11.02.2021, 08:45

Mury runęły, a sweter znów jest na topie

Brodacz opozycjonista w wyciągniętym swetrzysku z napisem „Solidarność”, artysta – plastyk w podobnym wdzianku i piosenkarka w uszytej z kilku fragmentów swetrów kreacji. To było coś… co wyróżniało ludzi wolnych, szukających furtki do świata zachodniego, czegoś, co odróżni ich od towarzyszy w szarych garniturach z elany.

Dzierganie na drutach czy robienie na szydełku kojarzy się z epoką PRL. Wykonane w ten sposób ubrania dawały upust kreatywności i były sposobem na osiągnięcie oryginalnego wyglądu, mimo niedostatków zaopatrzenia.

- Sweterek własnoręcznie zrobiony był polem ekspresji i  swobody twórczej – przyznaje Bogusław Deptuła, historyk i krytyk sztuki, kurator wystaw.

Jego pierwsza dziewczyna – nie dziergająca, ale rysująca - zrobiła projekt swetra i poprosiła o jego wykonanie znajomą.

- Wyszedł bardzo awangardowo. Całość była  udziergana z szarej włóczki, a wzór miał w mocnych kolorach - zieleni, rubinów, fioletów. To było bardzo  mocne zestawienie w tamtych czasach.

Dziewczyna nakładała go tylko na specjalne wyjścia i okazje! Dzięki temu artyści mieli poczucie, że nie jest najgorzej. Swetry miały swój indywidualny rys i były furtką do lepszego świata, do którego trudno się dostać.

- Sklepy świeciły pustkami. Zdarzało się, że w niektórych z materiałami wisiał napis typu – jedwab i nic więcej. Przywoływał obywatelom wspomnienie luksusu. Potem było tylko gorzej. Od 1983 roku ubrania, buty były dostępne na kartki i można było kupić, jak ktoś miał szczęście: 1 parę rocznie – przypomina Deptuła.

Własnoręczna produkcja swetrów przybrała więc masową skalę. Polacy kupowali odpady na wagę z fabryki odpadów w Kowarach koło Jeleniej Góry nazywane tzw. wełną kowarską. Do domu przynoszono ją w wielkich workach. Były tam splątane krótkie odcinki różnobarwnej przędzy – przeważnie wełny z domieszką. Jak czytamy w katalogu do wystawy o modzie w czasach PRL pt. „MODA i już”.

Przekształcenie „wełny kowarskiej” we włóczkę było procesem żmudnym i czasochłonnym. Zawartość worków sortowano według kolorów, czasem prostowano nad parą, związywało razem w krótkie kawałki.

Wszystko to składało się na twórczy recykling, który zaklinał szarą rzeczywistość. Niestety, pięknych swetrów z napisem SOLIDARNOŚĆ, które powstawały w tym szale twórczym - nie dało się nosić na wierzchu.

- Tylko pod płaszczem. Przecież było się od razu legitymowanym, gdy funkcjonariusze wypatrzyli wpięty w klapę płaszcza czy marynarki – nawet miniaturowy opornik – tłumaczy Deptuła.

Ludzie wymontowywali  je ze starych radioodbiorników albo pozyskiwali od zaprzyjaźnionych elektroników. Były symbolem sprzeciwu wobec stanu wojennego.  Przypinano je do koszul, swetrów, kurtek, wpinano w klapy marynarek. Najczęściej jednak wpinane były w brezentowe plecaki lub chlebaki, gdzie przenoszono zakazane ulotki i gazety.

Wiele osób nosiło swetry z symbolicznym wzorem, który nie zwracał uwagi władzy. Inspirowane były piosenką Jacka Kaczmarskiego „Mury”. Wówczas całą powierzchnię zajmował wzór ceglanego muru, a gładki, pozbawiony wzorów rękaw symbolizował dążenie do wolności.  Kaczmarskie śpiewał, że mury runą i pogrzebią stary świat.

Zanim rzeczywiście się to udało, do Polski, w połowie lat 80-tych napłynęła moda na… tureckie sweterki.

- Były potworne! Doszło wtedy do poluzowania w małym handlu, więc obrotni obywatele przywozili je z Turcji i sprzedawali na bazarach – opowiada Deptuła.

Jak okropne były, można sobie przypomnieć, patrząc na jeden z obrazów z cyklu „Sportowcy” Edwarda Dwurnika, na którym  bohater nosi go do szerokich spodni i gumowych butów.

Co ciekawe, ich estetyka przypomina się Bogusławowi Deptule, gdy patrzy na niektóre stroje swojej nastoletniej córki.

- Nosi swetry – trochę w stylu swetra tureckiego, których bym nawet za dopłatą nie założył. Chodzi w nich i uważa, że mają sznyt – dodaje ze śmiechem.

Niesztampowe kreacje sprawdzają się w każdym okolicznościach. W dzisiejszych czasach, gdy na ulicach większość osób ubranych jest podobnie, dobrze jest mieć coś, co przypomni, że ubranie powinno podkreślać indywidualność, a nie powodować, że człowiek wtapia się w tłum, w którym,  mimo upływu czasu, znów dominują, szczególnie zimą – kolory szarości i czerń.

Bogusław Deptuła o modzie, sztuce opowiada w nowej odsłonie „Nowego Tygodnika Kulturalnego” – programu, którego możesz zostać patronem.

Foto: NAC

Txt: Damosfera

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X