20.08.2021, 08:45

O kobiecie z fabryki

Z raportów Polskiej Akademii Nauk wynika, że niemal połowie z 250 średnich miast w Polsce grozi społeczno-ekonomiczna zapaść. Są to miasta i ich mieszkańcy, które boleśnie odczuły transformację. Pisze o nich w swojej książce pt. „Zapaść” Marek Szymaniak. Jedną z jej bohaterek jest pani Stefania, lat 68. W tym mieści (woj. dolnośląskie) spędziła całe życie i pracowała w lokalnej fabryce…

W Bielawie i w innych miastach zapaści bezrobocie było i jest wciąż bardzo wysokie. Zdecydowanie wyższe niż w reszcie kraju. Młode osoby, wykształcone wyjechały z nich do większych ośrodków lub za granicę. Nie tylko zarobki i prace zmusiły je do tego, ale zanieczyszczone powietrze, brak jakiegokolwiek sensu zrobienia czegokolwiek dla siebie i innych, poczucie, że tam nikomu nic się nie chce. Frustrację potęgował ograniczony dostęp do ochrony zdrowia czy kultury. Młodzi najczęściej emigrowali za granicę. Te wyjazdy widać w statystykach. Według Głównego Urzędu Statycznego w 2018 roku poza granicami Polski przebywało blisko 2,5 miliona obywateli. Najliczniej reprezentowana grupa to osoby w wieku 30-39 lat. Co ciekawe, 10 lat wcześniej byli to 20-29 latkowie. Większość z nich to osoby pochodzące z miast mniejszych i przemysłowych, jak Bielawa.

Wspomniana we wstępie pani Stefania jest sama jak palec. Rodzice zmarli dawno temu. Mąż odszedł do innej, niedługo potem zmarł na zawał. Córka wyjechała do Anglii i tam założyła rodzinę. Pani Stefania spotkała się z nimi raz jedyny, gdy udało się jej wyjechać, by ją odwiedzić. Niestety, nie mogła się dogadać z zięciem ani wnukami, którzy nie mówią po polsku. Pani Stefania mówi, że nie jest w stanie już nauczyć się języków obcych, bo uważa, że: życie to nie reklama Allegro, że stary człowiek się wszystkiego nauczy, jak zechce. Bardzo się starała rozwinąć skrzydła, by się nauczyć nowych umiejętności. Zapisała się nawet na kurs komputerowy dla seniorów i trochę jej się udało poduczyć Internetu. Miała opory, ale bardzo empatycznie podszedł do niej pan instruktor mówiąc jej, że skoro umiała obsłużyć maszyny w fabryce, to i z netem sobie poradzi. Dzięki temu ma kontakt ze swoją rodziną.

Kursy dla emerytów są głównie w ofercie ośrodków szkoleniowych, bo w mieście pani Stefanii przybywa osób w wieku emerytalnym. Więcej niż co 4 mieszkaniec ma ponad 60 lat. Oczywiście to efekt emigracji i niższy niż dawniej przyrost naturalny. Że tak jest, wystarczy przechadzka ulicami miasta. Rozrywką dla nich, poza kursami, są tak jak dla bohaterki wyjścia z domu na spacer, zakupy czy do kościoła.

- Coraz więcej osób samotnych żyje samotnie, tak jak ja. Więzi sąsiedzkie, przynajmniej u mnie, nie są silne. Jak wychodzę z domu, to czasem tylko komuś „dzień dobry” powiem, ale i to coraz rzadziej, bo znajomych twarzy coraz mniej – mówi pani Stefania.

Kiedyś lubiła czytać książki, bo nie były tak dostępne jak teraz. Aktualnie, kiedy wszystko jest… niczego nie chce jej się czytać. Bywają dni, kiedy nie ma się do kogo odezwać. Podkreśla, że gdyby nie telewizor, toby nikt do niej nie mówił… a kiedyś było inaczej….

Lata 1970

Była osobą zadowoloną, kiedy w latach 70. zaczęła pracę w tak zwanej Jedynce, jak popularnie nazywano dawne zakłady Dieriga, znacjonalizowane w 1945 roku przez polskie państwo. Od tego czasu działały one jako Państwowa Fabryka Wyrobów Bawełnianych Numer 1, dlatego pani Stefania nazywa ją „Jedynka”. Poza nią pracowało w fabryce 6,7 tysiąca ludzi, a samo miasto liczyło ponad 22 tysiące mieszkańców. Praca była ciężka, bo trafiła do szwalni i wykańczalni, czyli cały dzień spędzała na nogach. Przy tym w hali panował huk wielkich maszyn i wokół czuć było woń metalu. Latem było tak gorąco, że człowiek nie miał czym oddychać. Ale pani Stefania nie narzeka, bo dbali o pracowników w fabryce. Były darmowe obiady, każdego dnia inny. Autobus podwoził ludzi z wioski, a dla dzieci zakładowe przedszkole i przychodnia.

- Dbano o ludzi i ludzie dbali o zakład. Człowiek był dumny, że może w takiej wielkiej fabryce pracować. Teraz nic z tego nie ma – mówi.

W ciepłe dni przychodziła z dziećmi i mężem nad wybudowany przez zakład zbiorki „Sudety”. Wszystko w tamtym czasie kręciło się wokół fabryki. Kominy zakładów dymiły, syreny wyły na przerwę lub ogłaszały koniec pracy – wyznaczały rytm dnia. Pani Stefania podkreśla, że hałas zakładu był tłem dla życia miasta. Tak samo jak zapach… każdy w mieście znał zapach bawełny. Wspomnienia o tamtych czasach, gdy była szczęśliwa wciąż w niej żyją. Tego się nie da zapomnieć…

- Życie miasta skończyło się razem z fabryką – podkreśla ze smutkiem.

Od czasu do czasu wybiera się na spacer na teren fabryki, ale ma wrażenie, jakby wchodziła na cmentarz i mimo ruiny, jaką tam widzi, wciąż pamięta, jak grała tam orkiestra. Mimo, że pensje były marne w pracy, to czuła się częścią wspólnoty, jaką tworzyli pracownicy i pracodawcy.

- Jeden drugiemu pomagał. Ludzie byli dumni, że w niej pracują.

Po przemianach 1989 roku przemysł włókienniczy, a z nim fabryka pani Stefanii przeszedł załamanie. W 1992 roku Bielbaw został przekształcony w jednoosobową spółkę skarbu państwa. Trzy lata później jego akcje wniesiono do Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, które stanowiły program powszechnej prywatyzacji. To był dobry czas dla fabryki, bo zyski do 1997 roku były na poziomie 4,9 miliona złotych. W tym też roku Bielbaw zadebiutował na warszawskiej giełdzie. I potem było już tylko gorzej. Dwa lata później zakład zatrudniał zaledwie 2 tysiące osób. Na początki XXI wieku kupił go Marian Kwiecień, biznesmem. Jednak rynek tekstyliów kurczył się znacząco wskutek napływu tanich towarów z Azji. Zaczęła się wtedy się redukcja pracowników, a w 2008 roku fabryka ogłosiła upadłość.

Foto: NAC

Txt: Jowita Kamińska na podstawie książki „Zapaść”, Marek Szymaniak, Wyd. Czarne, 2021 rok.
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X