08.10.2021, 08:45

Normalna rodzina

Problem z uzależnieniem nastolatków od narkotyków czy alkoholu wbrew pozorom nie pojawia się tylko w patologicznych rodzinach lub takich, gdzie rodzice nie zajmują się dziećmi. Może zdarzyć się wszędzie. Od relacji, jaka łączyła rodzinę przed pojawieniem się problemu oraz od osób pojawiających się na drodze uzależnionego w dużej mierze zależy, jak sytuacja się zakończy.

Historia tej rodziny wygląda tak:

Normalna rodzina…
Normalna, przeciętna rodzina: mama, tata, nastoletni syn, pies. Mieszkają w domu, w niedużym mieście. Rodzice pracują, syn chodzi do szkoły. Co roku wszyscy razem wyjeżdżają na wakacje, Wielkanoc spędzają w Tatrach. Razem jeżdżą na nartach, chodzą po górach.
Syn nie jest asem w nauce, czasem się buntuje, opuści dzień czy dwa w szkole. Jednak przechodzi z klasy do klasy. Właśnie zdał do drugiej klasy szkoły zawodowej. Mimo swoich 17 lat zawsze wraca o umówionej porze do domu, nie później niż godzina 22.
W pewnym momencie coś się dzieje. Syn znika popołudniami i wieczorami, nie wiadomo, gdzie i z kim. Z domu od czasu do czasu giną pieniądze. Winowajca w końcu się przyznaje. Na co poszły? Milczenie lub zmyślanie odpowiedzi na poczekaniu. W końcu pada szczera odpowiedź: papierosy i alkohol kupowany dla znajomych.
Pierwsza wizyta u psychologa, w poradni leczenia uzależnień. Bardzo przyjemna pani psycholog wypytuje o kolegów, spędzanie czasu. Kilka faktów wychodzi na jaw. Jednak dopalacze, narkotyki zdaniem syna nie wchodzą w grę. On? W życiu! Pani psycholog daje krótkie instrukcje zdziwionej i nieprzyjmującej do końca tych słów do wiadomości mamie: nie trzymać w domu pieniędzy, wartościowych rzeczy, np. złota, biżuterii i obserwować zachowanie nastolatka.
Za tydzień kolejna wizyta. Do trzeciej już nie doszło. Bunt.
Kolejne ginące pieniądze. I w końcu pierwsza noc syna spędzona poza domem. Po prostu nie wraca. Nie odbiera telefonu, pisze smsy na odczepnego. Pojawia się rano, kręci się i niedługo znów wychodzi. Kolejnej nocy też znika, by tylko wpaść do domu po pieniądze z portfela ojca. Wysyła kilka smsów, że jest ze znajomymi. Wiadomo, że żyje, nikt mu krzywdy nie robi. Zjawia się w niedzielę koło południa. Wystraszony, skruszony. Wieczorem pęka: brał amfetaminę, pierwszy raz. Boi się tego. Nie spał 48 godzin. Marihuanę pali od jakiegoś czasu. Przeprasza.
Kolejna terapeutka, specjalista od uzależnień. Nie nawiązują kontaktu i współpracy. Rodzicom też jakoś nie podpasowała. Rezygnacja z terapii. Kilkaset złotych wywalonych w błoto.
Niby jest normalnie. Wychodzi do szkoły, chodzi na praktyki, pomaga w domu. Na zebraniu okazuje się, że w szkole się zjawia na pierwszej lekcji, potem kręci się na boisku, siedzi na korytarzu, na zajęcia nie dociera. Praktyki w porządku. Jest zawsze.
Jednak nie jest normalnie. Pieniądze znikają, biżuteria, kolekcja znaczków też. Nawet w tygodniu wraca do domu nad ranem. Zmęczeni rodzice po nieprzespanej z nerwów nocy wychodzą do pracy. Co syn robi? Nie wiadomo. Po południu chwilę jest w domu. Prowokowanie kłótni i wychodzenie z wściekłością z domu albo ucieczka przez balkon to standard. Powroty nad ranem, a z czasem po dwóch dniach, w środku tygodnia, stają się cotygodniową normą. Zawsze od środy do piątku jest lepiej, choć i w weekendy jeszcze nie ma tragedii. Syn pomaga w domu jak może. Wyrzuty sumienia? Koszmar dla rodziców rozpoczyna się w poniedziałek i trwa do środy. Zmęczenie, strach, złość, niepokój. I tak co tydzień przez 3 miesiące. Żadne rozmowy, próby przemawiania do rozsądku lub emocji nie pomagają. Szkoła poszła w odstawkę. Trzeba pisać podanie, by pozwolili mu uczyć się w niej w drugim semestrze. Dziwne, lecz zależy mu na tym. Boi się, że go wyrzucą. Decyzję, że zostaje, przyjmuje z wielką ulgą. Nerwy i niewyspanie obojga rodziców, ataki paniki lękowej u mamy. Rozpacz. Leki antydepresyjne. Kolejna pani psycholog. Tym razem trafiona. Syn nawiązał z nią kontakt, lubią się. Spotykają się regularnie co tydzień. Ufa jej.
Po kolejnej nocnej nieobecności syn przyznaje się, że czasem ma jakieś zwidy i halucynacje. Ostatnio miał wrażenie, że ktoś go śledzi. Jest przerażony. Nie ukrywa, że bierze regularnie amfetaminę.
W końcu pęka. Wraca nie do domu, lecz do dziadków. Płacze, że sobie nie radzi, potrzebuje pomocy. Prosi, by go pilnować i nie wypuszczać z domu. Widzi, co się dzieje z rodzicami, nie chce ich krzywdzić. Na praktyki chodzi normalnie, więc z tym nie będzie problemu. A szkoła? I tu jest problem. ,,Tych” znajomych ma właśnie w szkole… Dociera na pierwszą lekcję, a potem zawsze ,,coś” się znajdzie. ,,Towaru” nie trzeba długo szukać, znajdzie się zawsze i wszędzie. Pod szkołą też.
Nowy kolega. Trochę starszy, z tych, co nie biorą. Jest jak anioł stróż. Pilnuje, odciąga od towarzystwa. Dwa tygodnie spokoju i życia bez brania. Jest lepiej. Na jak długo?
Czasem opowiedzenie drugiej osobie tego, z czym się mierzymy, może zdziałać cuda. Kolega z pracy mamy miał ten sam problem. Nie ma czasu. Trzeba podejmować konkretne, radykalne decyzje. Korzystać z tego, że syn widzi, że już jest źle.
Szybkie ruchy:
Wtorek – spontaniczna wizyta mamy w poradni leczenia uzależnień, tej samej co z synem kilka miesięcy temu.
Sobota – kolejne spotkanie terapeuty już z całą rodziną.
Poniedziałek – dziesięciominutowe spotkanie syna i terapeuty. Decyzja podjęta. Terapia w ośrodku zamkniętym. Telefon do ośrodka. Rozmowa telefoniczna osoby z ośrodka z synem.
Piątek – przyjęcie w ośrodku przez społeczność rówieśniczą.
Teraz może być już tylko lepiej. Jak w normalnej, przeciętnej rodzinie…

Katarzyna Sikora
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X