09.02.2018, 15:00

Kuba wyspa jak wulkan gorąca

Wyjazd na Kubę od dawna było moim marzeniem, jednak nie udawało mi się go zrealizować, aż do teraz.  Swoją przygodę rozpoczęłam od wylądowania na lotnisku w Santa Clara, mieście położonym w środkowo wschodniej części Kuby. Stamtąd autokary zawiozły nas na Cayo Santa Maria – oddaloną o 2 godziny drogi uroczą wyspę położoną na północnym wschodzie, oddzieloną od Kuby prawie 50 km groblą.

Ta urocza wyspa z przepięknymi plażami z białym piaskiem, drobnym jak puder i wodą niebiesko – szmaragdową, i tak czystą, że widać wszystko na dnie, to miejsce stricte turystyczne. Nie ma tu żadnych domostw a tylko hotele posadowione wzdłuż plaży. Wszelkiego rodzaju restrykcje nie ułatwiają poruszania się po Kubie i wysepkach. Cała obsługa hotelu dojeżdża z daleka do swojego miejsca pracy, zaś żeby móc się stąd wydostać, trzeba zaplanować to z taksówkarzem, autobusem lub biurem podróży. To ostatnie oferuje słabej jakości wycieczki za spore wynagrodzenie. Niedouczeni przewodnicy i sztywno ustalona trasa w tłumie ludzi, nie dają możliwości poznania prawdziwej Kuby.

Stąd jedną wycieczkę zaplanowałyśmy z taksówkarzem, który spędził z nami pół dnia i pół nocy, zatrzymując się, gdzie tylko chciałyśmy, by móc robić zdjęcia, oglądać i podziwiać cmentarze i mijane po drodze miasteczka. Naszym celem jednak była Santa Clara – miasto mało turystyczne, w układzie podobne do wielu innych – w centralnym miejscu z parkiem, placem, na którym ludzie spędzają czas siedząc na postanowionych tam ławkach, lub jak my tańcząc w rytm kubańskiej muzyki. Plac otaczają domy, takie w karaibskim stylu – kolorowe, na dole z drink-barami, czy sklepami.

Nasz kierowca (Juni, tel. jakby ktoś chciał z niego skorzystać: 005353804482) zawiózł nas do rewelacyjnej restauracji, przy jednej z uliczek odchodzących od placu (https://www.facebook.com/hostalFloridaCenter/).

Co prawda bardziej dla turystów, ale z rewelacyjnym jedzeniem, specjałami Kuby, takimi jak ropa vieja, co w wolnym tłumaczeniu znaczy brudne ubranie. To wołowina godzinami duszona na małym ogniu, aż do rozpadnięcia się na pojedyncze włókna. Niezwykle pyszne danie, już zamierzam je odtworzyć w Polsce. Po tak pysznej kolacji udałyśmy się do drink baru, w którym wiedziałyśmy, że będzie muzyka na żywo. Miejsce głównie dla mieszkańców, ale trochę turystów również się tam pojawiło. Nogi same rwały się do tańca, więc nie trzeba nam było dwa razy powtarzać, by zacząć tańczyć. Gdy zamknięto drink bar tańce przeniosły się na plac, do parku. I tak poznałyśmy prawdziwą Kubę. Zaskoczyła nas tym, że jest tam bezpiecznie. My dwie blondynki, ani razu nie poczułyśmy się tam niekomfortowo. Owszem, zaczepiano nas, prawiono komplementy, ale nigdy nie przekraczano granicy, którą wyznaczyłyśmy.

Kubański klimat i zewsząd płynąca muzyka sprawiają, że w powietrzu unosi się radość, zaś ludzie poruszają się rytm muzyki, zapewne wielokrotnie robiąc to nieświadomie. Pomimo biedy widocznej na każdym kroku jest tam w miarę czysto, na ulicach gwarno, bo ludzie spędzają czas ze sobą nie mając dostępu do internetu. Życie na Kubie toczy się pomiędzy domem a ulicą. Drzwi i okna są pootwierane, więc można trochę bezczelnie zajrzeć do środka, choć zdjęć nie odważyłam się robić, uznając to za zbyt duże naruszenie prywatności. W większości mieszkań w pierwszej części widocznej z ulicy stoją obowiązkowo bujane fotele, zaś po przeciwnej stronie umieszczony jest telewizor, w którym oczywiście oglądają mecz piłki nożnej. Sąsiedzi zatrzymują się przy otwartych drzwiach wywołując mieszkańców i część życia przenosi się na ulicę. Kubańczycy lubią grać w różne gry, takie jak domino czy w karty. Siedzą przy rozstawionych na ulicach bądź częściowo wystających z domów stołach. Oczywiście wszyscy prawie palą i piją rum.

Udając się w bardziej turystyczne miejsca, jak dajmy na to do Trinidadu, zaobserwować można szczególnie w centrum miasta większe nastawienie na gości. Tam też jest więcej dzieci czy matek z dziećmi żebrzących nie tylko o pieniądze, ale o rzeczy codziennego użytku takie jak kremy, szampony, cukierki. W takich też miejscach jest znacznie więcej restauracji i sklepów ukierunkowanych na turystów. Niemniej jednak ich oferta bogata jest w lokalne przysmaki, owoce morza i oczywiście kubańskie drinki. Wszędzie można również zapoznać się bogatą ofertą cygar i rumów, do zakupu których namawiają nie tylko witryny, ale i radośnie machający do nas Kubańczycy.

Jadąc przez Kubę mija się wsie i miasteczka, z domami wyglądającymi jak zbite z deszczułek, małymi straganami, na których sprzedawane są wyroby okolicznych domostw, takie jak owoce, warzywa, mięso. Podobnie wyglądają lokalne drink bary – to zbity z desek straganik, na którym wisi tablica z ofertą drinków a wokół straganiku skupieni mieszkańcy.

Transport na Kubie to kolejna niezwykle interesująca z naszego punktu widzenia rzecz. Samochodów jest tam mało (zarówno tych starych amerykańskich, jak i tych nowoczesnych), więc i drogi przypominają te nasze z lat 70. Wiele osób przemieszcza się rowerami, rykszami, autobusami, choć tych też jest jak na lekarstwo, dlatego niezwykle rozpowszechniony jest tam autostop (ponoć ok. 3 mln osób rocznie podróżuje w ten sposób i są to podróże z domu do pracy i z powrotem) i często spotykany widok to konie, na których na oklep podróżują Kubańczycy.

Wszelkie rodzaju dobra są tam reglamentowane i dostęp do niektórych z nich możliwy jest dzięki kartkom, które cały czas na Kubie obowiązują, bądź dzięki pieniądzom, których oficjalnie Kubańczycy nie mają wiele. Te zaś, które zarabiają nieoficjalnie, by móc je wydać muszą uprzednio zalegalizować.

Jadąc na Kubę warto mieć za sobą małe mydełka w kostkach, małe szampony czy kremy (typu samolotowe), które będziemy dawać pokojówce w podziękowaniu za sprzątnięcie, czy dzieciakom żebrzącym na ulicach, zaś wyjeżdżając zostawić kosmetyki, których się zużyło. To nadal na kubie towary deficytowe i drogie, więc możemy mieć pewność, że się przydadzą i nie zmarnują.

Opuszczałam Kubę pełna pozytywnych emocji, spowodowanych słońcem, relaksem, fajnymi nowymi znajomościami, ale również związanych z poczuciem tego, że pomimo wszechogarniającej biedy, ludzie tam są szczęśliwi. 

Każdemu, kto kiedykolwiek pomyślał o odwiedzeniu Kuby, polecam to miejsce, nie będziecie żałować!

 

tekst/zdjęcia: Kasia Krauss

 

Galeria:

 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X