24.09.2020, 08:45

Najstarsza pasażerka z Batorego

Oczarował nas transatlantyk, który przez 33 lata pływał po morzach i oceanach. Przewiózł tysiące osób. Wielu z pasażerów płynęło w jedną stronę. Postanowiłyśmy odszukać te osoby - mówi Aleksandra Karkowska, współautorka książki „Marsz, marsz BATORY”.

Pani Janina była naszą najstarszą bohaterką. Odwiedziłyśmy ją w domu spokojnej starości w New Jersey. Kiedy tam jechałyśmy, jej córka ostrzegała nas, że mama może być w słabszej formie, bo wiek, bo choroby. Poprosiła nas również, abyśmy nie robiły mamie zdjęć, bo nie lubi być w tym wieku fotografowana. Po piętnastu minutach naszego spotkania, Pani Janina śpiewała, śmiała się radośnie, przypominała sobie wszystko i zabrała nas w ten rejs ze sobą. Jej córka sama wyjęła aparat fotograficzny, by uwiecznić to spotkanie.

Janina, piękna 19-letnia dziewczyna, płynęła Batorym z matką do Nowego Jorku. Miały obejrzeć Polski Pawilon na Wystawie światowej. Był koniec sierpnia 1939 roku.

Rejs był wspaniały, Pani Janina wspominała tańce, muzykę, eleganckich oficerów. Tym rejsem płynął również Pan Kazimierz Koszarski. Polak urodzony w USA, który wracał do domu. Zakochał się bez pamięci w Janinie. Trzy razy jej się oświadczał podczas rejsu! A ona wciąż odpowiadała „Ależ ja przecież Pana nie znam.” Dla niej zamawiał u orkiestry utwór „Ta jedna jedyna” (przebój Mieczysława Fogga).

Niestety… wybuchła wojna. O czym pasażerowie dowiedzieli się podczas rejsu. Ta informacja zastała ich na środku oceanu. Kapitan Borkowski postanowił płynąć dalej, czuł się odpowiedzialny za ponad 1000 dusz, jakie miał na pokładzie.

Pani Janina wspominała: „Kapitan zwołał pasażerów i oznajmił: „Panie, Panowie, w dniu dzisiejszym wybuchła wojna. Hitler napadł na Polskę.” Płacz, szloch, krzyk zapanowały na pokładzie. Ludzie bali się, że więcej nie zobaczą swoich bliskich, nie wrócą do Polski… Ustawiono ołtarz w salonie i każdy się modlił. Każdy po swojemu.”

Po dopłynięciu do Nowego Jorku, pasażerów, którzy mieli polskie obywatelstwo zabrano do Ellis Island. Janina i jej matka wyszły z tej „przechowalni” dla imigrantów dzięki Kazimierzowi, który oświadczył sędziemu, że Janina jest jego narzeczoną. Pobrali się. Żyli długo i  szczęśliwie, mieli trójkę dzieci.

Janina doczekała naszej książki, która, jak powiedziała, „dała jej drugie życie”. Niestety nie doczekała naszej wizyty w USA. Wybuchła pandemia. Pani Janina odeszła dzień przed naszym planowanym spotkaniem. Na zawsze pozostanie w naszych sercach uśmiechnięta i nucąca melodię „Ta jedna jedyna”…

 

Tekst: Aleksandra Karkowska, Współautorka książki „Marsz, marsz BATORY” Oficyna Wydawnicza Oryginały, Warszawa 2019

 

 
 

Komentarze

Bartosz
 
Jak to się stało droga autorko artykułu, że mąż Kazimierz został nagle Piotrem? Piotr to imię ojca pani Janiny, nie męża!
 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X