03.03.2020, 08:45

Marlena Cichocka - jej serce należy do garów i gotowania

W każdą niedzielę oglądała Roberta Makłowicza, a wtedy tata wymyślał nowe dania. Gotować uwielbia od dziecka. Wzięła udział w  VIII edycji programu MasterChef (w trakcie nagrań za granicą miała kryzys, ale wyszła z niego). Marzy o własnej restauracji i o pracy, w której będzie karmić ludzi dobrym jedzeniem i inspiracją do życia. Prywatnie jest mamą niesfornego Jasia i żoną nietuzinkowego Jakuba

 

Pamiętasz swoje pierwsze wspomnienie związane z kuchnią? 

Od zawsze uwielbiam gotować. Gdy byłam małą dziewczynką towarzyszyłam mamie w kuchni, pomagałam też babci. Nie miałam zabawkowej kuchenki, ale z moją przyjaciółką Pauliną bawiłyśmy się w gotowanie używając liści, kamieni, patyczków i starych garnków. Do dziś to pamiętam, co to były za czasy! Zawsze fascynowało mnie oglądanie programów kulinarnych i czytanie książek kucharskich. Gdy tylko mama albo babcia kupiły nową gazetę, ja zawsze otwierałam je na kąciku kulinarnym i czytałam. Moja mama zawsze była tradycjonalistką w kuchni i ciężko jej się było przekonać do nowych przepisów. Nowości powstawały jak tylko tata dorwał się do garów. W każdą niedzielę zaraz po kościele oglądaliśmy Roberta Makłowicza, wtedy tata wymyślał nowe dania. To chyba po nim lubię smakować nowych rzeczy. Pamiętam jak tata pierwszy raz kupił ser feta. Jak mi on wtedy nie smakował. Mimo to uwielbiam kuchnię domową. Przepisy mojej mamy, która nauczyła mnie wszystkich podstaw, do dziś goszczą na moich talerzach, np. śledź w śmietanie z jabłkiem, jajka w sosie musztardowym. Mam też świadomość, że zawsze byłam jakoś wrażliwa kulinarnie. Wiedziałam, że syrop z kwiatów bzu, czy owoców aronii robiony przez babcie, to jest niespotykany smak! Jak się okazało najlepsi szefowie kuchni korzystają z takich syropów, wzbogacając swoje dania o smaki natury.  

Pierwsza samodzielna potrawa?

Moja pierwsza potrawa to kanapki, które kiedyś się jadło na śniadanie i kolację. Później przyszedł czas na bardziej skomplikowane dania. Pamiętam jak oglądałam programy Nigelli Lawson i robiłam np. baby dutch. Do dziś nie zapomnę mojej pierwszej wątróbki. Miałam może z 10 lat i naoglądałam się programów kulinarnych. Mama była w pracy, a ja postanowiłam przygotować obiad, dodałam całą butelkę słodkiego wina i wątróbka była mało zjadliwa.

Dlaczego lubisz gotować?  

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, albo to się lubi, albo nie. Wydaje mi się, że siedzi to trochę w genach. Mój tata bardzo lubi gotować, może to po nim. Dodatkowo mam wrażenie, że frajda z gotowania jest tym większa im więcej potrafimy zrobić sami i przestajemy sięgać do książek kucharskich.

Ulubiona potrawa? Czy naprawdę zawsze chce Ci się zdrowo odżywiać?

Nie mam ulubionej kuchni. Lubię wszystko co dobrze smakuje. Kocham kuchnię włoską, wschodnią, meksykańską, ale także polską. Uwielbiam szare kluski ze skwarkami, pierogi, rosół, świeże ryby i nasze polskie warzywa. Osobiście uważam, że wykwintność naszych dań tkwi w jakości produktów. Uwierzcie mi rosół zrobiony z wiejskiej kury i warzyw z pola bez nawozów ma tyle walorów smakowych co i dania w kuchniach z gwiazdkami Michelin. I to jest sztuka, zrobić dobry rosół i schabowe! Oczywiście, że czasami jadam mniej zdrowe rzeczy. Jednak staram się bardzo unikać przetworzonej żywności, co nie znaczy, że nigdy nie jadam w fast foodzie. Bardzo dużo gotuję i rzadko mam potrzebę spożywania czegoś gotowego.

 Jak się gotuje pod presją kamer?

Tak naprawdę na planie panuje ogromna cisza. Ja przynajmniej nie czułam obecności kamer. Inaczej było, gdy podchodzili do nas jurorzy i patrzyli na ręce. Oczywiście jest to stresujące, ale z odcinka na odcinek można się z tym stresem trochę oswoić. Mnie bardziej stresowało, że nie zdążę zrobić tego co założyłam niż to, że był tam kamery.

 W odcinkach nagrywanych za zagranicą miałaś kryzys, jak sobie z nim poradziłaś, że udało się wrócić do nagrań?

Bardziej niż kryzys była to choroba i bardzo kiepskie samopoczucie. Z planu musiałam udać się do szpitala, tam dostałam leki i było trochę lepiej. Jednak mimo to i tak z problemami żołądkowymi kiepsko się gotuje, dlatego nie wspominam tej konkurencji dobrze. Myśl o tym, że już niedługo wracam do domu i zobaczę synka pomagała mi przetrwać ciężkie chwile. Bez wątpienia ważne było także ogromne wsparcie ze strony produkcji, którym otaczali nas przez cały czas.

Co dał Ci występ w programie,  dlaczego w ogóle zdecydowałaś się na udział w nim?  

Zapisując się na casting nie miałam pojęcia, że dojdę tak daleko. Kocham gotować i chyba to skłoniło mnie do wzięcia udziału. Udział w MasterChefie otworzył mi drogę do spełniania się w tym co lubię robić. Już teraz prowadzę bloga, który odwiedza 20 tysięcy osób miesięcznie, prowadzę warsztaty, biorę udział w wielu projektach, które już niedługo ujrzą światło dziennie. Spełniam się, a tego mi brakowało w życiu.

Czy po programie miałaś ochotę jeszcze gotować?

Oj tak i to jeszcze większą. Poznałam wiele nowych przepisów, składników, wiele się nauczyłam. Do dziś gotuję dla rodziny i znajomych kuchnię meksykańską, taką prawdziwą, którą poznałam w Meksyku. W każdej wolnej chwili gotuję i to się nie zmieniło.

Jak zmieniło się Twoje życie po programie?  

Moje życie dość mocno się zmieniło. Wszystko kręci się wokół gotowania. Tak jak wspominałam prowadzę bloga Marlena gotuje a także konto na Instagramie i Facebooku, na które wrzucam przepisy i inspiracje kulinarne. Ludzie rozpoznają mnie na ulicy, robią sobie ze mną zdjęcia, pytają o ciekawostki kulinarne. 

Co polecasz, by jeść i gotować na wiosnę?

Wiosna to raj dla kucharzy po zimie. Wszystkie nowalijki i świeży smak warzyw. Skupiajmy się na sezonowości produktów, czyli jedzmy to co rośnie w danym okresie. Wybierzmy się na targ i kupmy co będzie od lokalnych dostawców. Dla mnie wiosna to lekkie zupy, sałatki, koktajle. 

Jakie masz pasje poza gotowaniem?

Uwielbiam podróże, a raczej kocham. To coś bez czego nie mogę żyć... nieważne czy blisko, czy daleko, czy w luksusie, czy na bułkach z serem. Ważne, żeby poczuć, że żyję. Zwiedziłam już ponad 20 krajów w Europie, Azji, Ameryce i Afryce. Ciągle mam apetyt na więcej. Wszystko zaczęło się na studiach, podróże po Polsce, później po Europie i dalej. I wcale nie trzeba mieć milionów, żeby podróżować. Zdarzało mi się w studenckich czasach, że lecieliśmy za pięć stówek na tzw. "City Break", jedliśmy chleb z Carrefoura za 2 zł z mortadelą za drugie 2. Spaliśmy ze znajomymi w hostelu za dwie dychy za osobę, ale te wspomnienia są cudowne.   

Po za tym fotografuję, maluję.

Co daje Ci radość i z czego czerpiesz inspiracje?

Radość daje mi oczywiście moja rodzina, a przede wszystkim mój 3 letni syn. On mnie inspiruje, sprawia, że mi się chce. Po za tym jestem wychowana na wsi i natura daje mi wiele inspiracji. Nie mogę żyć bez spacerów po lesie, bez świeżych warzyw i owoców. 

 

Rozmawiała: Katarzyna Kamińska

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X