16.09.2020, 08:45

Obcowanie z góralami daje komfort w myśleniu o starości

Jeżdżąc do Zakopanego ciągle szukałam mitu Witkacego, głębokiego folkloru Podhala, twórców ludowych, artystów. Znalazłam to dopiero, kiedy Basia Caillot, współautorka książki, zaprosiła mnie do swojego zakopiańskiego domu i do pracy nad nią. Zupełnie zmieniłam optykę - mówi Aleksandra Karkowska, pisarka.

 

Skąd pomysł na napisanie książki o starszych Góralach?

Zacznę od tego, że jeżdżąc do Zakopanego ciągle szukałam mitu Witkacego, głębokiego folkloru Podhala, twórców ludowych, artystów. Znalazłam to dopiero, kiedy Basia Caillot, współautorka książki, zaprosiła mnie do swojego zakopiańskiego domu i do pracy nad nią. Zupełnie zmieniłam optykę.

Za cel postanowiłyśmy sobie, że znajdziemy osoby urodzone przed wojną, które pamiętają swoje dzieciństwo przedwojenne lub okupacyjne. Szukałyśmy ludzi, którzy żyli prostym życiem.

Czyli jakim?

Jak dziewczyna chciała mieć koszulę, to musiała zdobyć len, potem zrobić z niego płótno, z którego trzeba było ją uszyć i  wyhaftować. Wielu z naszych bohaterów do dziś zajmują się rękodziełem.

To świat, który już odchodzi...

Udało nam się złapać ich świat w pigułce. Obecne życie wygląda zupełnie inaczej. Górale mówią, że ważna dla nich jest nasza książka „Na Giewont się patrzy”, bo dzisiejsze dzieci żyjące na Podhalu mówią, że orka to duża ryba. Nie kojarzą tego słowa z gazdowaniem, czyli pracą na polu i prowadzeniem gospodarstwa. Ważna jest świadomość dla przyszłych pokoleń,  jak było kiedyś, jak wyglądało życie.

Jak?

Dziś, kiedy jedziemy w góry, to myślimy o góralach, że są tylko nastawieni na dudki (pieniądze). Od kiedy poznałam prawdziwą historię górali patrzę na nich przez inny pryzmat. Należy im się wielki szacunek, bo oni mieli bardzo trudne życie.

Ale piękny krajobraz za oknem…

Góry piękne, ale klimat ich nie rozpieszczał – tam żyto ani pszenica nie rosło, dlatego górale rzadko jedli chleb. Jeden z naszych rozmówców, dziś 88-letni pan – opowiadał, że jako mały chłopiec jeździł po chleb pociągiem do Krakowa. Przywoził kilka bochenków, które mama suszyła na piecu. Pamiętajmy, że to nie obraz wsi mazowieckiej, gdzie łany zboża wszędzie, a chleb był pieczony przez gospodynie w każdym domu.

Przed wojną Zakopane było miejscem często odwiedzanym przez turystów. Z turystyki nie żyli?

Nieliczni czerpali z niej zyski, wynajmowali pokoje letnikom czy sprzedawali jajka lub mleko. Poznałyśmy panią, której Dziadkiem był Krzeptowski Biały. Bogaty góral: miał kilkanaście koni, służbę.

Na początku XX wieku państwo Dłuscy postanowili wybudować w Kościelisku sanatorium (budynek stoi do dziś) dla chorych na choroby piersiowe. Wybudowali super nowoczesny projekt, bogato wyposażony – każdy pokój był z łazienką, na piętrach była winda do transportu jedzenia. Telefon na każdym piętrze – było bardzo ekskluzywnie. W radzie nadzorczej był Henryk Sienkiewicz i Maria Skłodowska Curie, siostra pani Dłuskiej. Wspomniany Krzeptowski Biały bardzo często przebywał w sanatorium, jako doradca w prowadzeniu biznesu. Byli i bogaci górale.

Zakopane było modne. Ściągali tam ludzie z całej Polski.

Zakopane to było jedyne miasto, gdzie w smokingu się chodziło 24 godziny na dobę. To dotyczyło nie górali, ale Zakopiańczyków. Jeśli nie masz korzeni góralskich, nie jesteś z ich rodu, to nie jesteś góralką.

Górale obsługiwali bohemę z Warszawy czy Krakowa?

Jeden z naszych rozmówców, Pan spod Zakopanego wspominał, że jego mama kilka razy w tygodniu - na nogach (jak to ładnie powiedział) niosła jajka i śmietanę do miasta. On sam jadł jajko dwa razy w roku.

To nauczyło Waszych rozmówców dystansu do świata, o którym marzy wielu z nas.

Ciężkie życie daje koncentrację na tym, co jest tu i teraz. Nie myśli się, co będzie. Żyjesz blisko ziemi, która cię karmi. To było realne życie. Zdrowo rozsądkowe. Dziś widzisz zgniłe jabłko i je wyrzucasz. Dla nich to było nie do pomyślenia. Oni segregując jesienią ziemniaki – odkładali te nadgniłe do jedzenia na początek, całe odkładali na później, a część zostawiali na sadzonki. Tam się nic nie marnowało.

Zadawałyście rozmówcom proste pytania, na przykład: Co Pan lubił jeść?

Jeden pan odpowiedział zdziwiony: mama zawsze to samo gotowała. Były ziemniaki lub ziemniaki zaciągnięte mąką jęczmienną lub owsianą, a do tego mleko. To jedli na śniadanie, potem szli w pole, a wracając dojadali to, co zostało z rana.

Co ze zbilansowaną dietą? Jaką kondycję mają bohaterowie książki obecnie?

Opowiem o Panu Józefie Pitoniu, który jest też bohaterem naszej innej książki „Marsz, marsz Batory”, bo płynął Batorym. Ma 88 lat, a każdego roku do 85. urodzin wchodził na Mnicha - wspinaczkowy szczyt! Z okazji swoich 85. urodzin wszedł na Gerlach, z kolegami, w ubraniu góralskim i ze skrzypcami! Kiedy ostatnio miałyśmy z nim spotkanie, kolega rąbał drewno do ogniska. Pan Józef powiedział mu, że to nie tak się robi. Kolega, 32 letni był lekko zdziwiony, bo co mu będzie radził jakiś staruszek. Kiedy dowiedział się, że Pan Józef nie tylko siekierą rąbał drewno, ale za pomocą siekiery wybudował dom dla córki, był w szoku.

Czego się nauczyłaś od swoich rozmówców?

Dystansu. Mocno integrujemy się z bohaterami książek, odwiedzamy się i spotykamy się, jak jesteśmy na Podhalu. Oni mają niesamowitą pogodę ducha. My teraz marudzimy, że jest pandemia i nie pojedziemy za granicę, bo granice zamknęli. Górale mają w sobie spokój. Obcowanie z nimi daje komfort w myśleniu o starości. Nie bójmy się  jej, czas idzie do przodu, dojrzewamy i to jest normalne.

Skąd w ogóle taki tytuł książki: Na Giewont się patrzy? Nie wchodzi?

Tytuły naszych książek, to najczęściej pojawiające się cytaty naszych rozmówców. Kiedy pytałyśmy górali, czy chodzą w góry, mówili: Na Giewont się patrzy. W góry wychodzili, by zarobić, a nie na spacer. To było wyjście do lasu po borówki czy grzyby, które można było sprzedać turystom lub do pensjonatów.

 

Aleksandra Karkowska: Z wykształcenia ekonomistka, z zawodu konsultantka, z zamiłowania organizatorka imprez kulturalnych. Społecznie tworzy Festiwal Otwarte Ogrody. Kocha podróże, książki, fotografię. Autorka książek, m.in. „Banany z cukru pudru”, „Na Giewont się patrzy”, „Mewa na patyku” oraz „Marsz, Marsz Batory”.

Rozmawiała: Kasia Kamińska, z bloga oludziach.pl

 

 

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X