27.06.2017, 16:26

Kobiety kochają neurotyków

Monika Piątkowska, dziennikarka - gdy skończyła czytać Lalkę  w jej głowie pojawiła się myśl, że tak gwałtownej, namiętnej, obrazoburczej powieści nie mógł napisał ten Prus, którego znamy wszyscy ze szkoły - nudny pomnikowy człowiek, bez prywatnego życia. Dlatego rozpoczęła śledztwo, w wyniku którego na świecie pojawiła się jej najnowsza książka „Prus. Śledztwo biograficzne”. My postanowiłyśmy zrobić swoje własne dochodzenie, by dowiedzieć się, co Monika lubi, a co nie w panu Bolesławie….

 

DAMOSFERA:  Skąd w ogóle pomysł, by zająć się właśnie Bolesławem Prusem?

MONIKA PIĄTKOWSKA: To był czysty przypadek. Pamiętam dobrze ten moment, gdy przyszło mi do głowy, żeby wejrzeć w życie Aleksandra Głowackiego. Tego dnia skończyłam czytać Lalkę, a gdy odłożyłam książkę pojawiła się w mojej głowie myśl, że tak gwałtownej, namiętnej, obrazoburczej powieści nie mógł napisał ten Prus, którego znamy wszyscy ze szkoły - nudny pomnikowy człowiek, bez prywatnego życia. Że tu działo się coś innego. To był taki pierwszy impuls, w sumie, niezbyt wtedy dla mnie czytelny, ale na tyle mocny, że zajęłam się śledztwem.  Dziś, gdy książka jest już ukończona wiem, że oprócz tajemnicy przywabiło mnie również cierpienie pisarza. Jakimś sposobem wyczułam je pod tą politurą humoru i ono po pewnym czasie wyznaczyło kierunek moich poszukiwań.

W książce jest taka ilość faktów - jak na śledztwo przystało, że pewnie przejrzałaś miliony dokumentów.

Praca nad książką zajęła mi trzy lata i przez ten czas, nie poświęcałam się już niczemu innemu. Prus zajął pierwsze i najważniejsze miejsce w moim życiu, ale też  ilość materiału jaką musiałam przejrzeć była tak ogromna, że nie starczało mi już czasu na żadne inne lektury. Biografia to wymagający gatunek: aby móc odtworzyć świat bohatera trzeba go najpierw bardzo gruntownie poznać. Czasami nawet w drobiazgach. Pamiętam, że kilka dobrych wieczorów zajęło mi zgłębianie sytuacji życiowej i perspektyw finansowych XIX wiecznych urzędników pocztowych. Oczywistym też była konieczność zaznajomienia się z historią prasy, z codziennością XIX Warszawy, życiorysami, twórczością i korespondencją  innych ważnych wówczas postaci. Czytałam listy Sienkiewicza, Żeromskiego, wspomnienia Heleny Modrzejewskiej. Ogromnie dużo czasu poświęciłam też na studiowanie zagadnień psychologicznych. Ten dział mojej biblioteki, w związku z biografią Prusa, bardzo się powiększył. Najważniejsze było jednak dla mnie to, co Aleksander napisał własnoręcznie: jego opowiadania, nowele, powieści, listy, felietony, notatki dosłownie  każda linijka tekstu. A zostawił po sobie naprawdę bogate dziedzictwo.

Większość z nas lubi oceniać innych - jak jeszcze ma jakieś dowody na czyjś temat... Trudno było Ci zachować obiektywizm?

Interpretowanie nie jest dla mnie równoznaczne z oceną. Bliżej mu raczej do zrozumienia i do akceptacji: oto jest tak jak jest z takiego, a nie innego powodu. Gdy pisałam biografię Prusa  najważniejsze pytanie, które zadawałam brzmiało: dlaczego. Dlaczego tak postąpił, dlaczego tak napisał, dlaczego tak się wydarzyło? Było mi strasznie miło, gdy po jednym ze spotkań autorskich czytelniczka podeszła do mnie i powiedziała: Podoba mi się, że pani Prusa nie ocenia. To dla mnie jako biografa i pisarza ogromny komplement.  

Jaki miałaś i masz stosunek do Prusa?

Był i jest dla mnie autorem najlepszej polskiej powieści, Lalki. Gdy zaczynałam pracę, nie znałam Aleksandra, trudno mi było więc mieć do niego jakiś osobisty stosunek. Teraz mogę powiedzieć, że nie tylko bardzo go szanuję, ale też lubię, trochę tak jak się lubi swoich przyjaciół, kogoś, kto jest nam bliski. Pewnie stało się tak dlatego, że lepiej go rozumiem. 

Co w nim lubisz, a co nie?

Mam do mojego bohatera wiele uczuć. Lubię poczucie humoru Prusa, zwłaszcza to ostre,  złośliwe i bezpardonowe, gdy mówił na przykład, narzekając na los zawodowego pisarza, że teraz każdy kto ma dupę siada na niej i pisze. Cenię jego inteligencję, zdolność do widzenia spraw w innym ujęciu, szerzej, albo z innej niż przyjęta perspektywy. Podziwiam siłę woli i talent literacki. Lalka do prawdziwy majstersztyk, metapowieść, tym bardziej godna podziwu, że powstała zupełnie niezależnie od tego co literacko działo się wokół Prusa, wzięła się z samego Aleksandra, a nie z inspiracji czy podpatrzenia. A czego nie lubię? Wkurzało mnie, że nie pozwalał sobie pomóc, nie dał życiu szansy, żeby naprostowało trochę jego los. Nie wierzył w życzliwość wszechświata, trochę też w życzliwość ludzi i szkoda, że tak się właśnie działo. W pewnym sensie to go właśnie zgubiło.

Patrząc na jego biografię można chyba stwierdzić, że pomogłaby mu jakaś porządna psychoterapia? On przeszedł traumę w dzieciństwie... Potem ciągle łaził po lekarzach... 

Przypadł mu w udziale trudny los, trudny tym bardziej, że rzeczywiście w XIX wieku psychologia niewiele mogła człowiekowi zaoferować. Czy dziś Bolesław Prus zostałby pacjentem gabinetu terapeutycznego? Myślę że tak. Bardzo chciał sobie pomóc i robił wszystko, aby jakoś uspokoić ten wewnętrzny chaos w jakim nieustannie żył. Wierzył też w psychologię, w zrozumienie natury ludzkiej, w procesy psychiczne. Tak, sądzę, że skorzystałby z terapii i kto wie, jak wówczas zacząłby pisać.  

Co współczesnego czytelnika/ucznia może dziś zaciekawić w jego książkach. Czy w ogóle jest sens ich czytania?

Lalka to fundament literacki Polaka. Nie wyobrażam sobie, aby wykształcony człowiek nie znał tej powieści. To tak jakby Rosjanin nie wiedział o istnieniu Mistrza i Małgorzaty. A inne utwory? Mam cichą nadzieje, że po lekturze biografii Prusa czytelnik zechce po nie sięgnąć i zobaczyć je w nowej, autobiograficznej odsłonie.  

Co cię najbardziej zaskoczyło w życiu Prusa?

Chyba skala cierpienia tego psychicznego i tego fizycznego. I chyba jeszcze samotność, nie taka codzienna, gdy akurat zabraknie nam kogoś, z kim możemy zamienić parę słów, ale ta egzystencjonalna, dojmujące poczucie, że jest się zupełnie samemu na świecie, że nikt i nic nie ma dostępu do tej piwnicy, w której samotnie siedzimy. W takich chwilach Prus czuł się jak przedmiot, tak o sobie pisał, że jest bagażem przekazywanym z rąk do rąk przez kolejarzy. Nierzadko nachodziły go wówczas myśli samobójcze.

Mnie zdziwił fakt, że rodziny w jego czasach przekazywały sobie w testamencie meble i inne rzeczy - jako znak troski o tych co zostają. Dziś w dobie minimalizmu, to były niezły bagaż... dla obdarowanych...

Dziś  to co nas otacza jest produkowane seryjnie i tanie. Każdy z nas może kupić sobie od ręki jakiś krzesło, stół, szafę, kilka razy w życiu zmienić garnitur mebli i wyremontować łazienkę. W XIX wieku przedmioty były cenne i drogie. Koszula, chustka, buty, walizka, wszystko to miało wymierną wartość, było dobrem, o które trzeba było dbać, bo na wymianę nierzadko brakowało pieniędzy. Podoba mi się ta dbałość, to przywiązanie do materii, którą człowiek wokół siebie gromadzi. Szkoda, że ten czas przeminął, bo przeminęła też taka prosta namacalna radość, z daru jakim była dla naszych przodków zwykła kapa czy zestaw filiżanek.

To chyba dość częste, że ci co mają lekko pod górkę w życiu, po śmierci trafiają do kanonu lektur? Ciekawe czy Prus o tym... marzył... on chyba nie wierzył w siebie specjalnie?

Nie wierzył, zwłaszcza pod koniec życia i pisał o tym otwarcie w latach 90 w swoich nieopublikowanych opowiadaniach. Gdzieś jednak stale też o tej sławie  marzył. I chyba zresztą nic w tym dziwnego. Marzenie, by nie zniknąć, by pozostawić ślad, jest immanentną cechą twórców. Po cóż dzielić się sobą i swoim talentem z ludźmi, jak nie po to by nas zapamiętali, by wiedzieli, że byliśmy tacy, a nie inni, że widzieliśmy świat tak, a nie inaczej? Bolesław Prus nie był więc wyjątkiem - on także chciał pozostać w pamięci przyszłych pokoleń i to czyni go również artystą.  

Kobiety kochają neurotyków. Może dlatego też tak chętnie damy otaczały Prusa...

Otaczały, ale też on sam bardzo o te relacje zabiegał.  Ciekawie zresztą bardzo układały się te jego związki z płcią piękną. Kobiety, w każdym razie spora ich część wierzy, że ich miłość może zmienić, naprawić mężczyznę, a Aleksander od samego początku tak właśnie się przedstawiał. Że potrzebuje takiej zmiany, że nikt nigdy dotąd, żadna kobieta nie dała mu tego ciepła i miłości jakiej naprawdę potrzebuje.  Myślę, że naprawdę wierzył w uzdrawiającą moc miłości, choć postrzegał ją dość naiwnie jako bezwarunkową miłość matki. Był sierotą, wychowywanym przez krewnych i to poczucie, że brakuje mu w środku takiego miłosnego rdzenia, absolutnego zachwytu kobiety - matki  bardzo mu doskwierało. Dla kobiet ten głód musiał być jakoś atrakcyjny, bo Aleksander nigdy nie mógł narzekać na brak zainteresowania ze strony pań. Związki jednak mu nie wychodziły. Był trudnym partnerem, po dziecięcemu egoistycznym i w jakimś sensie ślepym na emocje i pragnienia drugiej strony. Widział się w relacji dzieckiem, a to nie był dobry fundament, na którym związek mógłby urosnąć. To kobiety musiały brać zawsze na siebie ciężar wspólnego życia z Aleksandrem. On chciał je podziwiać, zachwycać się nimi, pławić się w ich akceptacji i uwielbieniu wciąż jednak, gdzieś na dnie bał się, że zostanie odtrącony. Trochę tak jak Stanisław Wokulski, bohater Lalki, jeden z wielu literackich wcieleń Aleksandra. 

 

pytała: Kasia Kamińska

zdjęcia: Leszek Talko

 

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X