03.11.2021, 08:45

Jak zadbać o zdrowie emocjonalne i kondycję psychiczną w pandemii?

O nowych metodach pomocy dla osób w kryzysie rozmawiam z Katarzyną Szczerbowską – rzeczniczką Biura do spraw pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, osobą z doświadczeniem kryzysu psychicznego.

„Ludzie tracą pracę, a wraz z nią źródło utrzymania rodziny i poczucie bezpieczeństwa.”

Przemysław Krajewski: - Rozmawiamy w tym pandemicznym czasie, którego skutki dotykają nas wszystkich. Jaki on ma wpływ na nasze zdrowie, samopoczucie, higienę psychiczną? Jak to wygląda z Pani punktu widzenia?

Katarzyna Szczerbowska: Znaleźliśmy się trochę w sztucznej sytuacji, skazani na izolowanie się od innych w trosce o ich i swoje bezpieczeństwo. Musimy się podporządkować zarządzeniom, które mają sprawić, żebyśmy nie chorowali. Do niedawna były zamknięte centra handlowe, kawiarnie, siłownie, nie wiedzieliśmy, kiedy będziemy mogli wrócić do pracy, ani w ogóle – czy będziemy mieli pracę… Martwimy się też o dzieci, jak odbiła się na nich nauka zdalnie, jak przeżyją powrót do szkoły. W niektórych szkołach trzeba nosić przez cały dzień maseczki. Zresztą te maseczki, w autobusach czy w sklepach… nie mogę się do tego kompletnie przyzwyczaić. Mam wrażenie, że oglądam film, to jest tak nierzeczywiste…

Czy jest to chwilą, tymczasowym stanem, który się wkrótce skończy tak, jak film? Tego nie wiemy…

To jest już pewne – nasze życie się zmienia. Doświadczamy skutków zamknięcia, izolacji. Wielu z nas w niepotykanej dotąd skali musiało skonfrontować się z rodziną, którą zwykle spotykało się wieczorem, po pracy… Nagle wszyscy musieli bez przerwy być razem, co mogło być okazją do nabrzmienia trudności, sporów, zderzenia innych wizji związku, nie mówiąc już o konieczności dopasowania się do warunków pandemii – podzielenia się przestrzenią z szacunkiem dla innych ludzi w domu, dla ich potrzeb. Zdarzają się też tragedie. Moja znajoma pracująca wśród ludzi, przyniosła do domu COVID-19, na który zmarła mieszkająca z nią babcia. Ludzie tracą pracę, a wraz z nią źródło utrzymania rodziny i poczucie bezpieczeństwa. Pandemia przynosi też rzeczy, które może warto docenić. Na przykład to, że mamy mniej bodźców niż normalnie. Nikt już na nas nie napiera ciałem w kolejce w sklepie, ludzie się nie tłoczą w komunikacji. Wolą poczekać chwilę na kolejny tramwaj niż wejść do tego, w którym jest dużo pasażerów. Dotychczas spotykaliśmy się na siłowniach, na koncertach, w restauracji i nagle te wszystkie miejsca, w których można było pobyć wśród ludzi przestały być dostępne. To pozwala docenić obecność innych, to że nawzajem się potrzebujemy. Przez doświadczenia związane z pandemią staliśmy się bardziej wewnętrzni, zaczęliśmy dostrzegać swoje potrzeby duchowe, poczuliśmy potrzebę zadbania o jakość życia nie w sensie materialnym opartym na gromadzeniu dóbr, ale kolekcjonowaniu pięknych chwil. Zadaliśmy sobie pytanie jak żyć, bo na niespotykaną skalę zdaliśmy sobie sprawę ze swojej kruchości. Wielu z nas jednak ciężko znosi życie pod presją COVID-19 i zaczęło cierpieć na bezsenność, ataki lęku, doświadczać depresji.

„Nasza mapa ma wiele białych plam, gdzie dostęp do specjalistów jest bardzo utrudniony.”

Jeśli więc poczujemy się wewnętrznie gorzej albo widzimy zmianę w zachowaniu naszego przyjaciela, partnera, co mamy robić? Gdzie szukać skutecznej pomocy? Czy szpital jest jedynym adresem pod który możemy się udać?

Objawów kryzysu psychicznego jest wiele. Na przykład: poważny, przedłużający się smutek uniemożliwiający funkcjonowanie, skoki nastroju, trudności z panowaniem nad emocjami, problemy ze snem, podejmowanie ryzykownych zachowań albo wchodzenie w relacje z ludźmi, którzy nas niszczą. Psychiatrzy mówią, że niepokojąca jest każda duża zmiana w zachowaniu lub stylu życia. Jeśli widzimy coś takiego u bliskich, powinno nas to zaniepokoić. Skłonić do rozmowy o tym, co się dzieje. Od kilku lat działam na rzecz osób doświadczających kryzysu psychicznego. Często ludzie pytają, gdzie szukać wsparcia. Z każdym problemem zdrowotnym, a załamania psychiczne do nich należą, można zgłosić się do lekarza pierwszego kontaktu, ale on nie zawsze będzie mógł pomóc. Wtedy zostają nam centra interwencji kryzysowej, ale te działają w dużych miastach. Możemy też zgłosić się do Poradni Zdrowia Psychicznego, gdzie niestety możemy zderzyć się z koniecznością wielomiesięcznego oczekiwania na wizytę u specjalisty. Rozwiązaniem są Centra Zdrowia Psychicznego. Kiedy pisze do mnie ktoś, kto prosi o pomoc, pytam od razu, gdzie mieszka. Jeśli na terenie, na którym działa któreś z Centrów Zdrowia Psychicznego – oddycham z ulgą… Wsparcie tam jest natychmiastowe i bezpłatne. Wystarczy przyjść. Dotyczy to również osób nieubezpieczonych. Zgodnie z ustawą o osobach doświadczających kryzysu psychicznego osoby nieubezpieczone mają nie tylko prawo do bezpłatnej pomocy w ramach ochrony zdrowia, ale też do refundowanych leków. W punkcie zgłoszeniowo koordynacyjnym, który jest sercem tego miejsca, z osobą zgłaszającą się po pomoc porozmawia psycholog. Zapyta o to, co niepokojącego się dzieje, ale też o styl życia, o jakość snu, bo to jego zaburzenia są częstym objawem załamania zdrowia psychicznego. Rozmowa służy opracowaniu wstępnego planu leczenia, który potem może ulec modyfikacji w odpowiedzi na dynamikę kryzysu, tak, by jak najlepiej podążać za potrzebami pacjenta Jeśli przypadek osoby zgłaszającej się po wsparcie zostanie uznany za pilny, musi ono wystartować nie później niż w ciągu 72 godzin, często jednak startuje wcześniej, bo prosto z tego punktu zgłoszeniowo koordynacyjnego możemy trafić do gabinetu lekarskiego, albo – jeżeli sytuacja tego wymaga – na całodobowy oddział. Centrum ma poradnię zdrowia psychicznego, gdzie można regularnie spotykać się z psychiatrą. Wśród proponowanych form wsparcia jest terapia indywidualna albo grupowa, konsultacje z psychologiem. To miejsce pozwala otoczyć pacjenta rozbudowaną opieką. Osoba z zespołu leczenia środowiskowego może umówić się z pacjentem na przykład na ławce albo w kawiarni, działając w sposób bardzo elastyczny, dostosowany do potrzeb pacjenta, do skali jego kryzysu. Centra Zdrowia Psychicznego działają od 2018 roku. Mamy ich na razie 33, dostęp do ich wsparcia ma 12% mieszkańców Polski. Dodam, że w czasie pandemii centra działały normalnie, gdy na przykład część poradni zdrowia psychicznego nie przyjmowała pacjentów pierwszorazowych, uzasadniając to tym, że pierwsza konsultacja wymaga osobistego kontaktu, a one postanowiły oprzeć się wyłącznie na teleporadach. Tłumaczono, że kontakt telefoniczny nie wystarcza w takim przypadku, bo ważne, żeby lekarz mógł zobaczyć pacjenta, jego sposób patrzenia, język ciała. Kontakt osobisty jest cenny, ale przecież warunki, w których się znaleźliśmy, wymagały niestandardowych działań. W centrach nie było problemu, można było do nich przyjść.

Wspomniał pan o szpitalu, warto wiedzieć, że nakłady na psychiatrię w 70 procentach idą na szpitale psychiatryczne, z których korzysta 20% pacjentów. Czyli 80% osób potrzebujących pomocy dostaje tę pomoc z 30% wydatków na psychiatrię. Co oznacza, że wielu z nas po prostu nie ma do niej dostępu. Jest jeszcze w miarę dobrze w Warszawie, Gdańsku, Krakowie czy Wrocławiu – w dużych miastach. Ludzie, którzy mieszkają na wsi i w małych miasteczkach bywają wykluczeni. Nasza mapa ma wiele białych plam, gdzie dostęp do specjalistów jest bardzo utrudniony. Niezwykle ważne jest takie finansowe zasilenie psychiatrii, żeby mogło rozwijać się leczenie środowiskowe, takie, jakie proponują Centra Zdrowia Psychicznego. Pozwala ono nie tylko opanować objawy choroby, ale też wrócić człowiekowi, który doświadczył kryzysu do pełnego korzystania z życia – do samodzielności, stanowienia o sobie, roli matki, przyjaciela. Wrócić do pracy, która ma ogromną terapeutyczną moc, bo pozwala nadawać sens życiu, rozwijać swoje mocne strony, budować poczucie własnej wartości, skupiać się na zadaniach, a nie czarnych myślach. Freud definiował zdrowie psychiczne, że to pracować i kochać. Czyli spełniać się i tworzyć szczęśliwe relacje. Ludziom po kryzysie bywa potrzebna psychoterapia, pomoc w szukaniu pracy, edukacja, jak o siebie zadbać, żeby kryzys nie nawracał. Taką pomoc można dostać w Centrum Zdrowia Psychicznego. Tu wsparciem otaczany jest nie tylko pacjent ale też jego rodzina. W wielu centrach są spotkania dla rodzin, na których można dowiedzieć się, jaka jest istota kryzysu, jak pomagać, jak w tym pomaganiu zadbać o siebie.

Czemu zatem tych centrów jest tylko 33? Przecież ci politycy, którzy o tym decydują, na pewno mają, mieli w rodzinie kogoś chorego. Statystyki są nieubłagane…

Reforma w Polsce wprowadzana jest stopniowo z myślą o dobru pacjentów i z troską o przygotowanie pod nią jak najlepszego gruntu. Włącza się w nią miejsca, które mogą zapewnić wszystkie wymagane formy wsparcia. Centra powstają więc na razie w ramach pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, w którym opisano zasady ich działania. Pilotaż pozwala przetestować pewne rozwiązania tak, żeby je udoskonalać wraz z rozwojem tej transformacji. A statystyki dotyczące załamań zdrowia psychicznego są rzeczywiści nieubłagane. Szacuje się, że w Polsce 2 miliony ludzi mierzy się z depresją, 800 tysięcy z chorobą afektywną dwubiegunową, 400 tysięcy ze schizofrenią, a jest jeszcze wiele innych zaburzeń zdrowia psychicznego, jak zaburzenia odżywiania, osobowości, stany lękowe, nerwice. Z badań EZOP (Epidemiologia Zaburzeń Psychiatrycznych i Dostępność Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej) wynika, że co czwarty Polak doświadczał doświadcza lub doświadczy w swoim życiu zaburzeń psychicznych. A badania te przeprowadzono przed pandemią, kiedy problemy ze zdrowiem psychicznym się nasiliły. Wydatki na psychiatrię stanowią tymczasem 3,6% całego nakładu na ochronę zdrowia. Kiedyś zasilono pieniędzmi kardiologię, dzięki czemu można skuteczniej ratować życie osób doświadczających zawału serca. Pamięta pan film „Bogowie” o Zbigniewie Relidze i kardiochirurgach? Lekarze psychiatrzy też są bogami. Też ratują ludzkie życie i tu też pomoc potrzebna jest jak najszybciej. Kryzysy psychiczne lubią się nasilać i mogą kończyć się śmiercią – odebraniem sobie życia lub wycofaniem się z życia, by wegetować na marginesie. Ogromnie ważne jest więc dofinansowanie psychiatrii tak jak kiedyś została dofinansowana kardiologia. Moim zdaniem byłoby wspaniale, gdyby politycy zobaczyli w osobach chorujących psychicznie obywateli, wyborców. Uwzględnili ich w swoich planach służenia nam. Osoby chorujące psychicznie mają prawo wybierać, nawet w szpitalu psychiatrycznym odbywają się wybory. To jest bardzo duża grupa. Ci ludzie przecież mają rodziny, przyjaciół, znajomych. Są czyimiś pracownikami. Do tego dochodzą jeszcze lekarze psychiatrzy, personel szpitali, psychologowie, psychoterapeuci. Może ci wszyscy ludzie będą chcieli oddać głos na polityka, który będzie traktował psychiatrię priorytetowo, który postanowi dać jej więcej pieniędzy, bo w tej chwili…. W Niemczech na przykład jest to 6% z i tak dużo większej puli nakładów na ochronę zdrowia. W dłuższej perspektywie pieniądze na psychiatrię zwrócą się z nawiązką. Jeśli zapewni się dobre wsparcie, mniej ludzi będzie korzystało z rent i długich zwolnień lekarskich z powodu depresji, innych problemów ze zdrowiem psychicznym. Nie będzie się traciło ludzi, tylko wspólnie działało dla dobra nas wszystkich.

„Na przykład ostatnio dzwoniłam do jednego ze szpitali wieczorem i dowiedziałam się, że z 40 pacjentami zostały tam na noc dwie pielęgniarki.”

Zapewne mają ładniejsze sale szpitalne, u nas są tak zaniedbane i niedoinwestowane, że można by w nich kręcić horrory.

- Myślę, że to jak wyglądają pomieszczenia, to jeszcze pół biedy. Najgorsze jest dla każdego znalezienie się w szpitalu jako miejscu izolacji. Nagle, po prostu zabiera się go z jego życia w jakąś taką zamkniętą przestrzeń, z której nie wiadomo, kiedy wyjdzie i w której często czuje się zagubiony, zwłaszcza jeśli jest tam pierwszy raz.

W naszych polskich szpitalach jest za mało personelu i często nie sposób przez to zbudować indywidualnej opieki. Na przykład ostatnio dzwoniłam do jednego ze szpitali wieczorem i dowiedziałam się, że z 40 pacjentami zostały tam na noc dwie pielęgniarki. Oczywiście jest jeszcze lekarz dyżurny, ale on zajmuje się kilkoma oddziałami i bywa proszony o pomoc na przykład wtedy, gdy pacjent może potrzebować leku nasennego. Mam nadzieję, że wraz z rozwijaniem leczenia środowiskowego, zmienią się też standardy w szpitalu, że będzie tam mogło pracować więcej ludzi, że tak zostanie urządzana przestrzeń, żeby można było mieć więcej intymności i spokoju, a nie tłoczyć się w wieloosobowej sali. Jeśli na oddziale będzie pracowało więcej ludzi, będzie można unikać przymusu bezpośredniego w postaci przywiązywania pacjentów na łóżkach, co zarówno dla pacjenta jak i personelu jest trudne. Człowiek przypinany zazwyczaj dostaje pampersa, co może jeszcze bardziej potęgować poczucie odarcia z godności. Przypinanie pasami to taki sposób na opanowanie pacjenta, który jest pobudzony czy zachowuje się nieprzewidywalnie i jest z nim trudny kontakt. Czasem wystarczyłoby mu po prostu poświęcić czas, żeby się uspokoił. Tylko trudno o tego kogoś, kto mógłby dać swój czas, bo przecież trzeba zajmować się wszystkimi.

Czyli wcale nie ten wygląd pomieszczeń, który mnie tak szokował, tylko realia wieczornych dyżurów…

To są warunki trudne zarówno dla pacjentów, jak i personelu. Gdyby pracowników byłoby więcej, mogliby zupełnie inaczej funkcjonować. Byliby bardziej wypoczęci. Pieniądze są potrzebne, żeby byli lepiej opłacani, żeby nie musieli dorabiać do swoich pensji na przykład opiekując się starszymi ludźmi, jak niektóre salowe czy brać nadmiarowo dużo dyżurów. Lekarze pracują na oddziałach do godziny 15:00. Zajmują się wtedy nie tylko pacjentami, ale dokumentacją medyczną, konsultacjami, spotkaniami z bliskimi chorego. Po tej godzinie w szpitalu zostaje tylko personel pomocniczy, czyli pielęgniarki, pielęgniarze, salowe. To oni najwięcej czasu spędzają z pacjentami i to od nich w ogromnym stopniu zależy, jak ludzie na oddziale się czują, jaka panuje tam atmosfera. Powiem panu, że naprawdę bardzo dużo zależy od tego, na jaki personel się trafi. Na przykład w Instytucie Psychiatrii i Neurologii na oddziale na którym się leczyłam, kiedy miałam kryzys, pracuje wspaniały pielęgniarz pan Witek, który ma przecudowne poczucie humoru. Nieustannie rozbawia pacjentów. Opowiada żarty, ciągle się śmieje.

I stał się legendą, bo po prostu jest tylko taki jeden…

- Są też tam pielęgniarki świetne, pani Agnieszka i pani Małgosia, które mają w sobie dużo ciepła, uśmiechają się do pacjentów, przytulają, dotykają, pytają, czy czegoś nie potrzeba, karmią spokojnie tych, którym trudno jeść… Nie chciałabym nikogo wyróżniać, są też inne osoby, które okazują pacjentom dużo serca. Jak spotyka pan kogoś takiego w szpitalu, to jest dużo łatwiej przejść przez to doświadczenie zamknięcia i izolacji. Poza tym, też między pacjentami rodzą się więzi. Choć społeczeństwo odrzuca osoby doświadczające kryzysów psychicznych, one same, wzajemnie często bardzo sobie pomagają. W szpitalu zazwyczaj dzielą się wszystkim, co mają. Jeśli ktoś przyszedł do szpitala latem, a zaczął móc wychodzić na spacer jesienią i nie ma bliskich, którzy przynieśliby mu rzeczy, pożycza się mu buty, kurtkę. Jak jest na oddziale dziewczyna, która ma tylko jedne majtki, zawsze znajdzie się ktoś, kto poprosi rodzinę, żeby jej kupili więcej, i oni po prostu to zrobią. Pacjenci dzielą się jedzeniem, które dostają z domu, ale też dzielą się swoim czasem. Słuchają się nawzajem, grają w szachy, wspólnie oglądają telewizję, wspólnie tańczą do muzyki puszczanej z radia albo telefonu. To jest taka miniatura społeczeństwa w przekroju. Można trafić na prawnika, panią od wuefu, biologa, tłumaczkę, rzeźbiarkę, sprzedawcę, informatyka, panią, która przez całe życie zajmowała się rodziną. Są też pacjenci, którzy nic nie mówią o sobie i tacy, u których trudno jest odróżnić, czy ich opowieści to prawda, czy wytwór choroby albo wyobraźni. Czasem pacjenci oswajając szpital mówią, że pobyt w nim przypomina wyjazd na wakacje, ale jest to trudne miejsce, bo doświadcza się w nim cierpienia związanego z chorobą i widzi się dużo cierpienia. Nie można szpitali mierzyć jedną miarą, bo są też takie, gdzie standard opieki jest lepszy niż w innych, ale jest to zawsze miejsce zamknięte. Na spacer można wyjść dopiero wtedy, gdy stan zdrowia się poprawia. Tu jest się odciętym od świata. Jedyni zdrowi ludzie to personel, odwiedzający i ludzie w telewizorze. Teraz z powodu pandemii odwiedziny są od dawna wstrzymane, co jeszcze dodatkowo utrudnia wracanie do zdrowia. Bliscy pomagają się wydobywać z kryzysu, motywują do walki z nim, a poza tym na przykład pomagają się kąpać czy jeść, jeśli ktoś ma z tym problem. Poczucie izolacji potęguje to, że szpitale często znajdują się na obrzeżach miasta w jakichś starych budynkach, od wielu lat nieremontowane. Pieniądze zawsze w pierwszej kolejności muszą pójść na opłacanie personelu i na leki. Remont, wymiana okien będą zawsze na ostatnim miejscu. W tym też niedofinansowanie psychiatrii daje o sobie znać. Nie bez powodu psychiatria nazywana jest kopciuszkiem medycyny…

Czyli kopciuszek się męczy, a my wszyscy czekamy na księcia na białym koniu?

(Śmiech.)

Już jest troszkę lepiej, bo reforma się rozpoczęła, ale w wielu miejscach ludzie czekają jeszcze na swoje Centrum Zdrowia Psychicznego. Zgodnie z planem w każdym powiecie ma być takie miejsce do końca 2027 roku. Myślę, że byłoby wspaniale, gdyby zachowano finansowanie testowane w pilotażu – nie za usługi, tylko żeby pieniądze były uzależnione od liczby mieszkańców terenu odpowiedzialności centrum. Przy takiej strategii, można bez problemu natychmiast pomagać nowym pacjentom i plastycznie budować wsparcie. Wiele rzeczy trudno rozliczyć w ramach usługi z koszyka NFZ. Takich jak pomoc dietetyka, doradztwo zawodowe, czy wsparcie asystenta zdrowienia, osoby po kryzysie i odpowiednim przeszkoleniu przygotowującym do pomagania osobom trwającym w kryzysie i ich bliskim. Jak rozliczyć klub pacjenta, jak sprawić, żeby opłacalna była usługa oparta na pracy kilku specjalistów z pacjentem i rodziną? Myślę, że istnienie centrów jest bardzo cenne, bo lekarze wypisujący pacjentów ze szpitala mogą mieć pewność, że oni po nim dostaną tam wsparcie. Poza tym może się okazać, że dzięki pomocy centrum szpital nie będzie potrzebny albo pobyt w nim będzie mógł być jak najkrótszy. Myślę, że sporo ludzi siedzi w szpitalach, bo teraz nie ma dla nich innej propozycji. Nie włączono na początku choćby próby leczenia środowiskowego. Myślę też, że dużym problemem w Polsce jest to, że bardzo mało się pracuje z rodzinami, że tak mało jest grup wsparcia dla bliskich…

„Jeżeli zaczniemy się podporządkowywać swojemu choremu bliskiemu, to wraz z nim damy się przez jego chorobę wciągać.”

Właśnie. Jak bliscy w takich sytuacjach mają się zachować? Jak mądrze pomagać, żeby samemu zachować zdolność do pomocy?

Bezradni jesteśmy wobec każdej choroby i rozumiem, że można się tak czuć w zderzeniu z chorobą psychiczną. Do tego często z zaburzeniami psychicznymi skleja się wiele negatywnych stereotypów. Możemy bać się, że kryzys trwale odmieni naszą bliską osobę, że ona nigdy z tego nie wyjdzie. Zazwyczaj otoczenie albo się odwraca albo jest nadopiekuńcze. Myślę, że z bliskim przeżywającym kryzys najlepiej rozmawiać tak, jakby był zdrowy. Kiedy jesteśmy traktowani normalnie, dużo łatwiej wyjść z trudnych stanów. Zresztą tak właśnie psychiatra rozmawia pacjentem. Jakby człowiek doświadczający kryzysu był zdrowy, racjonalnie myślący. Nie rozdrażnia, nie szuka punktów konfliktu, nie infantylizuje. Jeżeli zaczniemy się podporządkowywać swojemu choremu bliskiemu, to wraz z nim damy się przez jego chorobę wciągać. Jak wspierać osobę w kryzysie, świetnie podpowiada amerykański psychiatra Daniel Fisher, u którego w młodości zdiagnozowano schizofrenię. Opracował metodę pomagania, którą nazwał Reanimacją Emocjonalną. Można ją streścić w pięciu zasadach:

1. uważnym słuchaniu, obserwacji, używaniu wszystkich zmysłów i „wewnętrznego wyposażenia” w celu rozumienia tej osoby na poziomie emocjonalnym;
2. empatii, współodczuwaniu;
3. hamowaniu się przed tendencją do dawania „dobrych rad”;
4. umiejętności przyznania się do bezradności, do tego, że niekoniecznie wiem, co dalej zrobić, ale jednoczesne pokrzepienie osoby, niepozostawienie jej samej sobie;
5. budowanie rzeczywistości z tą osobą poprzez budowanie tzw. wspólnej historii.

Cenna jest taka właśnie otwarta obecność. Czasem nie trzeba mówić nic. Wystarczy ze sobą posiedzieć. Przecież my czujemy nawzajem bliskość, którą czasem zagłuszamy słowami. Wystarczy… Ma pan dziecko, więc wie Pan, że dla niego czystym niebem jest ta chwila, kiedy może siedzieć na pana kolanach i być przy swoim tacie. Czuje się bezpiecznie, uspokaja się. I tutaj tak samo. Przez obecność, bycie blisko można obudzić w pacjencie jego serce, jako chęć życia. Bo nikt za kogoś nie wyzdrowieje. Nie da się uzdrowić nikogo na siłę. Mózg jest wszechpotężny, ale w wykorzystaniu tej mocy ważna jest decyzja jego właściciela. W walce z kryzysem ważne jest to, czy człowiek który go doświadcza uwierzy, że można sobie z tym doświadczeniem poradzić, czy znajdzie motywacje do zdrowienia, czy z całych sił postara się wypłynąć na powierzchnię. Myślę, że rola bliskich jest nie do przecenienia, bo mogą dać tę wiarę i dać siłę. Nawet kiedy już człowiek nie jest w stanie jej z siebie wykrzesać, kiedy czuję się beznadziejnie. Jeśli ma się człowieka w rodzinie, który doświadcza kryzysu psychicznego, cenna jest cierpliwość, bo nie zawsze szybko udaje się poradzić z tym problemem. Czasami trzeba trochę poczekać i mieć nadzieję. Myślę, że zdrowieć jest łatwiej tym, którzy są kochani i którzy kochają, którzy mają jakieś bliskie osoby. Ale też ludziom, którzy mają pasję, dla których coś jest ważne w życiu i chcą wrócić do swoich dawnych aktywności. Na przykład znowu czytać książki, albo marzą o tym, żeby pójść w góry, bo to jest ich żywiołem. Dla tych, którzy nie mają bliskich, to my wszyscy mieszkający w Polsce, tworzący tutejszą społeczność, jesteśmy rodziną. W ramach państwa powinniśmy otoczyć ich odpowiednim wsparciem tak, żeby mogli być wśród nas.

Myślę, że ta chwila "wyzdrowienia" jest najbardziej newralgicznym momentem, w którym, jeśli tego wsparcia zabraknie, można wiele rzeczy przegrać. Wśród osób bezdomnych widzę właśnie dużo takich osób, które być może nie zyskały wsparcia w chorobie czy wyzdrowieniu.

Są na szczęście sposoby na to, żeby teraz im pomóc. Osoby bezdomne mogą zamieszkać w schronisku i znaleźć pracę. Zdarza się, że udaje się dla nich zdobyć mieszkanie, ale czasem sami na tyle mocno stają na nogach, że mogą wynająć chociaż pokój. Przy niektórych Centrach Zdrowia Psychicznego są mieszkania treningowe, gdzie można się przygotować do samodzielnego życia. Być może zaczną też powstawać hostele dla pacjentów. Centra współpracują z opieką społeczną i mogą pomóc swojemu pacjentowi w dotarciu do jej wsparcia, jeśli to jest potrzebne.

Jak zatem ustawicznie wspierać w procesie zdrowienia? Bo przecież kryzys może wrócić.

Jeśli mamy kogoś, kto zdrowieje, nie przeszkadzajmy mu się wyspać. Nawet jeśli nam się wydaje, że on śpi za długo, to jednak warto mieć na uwadze, że organizm potrzebuje odpocząć po takim wstrząsie, jakim jest kryzys. Zresztą wszyscy powinniśmy dbać o sen. To podstawa w troszczeniu się o zdrowie psychiczne. Ważne jest też dbanie o regularne jedzenie, bo głód bardzo odbija się na tym, jak się czujemy. I jeszcze emocje. Cenne jest nawiązanie z nimi kontaktu, rozumienie ich, panowanie nad nimi, w czym ogromnie pomocna może być psychoterapia. Istnieją sposoby na to, żeby wyciszyć się emocjonalnie. Na przykład techniki relaksacyjne, oddechowe i modny ostatnio mindfulness, czyli trening umiejętności skupiania się na trwającej właśnie chwili. Często proponowany w szpitalach psychiatrycznych na Zachodzie. Polega na ćwiczeniu koncentracji. Celem jest to, żeby nie przejmować się przeszłością, ani nie bać przeszłości, nie zamartwiać się, tylko skupić uwagę na tu i teraz. Mnóstwo jest miejsc organizujących warsztaty mindfulness, mnóstwo książek z prostymi ćwiczeniami mindfulness.

To może Pani opowie teraz o tym słynnym ćwiczeniu z rodzynkiem…

(Śmiech.)

Ach… ćwiczenie z rodzynkiem?! Wygląda tak: bierzemy do ręki rodzynek i patrzymy na niego. Trzymając go, obserwujemy, jaki ma kolor, kształt. Skupiamy się na tym, co czujemy mając w go w dłoni – na tym, jak się do niej przykleja, jaką ma fakturę. A potem powoli go zjadamy delektując się jego smakiem. Jeśli nie mamy rodzynka, możemy podobne ćwiczenie zrobić na przykład z kubkiem herbaty. Skupić się na tym, co czujemy trzymając go w dłoni, na zapachu tego napoju i na jego smaku. Takie ćwiczenia pomagają uspokoić umysł, niczym w medytacji. Uporczywe myśli potrafią być piekłem.

„ Myślę, że możemy zmieniać swój świat na lepszy, jeżeli zaczniemy się do siebie nawzajem zwracać z szacunkiem, ciepłem, dobrocią.”

Kiedy umawialiśmy się w sprawie terminu tej rozmowy, zakończyła Pani korespondencję, życząc mi "Pięknego dnia”. Ja spojrzałem wtedy w okno. Padał deszcz, bolał mnie ząb… i tak sobie pomyślałem: faktycznie, nawet ten dzień może być piękny... Później, umawiając się z kimś innym, napisałem mu także to życzenie, żeby jeszcze przesłać je komuś dalej. Mnie to wzruszyło, że w ten sposób można się zwracać do siebie w korespondencji. Słowa mają moc.

Myślę, że możemy zmieniać swój świat na lepszy, jeżeli zaczniemy się do siebie nawzajem zwracać z szacunkiem, ciepłem, dobrocią. Spotykam dużo ludzi, którzy po doświadczeniu kryzysu, długiego pobytu w szpitalu, cierpienia, mają w sobie wiele empatii, dobra, takiej chęci pomagania innym. Stąd tak chętnie wielu byłych pacjentów decyduje się na kurs na asystenta zdrowienia. Chcą przekuć trudne doświadczenie w coś cennego. Pomóc zdrowieć tym, którzy zachorowali po nich. Podzielić się doświadczeniem, żeby nie powtarzano ich błędów przedłużających zdrowienie. Pomóc zbudować pacjentowi dobrą relację z lekarzem czy innymi osobami, które chcą pomóc. To wspaniale, że w wielu Centrach Zdrowia Psychicznego pracują asystenci zdrowienia. Wiele osób przechodziło przez kryzys, nawet głęboki i żyją zdrowo. My ich po prostu nie widzimy…

Może to jest właśnie dobra pointa naszej rozmowy. Żeby nie zamykać oczu na potrzeby chorych, tylko dążyć do sytuacji, żeby otrzymali wszelkie wsparcie w drodze do zdrowienia. Wtedy nie będziemy ich dostrzegać, bo po prostu będą mogli uczestniczyć w życiu społecznym w całej pełni, bez żadnych barier. To wspaniale, że Centra Zdrowia Psychicznego istnieją. Zachęcamy do skorzystania z ich oferty, do odwiedzenia strony : https://czp.org.pl.

Dziękuję Pani za wartościową rozmowę. Na koniec życzmy sobie nawzajem i naszym czytelnikom: Pięknego dnia!


Pięknego Dnia!

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X