26.04.2017, 09:05

Luksemburg - warto odwiedzić

Niewiele wiadomo w Polsce o maleńkim Luksemburgu, położonym w samym sercu Europy. Unię kojarzy się powszechnie z Brukselą. Tymczasem pierwotną, i wciąż aktualną stolicą UE jest właśnie Luksemburg, w którym mieszczą się siedziby instytucji unijnych. Na ulicy dają się słyszeć dziesiątki języków ze wszystkich stron świata. Już sam system języków urzędowych przyprawia o zawrót głowy – pisze Magda Wiejak, która od kilku lat mieszka w tym państwie. 

W negocjacjach nad traktatem z Nicei unijni przywódcy spierali się, którym państwom ile władzy przyznać w Radzie. Władza zależy oczywiście od wielkości, więc kluczowe było ustalenie, które kraje są wielkie, które średnie, a które małe. Jak wiadomo, Polskę zaszeregowano mniej więcej jak Hiszpanię, czyli do grupy średniaków. Najwięcej kontrowersji wzbudzała kategoria krajów największych; trudno było osiągnąć porozumienie. Wreszcie Jean-Claude Juncker, premier najmniejszego wtedy w Unii Luksemburga, przytomnie zauważył: “Przecież w Unii mamy tylko dwa wielkie kraje: Wielką Brytanię i Wielkie Księstwo Luksemburga!”. Wielką Brytanię zna z autopsji niemal każda polska rodzina. Każdy ma jakiegoś krewnego na Wyspach. Niewiele jednak wiadomo w Polsce o maleńkim Luksemburgu, położonym w samym sercu Europy. Unię kojarzy się powszechnie z Brukselą. Tymczasem pierwotną, i wciąż aktualną stolicą UE jest właśnie Luksemburg, w którym mieszczą się siedziby instytucji unijnych. Luksemburg to kameralne, zaledwie stutysięczne miasto, które jest stolicą państwa Luksemburg. Państwo, położone na przestrzeni 2,5 tys. km2, można przyrównać rozmiarami do średniej wielkości powiatu w Polsce. Na całym terytorium zamieszkuje pół miliona ludzi. Niby niewiele, ale jak bardzo zróżnicowana to grupa!

Na ulicy dają się słyszeć dziesiątki języków ze wszystkich stron świata. Już sam system języków urzędowych przyprawia o zawrót głowy. Otóż tutejsza ustawa o systemie językowym stanowi już w pierwszym artykule, że językiem narodowym Wielkiego Księstwa jest język luksemburski. Niby logiczne, ale zaskakujące, skoro samą ustawę spisano po francusku i próżno szukać tego przepisu w “narodowym” brzmieniu. Bo językiem urzędowym w istocie jest francuski, co oznacza, że prawo stanowi się w tym języku i że nadal obowiązuje tutaj Kodeks Napoleona. Jednak mowa urzędowa nie zawsze się przydaje, zwłaszcza w rozmowie z sąsiadami w podeszłym wieku. Luksemburskiemu bowiem zdecydowanie bliżej do niemieckiego czy niderlandzkiego niż do francuskiego, choć przez wieki stał się lepem na rozmaite przeszczepy, m.in. z sąsiedniej Belgii i Francji. Zatem z nielicznymi miejscowymi warto porozumiewać się po luksembursku. Doceniają otwartość na egzotyczną mowę, którą włada może 300 tys. ludzi na świecie.

Z drugiej strony, zdarzyło mi się poznać na pewnej imprezie Luksemburczyka, któremu natychmiast pochwaliłam się, że chodzę na kurs luksemburskiego. “To wspaniale” - odparł - “Ja też”. Rzeczywiście trudno w tym kraju spotkać prawdziwego tubylca. W samym mieście obcokrajowcy stanowią większość, a przecież nawet ludzie z miejscowymi paszportami zwykle stąd nie pochodzą. W najlepszym razie mają jednego rdzennego rodzica. Na podwórkach szkolnych roi się głównie od Portugalczyków, Włochów, Francuzów, Niemców czy Belgów. Na tej niewielkiej przestrzeni mozaikom kulturowym nie ma końca. Znajoma Włoszka zaprosiła mnie kiedyś na wystawę ikon pewnego Bułgara. Miałyśmy okazję porozmawiać z autorem. Ja porozumiałam się z nim po rosyjsku, koleżanka po grecku, za to z samą koleżanką rozmawiamy po francusku. I tak doszło do charakterystycznej w Luksemburgu sytuacji: trzy osoby różnej narodowości rozmawiają w trzech różnych językach, z których żaden nie jest ojczysty.

Do europejskiego centrum finansów przybywają ludzie ze wszystkich stron. Ostatnio, w związku z Brexitem, Luksemburg dorobił się wielu nowych obywateli mówiących po angielsku. Rezydenci ze Zjednoczonego Królestwa wpadli w popłoch i masowo składają wnioski o obywatelstwo, a londyńskie City przenosi część interesów do Wielkiego Księstwa. Nic dziwnego, że od ponad trzydziestu lat ceny nieruchomości rosną i osiągnęły kosmiczne wyżyny. Pełna “szklanych domów” dzielnica Kirchberg, gdzie skupiły się usługi bankowe, ma jedne z najdroższych gruntów w Europie. Stąd wiele osób pracujących w Luksemburgu wyprowadza się poza granice kraju, gdzie za nieruchomości płaci się połowę ceny. Zresztą nie tylko mieszkania są tańsze. Opłaca się skoczyć kilkanaście kilometrów dalej, do Niemiec, po chleb czy mleko, zwłaszcza że za paliwo płaci się mniej niż w Polsce. W rezultacie każdego dnia przybywa do Luksemburga ok. 100 000 “gastarbeiterów” z Francji, Belgii i Niemiec.

Nad ranem miasto nadyma się do rangi metropolii, by wieczorem zamienić się w wyludnioną, prowincjonalną mieścinę. Nie znaczy to jednak, że stolicy brakuje ciekawej oferty kulturalnej. Pośród banków i instytucji europejskich na Kirchbergu dziesięć lat temu wzniesiono nowoczesny gmach Filharmonii, a nieopodal powstało muzeum sztuki współczesnej. W Grand Theatre można obejrzeć spektakle Warlikowskiego czy Klaty, na które w Polsce dużo trudniej sie dostać, nie wspominając o gościnnych występach znanych w całej Europie gwiazd aktorstwa. Podobnie nie można narzekać na ofertę w dziedzinie muzyki rozrywkowej. W nastrojowych Den Atelier, Kulturfabrik lub Rockhall, urządzonych na terenach poprzemysłowych, można wysłuchać koncertów ulubionych wykonawców z najwyższej półki. Niezapomniane wrażenia sprawili ostatnio nie tylko polskiej publiczności T.Love, Stanisław Sojka, Włodek Pawlik i Tomasz Stańko. Szczególnie cenny jest stosunkowo kameralny charakter koncertów, dzięki czemu każdy ma możliwość uzyskać autograf i porozmawiać z artystami. Generalnie luksemburska polonia jest dobrze zorganizowaną społecznością, chętną do działalności kulturalnej. Jej zaangażowanie przejawia się w organizacji Festiwalu Kultury Polskiej, festiwalu kina wschodnioeuropejskiego CinEast, jak i poprzez udział w luksemburskim Salonie Książki, na który przyjeżdżają wybitni pisarze młodego pokolenia i żywe pomniki literatury. Szczepan Twardoch, Łukasz Orbitowski i Marek Nowakowski to tylko przykłady ilustrujące szeroki wachlarz zainteresowań literackich grona nałogowych czytelników.

W Wielkim Księstwie niemal każdy pochodzi skądinąd. Nawet dynastia Wielkiego Księcia Henryka przybyła z Holandii. Dlatego w przeciwieństwie do dużych, jednorodnych krajów, w których presja asymilacyjna na imigrantów jest silniejsza, Luksemburg raczej skłania do zachowania i podkreślania swojej tożsamości. Większość przybyszów przez pokolenia wskazuje na swoje obce korzenie. Widocznie biorą sobie do serca luksemburską maksymę „Mir wëlle bleiwe wat mir sinn” [Chcemy pozostać, jacy jesteśmy].

Magda Wiejak

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X