14.08.2018, 01:14

Jak rzucić pracę w korpo i zacząć pisać książki

DAMOSFERA: Byłaś korpoludkiem. Rzuciłaś pracę i zaczęłaś pisać książki…

SYLWIA ZIENTEK: Mam za sobą szesnaście lat pracy w korporacji.  Ponad trzy lata zbierałam się, by ją rzucić. Sam pomysł nie wystarczył, trzeba było myśleć realnie. Szczególnie, że zawsze byłam kobietą niezależną finansowo i mówiąc przysłowiowo „nigdy nie prosiłam faceta o pieniądze na szminkę” i chciałam, by tak było nadal. Trzy książki napisałam jeszcze pracując w korporacji.  Bałam się rzucić pracę w firmie, bo rynek wydawniczy, to nie bajka.

DAMOSFERA: Jak to? Praca, dom, troje dzieci i… miałaś jeszcze czas na pisanie? Każdy rodzaj twórczości jest dość wypalającym procesem.

SYLWIA ZIENTEK: Szarpałam się strasznie, bo bardzo chciałam pisać. Pisałam, kiedy wszyscy poszli spać lub gdy mąż zabierał dzieci na rower czy do kina.  Wszystko odbywało się kosztem życia prywatnego. Jak się czegoś chce, to można.  Dla mnie pisanie jest  w dużej mierze procesem myślowym: chodząc - myślę i kombinuję, co by powiedział, zrobił mój bohater. Kiedy już wiem, czego chcę siadam i piszę.

DAMOSFERA: Łatwo Ci nie było. W Polsce ciągle jest na topie matka - polka - męczennica.

SYLWIA ZIENTEK: Tak, ciągle mam w tyle głowy, że najpierw muszę oporządzić rodzinę, a dopiero potem mogę zajmować się swoimi sprawami. I nawet teraz, kiedy pisaniem zajmuję się profesjonalnie, mam niekiedy poczucie, że najważniejsze jest to, czy ugotowałam na czas obiad. Taką postawę prezentują niektórzy członkowie rodziny. Irytuje mnie, że wciąż traktuje się moją pracę jako zainteresowanie, a nie zawód. W przypadku piszących mężczyzn nikt nie ma z tym problemu.

DAMOSFERA: Kobietę - autorkę od razu kojarzy się z literaturą typu romans…

SYLWIA ZIENTEK: Szowinizm jest ogromny.  Wystarczy, że w książce pisarki pojawi się wątek miłosny i książka od razu trafia do szuflady: romans, literatura dla kobiet.  Kiedy mężczyzna napisze taką książkę – nikt jej tak nie określi. Wydawcy od kobiet pisarek oczekują pozycji, które umilą życie i stąd zalew naszych księgarni produktów, które mają na okładkach kwiatuszki i motylki.  Na okładce dominują hasła, które pozytywnie nastrajają, choć w książce znajdziemy ważne tematy.

DAMOSFERA: W swoich książkach często cofasz się w czasie…

SYLWIA ZIENTEK: Fascynuje mnie to, że relacje międzyludzkie sprzed 200 lat są w pewnym sensie takie same jak teraz. Tropienie ich i cała otoczka obyczajowa są niesamowite. Ciekawi mnie też, jak kiedyś wyglądało życie codzienne.  Pracując nad książkami, dużo czasu spędzam w bibliotekach przeglądając stare czasopisma i książki. Niesamowite jest to, że większość starych gazet jest już w formie plików cyfrowych i siedząc na kanapie można przeglądać Kurier Warszawski z XIX wieku.

DAMOSFERA: Jak większość pisarzy – fascynuje Cię Czechow.

SYLWIA ZIENTEK: Najbardziej niesamowita jest u niego świadomość przemijania. Bohaterowie Czechowa, to przeciętni ludzie, którzy nie robią nic niezwykłego, a właśnie, to jemu udało mu się przemycić w książkach poczucie braku sensu istnienia.

DAMOSFERA: Sens pojawia się czasem zupełnie nieoczekiwanie.

SYLWIA ZIENTEK: W moim przypadku  tak było. Kiedy zmarli moi rodzice postanowiłam, że pisanie będzie sensem mojego życia. Dzięki niemu wyszłam z depresji i nauczyłam się być samą, bez wsparcia rodziny i z małymi dziećmi.  To doświadczenie zaowocowało książkę „Złudzenia, nerwice, sonaty”. Pisanie stało się autoterapią, które rozpoczęło proces samoleczenia.

DAMOSFERA: Teraz jesteś szczęśliwą osobą?

SYLWIA ZIENTEK: Nie wierzę w to, że człowiek może być permanentnie szczęśliwy. Szczęście jest stanem ulotnym.  Chyba najważniejsze jest znalezienie punktu odniesienia w naszym życiu, takiego constans, który trzeba mieć ciągle w tyle głowy. Dla mnie jest to pisanie. Myślę, że cokolwiek mnie spotka, zawsze będę wiedzieć, że napisałam kilka dobrych książek, które są ważne dla czytelników.

DAMOSFERA: Przejmujesz się krytyką?

SYLWIA ZIENTEK: Każdy się przejmuje. Twórca jest osobą bardzo skoncentrowaną na sobie, jednocześnie krytycznie nastawioną do siebie. Osoby tworzące patrzą na siebie inaczej niż otoczenie. Reakcja zewnętrza zawsze boli, bo pisarz się bardzo odsłania w swojej twórczości. Coś może się podobać na zewnątrz, ale wewnętrznie artysta można mieć poczucie porażki. Ale oczywiście nie można praktykować swojego zawodu, jeśli wystarczy jakaś zła recenzja, aby czuć porażkę. 

DAMOSFERA: Czy prawdziwa krytyka literacka jeszcze istnieje?

SYLWIA ZIENTEK: Dzisiaj wiele osób kupujących książki opiera się na opiniach blogerów piszących o książkach, którzy robią to w sposób komercyjny, bo współpracują z wydawnictwami.  Niewielu jest recenzentów, którzy kupują książki sami, bo są ich ciekawi i piszą rzetelne niezależne recenzje.

DAMOSFERA: O czym marzysz?

SYLWIA ZIENTEK: By stworzyć grupę literacką, skupić znajomych pisarzy, z którymi można będzie porozmawiać bez patrzenia na siebie przez pryzmat korzyści, które można by odnieść dzięki relacji z tym, czy z tamtym.

DAMOSFERA: Książka jest produktem…

SYLWIA ZIENTEK: Tak działa rynek. Jeśli książka się nie sprzeda, wówczas dany wydawca będzie miał obiekcję, by wydać kolejną.

DAMOSFERA: Dużo pisarzy wydaje teraz pamiętniki. Szczególnie panowie… Jacek Dehnel, Szczepan Twardoch.

SYLWIA ZIENTEK: Sugerujesz, że pora na mnie? (śmiech). Owszem, prowadzę pamiętniki od wielu lat. Pamiętaj, że po publikacjach wspomnianych pisarzy, pojawiała się fala krytyki, mówiono że wydawanie pamiętników, to gra pod publiczkę i chęć szybkiego zarobku. Zdaniem niektórych, pamiętnik powinien wydawać pisarz dopiero pod koniec życia.  Ja osobiście nie wiem, czy jestem gotowa, by pokazać swoje życie od podszewki.

 

Sylwia Zientek ‒ autorka czterech książek: Złudzenia, nerwice i sonaty, Próżna, Miraże oraz Podróż w stronę czerwieni. Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Centrum Studiów Latynoamerykańskich. Urodziła się w Olsztynie, ale jej ukochanym miastem jest Warszawa, w której mieszka z mężem i trójką dzieci. Prowadzi blog Fantasmagoria, na którym zamieszcza szkice biograficzne o ludziach z kręgów sztuki. Fascynatka historii Warszawy, wielbicielka jazzu, kina i malarstwa.

Rozmawiała: Kasia Kamińska

 

 

Galeria:

 
 
 

Komentarze

Sylwia67
 
Co jutro gotujecie na obiad? Ja przyrzadze rumfordzka wedlug staropolskiego przepisu. Cos pysznego, poszukajcie sobie w goglach: zupa rumfordzka babci
 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X