26.07.2017, 14:18

Mały plenerowy handelek

Kto może być bardziej przedsiębiorczy od najbardziej przedsiębiorczej matki na macierzyńskim? Ano, jej dzieci. Kilka dni temu przechadzałam się z moimi pociechami po okolicznym parku. Pogoda wyjątkowo nas rozpieszczała dostarczając sporej dawki popołudniowego ciepła. Ojcowie i matki tłumnie ruszyli na place zabaw, co poniektórzy wyciągnęli koce piknikowe, moszcząc się z potomkami na zielonej połaci. Wśród nich dwójka chłopców, młodszy i starszy, na oko bracia i na oko 7 i 10 lat.

Na ich kocu rozłożone książki, damska torebka, dwie eleganckie koszule w niebieską i różową kratę oraz kilka innych niezniszczonych przedmiotów. Idę przed siebie, ale co rusz oglądam się spoglądając na młodzieńców. Taksuję ich wzrokiem szukając nieprawidłowości. Spoglądam na ich ciuchy – wszystko w porządku. Czy czyści? Ależ oczywiście, włosy w porządku, chłopcy zadbani, na pewno dobrze nakarmieni, bo skóra lśni od witamin. Współczesna matka, przepełniona troską ładowaną 24/7 przez media, od razu zaczęła węszyć łamanie praw dziecka: czy ktoś je wykorzystuje, o Boże, czy nic im się nie dzieje, o Boże, a co z ich edukacją? Przecież powinni być teraz w szkole. Chwila, chwila droga matko – złapałam się za głowę, podrapałam jakby przez tą głowę zaczęły wychodzić mgliste wspomnienia. Matko droga, przecież są wakacje! I, matko droga, przecież wyprzedaże garażowe to immanentna część mojej, naszej rzeczywistości dorastania w latach 80.! Zawróciłam na pięcie zmierzając do chłopaków. Niepokój powoli ustępował, choć nie zaszkodzi zrobić wywiad.

Chłopcy na mój widok poderwali się do góry węsząc potencjalną klientkę.

- Dzień dobry chłopcy, co robicie? - zapytałam mimochodem
- Dzień dobry proszę pani, sprzedajemy różne rzeczy – odpowiedzieli grzecznie
- Ach, a te książki to czyje, waszego taty? - nie chciałam by dociekliwość starszej (z ich perspektywy) pani ich obraziła, ale byłam szczerze zaciekawiona
- Nie, to naszego starszego brata, on już je wszystkie przeczytał – odpowiedzieli. Na okładkach był waleczny Tomek Sawyer, znany mi z dzieciństwa, oraz współczesna literatura fantastyczna dla młodzieży.
- Ach, to piękny gest waszego brata. Czyli jest was trójka, bo rozumiem, że jesteście braćmi 
- Tak proszę pani – odpowiadają grzecznie
- A te koszule i torebka to czyja? - nie daję za wygraną. No, chyba nie z kradzieży, mam nadzieję i kolejny raz karcę się w głowie za takie myśli 
- To mamy. Dała nam, bo sama już nie nosi
- A to tutaj, ta nierozpakowana podstawka pod garnki z emblematem chińskiego smoka? - coraz bardziej wciągała mnie zawartość koca. Doskonała do oceny status rodziny oraz je historii. Coraz bardziej intrygowała mnie ta socjologiczno–psychologiczna układanka. 
- A to prosto z Chin przyjechało, rodzice przywieźli – chłopcy odpowiadali zdawkowo ale konkretnie. Dobrze, dobrze wychowani. Obcym nie należy za wiele zdradzać, choć co wnikliwszy obserwator mógł na podstawie koca narysować sobie pewien obraz z życia tej pięcioosobowej rodziny
- Chłopcy, a na co zbieracie pieniądze? - tutaj kulminacyjne pytanie i już odchodzę, nie denerwujcie się na dociekliwą starszą panią
- A na longboard
- A longboard to taka deskorolka długa? - pytam, bo naprawdę nie wiem
- Tak, dokładnie. To chce coś pani kupić? - no tak, niecierpliwią się powoli. Jakbym przyjmowała na kasie klienta, a ten zamiast płacić zadawał by mi pytania o części składowe produktów ustawionych przy kasie oraz historię ich produkcji, to pewnie bym go żegnała w myślach
- Eeeee, tak, tak, już, tylko ja, niestety, nie mam gotówki. Bo pewnie kartą u was nie można płacić? – zdecydowałam się na żarcik wątpliwej jakości oraz niskich lotów. No co, miałam się przyznać do tego, że podejrzewałam tu wyzysk dzieci i łamanie ich podstawowych praw i to właśnie zwabiło mnie do koca? Przecież sama tak robiłam sto lat temu albo i dawniej.
- Ale proszę pani, tu obok jest bankomat – to mnie zabiło. W sensie pozytywnym. Bankomat! Ci chłopcy się naprawdę świetnie przygotowali. Przedsiębiorczy duch iskrzy.

Oczyściwszy się z podejrzeń odeszłam w siną dal. Ostatecznie nic nie kupiłam z ich kramiku, choć zabawa w Sherlocka Holmesa pozytywnie pobudziła szare komórki do akcji. To była dobra nauka dla mojego dziecka, długo opowiadałam mu później o swoich doświadczeniach z lat 80. i wolnym handlu garażowym. Warto sobie pogrzebać we wspomnieniach, zanim rzucimy się na telefon do Straży Miejskiej 

Joanna Plesnar - Woman na Macierzyńskim

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X