11.07.2018, 10:37

Lanckorona, Miasto Aniołów

Niegdyś miasto królewskie, dziś wieś położona w województwie małopolskim, powiecie wadowickim, w której można spotkać drewniane zabudowania z XIX wieku. 

Nie szukałam zbyt wnikliwie to fakt, ale jednak trochę zajęło mi czasu poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego Lanckorona nazywana jest Miastem Aniołów. Wielu mieszkańców prowadzi małe przydomowe pracownie ceramiki, wśród której zawsze pojawiają się anioły. Anioły stanowią również element ozdobny elewacji domów. Zimą zaś odbywa się coroczny Festiwal Aniołów – wtedy każdy może być aniołem.

Lanckorona, jak wiele polskich wsi i miasteczek ma podobny układ – rynek – serce miasta, na którym dzieje się wiele – spotykają się mieszkańcy i turyści, odbywają się festyny i jarmarki. Wokół zaś rynku piękne stare domy, drewniane, czasem bielone, a czasem pomalowane na jasny niebieski. W weekend wiele z tych domów otwiera swoje podwoje, w których kryją się artystyczne skarby – ceramika ręcznie robiona, oryginalna odzież. Niewiele jest tam knajpeczek, ale te które są urzekają wystrojem, klimatyczną atmosferą i życzliwymi właścicielami. Zaaranżowane trochę po domowemu sprawiają, że nie chce się stamtąd wyjść. Ogródki mieszczące się obok nich zapraszają niczym tajemniczy ogród do zagłębienia się i pozostania tam dłużej. Najmniej ciekawą ofertę jedzeniową ma restauracja Czarna Owca. Nas zaś urzekła klimatem, atmosferą, winem, jedzeniem i gościnnością właściciela Arka Cafe - https://web.facebook.com/arkacafelanckorona/?_rdc=1&_rdr

Wyczytałyśmy, że żona właściciela, jak wiele innych osób w Lanckoronie  zajmuje się ceramiką, jednak jej znakiem rozpoznawczym są ptaki, które zdobią wnętrze kawiarni. W tej kawiarni spotkała nas niezwykle sympatyczna sytuacja. Wiedziałyśmy, że kawiarnia zamyka się o 21, ale raz, że my przyjaciółki dawno się nie widziałyśmy, a dwa, że zastała nas tam burza i ulewa. W ogródku osłoniętym pergolą z dzikim winem było nad wyraz sympatycznie, generalnie było ciepło i tak sącząc pyszne wino tkwiłyśmy w tym uroczym miejscu. W pewnym momencie podszedł do nas właściciel i powiedział, że zamknął już kawiarnię, więc nikt nie wejdzie, że mamy nikogo nie wpuszczać, on teraz musi pójść do domu coś zjeść, a my możemy sobie dalej siedzieć i on za jakiś czas wróci. W tym lekkim osłupieniu pozostawił nas nad butelką wina. Dźwignęłyśmy tę odpowiedzialność, niewątpliwie wino nam w tym pomogło nieznacznie. Pan wrócił po jakiś 40 min, lekko był zdzwiony, że my dalej tkwimy w tym samy miejscu, gdzie nas zostawił. Grzecznie mu powiedziałyśmy, że przecież się umówiłyśmy, że będziemy pilnować dobytku…

Przy rynku nie można pominąć Izby Muzealnej – to oryginalna chata z XIX wieku, w której można obejrzeć świetnie zachowane muzealne przedmioty, zaś obok znajduje się cudowny sklepik z pamiątkami pełen różnych artystycznych dzieł sztuki – ceramiczne figurki, koronkowe serwety, piękne świeczki, magnesy na lodówkę, no i oczywiście Anioły. Anioły małe, duże, stojące, wiszące, na lodówkę, jakie kto chce.

Nie można zapomnieć o naszym cudownym miejscu, w którym dane nam było mieszkać. Willa Bajka - https://web.facebook.com/willabajkalanckorona/

Chyba najwyżej położone miejsce w Lanckoronie. Willa prowadzona jest przez cudownych ludzi, którzy widać, że w to miejsce włożyli serce. Dla gości mają przeznaczone trzy pokoje z tarasami, z których można podziwiać Tatry i doliny. Widoki są cudowne niezależnie od pory dnia i pogody. Podczas bezchmurnej widać najdalsze pasma gór, gdy zaś przychodzi burza widać jej piękno w całej krasie – błyskawice walące w góry i pomruk piorunów niosący się dolinami. Rano gospodyni szykuje pyszne śniadanie, które podawane jest w jadalni, z której  można podziwiać piękno okolicy.

W okolicach Lanckorony można nic nie robić tylko snuć się małymi uliczkami, albo można wyprawić się na wycieczki, by pozwiedzać okoliczne atrakcje, których naprawdę jest sporo - ruiny zamku średniowiecznego, zbudowanego jeszcze za czasów Kazimierza Wielkiego, w połowie XIV wieku. W XVIII wieku odgrywał ważną rolę dla konfederatów, bowiem stanowił ich najważniejszy punkt wypadowy w Małopolsce.

W niedalekiej odległości jest Kalwaria Zebrzydowska i wiele innych ciekawych miejsc wartych odwiedzenia.

Gdy kończy się weekend i turyści odpływają, na uliczkach Lanckorony pojawiają się studenci krakowskiej ASP, którzy próbują swych sił w plenerze, a plener mają doprawdy niezwykły. 

Na pewno bliżej tam Krakusom, ale warto wpaść do Lanckorony nawet na jeden dzień, by poczuć ducha Miasta Aniołów.

tekst/zdjęcia: Katarzyna Krauss

 

 

 

 

 

 

 

Galeria:

 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X