20.07.2018, 11:46

Kosmetyki dla wymagających

Zawsze uważałam, że kosmetyki mineralne nie są dla mnie, głównie dlatego, że moja skóra wymagała więcej - pod każdym względem, a najbardziej krycia. Testowane przeze mnie podkłady czy pudry naturalne nigdy nie spełniały moich oczekiwań. Nie kryły, nie utrzymywały się za długo - nie dawały mi żadnego pożądanego efektu - to też, nigdy nie miałam potrzeby testowania innych produktów mineralnych - a wysyp ich na rynku w pewnym okresie był naprawdę duży.

Nagłówki gazet, stron internetowych grzmiały - to dobre dla Ciebie, Twojej skóry, dla środowiska… tak, ale co z tego jeśli mi zupełnie nie pomagają - myślałam. Na co dzień używałam sprawdzonych marek- od tych drogeryjnych po kilkanaście złotych po te bardziej luksusowe. Ponieważ interesuje się makijażem, ale też zależy mi na dobrym wizerunku na co dzień miałam swoje top 10 produktów z którymi się nie rozstawałam - inną sprawą jest, że może te produkty czarowały piękny makijaż - ale nie zwalczały problemów z cerą, a jak wiadomo cera problematyczna niekoniecznie lubi się z podkładami, pudrami i innymi nowinkami kosmetycznymi.

Nadarzyła się taka okazja, by spotkać się z Panią Aleksandrą z firmy Costasy, aby porozmawiać i spróbować kosmetyków mineralnych marki Lily Lolo. Przekonały mnie do tego spotkania koleżanki, które używają tych kosmetyków i to trzeba przyznać - wyglądają zawsze fantastycznie, oraz fakt, że nigdy o tej marce nie słyszałam.

Spotkałam się z Panią Aleksandrą w biurze marki, gdzie również są stanowiska do nauki makijażu - porozmawiałyśmy o moich dotychczasowych doświadczeniach z kosmetykami mineralnymi. Tutaj należy podkreślić, że wiedza Pani Aleksandry nie tylko o kosmetykach kolorowych ale również pielęgnacyjnych jest ogromna. Sprawdziłyśmy moją cerę, porozmawiałyśmy czego potrzebuje i oczekuje od makijażu i dobrałyśmy zestaw kosmetyków przeznaczonych dla mnie.

To co zaskoczyło mnie już na początku, to sposób aplikacji podkładu i sama jego konsystencja. No bo wyobrażacie sobie sypki podkład? Dla mnie to była zupełna nowość. Aplikacja jest bardzo przyjemna, za pomocą pędzelka kabuki, to taki mały bardzo zbity pędzelek, okrężnymi ruchami wmasowujemy odpowiednią ilośc produktu na twarzy. Dla mnie idealny okazał się Mineral Foundation SPF15 w kolorze Warm Peach, dosłownie stopił się z kolorem mojej skóry. Miejsca które były bardziej problematyczne, udało nam się zakryć zwyczajnie dodając odrobinę produktu punktowo - nie tworzyło to plam, czy innych defektów kosmetycznych, nie rozwarstwiało produktu co często się zdarza przy normalnych podkładach płynnych. Całość urwaliłyśmy pudrem matującym Flawlesss Matte, ma genialną konsystencję, jest niesamowicie przyjemny w aplikacji i bardzo zmielony przez co nie tworzy efektu maski na twarzy.

Podczas tego spotkania, zorientowałam się, że marka Lily Lolo ma dosłownie wszystkie produkty niezbędne do makijażu i wszystkie oczywiście mineralne. Zachwycił mnie również bronzer Honolulu, który miał idealny kolor, odrobinę chłodny co w genialny sposób pozwalało w naturalny sposób wykonturować moją twarz. Następnie rozświetlacz Champagne który uwypuklił moje kości policzkowe i dodał całemu makijażowi świeżości. Bardzo przyjemne i efektowne w użyciu są również sypkie cienie marki Lili Lolo- kolor Mulled Wine w połączeniu z Bucks Fizz zdobył moje serce i nie rozstaje się z tym połączeniem. Ponieważ nie jestem minimalistką w makijażu i lubię kiedy się coś dzieje, Pani Aleksandra pokazała mi róż - oczywiście sypki w kolorze Goddess - oh, jak on wygląda - to zrozumieją tylko fanki różu popularnej marki Nars w kolorze Orgasm - róż marki Lily Lolo jest jeszcze piękniejszy, ale w podobnej tonacji.

Efekt końcowy mnie zachwycił - czułam się jakbym nie miała makijażu, a moja cera wyglądała niesamowicie. Jednolity kolor, bez efektu maski, bez świecenia. Pomyślałam super, alee… zostawiałam sobie w głowie rezerwę, jak długo ten zachwyt będzie trwał i czy kosmetyki są faktycznie trwałe. Jak wcześniej wspomniałam, moja cera jest dość problematyczna, po 2-3 godzinach zaczyna się świecić w strefie T, część kosmetyków lubi „znikać” z mojej twarzy w tym najbardziej z nosa - chyba każda kobieta zna ten problem?

Nie uwierzycie jak zdziwiona byłam, kiedy po całym dniu spojrzałam w lustro - makijaż był w stanie nienaruszonym, owszem troszkę się świeciłam ale to było nic w porównaniu do tego z czym walczę na codzień! Siadłam do komputera i natychmiast napisałam maila do Pani Aleksandry jak bardzo jej dziękuje i jestem zachwycona produktami.

Od tego czasu codziennie używałam produktów Lily Lolo, początki nie były proste bo aplikacja bez pomocy Pani Aleksandry nie była taka prosta i oczywista ale po tygodniu doszłam do wprawy. W miarę upływu czasu testowania kosmetyków mineralnych zauważyłam jak diametralnie poprawia się moja cera i to z całą pewnością zasługa tych produktów, gdyż pielęgnacji zupełnie nie zmieniłam - no może poza jednym faktem - płyn micelarny zaczęłam zmywać dodatkowo wodą - to również rada Pani Aleksandry która sprzedała mi ten TIP podczas naszej rozmowy.

Dlatego drogie Panie, jeżeli byłyście/jesteście sceptycznie nastawione do kosmetyków mineralanych - zachęcam dajcie im jeszcze jedną szansę, szczególnie marce Lily Lolo, która jest dostępna w Polsce dzięki firmie Costasty. I koniecznie umówcie się na wizytę z Panią Aleksandrą - to zmieni Wasze nawyki i wygląd - obiecuję! 

autor: Karolina Frączkowska

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X