24.03.2017, 14:53

Opowieść o pierwszej damie jazzu

Biografię wokalistki czyta się z jednej strony łatwo -  ze względu na niezwykły język jakim jest napisana „Mama i tatko chajtali się za młodu… Moi rodzice byli biednymi dzieciakami. A kiedy jesteś biedny, dorastasz w trymiga”, ale też ciężko, bo to historia czarnej dziewczyny, która dorastała w Ameryce w pierwszej dekadzie XX wieku, której nawet nie śniła się prezydentura Baracka Obamy.

Świat w którym artystka dorastała nazywał jazz „muzyką z burdelu”. Szokują też wyznania tej pierwszej damy jazzu, która opowiada o tym przez co przeszła, zanim osiągnęła upragnioną sławę. „Pewnego dnia przyszedł do przybytku pani Florence olbrzymi czarnoskóry facet, który chciał tylko mnie. Oferował 50 dolarów. To, i tak mało biorąc pod uwagę, że omal mnie nie zabił. Przez kilka dobrych dni, nie mogłam się zwlec z łóżka. W takim stanie znalazła mnie matka, i natychmiast powiedziała, że trzeba jechać do szpitala”. Przeszła przez piekło: niewolniczą pracę i upokorzenia. Zarabiała jako prostytutka i tylko dzięki muzyce udało jej się przetrwać...

Czytając tę książkę stajesz się jakby świadkiem całego jej życia właśnie poprzez sposób, w jaki artystka opowiada o sobie. Nie stawia sobie pomnika, ale mówi jak było naprawdę. Kiedy już zyskała sławę i zarabiała 3,5 tys. dolarów tygodniowo, nie widziała z tego ani centa. Miała samochód z szoferem, chodziła do najdroższych klubów, ale… nad całym majątkiem czuwał ktoś inny.

Ta biografia wydana została po raz pierwszy 50 lat temu i wiele osób zarzucało Holiday, że kłamie w niej i wielokrotnie mija się z prawdą. Po latach, już nikt nie dojdzie do tego jak było naprawdę. Jedno jest pewne, nikt poza nią z takim uczuciem nie śpiewa o miłości. Jak sama mówiła: żadne auta i futra z norek, nie sprawiły, że zapomniała o tym czego nauczyło ją życie i co w nim przeszła.

Pod koniec życia mówiła: „Zawsze chciałam mieć wielki dom gdzieś na wsi, gdzie mogłabym się opiekować bezdomnymi psami i sierotami, które nie prosiły się o to, żeby przyjść na świat. Dzieciakami, których nikt nie pytał, czy chcą być czarne, niebieskie, zielone czy inne. Brałabym tylko takie, których nikt inny nie chciał”. 

Muzyka była dla Niej siłą, która trzymała ją przy życiu. I doskonale to słychać słuchając jej piosenek, dlatego warto przeczytać opowieść o Niej, a potem na nowo wsłuchać się w jej głos, by usłyszeć jak wyśpiewuje swoją historię. A jest czego słuchać, bo nagrała ponad 350 płyt.

„Lady Day śpiewa bluesa” Billie Holiday, William Dufty.

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017 r.

Kasia KAMIŃSKA

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X