10.08.2020, 08:45

Jak żyje współczesna arystokratka?

Moja matka pochodzi z rodziny Czartoryskich. Ja urodziłam się i wychowałam w Paryżu, a mój ojciec był Francuzem. Mimo to mój dom był bardzo polski, mówiliśmy w nim po polsku i kultywowaliśmy polskie tradycje - mówi Barbara Caillot.

 

Pochodzi Pani z rodziny książęcej. Czy miało to wpływ na Pani życie?

BARBARA CAILLOT: Moja matka pochodzi z rodziny Czartoryskich. Ja urodziłam się i wychowałam w Paryżu, a mój ojciec był Francuzem. Mimo to mój dom był bardzo polski, mówiliśmy w nim po polsku i kultywowaliśmy polskie tradycje.

Takie pochodzenie to wyróżnienie czy obciążenie?

Hmm… (długie milczenie). Wydaje mi się, że to zobowiązanie, zgodnie z powiedzeniem: szlachectwo zobowiązuje, czyli należy pielęgnować historię i tradycję. Zresztą nie jest to tylko zadanie arystokracji, ale nas wszystkich.

Dzieciństwo, młodość spędzała Pani też w domu dziadków w Zakopanem.

To był kompletnie inny świat niż paryski, bo w Polsce panował komunizm. Dziadków zapamiętałam, jako postacie wyjęte z innej epoki. Wszystko stracili. Pomimo tego dziadunio, zawsze w kapeluszu i z laską, nosił jeszcze buty ręcznie robione przed wojną we Lwowie, o które dbał i każdego wieczoru wkładał na prawidła.

Dużo opowiadali o historii i dawnych czasach: o swoim licznym rodzeństwie, szacunku do ziemi, majątków i lasów. Dziadunio był doktorem nauk przyrodniczych, znał każde drzewko i nazwy ptaków, roślin po łacinie, i znał Tatry jak własną kieszeń. Do dziś okoliczni górale z sympatią wspominają naszą rodzinę.

Teraz, po latach, wróciła pani do domu dziadków w Zakopanem.

10 lat temu udało mi się odkupić ten dom, który był zbudowany przez moich dziadków, z pomocą moich rodziców. Jest cały z drewna, kryty gontem, mam z niego piękny widok na Giewont, a obok płynie potok. Panuje w nim artystyczna atmosfera, bo kiedy dziadkowie go sprzedali, zamieszkali w nim aktorzy z teatru Witkacego. Co ciekawe, potem dom należał do Kościeliska i było w nim przedszkole. Kiedy trafił do mnie, było w nim pełno małych wieszaków i krzesełek.

Jakie skarby – pamiątki rodzinne zachowały się po nich?

Moi dziadkowie stracili wszystko, co mieli. Znaleźli się po wojnie z 3 dzieci i paroma walizkami, bez mebli i żadnego majątku. Resztę drobnej biżuterii sprzedali, by mieć z czego żyć.

Do dziś mamy po nich kilka książek, obrazków i albumy fotograficzne.

Jak wygląda dziś życie arystokratów, co was wyróżnia?

Należymy do Związku Czartoryskich. Raz w roku spotykamy się w czasie wakacji na Mazurach, a w Święta na opłatku. W Karnawale organizujemy bal, na którym spotykają się wszystkie pokolenia.

Pani nie wchodzi tak głęboko w ten świat…

Lubię jak jest mieszane towarzystwo: artystyczne, naukowe, francuskie, polskie, itd.... Zresztą to zamknięcie arystokracji na innych to stereotyp.

Jak wychowywała Pani swoje dzieci, co było najważniejsze, by im przekazać?

Najbardziej charakterystyczne jest to, że moje dzieci mają rodzinne imiona. Witold, Konstanty, Roman, Thekla. To zestawienie imion jest w rodzinie od pokoleń. Zawsze powtarzam swoim dzieciom, że najważniejszy jest szacunek, ważna jest historia i pamiętanie o przodkach.

Dlatego założyła Pani (z Aleksandrą Karkowską) wydawnictwo, gdzie kultywujecie historię.

Naszym flagowym projektem jest zeszyt „Babciu, dziadku opowiedz mi”. Często prowadzimy na jego podstawie warsztaty w szkołach, gdzie opowiadamy, że nie ważne jest pochodzenie, ale to, co się z niego wyciąga i pielęgnuje. To buduje tożsamość i pozwala mocno chodzić po ziemi.

Dla mnie ważny jest przekaz międzypokoleniowy różnych środowisk. Te historie rodzinne w skali mikro: ziemiaństwa, mieszczaństwa czy środowisk wiejskich tworzą naszą dużą historię.

Wydała Pani też historię swoich dziadków: Adama i Jadwigi Czartoryskich: fotografie i wspomnienia.

Przez trzy lata archiwizowałam ich pamiętniki, listy, zdjęcia. Bardzo zależało mi, żeby pokazać ich takimi, jacy byli, czyli zwykłymi ludźmi. Nie tak, jak w filmach czasem pokazuje się arystokrację, czyli niedostępne osoby, ale ludzi, którzy mieli zwykłe życie, radości i smutki. Nakład książki już jest wyczerpany, ale można obejrzeć film (link).

Na koniec zapytam o modę. Jaki styl Pani preferuje. Czy istnieje jakiś dress code: jak powinna się ubrać arystokratka na rodzinny zjazd?

(Śmiech!) Mam skrzywione spojrzenie na ten temat, bo pół życia spędziłam w Paryżu, więc ze stylem arystokratki nie mam dużo wspólnego. Kocham paryską modę i lubię kupować tam ubrania, jak uda mi się trafić na przeceny, to robię zapasy. Kupuję też u młodych, polskich projektantów w Łodzi. Najważniejsze dla mnie, żeby ubranie było poza tym, że ładne, to wygodne. Muszę się w nim dobrze czuć. Lubię być tak ubraną, by w stroju chodzić od rana do wieczora: iść w nim na targ, przejść się do parku, a wieczorem udać się na małą kolacyjkę. W szafie mam głównie długie sukienki. Często też szyję sobie ubrania. Ostatnio byłam w Afryce, skąd przywiozłam ładny materiał, z którego krawcowa w Zakopanym uszyła mi sukienkę.

Barbara Caillot jest współautorką książki "Marsz marsz Batory", o której piszemy tu Batory to nasz Titanic

Rozmawiała: Katarzyna Krauss

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X