14.10.2020, 08:45

Piękniejsza będziesz silniejsza

W prasie napisała zapewne setki razy: „Musisz to mieć! Musisz to kupić w nowym sezonie…”. Dzisiaj już wie – nic nie musisz. Ale jeśli tylko chcesz, to możesz.

 

Nie widzimy się, ze względu na zawirusowane wciąż okoliczności przyrody, więc pytanie fundamentalne: w co jesteś ubrana?

Mam na sobie dres, oczywiście… choć nie – skłamałabym, gdybym nie doprecyzowała, że konkretnie mam na sobie spodnie biegowe, mega obcisłe i równie dopasowaną bluzę dresową. A pod spodem koronkowy stanik. Fioletowy konkretnie. Taki strój mobilizuje nie tylko ciało, ale i mózg. Dzięki niemu wciągasz brzuch automatycznie i zaczynasz myśleć, co wkładasz do ust i w jakiej częstotliwości. Nie pozwala bezmyślnie zastygnąć na przysłowiowej kanapie, zanurzając co i raz rękę w misce z chipsami. Nie ma takiej opcji!

To wyzwanie dla niektórych… wokół tyle smutnych wiadomości i jesiennie się robi. Daj dyspensę, choć na luźny dresik i ciasteczka!

Ale po co? Co Ci to da w dłuższej perspektywie? Pięć kilo na plusie i problemy z cerą, a w efekcie spadek poczucia własnej wartości? Właśnie teraz, w trudnym okresie nie odpuszczajmy! Nawet kiedy non-stop nosimy dres, to niech on nie będzie rozciągniętym dresiskiem, w którym czujemy się nieatrakcyjne i który daje ten złudny margines luzu, pozwalający zjeść bezboleśnie trzeci kawałek ciasta. Dlatego ja siedzę w spodniach do biegania! Oczywiście nie tylko w nich siedzę, bo biegam codziennie. Konsekwentnie też noszę pod spodem koronkową, sexy bieliznę (no, może nie do biegania akurat!). Robię to dla siebie. Kiedy jesteś tak ubrana, to mobilizujesz się również, żeby zrobić dla siebie jeszcze więcej, żeby pielęgnować ciało: wziąć kąpiel w klimacie spa, zrobić peeling czy maseczkę.

 

Jesienią jakoś się z domu nie chce wychodzić....

Zacytuję znów swoją babcię, która mówiła też, że zawsze, jak się zapuścisz i sobie odpuścisz, to jest wielce prawdopodobne, że akurat wpadniesz na swojego byłego, co, oczywiście, w życiu się zdarza. Fajnie jest przechodząc koło lustra w przedpokoju, spojrzeć na siebie z uznaniem, a nie wzdrygnąć się na widok własnego odbicia.

Wiesz, że to działa! Wystarczyło zerknąć na Twój Instagram, żeby zobaczyć jak super wyglądasz. Od góry do dołu. ;-) No i zainspirowałaś niektórych do pomalowania sobie paznokci!

I tak ma być! Nie wolno odpuszczać i trzeba dbać o siebie, bez względu na to, czy są to czasy zarazy, czy nie. Im gorzej się czujemy, im jesteśmy w trudniejszej sytuacji i jest nam pod górkę na każdym froncie: w życiu osobistym czy zawodowym, to ja zawsze namawiam, by właśnie wtedy bardziej o siebie zadbać! Zrób paznokcie, zlikwiduj odrost, połóż maseczkę na twarz, pomaluj usta czy tam rzęsy – jeśli wolisz, a przede wszystkim: rusz tyłek i poćwicz! Wtedy możesz stawić czoło wszystkim i wszystkiemu. Piękniejsza będziesz silniejsza. Tak to działa.

Jak sądzisz, jak zmieni się świat mody po czasach panowania koronawirusa?

Będzie na pewno bardziej świadomie i oszczędniej. Oszczędniej w wielu wymiarach. Zmiany w świecie mody zaczęły się już jakiś czas temu, kiedy ruch eko doszedł do głosu i dobro naszej planety stało się tematem globalnym. Fast fashion odchodzi do lamusa. Nadchodzą czasy świadomych, mniej kompulsywnych zakupów. Bo nagle dotarło do nas, że za każdym zakupem coś więcej stoi, zaczęliśmy myśleć o konsekwencjach. Pojawiały się aplikacje i grupy zamknięte na Facebooku , gdzie można wystawić swoje używane rzeczy lub wymienić się ciuchami. I to jest trendy. Teraz dojdzie dodatkowy aspekt: w tym trudnym okresie często przewartościowujemy swoje życie i to zmieni podejście do mody. Jednak najbardziej o zmianie nawyków zakupowych zadecyduje niestety czynnik ekonomiczny, czyli brak pieniędzy…

A czy uodpornimy się po wirusie na działania marketingowe?

Teraz jeszcze mamy jakieś pieniądze, siedzimy w domach i korcą nas megazniżki i promocje w sieciówkach online. Póki na koncie nie zionie pustką. Myślę, że po tym wszystkim zaczniemy jeszcze gorliwiej wymieniać się ubraniami i kupować rzeczy używane, a z kolei, nowe – w bardziej przemyślany sposób, stawiając nie na sezonowe trendy, ale na jakość i ponadczasowość. Marketing poszuka nowych ścieżek dotarcia do konsumenta. I zapewne je znajdzie.

Przestaniesz kupować ubrania?

Powinnam! Mam w szafie mnóstwo rzeczy, co wynika z mojego zawodu i tak naprawdę nie potrzebuję nic kupować. Robię zakupy rzadko i świadomie. Najchętniej wybieram moje ulubione polskie marki. Od lat stawiam na rzeczy ponadczasowe właśnie, więc mam ubrania ze stażem dziesięcioletnim i nadal wyglądają świetnie. Sezonowe trendy przestały mnie korcić. To się raczej nie zmieni.

Co zawsze jest modne?

Daleka jestem od punktowania listy konkretnych rzeczy. Zawsze modna jest klasa. Dobry styl. Wyczucie smaku. Fantazja. Rozmawiamy o niuansach, więc trudno to słowem zobrazować. Modna jest pewność siebie wynikająca z przekonania, że dobrze wyglądasz. W jakim stylu? Tak naprawdę to obojętne.

Co ostatnio kupiłaś?

Jak na mnie, to prawie nic. Kupiłam dresową bluzę z kapturem (taka jestem oryginalna!) i uwaga: jako bardziej sexy alternatywę dla dresowych spodni, kupiłam dresową minispódniczkę z falban – obie rzeczy w myśl dewizy #wspieramypolskiemarki. Obie rzeczy po przecenie. Nigdy nie kupuję, nie czekając na okazję albo do wyprzedaży. I w ogóle nie mam już parcia na markowe rzeczy. Kompletnie. Pieniądze sto razy bardziej wolę przeznaczyć na wyjazdy, podróże, przemieszczanie się, doświadczanie… co akurat teraz brzmi tak abstrakcyjnie. Cierpię w dwójnasób, bo dla niespokojnych dusz, ten czas odizolowania i odebrania wolności jest wyjątkowo nie do zniesienia.

Czyli jest tak, jak piszesz na swoim blogu: W prasie napisałam zapewne setki razy: „Musisz to mieć! Musisz to kupić w nowym sezonie…”. Dzisiaj już wiem – nic nie musisz. Ale jeśli tylko chcesz, to możesz.

Dokładnie. Najważniejsze, żebyś miała świadomość własnego stylu i tego, w czym Ci jest dobrze. Tobie, a nie koleżance albo influencerce z Instagrama. Podpatrywanie dobrych wzorców i inspirowanie się jest super, ale ślepe naśladowanie już nie. Żeby czerpać z mody radośnie trzeba najpierw poznać siebie. A to często łatwe nie jest. Ja właśnie w tym pomagam kobietom na swoich szkoleniach, kursach i warsztatach. W tym, żeby poznały siebie. Swoje modowe DNA. Swój „mood”, swój styl, który wynika z wielu czynników oraz, żeby poznały możliwości i ograniczenia własnej sylwetki. Później jest już tylko frajda wybierania. Albo frajda braku konieczności kupowania.

Pisałaś w swojej książce o „Kobietach Rakietach”, które żyją na pełnej petardzie. Myślisz, że po kryzysie się coś zmieni w tym temacie? Zwolnią?

Cytując fragment mojej książki: „Perfekcyjne menadżerki, czujne przyjaciółki, zaradne panie domu, czułe partnerki, dobre córki, rozsądne matki, atrakcyjne kochanki, kobiety spełnione zawodowo, cieszące się życiem i opracowujące kolejne strategie: na dom, na związek, na karierę”. Oto portret kobiet mojego pokolenia. Tylko jak długo możesz tak cisnąć i ostatecznie jechać na oparach? Prawie każda z nas deklarowała, że najzwyczajniej ma dosyć, że nie wytrzymuje tego tempa. Ile można łykać pokątnie „Xanax” lub wypijać butelkę wina co wieczór, by uciszyć rozpędzone myśli łopoczące w głowie? Zwyczajnie, żeby zasnąć, nie myśleć, tylko spać. Ten kryzys to tak naprawdę szansa dla wielu z nas. Szansa na refleksję i opamiętanie. Szansa na przemyślenie decyzji o zmianie.  Pytanie tylko czy ją wykorzystamy.

Może gdzieś była nam potrzebna ta przerwa. Można teraz zacząć też ćwiczyć silną wolę, o czym też pisałaś na blogu: „Każdego poranka, robiąc update przed lustrem, kończę definitywnie z winem i rzucam puste węglowodany na rzecz kojącego naparu z rumianku, bywa jednak, że wieczory podstępnie niweczą moją silną wolę…”.

To, o czym tyle razy pisano i tu, i tam – by dostrzegać piękno w drobiazgach, zatrzymywać się, być tu i teraz, żyć chwilą. To staje się faktem. Nie z wyboru może, ale z konieczności. Musimy nauczyć się być obecni i świadomi. Starać się celebrować każdą chwilę. Misterne planowanie i projektowanie przyszłości zostało zniweczone w ciągu tygodni. Ja ośmielam się raptem zaplanować rano aktualny dzień, a też niczego nie jestem pewna. To odkrywcze, na jak niewiele spraw mamy wpływ. W każdym razie z tego, co nas otacza, co o nas decyduje pośrednio i bezpośrednio. Ale wiesz co, póki jesteśmy zdrowe, mamy wpływ na jakość naszego życia. Nawet w tych czterech ścianach. Mamy obowiązek o siebie dbać. O siebie, o najbliższych. To czas, kiedy mamy też szansę przyjrzeć się sobie. Wrócić do „pierwotnych ustawień”. Ja to tak nazywam. Powrót do korzeni i do pytań fundamentalnych: Kim jestem? Jakie mam wartości? Co kocham? O co walczę? A mając na myśli dbanie o siebie, kładę nacisk na to, co wewnątrz i na to, co na zewnątrz, fifty-fifty. Jedno i drugie jest tak samo cenne, tak samo istotne. Ciało to dar. Szanujmy ciało i kobiecość. Dopieszczajmy, zauważajmy, starajmy się ofiarować ciału zdrowie i urodę. Dokładnie w tej kolejności. A zresztą jedno wynika z drugiego.

Justyna Moraczewska, dziennikarka, stylistka, autorka książki „Kobiety Rakiety. My z pokolenia X” i bloga „justpassion.pl”; była szefowa działu mody „Cosmopolitan” i szefowa działu urody „In Style” i „Gala”.

 

rozmawiała: Katarzyna Krauss

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X