26.10.2021, 08:45

Lisy - straceńcze watahy. Siedemnastowieczni komandosi z licencją na rabowanie

Kolumny wojska moskiewskiego rozbiegały się przed nimi w panice, a mieszkańcy wsi i miasteczek kryli się w lasach. Od Wschodu do Zachodu, jeszcze przez sto lat, matki straszyły dzieci Lisowczykami.

- Co ma wisieć, nie utonie!
Zakrzyknął dla żartu jeden z nich. Odpowiedział mu śmiech kompanów. Faktycznie, niejednemu z nich groziłby stryczek, gdyby nie zaciąg do elearów. Na raz zaczęli gwizdać, pokrzykując na konie, które na początku zdezorientowane i parskające, stłoczone i zdenerwowane niemal się tratowały. Teraz jakby za sprawą czarów uspokoiły się i jęły poddawać się dyktatowi. Jedne popisowo przyklękały, inne podnosiły sajdaki z ziemi i podawały swoim jeźdźcom. Inne na zawołane rżały, jakby się śmiejąc, wzbudzając salwy radości gawiedzi. Byli tam bowiem, oprócz jeźdźców i towarzysze pocztowi i gromady ciulów. Oni także, stłoczeni, pokrzykiwali chwacko. Naraz wszyscy jęli się rozbierać. Rozpinali kontusze, zrzucali pasy. W dół poleciały żupany i baczmagi, a któryś rozdarł na sobie śnieżnobiałą giezłę z płótna kolońskiego. I tak półnadzy, w samych tylko zgrzebnych gaciach, konie trzymając za uzdy, poczęli wchodzić w nurt rzeki. Co to był za widok! Zgiełk, pryskająca woda, okrzyki, parskające i rżące konie. Jeden z nich, widać najbardziej śmiały puścił uzdę i niby raniony, osunął się pod koński brzuch. Za chwilę jednak wypłynął spod wody i ku powszechnemu aplauzowi, podążał wpław ucapiwszy ogon swojego rumaka. Niektórzy próbowali go naśladować. Ci, co dotarli wprzódy na piaszczystą łachę, ustawiali się w rzędzie i puszczali z łuków w powietrze strzałę za strzałą. Ich towarzysze z drugiego brzegu, którzy jeszcze nie weszli do wody, odpowiadali im strzałami z naprzeciwka. W takiej oto oprawie, stojąc na grzbiecie rumaka, w bród ruszył najważniejszy z nich. Zwierzę widać było oswojone z brawurą i dostojnie, jak gdyby nigdy nic schodziło coraz głębiej w toń Renu. Wszyscy patrzeli w milczeniu, gdy koń zanurzał się aż po pas, po szyję, łeb podnosząc wysoko, tylko mu drżące ganasze wystawały ponad tafle wody i chrapów słychać było nerwowe rzężenie. Jeździec nie tracąc zimnej krwi, balansując, by zachować pionową postawę, poruszał bezdźwięcznie ustami Czy cos szeptał do konia, czy podśpiewywał – nikt nie wie. Koń uspokojony przeniósł stojącego wierzchowca na drugi brzeg o suchej stopie. Wtedy tamten skoczył zwinnie, że aż z ust obserwujących wydobył się okrzyk podziwu i ulgi. Jeździec zadowolony z tego popisu, zawadiacko gwizdnął, na co koń jego przyklęknął.

Na to wszystko patrzyli zdumieni dworzanie, wraz ze świtą i samym arcyksięciem. Ten widać, był bardzo zadowolony. Nic nie mówił, jeno wąs podkręcał i uśmiechał się tajemniczo. Miał już widać plan, jak użyć tych straceńców na chwałę monarchii…

Tak mogła wyglądać jedna z popisowych przepraw Lisowczyków przez rzekę Ren. Niektórzy przyrównują tę formację do dzisiejszych służb specjalnych, oddziałów komandosów. Można powiedzieć, że w tej dziedzinie byliśmy prekursorami. A przecież wataha Lisowczyków powstała w wyniku niesubordynacji, a zalegalizowano ją z… oszczędności. Aleksander Lisowski, herbu Jeż nie dostawszy należnego żołdu odłączył od chorągwi Jana Karola Chodkiewicza. Zebrał grupę rozczarowanych i postanowili wspólnie czerpać zarobek z rabunku. W tamtym czasie nie było to jednak zjawisko odosobnione.

Sekretem ich sukcesu była zupełnie nowa strategia, lekkość i zwrotność formacji. Walczyli bez taborów, zaopatrując się podczas ciągłych rabunków w terenie, na którym operowali. Poruszali się podobnie jak Tatarzy – komunikiem, bez wozów, tylko po kilka koni do jazdy wierzchem, a wyposażenie i żywność przewozili na koniach jucznych. Dosiadali, na wzór dzisiejszych dżokejów, stojąc w strzemionach, pochylając się nad koniem, aby maksymalnie wykorzystać jego możliwości. Dodatkową korzyścią było znaczne zwiększenie z tej pozycji siły zamachu bronią sieczną lub obuchową (cios z przysiadu) i możliwość obrotu w celu wystrzelenia pocisku, jak również przesiadanie się na innego konia w biegu.

Charakteryzowali się błyskawicznym przemieszczaniem, wynikającym ze sposobu jazdy, stosowaniem taktyki podstępów i forteli wojennych, niezwykłą odwagą oraz straszliwym pustoszeniem i rabowaniem terenów, na których przebywali. Ich wyszkolenie jeździeckie i bojowe wzbudzało powszechny podziw. Wyróżniali się dzielnością, ale także okrucieństwem i szczególnym zamiłowaniem do rabunku, który został na stałe przypisany do zasad działania tej formacji (np. mieli zwyczaj zabijać każdego napotkanego przechodnia, żeby nie pozostawiać świadków). Cieszyli się wielką sławą w Europie jako niezrównana w szybkości jazda, pokonując nie raz dziennie dystans do stu pięćdziesięciu kilometrów.

Co ciekawe, ci okrutnicy dowódców obierali sobie sami poprzez głosowanie. Dzielili się na towarzyszy, pocztowych oraz czeladź – ciurów, tworzących oddzielne chorągwie, które brały udział w manewrach, a czasami w boju, co było nowością w wojskach polskich. Pułk lisowczyków dzielił się na chorągwie, z czego dwie podlegały bezpośrednio dowódcy. Pułki dowodzone były przez pułkowników z pomocą oboźnego, sędziego i strażnika. Chorągwie prowadzone były przez rotmistrzów z pomocą porucznika i chorążego.

"Na twarde i niebezpieczne posługi zawołały was Król i ojczyzna, ale też dozwoliły zakazanych innym pułkom wolności i zysków; w orężu i odwadze cały wasz żołd, cała nagroda: pewniejsze one będą, niż zawodne z publicznego skarbu zapłaty. Niepospolitej ja od was wyciągam odwagi!, jeżeli jeden wśród was jest, któryby na wymierzone przed sobą działo nie rzucił się, jeden nie uderzył na pięciu, gdy ja rozkażę nie wskoczył pierwszy na mury, lub w bystre i głębokie nurty, niech wynijdzie z szeregów! Orężem waszym będzie szabla i rusznica, łuk z sajdakiem, rohatyna, koń lekki i wytrwały; ani wozów, ani taborów, ani ciurów nie ścierpię: wszystko nosić będziecie z sobą. Nie wymagam ja po was gładkich w szyku obrotów, natrzeć zuchwale, kiedy potrzeba rozsypać się, zmylić ucieczkę, znów się odwrócić i nieprzyjaciela doskoczyć, to dzieło wasze. Dam odpoczynek, gdy czas po temu, lecz w potrzebie, w pracach waszych, znać nie będziecie ni dnia, ni nocy. Przebiegać najodleglejsze szlaki nieprzyjacielskie, krainy palić, wsie burzyć, miasta, pędzić przed sobą trzody bydła i jeńców tysiące, nie przepuszczać nikomu; to odtąd jedynym zatrudnieniem waszem".

Tak brzmiał uniwersał założyciela formacji – Aleksandra Lisowskiego. Twórca oddziału dowodził nim krótko, zaledwie przez 2 lata. W 1616 stanął na czele formacji jako renomowany oficer, ale już z opinią człowieka, za którym ciągną się kłopoty. Nie mniej, zanim zginął „rażony paraliżem” lub po prostu na przykład wyniku spisku o przywództwo, lub podział łupów, poprowadził swoje wojska na Moskwę i tak się rozpędził, że dotarli aż nad Morze Białe, plądrując po drodze olbrzymie tereny. Zdobyli tam wówczas m.in. "złotą babę". Być może był to posąg Buddy, który podobno rozbili i podzielili między siebie. Słysząc tajemnicze grzmoty, prawdopodobnie pękających tafli kry północnych rzek myśleli, że dotarli do wrót piekielnych na końcu świata. W 1618 działalność lisowczyków skłoniła Rosjan do rozmów rozejmowych.

„Z pomocą Bożą wyrzynali wrogów” - pisał ich kapelan ks. Wojciech Dembołęcki. Przed lisowczykami powszechnie drżano. A ponieważ zaczynała się wojna trzydziestoletnia (1618-1648), a cesarz Maciej prosił Polaków o wsparcie, wysłano właśnie ten oddział. – Polska nie mogła wysłać oficjalnej armii, bo król nie miał zgody sejmu. Posłano lisowczyków. Formalnie wynajęli ich Węgrzy. Od 1618 roku formacja działała w Siedmiogrodzie. Dokonali takich spustoszeń, że Siedmiogrodzianie wycofali swoje wojska spod Wiednia, bo musieli ruszyć na odsiecz.

W roku 1619 wyruszyli na tajny rozkaz króla, by stłumić powstanie czeskie, co wplątało Rzeczpospolitą w konflikt z Turcją, lisowczycy trwale narazili się szlachcie, która jeszcze cztery lata wcześniej chwaliła ich w laudacji sejmowej za ich rajd do Moskwy (1615), przyznając Lisowskiemu w nagrodę dwie wioski. Król wydawał im rozkazy, których potem publicznie się wypierał – w obawie o konsekwencje polityczne. Wkrótce więc okazało się, że lisowczycy są nie tylko przydatni w boju. Nadają się także na kozła ofiarnego.

Ustawa O zabieżeniu Konfederacyi żołnierskiey, y wszelakiey nawalney domowey swywoli z 1623 roku nakazywała podjęcie skrajnych środków, z użyciem siły zbrojnej włącznie, przeciw żołnierzom zawiązującym konfederacje. Król za przyzwoleniem wyznaczonych do jego boku senatorów i posłów mógł ogłaszać takich żołnierzy za nieprzyjaciół ojczyzny, banitów i pozbawionych czci. Zabicie takiego swawolnika było bezkarne, często zabójcę wynagradzano przyznaniem dóbr zabitego. Oczywiście, ustawa nie wymieniała wyraźnie lisowczyków, jednak traktowana była jako wymierzona także przeciw nim. Zarówno dla króla, jak i rozmaitych łowców kaduków, a po roku 1624 traktowanie wszystkich lisowczyków jako złodziei zwyczajnie zaczęło się opłacać, bo można było bezkarnie ich zabić i złupić, jako oficjalnie wyjętych spod prawa.

Być może arcyksiążę Ferdynanda II Habsburg, wytrawny polityk, obserwując ich popisową przeprawę przez rzekę Ren, dostrzegał w tym widowisku straceńczej odwagi także tymczasowość tej formacji. Perspektywę ich rychłej klęski, nie tyle w boju, ile w konfrontacji z intrygą i siłami politycznymi. Lisowczycy łupili Europę niemal bez przerwy przez kilkanaście lat. Zostały po nich mrożące krew w żyłach opowieści, słynny obraz Rembrandta „Jeździec polski", a z polskiego punktu widzenia oprócz dumy z ich sprawności w boju – poczucie wykorzystania i zmarnowanej szansy. Pomijając daninę krwi w walkach z Turkami czy Szwedami na Pomorzu, lisowczycy walczyli na obcych frontach, realizując obce cele. W kraju ostatecznie stali się ludźmi wyklętymi i kozłami ofiarnymi bieżącej polityki. Przypisano im zapewne o wiele więcej zła niż popełnili, zapomniano zaś rzeczywiste zasługi dla Rzeczypospolitej. Zaprzepaszczono także szansę utworzenia z ich zasobów regularnych, opłacanych z żołdu zaczepnych oddziałów lekkiej jazdy. Tym trudniej jest dzisiaj jednoznacznie ocenić ówczesne postawy Lisowczyków.

Przemysław Krajewski
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X