27.08.2020, 08:45

Nie wypieraj się swoich emocji - apeluje pastor Renata Constable

Kobiety chcą widzieć inne kobiety w rolach przywódczych. To nas buduje, inspiruje - mówi Renata Constable, pastor w City Church Warsaw.

 

Jak to się stało, że zostałaś pastorem?

Renata Constable, pastor w City Church Warsaw: To powołanie. Całe lata temu pracowałam w korporacji, ale przyszedł moment, kiedy postanowiłam zacząć robić coś dla innych. Myślałam o pracy w kościele lub służbie misyjnej. Zaczęłam czuć, że Bóg mnie "powołuje". W międzyczasie poznałam swojego męża, Kanadyjczyka – pastora i tak się zaczęło.

Całkowicie zmieniłaś swoje życie!

To nie było takie łatwe. Zagłuszałam swoje myśli, że mogę coś zmienić w życiu innych, pomóc im. Nie wierzyłam, że mam charyzmę i zdolności do publicznych przemówień – te wszystkie te cechy miał mój mąż, ale nie ja! Przyznanie się do tego, że mogę mieć talenty czy zdolności prowadzenia innych, inspirowania ich, było dla mnie bardzo nieskromne, niepokorne. Trochę musiałam się pobić z własnymi przekonaniami.

To co się stało, że wreszcie zaczęłaś iść za głosem serca?

Pastorem zostałam dopiero trzy lata temu. Usłyszałam zdanie, które zmieniło wszystko, całe moje podejście do przywództwa: „Leadership is stewardship and you are accountable”, po angielsku, a można je przetłumaczyć tak: „Przywództwo to dar, i będziemy rozliczeni jak nim zarządzimy”. Rozumiem to jako odpowiedzialność za dary-talenty, które dostaliśmy od Boga. Ja otrzymałam zdolności przywódcze i musiałam zacząć z nich korzystać, bo będę za nie rozliczona, czyli odpowiem, co zrobiłam z tym, co dostałam, czy to pomnożyłam, czy podzieliłam się sobą, czy ze strachu zakopałam te dary głęboko tak, żeby nic z nimi nie zrobić. Szczególnie, na moją decyzję wpłynęły prośby kobiet, często młodych kobiet, które namawiały mnie bym została pastorem.

Dlaczego?

Kobiety chcą widzieć inne kobiety w rolach przywódczych. To nas buduje, inspiruje i utrwala w przekonaniu, że jesteśmy na dobrej drodze do rozwoju i samorealizacji. Chcemy widzieć kobiety, które prowadzą innych, udzielają rad, ale też, lub może przede wszystkim, są szczere przed sobą i innymi, o tym, że walczą ze swoimi słabościami.

Pastorka też?

Oczywiście, nie jestem doskonała. Walczę ze swoimi słabościami, popełniam błędy. Dużo poświęcam czasu, by przygotować kazania, bo nie mam przygotowania teologicznego.

Najważniejsze to chyba zaakceptować siebie, prawda? Inaczej nie da się pomagać innym?

Tak. Kiedy zostałam pastorem, kobiety bardziej mi zaufały, bo zobaczyły, że porzuciłam fałszywą skromność.

Jak to?

Wcześniej brakowało mi właśnie zaufania do samej siebie, do tego kim jestem, moich mocnych stron. Byłam ulepiona z fałszywych przekonań, w moim przypadku pochodziły one od mojej babci, która nie szczędziła mi ‘mądrości’ typu: ”pokorne ciele dwie matki ssie”. Zresztą, mimo że już robię to, co jest moim powołaniem, w czym się spełniam – taśma z tego typu myślami ciągle ‘gra’ w mojej głowie. Codzienne, walczę o siebie, żeby się nie bać!

Jak wygląda ta walka u pastora?

Każdy dzień zaczynam 45-minutową medytacją nad Słowem Bożym, wersetem. Bardzo często czuję od Ducha Świętego prowadzenie na konkretne słowo. Na przykład kończył się 2019 rok i poprosiłam Boga o spokój wewnętrzny. Zaczęłam wtedy medytować słowo Pokój. Ono nie zawsze musi oznaczać zaspokojone wszystkie potrzeby czy dać finansowe zabezpieczenie. Kiedy się zaczął rok 2020 i pojawiła się pandemia, słowo pokój nabrało innego znaczenia. Wchodziłam w pandemię z dużym lękiem, ale poczuciem, że nad wszystkim On ma kontrolę. Nadal robiłam to, co do mnie należało: rozmawiałam z ludźmi, pomagałam innym, głosiłam kazania. Moje pierwsze kazanie było o tym wszystkim, co straciliśmy wchodząc w kwarantannę.

Czyli co?

Było w każdym z nas tornado emocji spowodowane tym, z czego musieliśmy zrezygnować przez czas zamknięcia. Realizował się w naszym życiu scenariusz, którego sobie nie wyobrażaliśmy. Osobiście dzięki medytacji czułam, że Bóg mnie chroni, że jestem bezpieczna. Nawet kiedy rzucałam się jak ryba bez wody, zadając pytania: dlaczego?, po chwili dochodziłam do momentu, gdy mówiłam: ok, niech się dzieje Twoje wola, nie moja – wtedy osiągałam spokój.

Co warto zrobić dla siebie, poza akceptacją?

Pozwolić sobie na emocje, które w nas siedzą, wsłuchać się w nie. Kiedy czujesz, że potrzebujesz przestrzeni, a wszyscy siedzą ci na głowie, to zamknij się w pokoju i pobądź ze sobą. Trzeba zrozumieć, co się ze mną dzieje, że akurat tak się czuje, a nie inaczej. Należy też się wsłuchać w siebie, kim się naprawdę jest. Czy to niezadowolenie, które czujemy jest nasze? Czy to nie jest jakiś obcy głos? Na przykład: co powie moja mama, babcia czy sąsiadka, jeśli czegoś nie zrobimy. Lub coś zrobimy inaczej niż do tej pory. Większości z nas od razu się wydaje, że jeśli odmówimy jakiegoś zlecenia lub zaproszenia to , że już nikt nigdy więcej nam niczego nie zaproponuje. Jeśli zaufamy samym sobie, to przestaniemy się tym przejmować. Zanurzając się we własnych emocjach, pytajmy siebie: czy to jest moje czy nie.

Ciągle myślisz!

Dzięki temu czuję ogromną wolność. Mogę powiedzieć swojej rodzinie: słuchajcie jestem zmęczona, nie chcę się na was złościć, więc idę spać o 20.00. Wiele kobiet nie szanuje własnego zmęczenia, nie zajmuje się sobą. Wstydzi się tego, że są na przykład złe.

Musimy być idealne!

Będą padać ze zmęczenia, ale wszystko wokół będzie idealnie. To jest okropne, nie tylko dla kobiet, ale i otoczenia. Czasem wolę swojej rodzinie podać z uśmiechem kanapkę z serem niż obiad dwu daniowy z kwaśną miną. Możemy dać łaskę, współczucie innym, jak dla siebie będziemy łaskawe. Jeśli jestem dla siebie katem, sędzią i wiecznym krytykiem, to to samo będzie się wylewać na tych, którzy są obok mnie. Pamiętasz, to jedno z podstawowych przykazań: kochaj bliźniego swego jak siebie samego? To ważne przykazanie. Jest tak dużo nienawiści, bo ludzie nienawidzą samych siebie. Jeśli nie lubię siebie, to ciebie też nie będę lubić. Będę się złościć albo czegoś ci zazdrościć, wylewać na innych wszystko, co złe! Gdy kocham siebie z całym dobrodziejstwem wszystkich swoich emocji, to będę nawiązywać pozytywne relacje ze światem wokół. Nie jesteśmy w stanie nalać z próżnego. Nie można dać tego, czego się nie ma – nie masz w sobie miłości, nie dasz jej dalej!

Jakiś przykład?

Obrazkowo przekonały mnie do tego stewardesy w samolocie, które przy objaśnianiu jak założyć maskę tlenową, najpierw każą założyć ją sobie, potem dopiero mamy pomagać tym, którzy nie mogą sobie z nią poradzić.

Chętnie wypieramy emocje, które nam nie pasują…

To wypieramy się wtedy swojego człowieczeństwa. Nie ma emocji złych lub dobrych, one po prostu są. Towarzyszą nam przez całe życie. Czasem siadam ze swoimi głupimi myślami i staram się usłyszeć, co mi próbują powiedzieć. Co chce mi przekazać mój strach czy wstyd. I podobnie, co też mi mówi moja radość czy poczucie satysfakcji po kazaniu na niedzielnym nabożeństwie.

Trzeba się zdystansować, by dotrzeć do swojego źródła.

Warto patrzeć na Jezusa. On jak potrzebował, wycofywał się i modlił się – był wtedy ze swoim Ojcem. Znajdował czas na odpoczynek po swoich sukcesach. My często nie dajemy sobie czasu na odsunięcie się od własnego życia, na głęboki oddech, na refleksję, tylko jedziemy dalej i się wypalamy. Bardzo często żyjemy na 100 % bez trzymanki, nagle trafiamy na ścianę i się rozpadamy. Warto nauczyć się odpoczywać i słuchać siebie.

Wracając do lżejszych spraw. W jakich ciuchach, które nosisz czujesz, że żyjesz? I jakie lubisz kolory?

Uwielbiam sukienki i uwielbiam kombinezony, ale to w sukience się prostuję, nabieram pewności siebie. Może dlatego założę prawie wszystko od naszej rodzimej Violi Śpiechowicz – jej sukienki dodają mi skrzydeł. A ulubione kolory? To pytanie zadają mi ciągle moje córki. Nie mam ulubionego koloru. W szafie mam czerwone, żółte i czarne sukienki. Mam wielokolorowe kombinezony. Wybór koloru, chyba też zależy od tego, jak się czuję.

Co polecasz czytać?

Jak we wszystkim w życiu, w książkach też szukam inspiracji do rozwoju. Lubię czytać biografie, chcę słuchać, jak inni, których szanuję i podziwiam, odnaleźli drogę do bycia autentycznymi; jak odnaleźli swoje powołania i odwagę. Bardzo zainspirowała mnie Alicia Keys i jej książka „More Myself: A journey”. Czytam też dużo książek Brene Brown, o wstydzie i życiu pełnym i z odważnym sercem. Oczywiście zawsze będę polecać Biblię – to ona zmieniła wszystko w moim życiu. Tylko błagam, zacznij od Nowego Testamentu, od Jezusa.

 

Rozmawiała: Kasia Kamińska z bloga oludziach.pl

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X