wszyscy nam mówią, że mamy idealne nazwiska do tego biznesu i że dobrze brzmią w Polsce i na świecie.

No, właśnie biznesu… Wydaje, że to takie fajny zawód, ale chyba łatwo nie jest.

Żaden zawód, w którym twoja praca zależna jest od dotacji, funduszy i innych źródeł finansowania nie jest łatwa. Każdy prywatny biznes wymaga mnóstwo samozaparcia, zaangażowania, ciągłego bycia w ruchu, szukania zleceń, aby pokryć bieżące koszty działalności, bo przecież co miesiąc trzeba zapłacić za biuro, księgowość, telefony… 

Działacie w tej branży już od ponad 10 lat!

I mimo trudności wciąż nam się chce :). To jest też zawód bardzo dynamiczny, wymagający ciągłego samokształcenia, rozwijania się, poszerzania horyzontów, czytania. Nasze projekty to całe spektrum tematów: historyczne, jak „Polski Schindler” w reż. Barbary Necek , filozoficzne jak „Dramaty” w reż. Zviki Portnoya czy naukowo-filozoficzne jak „Trylobit” w reż. Julii Popławskiej. 

Nad czym teraz pracujecie?

Producencko zajmujemy się filmami dokumentalnymi. Jak zawsze robimy kilka projektów jednocześnie. Każdy film jest w innej fazie produkcji: „Polski Schindler” to historia dwójki lekarzy Eugeniusza Łazowskiego i Stanisława Matulewicza, którzy w czasie drugiej wojny światowej wymyślili, że można oszukać wyniki laboratoryjne odnośnie tyfusu, którego Niemcy bali się panicznie. Pozwoliło im to uratować tysiące ludzi od śmierci. Mamy koproducenta we Francji. I jesteśmy na etapie bardzo zaawansowanego rozwoju projektu. W przypadku filmu „Czeski Pepik jedzie do Polski odkrywać miłość do Boga”, w reżyserii słynnych czeskich reżyserów Filipa Remundy i Vita Klusaka jest to obraz realizowany przez Czechów (firma Vernes), a my jesteśmy koproducentem wraz z Krakowskim Biurem Festiwalowym. Partneruje nam Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy, film otrzymał wsparcie PISF. Całość zdjęć odbywa się w Polsce. I właśnie jesteśmy przed ostatnią – majową – turą zdjęć w Polsce. To film o poszukiwaniu sensu w wierze i bezsensu w ateizmie albo na odwrót.  Czesi z najbardziej ateistycznego narodu przyjeżdżają do Polski – najbardziej katolickiego narodu.

Czym chcecie się szczególnie pochwalić?

Nasza wielka duma to pełnometrażowy debiut dokumentalny Zviki Gregorego  Portnoya „Dramaty” o mężczyźnie, który wiele lat nagrywał video-listy do ukochanej osoby, której nie widział ponad 14 lat. I teraz pragnie ją odnaleźć. To film realizowaliśmy 5 lat i właśnie został ukończony, podlega ostatnim zabiegom postprodukcyjnym w krakowskim Multilabie. I w najbliższych tygodniach okaże się, dokąd zaprosimy na premierę.

Co chciałybyście wyprodukować…

Nieustannie i wiernie marzymy o zrealizowaniu ekranizacji przepięknej książki Jacka Dukaja pt. „Wroniec”. Pracujemy nad tym od wielu lat. To wielce skomplikowany projekt, wymagający ogromnego nakładu środków. Poza tym – każdy projekt dokumentalny, który jest zaangażowany społecznie, który ma mocnego bohatera, który jest prawdziwie poruszający jest na naszej liście marzeń. Wychodzimy z założenia, że szkoda życia na robienie byle jakichś i średnich filmów.

Co jeszcze? Mimo że uwielbiamy kino tzw. trudne, ambitne to świetnie się bawimy na filmach rozrywkowych, przeżywamy je i „dobrze nam robią” :) Przykładem takiego kina, które mogłybyśmy zrealizować choć do tego na pewno nie dojdzie bo nie mamy ambicji robienia kina rozrywkowego ani fabularnego jest ostatni „Mad Max. Fury Road” w reż. Georgea Millera. To kapitalne kino rozrywkowe, genialnie zrealizowane, dodam, że przez wiekowego reżysera (70 coś lat). Stworzył tak angażujące widowisko, które wbija w fotel. Jest bez zarzutów. Majstersztyk.

Producenci kojarzą się z osobami, które zarabiają spore pieniądze… 

W Polsce ciężko jest się dorobić ogromnych pieniędzy w filmie. Wyjątek stanowią tutaj obrazy o dużym potencjale komercyjnym np. udane komedie romantyczne, które ogląda w Polsce ok. 1,5 – 2 mln widzów. Przy takiej widowni można zarobić godziwe pieniądze tj. zwrócić koszty produkcji i jeszcze coś zarobić.  Wyjątek stanowi bardzo dobry film „Bogowie” Łukasza Palkowskiego o Zbigniewie Relidze oraz „Sztuka Kochania” w reż. Marysi Sadowskiej, które miały nieprawdopodobną widownię. No i najnowszy „Pitbull” :). Na filmach dokumentalnych – czyli na tym, czym zajmujemy się my – ciężko jest rozbić bank, bo po prostu widownia jest skromniejsza i ciężej o regularną dystrybucję kinową.

Szukacie młodych talentów, wśród absolwentów szkół filmowych?

Obowiązkowym punktem w naszym życiu zawodowym są festiwale filmowe (m.in. T-Mobile Nowe Horyzonty, Krakowski Festiwal Filmowy czy warszawski Milleniu Docs Against Gravity Film Festival), na których oglądamy  4-5 filmów dziennie. To one umożliwiają nam przegląd tego, co aktualnie dzieje się w świecie filmowym.

W polskim kinie mało jest historii kobiet…

Właśnie produkujemy niesamowity film, dotykający spraw kobiet i robiony przez kobiety. W tym roku przypada 30. rocznica przeprowadzenia pierwszego udanego zabiegu In Vitro w Polsce. To było wielkie medyczne dokonanie. Od tego czasu udało się pomóc tysiącom par i sprowadzić na ten świat tysiące chcianych i wymodlonych dzieci. Ale kryją się za tym wszystkim oczywiście historie dramatyczne. Reżyserka Joasia Rożen przeszła tę drogę i opowie o niej w swoim filmie pt. „Transfer”, który jest obecnie w fazie zaawansowanego developmentu. Dostałyśmy się z tym projektem na prestiżowe warsztaty Doc Lab Poland 2017. Mamy nadzieję rozpocząć zdjęcia w drugiej połowie tego roku. I oczywiście szukamy partnerów dla tego projektu, również telewizyjnych.

Na zakończenie: co polecicie  nam do obejrzenia? 

Film „Tony Erdman” w reżyserii Maren Ade. Ważny, zabawny, cierpki, gorzki, słodki, zastanawiający. Absolutnie przenikliwe i przejmujące kino z dużą dozą poczucia humoru.

A z filmów dokumentalnych?

„Komunię” w reż. Anny Zamęckiej. 14 letnia Ola, nad wyraz dojrzała, zajmuje się domem i swoim niepełnosprawnym bratem. Mając nieporadnych i nieodpowiedzialnych rodziców musi przejąć ich role i zadbać m.in. o przygotowanie brata do pierwszej komunii. Film zaskakujący, wzruszający, ale i zabawny. Reżyserka weszła w intymny świat bohaterów, w ich malutkie mieszkanie i ciasną przestrzeń. Film skłania do przemyśleń, a to już bardzo dużo.

 red.

Foto: Kasia Krauss

 

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X