20.07.2017, 11:45

Japonia – miasto żywych i umarłych

Japonia to niezwykła różnorodność architektoniczna. Co ciekawe, nie ma tu łagodnych przejść pomiędzy stylami, epokami etc, ale widać tu spory skok pomiędzy architekturą starodawną, tradycyjną a bardzo nowoczesną. Niewątpliwie do takich starodawnych miast zaliczyć można Kioto czy Kanazawa a o 180 stopni innym od nich Tokio – nowoczesnym, rozświetlonym reklamami.

W każdym mieście niewątpliwie najwięcej i w tym samym stylu jest świątyń. W samym Kioto jest ich około 1400. W przypadku świątyń raczej trudno mówić o nowoczesności, bowiem wszystkie budowane są w tym samym stylu. Różnić je może co najwyżej budulec, z którego powstały, wielkość, ale nie styl. Przy świątyniach znaleźć można setki straganów z amuletami na szczęście. Niektóre z nich właściwe są tylko dla pojedynczych świątyń, jak choćby jelonki na wyspie Mijajima. Część zaś można spotkać wszędzie, choć różni je wykonanie i wygląd. Przed każdą ze świątyń są dwa punkty, przy których wierni mogą się oczyścić. Jeden z nich to sporej wielkości prostokątne naczynie napełnione wodą, przy którym leżą cedzakowe łyżki do obmywania rąk i twarzy. Kolejnym zaś miejscem jest wielka kadzielnica, w której palone są kadzidełka w różnych intencjach, zaś dym z nich się unoszący wierni zagarniają na siebie, ma on bowiem właściwości i oczyszczające, i niosące energię. Przy każdej świątyni jest miejsce na zawieszenie drewnianych tabliczek, na których wypisuje się swoje modlitwy, życzenia czy prośby. Jest i drugie miejsce – na którym wiąże się kartki z kupionymi życzeniami. Jest jeszcze jedna niesamowita rzecz przy świątyniach, a mianowicie cmentarze tzw. wodnych dzieci, tzw. Mizuko. To dzieci, które się nie narodziły, ale nieważny jest powód ich nienarodzenia się, bowiem każde nienarodzone życie jest ważne. Tu zatem stawiają małe pomniki dzieciom nienarodzonym wskutek aborcji czy poronionym. Być może ma to również swoje uzasadnienie w tym, że wiek ludzi liczy się tam od poczęcia, nie od urodzenia. Figurki są poubierane w czapeczki robione na szydełku i swego rodzaju kubraczki. Wszystkie są bardzo kolorowe. Przy każdej z figurek stoi wiatraczek, taki jak możemy pamiętać z naszego dzieciństwa.

W Kioto czy w Kanazwie na każdym kroku spotkać można tradycyjne drewniane domy, które wielu z nas może pamiętać ze świetnego filmu pt. „Wyznania Gejszy”. To właśnie w Kioto wieczorową porą można „upolować” prawdziwą Maiko, czyli uczennicę na Gejszę, przemykająca wśród tradycyjnej zabudowy, co zwiedzanie czyni bardziej klimatycznym, wręcz filmowym odczuwaniem. Większość domów jest niewielka, ale na pewno obowiązkowo musi pomieścić nawet mikroskopijnych rozmiarów ogródek. Przed wieloma z nich można spotkać figurki Tanuki, który ma zapewnić dobrobyt i szczęście. Jego największą cechą charakterystyczną są duże jądra.

Przy wielu restauracjach czy sklepach wiszą tak znane nam z filmów i zdjęć białe i czerwone papierowe lampiony. Szczególnie wieczorem stwarzają one niepowtarzalny klimat – trochę minionej opoki, trochę filmowy, na pewno magiczny.

Ponieważ Japonia jest krajem niewielkim w stosunku do posiadanej ludności (powierzchnia: 377 944 km², ludność: 127,3 miliona /2013/, dla porównania: Polska powierznia: 312 679 km², ludność: 38,53 miliona /2013/), budują wąsko i ciasno. Nikt się specjalnie nie przejmuje tym, że okna jednego budynku wychodzą na ścianę innego, zaś odległość pomiędzy nimi jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Ponadto, z uwagi na oszczędność miejsca, mieszkania Japończyków są raczej niewielkich rozmiarów. Kuchnia symboliczna, bowiem stołują się głównie na mieście, a reszta taka, by móc żyć.

Ten sposób budowania najbardziej widoczny jest w Tokio, stolicy Japonii. To niewątpliwie miasto inne od wszystkich. Spektakularnie kolorowe i głośne. Na budynkach doinstalowane są wielkie telebimy, na których prezentowane są reklamy dosłownie wszystkiego – bielizny, butów, filmów etc. A wszystkie z głosem, więc nie tylko przemawia do nas kolor i obraz, ale być może w głównej mierze dźwięk dochodzący zewsząd. To istna kakofonia. To miejsce na pewno nie dla wszystkich – tłoczno, głośno i kolorowo, jakże inaczej od spokojnego Kioto, Kanazawy czy Hiroszimy.

Zawitaliśmy też do Hiroszimy, miasta historycznego, naznaczonego niebywałą tragedią. Po tamtych wydarzeniach pozostały pomniki i origami stworzone przez dzieci na cześć dziesięcioletniej dziewczynki, która po zrzuceniu bomby atomowej zachorowała na białaczkę. Wierzyła, że tworząc żurawie origami wyprosi dla siebie zdrowie a dla świata pokój. Niestety, umarła przy 644 tworzonym żurawiu, resztę dorobili jej koledzy i koleżanki z klasy. Pozostał też budynek ruina. Nigdy nie odbudowany, a jedynie podtrzymywany w takim stanie, jaki pozostał po bombie. Poza tym całe miasto odbudowano i nie widać tam śladów dramatu sprzed lat.

Niezwykle ciekawym zjawiskiem są cmentarze. Pewnie dlatego, że ciała umarłych są kremowane, to i cmentarze, jak budynki mieszkalne wtłoczone są wszędzie, gdzie znajdzie się kawałek pustego miejsca. Można je zatem spotkać wszędzie - pomiędzy budynkami, niewielkie, wyglądające wręcz jak przydomowe cmentarzyki, choć takimi nie są. Częściej jednak są to cmentarze podobne wielkością do nam znanych, choć nagrobki są zupełnie inne. Po pierwsze, same groby są mniejsze, gdyż niepotrzebne są trumny a jedynie urny. Po drugie, pomniki na grobach są dość podobne – na ogół to smukłe prostopadłościany, z przodu posiadające symetrycznie umieszczone wazony na wiązanki gałązek cedrowych. Na grobach, co ciekawe, zostawia się nie tak jak u nas kwiaty czy znicze, ale kładzie się pomarańcze, mandarynki, otwarte puszki z piwem, pieniądze (monety) i wiązanki z gałązek. Największa i najstarsza, a jednocześnie czynna japońska nekropolia Okunoin mieści się w Koyasan. Ten niezwykły kompleks świątynno - cmentarny oraz miejscowość Koya powstały w latach 819 – 826 n.e. Na wzgórzach Koyasan poza wspomnianym cmentarzem znajduje się wiele świątyń oraz klasztorów, w których żyją wg surowych zasad buddyjscy mnisi. Tam też turysta chcący się zatrzymać w jednym z nich, musi przestrzegać surowych zasad, takich choćby jak zmiana obuwia przy wejściu do toalety, czy jadalni.

I na koniec tej opowieści o miastach rzecz warta uwagi, której tak mi osobiście brakuje tu, w Polsce – wszędzie otwarte witryny sklepowe. Można odnieść wrażenie, że sklepu wychodzą na ulice zachęcając nas swoimi barwnymi produktami – od klasycznych pamiątek po kosmetyki. Dla jednych być może wygląda to jarmarcznie, ale ja osobiście lubię ten element tak bliskiego kontaktu sprzedawcy z kupującym, klienta z towarem. To zaproszenie, byśmy weszli dalej, głębiej, zanurzając się w ten kolorowy i arcyciekawy świat kupowali, kupowali i kupowali…

Zdjęcia/tekst: Katarzyna Krauss

 

Galeria:

Japonia – miasta żywych i umarłych
Japonia – miasta żywych i umarłych
Japonia – miasta żywych i umarłych
Japonia – miasta żywych i umarłych
Japonia – miasta żywych i umarłych
 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X