27.03.2020, 08:45

Mam czas na wszystko i dla wszystkich, tylko nie dla siebie

Justyna Sypka, właścicielka restauracji Amrit Kebab: Jestem kobietą z dość twardym charakterem, nie boję się wyzwań i od samego początku nie pozwalałam sobie wejść na głowę. Jasno wyznaczałam granice. A jeśli ktoś ma problem z akceptacją tego, że na czele firmy stoi kobieta, to zapraszam z powrotem do miejsca, z którego tu przybył. Poza tym jestem oceniana przez swoich pracowników jako osoba sprawiedliwa. Potrafię ich docenić, zmotywować, ale i skrytykować, jak jest taka konieczność, ale robię to w bardzo normalny sposób. Nie rozkazuję, tylko staram się rozmawiać, udzielając wskazówek w sposób spokojny i stonowany.

 

Dawno, dawno temu Polka i Syryjczyk postanowili założyć restaurację. Obecnie jest to już sieć restauracji. Brzmi jak z bajki. Jak było naprawdę?

W 2005 roku poznałam swojego męża, obecnie już eksmęża, który pochodził z Syrii. Pracował w restauracji, a ja w zupełnie innej branży. Poznaliśmy się przez przypadek i dopiero później zaczęliśmy się spotykać. Postanowiliśmy połączyć swoje siły i losy, i w 2007 roku otworzyliśmy pierwszą restaurację: „Amrit”, przy ulicy Kondratowicza na Bródnie w Warszawie. Wszystko robiliśmy sami. Mój ówczesny mąż pracował w barze, ja byłam kasjerką i pomagałam w kuchni.

Od tego czasu otworzyliście kolejne miejsca, odnosząc ogromny sukces. Tkwi on w menu?

Jadłospis ustalaliśmy sami, biorąc pod uwagę zdanie naszych kucharzy. W żaden sposób nie przystosowywaliśmy smaków z Syrii do polskich potrzeb. Po prostu przenieśliśmy tamtejszą kuchnię do naszego kraju. Jak mamy bardzo ostre dania, mamy to podkreślone w menu, że takie one właśnie są. Generalnie kuchnia syryjska nie jest ostra i składa się z naturalnych rzeczy: z oliwy z oliwek, z warzyw. Nie ma w niej chemii, mrożonek, a wszystkie dania przygotowywane są według najlepszych receptur z bardzo wysokiej jakości składników.

Sama teraz zarządzasz restauracjami, a większość kucharzy to Arabowie. Łatwo się rządzi?

Jestem kobietą z dość twardym charakterem, nie boję się wyzwań i od samego początku nie pozwalałam sobie wejść na głowę. Jasno wyznaczałam granice. A jeśli ktoś ma problem z akceptacją tego, że na czele firmy stoi kobieta, to zapraszam z powrotem do miejsca, z którego tu przybył. Poza tym jestem oceniana przez swoich pracowników jako osoba sprawiedliwa. Potrafię ich docenić, zmotywować, ale i skrytykować, jak jest taka konieczność, ale robię to w bardzo normalny sposób. Nie rozkazuję, tylko staram się rozmawiać, udzielając wskazówek w sposób spokojny i stonowany.

Zawsze taka byłaś?

Tak! Nie miałam łatwego swojego dorosłego życia, różne drogi zawodowe musiałam przejść, co nauczyło mnie twardego podejścia do wielu spraw. Szybko musiałam sobie sama radzić w życiu. To mnie z czasem wzmocniło.

Jak radzisz sobie z kryzysami?

Wszystkie kryzysy ostatnio udało mi się zażegnać. Największym było moje kilkuletnie małżeństwo. Postawiłam na siebie i rozwój firmy, więc nie przeżywam tego w żaden sposób, bo była to decyzja dobra i dla mnie słuszna. Zawodowe kryzysy w dobie dzisiejszych czasów zawsze znajdują jakieś rozwiązanie. Po prostu trzeba sobie z nimi radzić i je przejść.

Umiesz podejmować trudne decyzje i nie boisz się…

Muszę być odważna, bo kobieta, która ma dwójkę dzieci i patrzy na nie od rana do wieczora, ma motywację. Odwaga rodzi się sama.

Jak łapiesz dystans między pracą a rodziną?

Czytając wieczorem dzieciom książki czy wspólnie oglądając bajki. Raz na jakiś czas spotykam się z przyjaciółmi, których mam wokół siebie, co mnie bardzo cieszy.

Nie zazdroszczą Ci?

Jest  mnóstwo zazdrosnych ludzi, ale odsuwam ich od siebie i staram się nie myśleć negatywnie. Moi przyjaciele są ze mną od lat. Nie nazywam nimi ludzi, których znam rok lub dwa. Wszystkie osoby, które były ze mną na moich 40-tych urodzinach, a było ich około 100, wraz z moją rodziną, są ludźmi, których z pełną odpowiedzialnością mogę nazwać przyjaciółmi i bardzo dobrymi znajomymi. Byli wśród nich też ludzie z mojej firmy, którzy są dla mnie ważni w codziennym życiu.

Jak myślisz, w czym tkwi Twój sukces?

Mam w sobie dużo pokory, nie jestem osobą wyniosłą i zarozumiałą. Bardzo szanuję ludzi. Tak przynajmniej mówiła o mnie na urodzinach przyjaciółka ze szkoły podstawowej: „Taką ją poznałam i znam do dziś!”

Jesteś kobietą sukcesu! Nie boisz się czasem, że jak jest tak dobrze…

Oj, ale wcale tak dobrze teraz nie jest. Stawiam czoła wielu problemom w firmie, bo decyzje, które podejmuję, są słuszne, ale niosą za sobą wiele konsekwencji. Sama wychowuję też dwóch synów, więc łatwo nie jest. Czasem, jak patrzę na kogoś, kto pracuje na etacie i wraca do domu o 16-tej, to sobie z tym trudniej radzę, bo gdzieś tam zaczynam tej osobie zazdrościć. Na razie walczę i będę walczyć ze wszystkimi przeciwnościami, bo nie mam wyboru.

Ciężar odpowiedzialności?

Ogromny, bo jestem odpowiedzialna za ponad 150 osób i ich rodziny.  Bez względu na to, co się będzie działo, cały czas mam zakasane rękawy i cały czas ciężko pracuję!

I jeszcze masz czas, by angażować się w pomoc innym…

To się rodzi z potrzeby serca. Są osoby, które uważają, że robię to ze względu na wizerunek firmy. A ja po prostu to robię, bo chcę i czuję taką potrzebę. Są osoby, które bardziej potrzebują wsparcia niż ja. Jeśli mogę jakąś część siebie poświęcić dla innych, to robię to, bez względu na to, czy jest to Fundacja Spełnionych Marzeń, dzieci chore na raka czy moi przyjaciele i bliscy, którzy akurat w danym momencie potrzebują wsparcia. Mam taką naturę, że siebie stawiam zawsze na szarym końcu. Ale nie jest mi z tym źle. Cieszę się, że jak mogę pomóc, to pomagam!

Skąd bierzesz energię na to wszystko?

Odbieram ją od dobrych ludzi, którymi się otaczam. Mam bardzo bliskiego przyjaciela, który mnie naprowadza na mądre życiowe decyzje. Bardzo mnie to umacnia!

Zdradzisz jakąś receptę na sukces?

Nie ma jej i nigdy nie będzie. Wszystko zależy od zaangażowania w pracę, w pomysły i ich realizację. Trzeba być cierpliwym, wytrwałym i się nie poddawać. Jak ktoś myśli, że ja leżę i pachnę, to jest w błędzie! A każda porażka czy strata musi być dla nas ważną lekcją!

A zdarza ci się czasem leżeć i pachnieć?

Przyjaciele na urodziny podarowali mi weekendowe wyjazdy do spa. Po prostu przymusili mnie do nich terminami w voucherach [śmiech], bo bardzo dobrze wiedzą, że mam czas na wszystko i dla wszystkich, tylko nie dla siebie... Zmienię to [uśmiech].

 

Rozmawiała: Katarzyna Kamińska

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X