22.12.2016, 08:24

Naprawdę jaka jest Aneta Todorczuk-Perchuć

Aktorka, wokalistka, mama i prezeska fundacji, która pomaga dzieciom z domów dziecka. Pełna energii i bardzo wesoła Dama. Do zwierzeń przed Świętami udało nam się namówić Anetę Todorczuk-Perchuć.

Dlaczego nagrałaś płytę z piosenkami Jonasza Kofty?

Kocham klasyków i wspaniałych poetów, a takim był właśnie Kofta. W jego piosenkach jest wszystko, co uwielbiam: żart, ironia, cynizm i inteligencja. Poza tym on znakomicie nas rozumiał. Kiedy czytam jego teksty, czasem mam wrażenie, że napisała je kobieta. Jest taka piosenka Czy to wszystko ma sens? przy której płacze większość moich koleżanek. Na okładce płyty jest moja twarz podzielona na cztery, bo piosenki opowiadają o różnych obliczach kobiecości.

Teledysk do pierwszego singla „Żyleta” jest totalnie nowoczesny.

I kompletnie nie Koftowy. Muzyka na całej płycie jest elektroniczna i ma być spoiwem, by trafić z Koftą do młodego odbiorcy. Oglądając teledysk ludzie są zdziwieni, że to jego utwór, bo myśląc Kofta spodziewamy się czegoś starodawnego. 

Pewnie dobrze by Ci się z nim rozmawiało...

To tak niedościgniony mistrz, że gdybym spotkała Koftę, to chciałabym go w stopy pocałować. Napiłabym się z nim wódki, mimo że jej nie lubię.

W sumie nie wiadomo czy on był rozmowny.

Tego też nie wiem, ale jest o nim sporo innych anegdot. Rozmawiałam z jego żoną Jagą i opowiedziała mi historię jak powstała piosenka Jej portret. Chodził za Koftą autor muzyki do niej, Włodzimierz Nahorny prosząc go o tekst, a on ciągle nie miał pomysłu. Jaga siedziała akurat w kuchni przy garach, jak sama powiedziała w kompletnie przyziemnych sprawach, kiedy zwierzył się jej ze swojej niemocy twórczej, odpowiedziała mu: a wiesz, jaka ja jestem? Napisz o mnie. I tak powstał ten patetyczny utwór.

Na twojej płycie bardzo podoba mi się to, że słyszę/rozumiem, o czym śpiewasz.

Marząc o wydaniu płyty wiedziałam, że muszą być na niej na pierwszym miejscu teksty, a dopiero potem muzyka. Choć udało się tak ją wymyślić, że wszystko się równoważy. Zwracam uwagę na tekst, bo wcześniej wykonywałam piosenki tak zwane - aktorskie. Ta płyta to pierwsze moje doświadczenie wokalne, bo w piosence aktorskiej chodzi o opowiedzenie historii postaci wykorzystując umiejętności aktorskie, a teraz chciałam po prostu zaśpiewać.

Czy świat bardzo się zmieni, gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy, wkurwieni? - pytał Kofta retorycznie w programie Kabaretu pod Egidą.

Na starość raczej łagodnieję. Najbardziej dotyka mnie, wkurza, kiedy widzę nieszczęście dzieci. Ta złość spowodowała, że założyłam Fundację Mamy dzieci. Brak uważności świata na temat problemów dzieci z domów dziecka jest przerażający. Kiedyś oddawałam dzieciakom swoje ciuchy, ale teraz mam takie poczucie, że krępuje mnie dawanie im używanych ubrań, bo ONI zasługują na nowe.

Jak sobie rodzisz z emocjami, jakie u osoby wrażliwej wywołuje cudze nieszczęście?

Na pierwszym roku studiów poszłam do domu dziecka, podszedł do mnie chłopiec i zaśpiewał mi piosenkę, to się popłakałam. Na szczęście szybko do mnie dotarło, że moje łzy im nie pomogą. Nie ma po co się wzruszać, trzeba działać, dlatego założyłam Fundację.

Jak sobie radzisz w showbiznesie, gdzie jednak trzeba mieć skórę nosorożca, by jakoś funkcjonować?

Nauczyłam się dystansu do swojego zawodu jeszcze na studiach, podczas zdjęć do filmu, w którym grałam z panią Anną Polony. Zapamiętałam ją jak mówiła płacząc na zdjęciach plenerowych zimą bardzo mroźną, że to nie jest zawód dla kobiet, ale dla twardych facetów.

Ponoć niektórym aktorom ciężko jest wyjść z roli, którą grają, bo tak się wczuwają.

Nie biorę roli do siebie, bo mam warsztat. Jeśli mam wzruszyć widza, to nie ja mam się wzruszać, ale muszę użyć takich środków, by go poruszyć. Przez siedem lat po studiach pracowałam w Teatrze Narodowym i tam zdobyłam mnóstwo doświadczeń. Szybko pojęłam, że po spektaklu trzeba zdjąć kostium i znów być Anetą Todorczuk-Perchuć.

Na hejty w Internecie też nie reagujesz?

Bardzo się cieszę, że moja płyta budzi skrajne emocje. Hejty też jakoś nas tworzą, bo skoro komuś chciało się napisać wielki elaborat o mojej płycie (do tej pory zdarzył się taki jeden), dlaczego jest zła, to znaczy, że coś go musiało w niej dotknąć.

Jak dbasz o siebie?

O moją urodę dba doktor Marek Wasiluk i klinika Triclinium. Nigdy sobie nic nie poprawiłam, ale stosuję tam lasery i fale radiowe, które wchodzą głęboko pod skórę, by zawczasu pobudzić produkcję kolagenu od środka. A na co dzień używam od wielu lat kremu Nivea. Tak, tego klasycznego w okrągłym pudełku. Wierzę też w siłę natury, więc dobrze się odżywiam i jestem na diecie bezglutenowej, po której świetnie się czuję i udało mi się schudnąć, no i mam mnóstwo energii.

Czy czujesz presję bycia najlepszą w tych wszystkich rolach, jakie przyszło Ci życiowo wykonywać?

Przy pierwszym dziecku szybko nauczyłam się akceptacji niedoskonałości. Powiedziałam sobie, że mam prawo do robienia błędów, że nie muszę być perfekcyjna. Kiedy rano czasem budzę się i widzę bałagan od razu się wkurzam, ale myślę sobie: ok, jest jak jest, ale dzieci są szczęśliwe. Jestem typem kwoczki, która wekuje. Jak gotuję rosół to na kilka dni, żeby niania miała coś do odgrzania dzieciom. Ale kupuję też im paluszki rybne, kiedy nie mam czasu i jest dobrze.

Pozwalasz sobie na drobne przyjemności?

Oczywiście. Idę zrobić sobie pazura, o ile malowanie paznokci może uczynić kobietę szczęśliwszą (śmiech). Staram się nie mieć wyrzutów sumienia, gdy robię coś dla siebie.

W końcu jesteś autorką felietonów m.in. Matka Polka Wariatka, Matka Polka Celebrytka…

Obśmiewam w nich siebie i piszę o tym, co mi się przydarza z dziećmi. To daje ujście mojemu braku perfekcyjności.

Napisałaś też z córką bajkę.

Tak, Zosia najpierw miała zrobić rysunki do opowiadanych przeze mnie historii, ale ciągle coś dodawała do treści i okazało się, że dzięki niej historie się rozbudowały. „Potworaki usypiaki” to wspólna praca, która bardzo nas zbliżyła, bo kładłyśmy się na łóżku, gadałyśmy i pisałyśmy ciąg dalszy opowieści na komputerze.

Jakie masz marzenia?

Ostatnio zrealizowałam swoje największe marzenie, czyli wydałam płytę i mam pomysły na kolejne projekty muzyczno-wokalne. Żyjemy w czasach, kiedy trzeba samemu sobie wymyślać role, dlatego planuję napisać scenariusz i wypuścić serial, którego odcinek pilotażowy właśnie powstał. Chcę też zrobić spektakl na podstawie piosenek Kofty. Mam też ogromną przyjemność z pisania i zamierzam do tego wrócić.

Grasz też razem z mężem (Marcinem Perchuciem) w świątecznym przedstawieniu w Och Teatrze. Fajnie się występuje z tak bliską osobą?

To jest dosyć zabawne doświadczenie, bo spektakl kończy się pocałunkiem, więc na stopklatce stoimy i się bezkarnie, na legalu całujemy. (śmiech)

Zbliża się koniec roku. Jaką myśl Ty i Kofta moglibyście przekazać na Nowy Rok czytelniczkom Damosfery?


Zawsze warto czasem wiedzieć, co się myśli, 
i powiedzieć to, nim wszyscy z sali wyszli. 
Zawsze warto, żeby kiedyś nie mieć kaca, 
zrobić coś, co się być może nie opłaca.

Dziękuję za rozmowę!  

Rozmawiała: Kasia Kamińska

Zdjęcia: Materiały promocyjne DAMOSFERA

Patronat medialny: DAMOSFERA

 

Aneta Todorczuk-Perchuć: aktorka i wokalista. Jest też współzałożycielką i prezesem fundacji Mamy Dzieci.

 

Galeria:

 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X