02.06.2020, 08:38

Jej wysokość Małgorzata Zajączkowska

O "obcinaniu facetom jaj", selfie z Woody Allenem, trudnej sztuce bycia sobą i kaszy jaglanej rozmawiamy z aktorką, reżyserką i pedagogiem…

przed Państwem…

Jej Wysokość, której udało się uniknąć Strzałów na Broadwayu: Małgorzata Zajączkowska.

 

 

 

Można zaistnieć w polskim show-biznesie, bywając na bankietach i lansując się w kolorowej prasie?

Małgorzata Zajączkowska: Z mojego doświadczenia wynika, że na przyjęciach, jeśli chodzi o zawodowe sprawy – bardzo mało można załatwić. Głowy reżyserów, producentów są wtedy zajęte czymś innym. Jak wiadomo są celebryci i aktorzy. Żyjemy w rzeczywistości, w jakiej żyjemy i nawet profesjonalni aktorzy muszą ze względu na zobowiązania promocyjne pokazywać się czasem na przyjęciach. Grając w serialach stajemy się bardzo popularni.

I prasa za wami goni, a celebryci gonią za prasą – taka różnica.;-). A jak już idziesz na przyjęcie – czy wyjściu towarzyszy myśl…. Jak się ubrać, by nie trafić do rubryki typu „jak oni się ubrali”?

Mam wielkie szczęście, że zaczynałam swoją karierę, jak jeszcze nie było tego całego celebryctwa i inne rzeczy były cenione. Obecnie mam 60 lat i mi „dynda”, co o mnie napiszą. Jeśli idę na przyjęcie to myślę, o tym, żeby po prostu dobrze wyglądać.

W sumie może Ci też to „dyndać”, bo masz świetną figurę i co włożysz, to dobrze wyglądasz. Co jadać, by TAK wyglądać?

Kaszę jaglaną. Gotuję ją w dużych ilościach, potem zjadam doprawiając różnymi smakami oliw albo imbirem.

Przez wiele lat byłaś gwiazdą w Stanach Zjednoczonych. Wciąż głośno jest o dyskryminacji i seksizmie w Hollywood. Meryl Streep, jedna z największych gwiazd filmowych, przyznała, że zarabia mniej niż mężczyźni. Co Ty na to?

Problem polega na tym, że nie wiem, ile zarabiają moi koledzy, bo o tym się nie rozmawia. Co do seksizmu, to on jest i będzie, bo mamy go w genach. Kobiety z jednej strony rosną w siłę i niezależność. Z drugiej chcą, by mężczyźni byli jak ich dziadkowie (eleganccy, odpowiedzialni, szanujący rodzinę). Zapominamy jednak, że nasze prababcie siedziały w domu i się opiekowały rodziną. Łączymy marzenia z sytuacją, w której „obcinamy facetom jaja ze względu na naszą niezależność”. Mężczyźni boją się współczesnych kobiet. Wszyscy jesteśmy pogubieni w swoich „rolach”. Żyjemy w czasach rewolucyjnych i niełatwych.

Czy potrafisz się przyjaźnić zawodowo z kobietami?

Tak, mam kilka przyjaciółek aktorek i bardzo się wspieramy. Z Marysią Mamoną, Anką Romantowską i Lilianą Komorowską – znamy się od dawna, cenimy zawodowo i nigdy nie startowałyśmy do tych samych ról.

Spotkałaś kiedyś aktorkę, o której pomyślałaś: „To jest DAMA”.

(Małgosia długo się zastanawia.) Trudne pytanie, bo kim jest dama… Dama zna zasady, a jeśli od nich odchodzi, to świadomie. Można być damą, choć urodziło się bez papierów/pochodzenia, a nie być nią mając rodowód. Z zagranicznych aktorek przychodzi mi na myśl Glenn Close, a z polskich dwie Maje… Komorowska i Ostaszewska. To damy i szalone artystki.

Jesteś jedyną polską aktorką, która zagrała u Woody Allena. Pewnie już tysiące razy odpowiadałaś na to pytanie, ale i ja muszę zapytać. Jaki ON jest?…

Na planie jest bardzo spokojny i skupiony. Porozumiewa się głównie poprzez swojego operatora lub inną osobę ze swojego „dworu”. Pracuje z tą samą ekipą od lat, co powoduje, że porozumiewają się jak delfiny – bez słów. Grają do jednej bramki, czyli żeby Woody był zadowolony. On jest jak król i każdy aktor marzy, by u niego zagrać. Wielu wielkich aktorów znika z jego filmów w czasie montażu, bo właśnie tam powstaje ostateczny kształt jego obrazów. Żałuję, że nie zrobiłam sobie z nim zdjęcia, ale za to podpisał mi książkę (śmiech).

Za co kobiety tak kochają jego filmy?

Jest neurotyczny, inteligentny i ma rzadką cechę wśród mężczyzn – poczucie humoru. Chciałabym iść z nim na kolację, ale jest tak egocentryczny, że na bezludną wyspę już bym z nim nie pojechała.

Który jego film lubisz najbardziej?

Ten, w którym zagrałam: „Strzały na Broadwayu”. Opowiada o środowisku aktorów oraz ich dylematach z dużym dystansem i poczuciem humoru. Nawet mówi z miłością o gangsterach, którzy kochają teatr. Natomiast z ostatnich filmów najbardziej zaskoczył mnie „Vicky Christina Barcelona” – ze względu na znakomitą obserwację natury kobiet. Głębokość, z jaką „czuje” kobiety.

Jaka rola, którą zagrałaś, nauczyła Cię czegoś nowego?

Rola Nory w filmie „Noc Walpurgi”. Dała mi większą pewność siebie i nauczyłam się nie przejmować wszystkim, co się dzieje dokoła, na co nie mam wpływu.

Pewnie masz do czynienia z wieloma zazdrosnymi osobnikami…

Rozróżniam zazdrość i zawiść. Ta druga jest niszcząca i kosztuje wiele energii. W rezultacie sami sobie obcinamy skrzydła, bo poświęcamy czas temu, czego nie chcemy. Zazdrość jest bardzo fajnym i budującym uczuciem. Zazdroszczę, czyli też chcę. To motywuje – widzę, że koleżanka schudła, więc myślę „muszę się wziąć za siebie, by też dobrze wyglądać”.

Reżyserowałaś spektakl w Teatrze Wielkim, gdzie na scenie przewinęło się ok. 250 osób… w tym młodych ludzi, często amatorów.

Najtrudniej było „opanować emocje” tych młodych ludzi, by zapomnieli o tym, że koledzy, którzy są obok, którzy ich obejrzą, mogą ocenić ich w sposób negatywny. Najtrudniej było spowodować, by otworzyli się i pokazali swoje prawdziwe ja. Zapomnieli o codzienności, o tym jak bardzo jesteśmy zaszufladkowani, co powoduje, że zachowujemy się w sposób bardzo szablonowy.

Poruszamy się po bezpiecznych rewirach, bo tak jest bezpiecznej.

Tak, wydajemy też szablonowe opinie na temat innych, bo to też jest bezpieczne. Nikt nas wtedy nie zaatakuje i spokojnie zlejemy się z tłumem.

To, dlaczego w takim razie, tak kochamy ludzi oryginalnych. Osobowości…

Wszyscy chcą być inni, ale nie wszyscy mają tyle odwagi, by się nimi stać. Ludzie mają w sobie tę inność, ale tak bezpiecznie idą przez życie, że się nie realizują. Pamiętajmy o tym, że strach jest najgorszym doradcą.

Kolejny szablon, że „wszyscy jesteśmy otwarci”...

Jakiś czas temu prowadziłam warsztaty w kilku korporacjach. Brały w nich udział kobiety – wszystkie zadbane i fajne. I nagle jest ćwiczenie, żeby przed grupą powiedzieć, „co mam w sobie fajnego”. Żadna z nich nie potraktowała siebie na serio, by z pełną wiarą powiedzieć, co w sobie lubi. Większość mówiła chowając się za żart: „słyszałam, że mam ładne to i to”.

A Ty co w sobie lubisz?

Swój nos, ale nie pytaj, dlaczego, bo nie wiem. (Śmiech.)

A tak na poważnie. W Polsce większość osób jest wyedukowana przez różne poradniki, które uczą, jak się zachować. Pewnie dlatego nie umiemy zareagować spontanicznie...

Tak i przez to nie nawiążemy z drugim człowiekiem dobrego kontaktu, bo mamy w sobie „mechanikę”. Jesteśmy często szablonowi, otrzymujemy szablonowe pytania i odpowiedzi – to powoduje, że z rozmowy nic nie wynika. Jest to tzw. small talk.

 

Rozmawiała: Katarzyna Kamińska

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X