19.10.2020, 08:45

Mariusz Komenda z Masterchefa - z żoną zdobywamy świat gastronomii

Chodzę po sklepach i kupuję różne składniki. Wieczorem myślę, co bym chciał mniej więcej zrobić, a rano biorę się za gotowanie.

 

Otworzyłeś właśnie własną restaurację, co będziesz serwował?

Przede wszystkim potrawy z kuchni polskiej z przewagą ryb z Bałtyku! Mam już kilku dostawców, którzy złowią ryby i w tym samym dniu dostarczą mi je do restauracji. Ryby trafią na talerze gości prosto z połowu.

Gdzie jest ta restauracja?

W nowo otwartym Centrum Kultury Alternatywnej w Środzie Śląskiej. To miejsce przepełnione kulturą i sztuką. Już na jego otwarcie robiłem jedzenie. Wydałem 800 przystawek! Działałem tylko z żoną i synkiem, ale daliśmy radę! Serwowałem łososia, polędwicę z niego i kawior, polane sosem z dodatkiem pieczywa. Był też mus z wątróbki i kurczak, do tego krem z bobu i guacamole. Na słodko był krem waniliowy z likierem „Baileys” i kruszonką z gorzkiej czekolady.

Gotujesz z żoną?

Żona jest szefową restauracji (śmiech!). Potrzebuję kierownika, kogoś, kto będzie zarządzał tym wszystkim, bo jak ja wejdę do kuchni, to raczej z niej nie wyjdę!

Podziwiam twoje pięknie podane potrawy w social media. Jak się tego nauczyłeś?

To przyszło jakoś samo, po prostu ta wizja pojawia się w mojej głowie. Gdy mam coś ugotować, to przed włożeniem składników do garnka od razu widzę jak danie będzie wyglądać na talerzu! Sam się dziwiłem już w programie MasterChef, gdzie mieliśmy mało czasu na ułożenie potrawy, że dobrze mi to wychodzi, szczególnie, że przez przypadek trafiłem do programu.

Jak to?

Byłem w Szwajcarii i zrobiłem imprezę dla kolegów Szwajcarów, na której podałem same tradycyjne polskie dania (krokiety, bigos). Byli zachwyceni nimi. Na drugi dzień w telewizji zobaczyłem informację o castingu do MasterChefa. O tym, żeby się zgłosić myślałem już dużo wcześniej, bo oglądałem każdą edycję programu, ale jakoś tego nie zrobiłem. Dopiero po tych pozytywnych opiniach Szwajcarów, postanowiłem się zgłosić.

Specjalnie wróciłeś do kraju?

Casting odbywał się po Świętach Wielkanocnych, wróciłem na święta do domu. Jechałem na niego w nocy i sprawdzałem, od której godziny sklepy są otwarte, by przygotować dania ze świeżych produktów. O 4 rano byłem już w sklepie, by wszystko kupić, a o 8 rano stawiłem się na przesłuchanie. Jedzenie mi się udało dobrze ugotować, ale rozmowa z kucharzem, który nas przepytywał, nie wyszła mi najlepiej, bo na większość jego pytań – odpowiadałem: nie wiem. Pod koniec powiedział mi, że podoba mu się moja szczerość, że nie kombinuję i nie wymyślam receptur, jak inni, tylko mówię, że nie wiem.

Po programie zalała Cię chyba fala pozytywnej sympatii?

Tego się w ogóle nie spodziewałem. Zresztą jeszcze w trakcie programu, po emisji chyba 2 odcinka, przyjechali do mnie koledzy z MasterChefa: Grzesiek Zawierucha i Ksawery Rajter i jak wyszliśmy na miasto, to byłem zaskoczony tak pozytywnym odbiorem!

A jak było po twoim niespodziewanym odpadnięciu z programu…

Na planie całkowicie się mną zaopiekowano. Odwieziono do szpitala, gdzie pod kroplówką dochodziłem do siebie, a potem przebywałem tylko w klimatyzowanych pomieszczeniach. Setki, które nagrywaliśmy jak już doszedłem do siebie też były kręcone pod drzewami i po deszczu, więc było chłodniej. Zostałem jeszcze potem ze wszystkimi, poleciałem do Mexico City i stamtąd do Polski.

Jak wygląda proces tworzenia potraw? Obkładasz się książkami i gotujesz?

Nie! Chodzę po sklepach i kupuję różne składniki. Wieczorem myślę, co bym chciał mniej więcej zrobić, a rano biorę się za gotowanie. Jak mi to pasuje, to spisuję przepis i gotowe. Tworzenie potraw łatwo mi przychodzi i nie wiem, skąd to się wzięło, bo wcześniej gotowałem tylko czasem z mamą dania z tradycyjnie polskiej kuchni bez żadnego eleganckiego podawania ich na talerzu – po prostu łychą ziemniaki ładowałem na talerzu (śmiech!).

Co jest fajnego w gotowaniu?

To moje całe życie! Mogę stać w kuchni na okrągło. Teraz stoję, rozmawiam z Tobą w kuchni i mieszam łyżką sos!

O rany…

Jako dzieciak miałem pokój obok kuchni i ciągle podglądałem, co robi w niej mama. A jak jeździłem do babci na wieś, to jej potrawy mogłem jeść non stop. Ciężko mi powtórzyć smak dań babci, choć próbuję. Smaki z dzieciństwa zostają w nas na zawsze. Nigdy nie zapomnę tych wizyt u niej. Co niedziela o godz. 10:25 mieliśmy autobus, którym jechaliśmy do babci na wieś i wracaliśmy o 20:00. Tam jedliśmy potrawy upieczone na piecu. Ech!… nie da się tego zapomnieć…

Mariusz Komenda, uczestnik 8 edycji MasterChefa. Uwielbiany przez publiczność! Pracował  w Szwajcarii i często przygotowywał polskie dania dla kolegów z pracy. Ma dobre wyczucie smaku i intuicję kulinarną. Jest dumny ze swoich synów i uważa ich za swój największy sukces. Obecnie na stałe wrócił do Polski i otwiera  swoją restaurację w rodzinnym mieście.

 

Rozmawiała: Katarzyna Krauss

 

Galeria:

 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X