03.09.2020, 08:45

Marzanna Graff: lubię twórczą schizofrenię

Zawodowo aktorka, pisarka, dziennikarka, konferansjer, autorka bajek, spektakli i tekstów piosenek dla dzieci. Kim czuje się najbardziej?

 

Kim czujesz się najbardziej? To w sumie dość odmienne role. Dziennikarz, pisarz potrzebują ciszy, nie zawsze pasuje im to, co aktorowi, który lubi błyszczeć…

Marzanna Graff: Wszystkie te role to tworzenie, grzebanie we własnym mózgu i duszy, żeby dać ludziom coś nowego. Lubię tworzyć. Gdy piszę nowy spektakl, żyję życiem bohaterów, jestem każdym z nich. To dziwny okres, bo chwilami nie ma mnie w tym wszystkim. Gdy jestem na scenie, staję się postacią, ale z pomocą reżysera i tych, którzy grają ze mną. To praca zbiorowa, ale emocje moje. Niektóre role tak drenują, że po spektaklu trzeba czasu, aby dojść do siebie. Co do błyszczenia… nie, to za trudne. Ale lubię być doceniana za to, co robię. Miło jest, gdy ludzie to doceniają.

Jak to wygląda w praktyce. Miesiąc piszesz, potem grasz?

Wszystko dzieje się równolegle. Muszę znaleźć ciszę do pisania, ale i czas na próby i spektakle. Twórcza schizofrenia.

Jesteś w związku z aktorem, Aleksandrem Mikołajczakiem. Razem gracie, występujecie… Jak wygląda życie codzienne dwóch artystów? Ktoś jest od spraw gospodarczych?

Na szczęście lubimy z mężem być razem. Właściwie – poza przerwami na plan zdjęciowy – jesteśmy cały czas razem. W domowych sprawach nie ma problemu. Ja uwielbiam gotować, a Alek pomaga w sprzątaniu. Nie ma konfliktów. Gorzej jest na próbach do spektakli. Bywa, że lecą „twórcze wióry”. Najlepsze jest to, że kłócimy się wtedy w roli, tzn. każdy broni zachowań i gestów postaci, którą tworzymy. Na szczęście jest reżyser i ostatecznie on ma decydujący głos. Gdy jedziemy ze spektaklem, mamy podział ról, żeby nie dochodziło do nieporozumień. Ja pakuję scenografię, a Alek kostiumy i mikroporty, podkłady. Na miejscu, każdy zajmuje się swoją częścią pracy. Potem garderoba, makijaż i wreszcie spektakl. Gdy słyszymy dźwięki rozpoczęcia, trema przechodzi w podekscytowanie… Po spektaklu ukłony, spotkania z publicznością, a potem praca zbierania wszystkiego. Nie jest to łatwy zawód…

Twój mąż jest tatą Izy Miko. Zdradzisz jak układają się Wasze relacje? Macie w planach jakieś wspólne projekty zawodowe?

Iza ma swoje życie w LA. Tam jest jej dom. Tu przyjeżdża na święta i wtedy, gdy wzywa ją praca. Każde spotkanie to radość. Przecież jest córeczką tatusia. Do dziś potrafi zrobić laurkę na urodziny i napisać piękne słowa w liście. Każdego roku robi sama prezenty na święta. Ona bywa na naszych spektaklach, a my na jej premierach. Wspieramy się wzajemnie. Trudno o wspólny projekt, bo żyjemy na innych kontynentach.

Czym zajmujecie się w projekcie „Mam Teatr”?

Mamy w repertuarze 10 spektakli, w których gramy razem, ja i Alek. Są tam i komedie, i dramaty. Razem zagraliśmy prawie 1000 spektakli. Gramy na całym świecie. Mamy stałych widzów w Australii, gdzie jesteśmy każdego roku. Właściwie, widzowie tam stali się również naszymi przyjaciółmi. Jeżdżąc po Polsce z kolejnymi spektaklami, mamy ludzi, którzy czekają na nas i to jest fantastyczne. Dla nich wszystkich nagraliśmy ostatnio filmową wersję spektaklu „Czas na Miłość”.

Nagrywacie też „Bajki w prezencie”? O co najczęściej proszą widzowie, co chcą oglądać?

„Bajki w prezencie” to pomysł, który realizujemy od marca. Niedługo, a tak się już rozhulał (śmiech!). Gdy nastał czas pandemii i ludzie nagle musieli zostać w domach, wpadliśmy na pomysł prezentu, który nie zna granic ani geograficznych, ani wiekowych. Każdy każdemu może zamówić bajkę o nim samym. Najpierw otrzymujemy opis osoby, która ma być bohaterem bajki, potem ja tworzę historię… bajkę. Gdy treść zostanie zaakceptowana przez zamawiającego, Alek bierze tekst na warsztat. Później – wraz z życzeniami – nagrywamy i, jako plik video, wysyłamy do zamawiającego. Były już bajki na urodziny, na oświadczyny, na rocznicę ślubu, z okazji urodzin dziecka, dla siostry, dla mamy, dla ratownika medycznego, dla rodziców i teściów – bajka puszczana podczas wesela, była nawet bajka zrobiona z regulaminu centrum nurkowego. Ważne, że wzbudzają wzruszenie, śmiech i docierają do serc.

Piszesz m.in. bajki, kto jest twoim pierwszym recenzentem?

Czasem Alek, a czasem wnuk Karol. Obydwaj są szczerzy i kochają moje bajki.

Skąd wiesz, że ta bajka jest dobra?

Gdy podczas jej tworzenia sama śmieję się lub wzruszam, gdy moje emocje są poruszone, a postaci wydają się żyć obok mnie, otaczają mnie.

Jakie to uczucie słyszeć, widzieć swoje sztuki na scenie. Też je reżyserujesz, prawda? Na ile to, co napiszesz w całości, wchodzi do spektaklu?

Nie, nie, nigdy nie reżyseruję swoich spektakli. Niech ktoś inny w nich grzebie. (śmiech) Mamy szczęście pracować ze świetnymi i mądrymi reżyserami, np. z Karolem Stępkowskim. Wystarczy, że gram w tych spektaklach. To i tak dużo. A jak to jest, gdy moja sztuka trafia na scenę? To już nie jest wtedy moja sztuka, to prawdziwa historia, którą dla widzów tworzą aktorzy i reżyser.

Dużo jest historii w Twoich sztukach, zdradzisz coś?

Nie sądzę, żeby była tam moja historia, może czasem moje emocje. Lubię podpatrywać ludzi, ich zachowania, słowa, powiedzonka, historie. Czasem kilka słów podsłuchanych, podpatrzony gest stają się inspiracją do sztuki. Może dlatego ludzie po spektaklach podchodzą często i mówią: to jakby o mnie, o mężu, o teściowej… A czasem mówią wzruszeni „dziękuję, to dotarło do mojego serca” i wtedy jest najpiękniej.

Jaki masz pomysł na jesienną chandrę?

Oj… nie lubię czasu, gdy znika słońce. Potrzebuję go do życia i funkcjonowania. Na szczęście na jesieni mamy najwięcej pracy (19 września „Mam Teatr” ma premierę komedii "Poślubieni Pogubieni" w reż. Karola Stępkowskiego, gdzie gram główną rolę Melanii). Nie mamy wolnego dnia, więc nie ma kiedy myśleć o jesieni. A jaki pomysł na chandrę? Uśmiech. On jest trochę jak słońce. Co wywołuje u mnie uśmiech? Mój mąż gdy przyniesie mi kawę albo wnuk, który opowie coś babci lub wyzna miłość, siostra, która wpadnie nagle z babeczką budyniową, koleżanka, która wyśle kilka dobrych słów, a najczęściej chleb, który upiekę i podzielę się z innymi.

Rozmawiała: Katarzyna Krauss

Zdjęcia: archiwum prywatne aktorki, Rysiek Dominowski

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X