03.03.2021, 08:45

Katarzyna Hadała - lotnictwo to moja pasja

Zdaję sobie sprawę, że obracanie się w świecie lotnictwa przykleiło mi pewną łatkę, lecz jest też dużo w tym celowości: jestem humanistą, nic nie pilotuję i z fascynacją piszę o lotnictwie. To chyba łamię jakieś schematy - mówi fanka lotnictwa Kasia Hadała.

Mówisz o sobie - nielot, którego pochłonęło lotnictwo…

Katarzyna Hadała: Do świata lotnictwa trafiłam w dużej mierze przez przypadek. Pierwszy tekst o lotnictwie to była relacja z pokazów lotniczych z perspektywy owego “nielota”, widza. Co ciekawe, wtedy pisałam go dla profesjonalnego portalu lotniczego i to się przyjęło. Lotnictwem nie zajmuję się zawodowo, więc może dlatego tak mnie zaciekawiło. Mieszkam na Podkarpaciu, w regionie, o którym nazywa się lotniczy, ponieważ jest tu mnóstwo firm oraz instytucji lotniczych i bogata, prawie wiekowa historia awiacji na tym terenie. W którymś momencie zaczęłam to coraz intensywniej dostrzegać, widziałam, że mamy coś co  można „sprzedać”, pokazać ogółowi społeczeństwa. Zaczęłam eksploatować pewną niszową dziedzinę w powszechnym przekonaniu uznawaną za trudną i nieciekawą i opowiadać o lotnictwie - na swój sposób, „po ludzku” i dla ogółu.

Założyłaś bloga, na którym opisujesz świat lotnictwa. Nosisz odzież i biżuterię lotniczą – pinsy z samolotami, apaszki. Totalna pasja…

I jeszcze śnią mi się samoloty. Dziś coraz częściej śmieję się, że mam po prostu dobry pijar.  Dla mnie samej to duża frajda, a jeśli innym ten outfit się podoba to tylko cieszy i motywuje. Ostatnio ktoś nawet fajnie i trafnie określił tę moją twórczość: lifestyle’owy blog o regionalnym lotnictwie.   

W logo twojego “Lotniczego podkarpackiego” jest samolot Iryda, skąd ten wybór?

To bardzo ważny produkt dla historii tego lotniczego województwa. Jego tradycją było niegdyś budowanie samolotów. A odrzutowa I-22 Iryda w logo bloga wzięła się z sentymentów m.in. tutejszych ludzi do tego polskiego samolotu, który produkowano niegdyś w Mielcu. Zresztą w tym mieście można jeszcze zobaczyć go na ekspozycji, jako pomnik lotniczy. Tu do dziś często mówi się, że PZL I-22 Iryda to nasz niespełniony, podkarpacki sen o pierwszym, supernowoczesnym samolocie szkolnym własnej produkcji. Był doskonalony przez 20 lat (projekt ruszył w 2 połowie lat 70.), ale w 2003 roku zakończono produkcję. Mimo potencjału, niestety w dużej mierze zniszczyła go polityka.

Ulubiona historia związana z lotnictwem?

Ojej! Z dzisiejszej perspektywy to było ich mnóstwo… Ale faktycznie, są takie treści, które do mnie wracają lub przy mnie trwają. Jedną z tych naj- jest na pewno reportaż o pierwszej kontroler ruchu lotniczego w Jasionce. Pani Krysia przepracowała na rzeszowskim lotnisku prawie pół wieku. Pracę zaczynała w latach 70. Kobieta – kontroler, przez długie lata jedyna w regionie, była mimowolnym świadkiem wielu przemian tutejszego portu lotniczego i przepisów lotniczych. “110 schodów na wieżę…” powstawał bardzo długo, ale było warto. Po lekturze jeden z czytelników mi powiedział, że taki tekst popełnia się tylko raz.  

Warty uwagi jest też wpis dotyczący lotnictwa sanitarnego w Sanoku. Przygotowując go rozmawiałam z jedynym żyjącym do dziś mechanikiem, który był jednocześnie pierwszym rezydentem sanockiego lądowiska w Białej Górze – panem Bronisławem Wojnarem. Mężczyzna do dziś mieszka w pobliżu bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku. Pracował tam ponad 35 lat. Często przechadza się w okolicach  miejsca pracy i z rozrzewnieniem wspomina początki – gdy zaczynał, gdy tworzyły się podwaliny sanockiego lotnictwa. Dodatkowo od profesora historii i wielkiego pasjonata lotnictwa udało mi się pozyskać do tej treści archiwalne, wcześniej nigdzie nie publikowane on-line, archiwalne zdjęcia z powstawania sanockiej siedziby. To bezcenne, ponieważ dziś jest już niewielu ludzi, którzy pamiętają początki lotnictwa sanitarnego w Bieszczadach… Niewielu zostało tych, z którymi można o tym porozmawiać. To były odległe czasy i działalność hermetyczna, pionierska – w trudnym, niedostępnym terenie górskim.

Nie mogę też nie wspomnieć o materiale o pierwszej, mieleckiej pilotce. Pani Agnieszka w tym lotnictwie przeszła prawdziwą szkołę życia. Ze względu na zdolności wcześniej niż jej rówieśnicy poszła do szkoły. Lecz gdy na przełomie lat 60./70. aerokluby szukały chętnych do szkoleń – na kurs szybowcowy przyjmowano już szesnastolatków pani Agnieszka mimo chęci nie miała regulaminowego wieku. Zostawiła lotnictwo, zajęła się sportem. Dopiero po studiach, gdy trafiła do WSK PZL Mielec pojawiła się możliwość zrobienia licencji szybowcowej i samolotowej. Trafiła na ciekawe czasy i miejsce. Od razu szkolono ją na An-2, co na tym etapie było chyba pierwszym takim w eksperymentem w Polsce.

Ostatnio to lotnictwo czasów PRL-u wciąga mnie coraz bardziej. Meandry tej branży z czasów socjalizmu są często bardzo trudne do zrozumienia, zrekonstruowania, ale ten proces - syntetyzowania informacji: z książek, od ludzi, ze zdjęć jest najciekawszy - sprawia, że mimowolnie chłonę różne aspekty lotnictwa. Potem prezentuję to w postaci ciekawostkowej, jako próby rozwikłania zagadek przeszłości. Teraz na przykład zgłębiam tajemnicę mieleckiego samolotu z lat 50. PZL M-2, który obecnie stoi jako pomnik w Radomyślu (pow.mielecki). To prototyp, jeden z trzech. Kiedyś miał nr rejestr SP PBA, a od 2010 roku namalowano mu znowu SP PAC. Prawda, że pogmatwane?     

Piszesz też o sprawach współczesnych.

Tak, na przykład o reaktywowaniu produkowanych kiedyś w Mielcu samolotów odrzutowych TS-11 Iskra. Robi to Fundacja Biało-Czerwone Skrzydła. To bardzo pozytywny materiał, bo zużyte samoloty – dostają drugie życie, lecz nie jako pomniki, tylko w pełni sprawne latające maszyny. W Mielcu ta Fundacja ma bazę tych dziś niemal kultowych i ogromnie ważnych dla lokalnych mieszkańców polskich odrzutowców.  

Tematyka kobiet w lotnictwie to także twój konik? Czy to wciąż myśl przyszłości?

Ten “konik” też przylgnął do mnie przypadkowo. Kiedyś zostałam zaproszona do moderowania debaty na ten temat. Potem, zainspirowana dyskusją założyłam grupę na Facebooku i tak zgromadziło się tam prawie 2000 osób. Początkowo niektórzy chyba nie zrozumieli mojego zamysłu – idei stworzenia społeczności o kobietach w lotnictwie i dla nich, które – co podkreślam – pracują zawodowo w tej dziedzinie lub interesują się nim, a nie tylko pozują... 

Nie demonizowałabym, że kobiety w lotnictwie to “myśl przyszłości”... Nie aż tak. Aczkolwiek na pewno jest ich zdecydowanie mniej niż mężczyzn i racjonalnie patrząc uważam, że długo jeszcze tak pozostanie. Kobiet w zawodowym lotnictwie będzie przybywać, bo mają coraz więcej odwagi, by przełamywać stereotypy, ale dysproporcja rodzajowa będzie nadal duża. Składa się na to wiele czynników: egzystencjalnych, narodowościowych, mentalnych i in.

A co z samolotami pasażerskimi - tymi wielkimi, którymi latamy turystycznie. Jakoś mało informacji na ten temat u Ciebie na blogu…

Ponieważ tematem mojego bloga nie są samoloty, tylko regionalne lotnictwo. W tym oczywiście zawsze pojawia się temat samolotów, ale głównie tych mających jakiś związek z regionem, który przecież przez lata szczycił się produkcją samolotów. Pasażerskie, liniowe co prawda nie są tutaj produkowane, ale np. części do nich już tak. Na przykład w Rzeszowie powstają elementy do silników takich gigantów jak Bombardier, Embraer, Boeing czy Airbus.

Lubisz latać?

Bo “pod niebem jest pięknie tak” - jak śpiewał Rynkowski. Kiedyś twierdziłam, że aby nauczyć się latać, najpierw trzeba nauczyć się spadać, więc… Skoczyłam ze spadochronem z tych kilku tysięcy metrów. Fantastyczne przeżycie. Teraz czasem bywam wdzięcznym pasażerem.

Zdaję sobie sprawę, że obracanie się w świecie lotnictwa przykleiło mi pewną łatkę, lecz jest też dużo w tym celowości: jestem humanistą, nic nie pilotuję i z fascynacją piszę o lotnictwie. To chyba łamię jakieś schematy. A to zwraca uwagę. Dowodem tego jest choćby nasza rozmowa. Ty sama zresztą również pisząc do mnie założyłaś, że jestem pilotką.

Niestety brutalna prawda jest też taka, że zmaterializowanie tej pasji jest piękne, ale też kosztowne. To jak skarbonka bez dna, a jeśli staje się twoim zawodem, to często przestaje pasjonować. Na co dzień pracuję w ośrodku lotniczym, gdzie mam styczność z różnymi pilotami – różnych statków powietrznych i w różnym wieku, a także adeptami tej sztuki.  Z rozmów z nimi wiem, że nie wszystko złoto, co się świeci. Dlatego do tematu pilotowania czegokolwiek podchodzę raczej pragmatycznie.  

Katarzyna Hadała – autorka bloga „Lotnicze podkarpackie”. Blogerka jest absolwentką filologii polskiej i dziennikarstwa. Edukowała się też w zakresie marketingu internetowego. Współpracowała m.in. z Polskim Radiem Rzeszów (gdzie współtworzyła popularnonaukowy format radiowy “Radiolatorium”), portalem lotniczym aviation24.pl i z Fundacją Rzeszowską. Zajmowała się również marketingiem instytucji publicznej związanej z naukami technicznymi, konferansjerką wydarzeń popularnonaukowych i kulturalnych. Jest też autorką publikacji o dawnych rzeszowskich kinach pt. „Kino, którego nie ma”. 

Rozmawiała: Kasia Kamińska

Foto: WOJCIECH TURBAK © 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X