05.05.2020, 09:15

Dyrygowanie orkiestrą gra mi w duszy!

Czuję, że nadal kobiety są lepiej akceptowane w chórach. Tutaj nie ma stereotypu, że jest to męski zawód, ale w orkiestrze jest bardzo trudno. Zdecydowanie wolą jak stanie przed nimi facet i powie, jak ma być. Niestety, zazwyczaj, nie ma zaufania do kobiet.

 

 

 

 

 

Skąd pomysł by zostać dyrygentem?

Wszystko zaczęło się od komponowania, czym zajmowałam się od najmłodszych lat. Będąc w szkole napisałam utwór na chór, którym później, podczas wykonania, ktoś musiał zadyrygować. To ja wiedziałam dokładnie, jak chcę, żeby zabrzmiał i dlatego stanęłam za pulpitem dyrygenckim po raz pierwszy. Zostanie kompozytorem to nie decyzja, ale organiczna, naturalna potrzeba, a dyrygowanie – od początku bardzo łatwo mi przychodziło.

Otoczenie łatwo akceptuje kobietę dyrygenta?

Czuję, że nadal kobiety są lepiej akceptowane w chórach. Tutaj nie ma stereotypu, że jest to męski zawód, ale w orkiestrze jest bardzo trudno. Zdecydowanie wolą jak stanie przed nimi facet i powie, jak ma być. Niestety, zazwyczaj, nie ma zaufania do kobiet.

Zawsze tak jest?

Jeśli gram ze swoim składem orkiestry, to jest w porządku, ale jak przychodzę do nowego zespołu, to jest wielka doza nieufności! Mam jeszcze wygląd dziewczyny z liceum (śmiech), więc…

I co wtedy?

Po prostu robię swoją robotę! Albo ktoś da się przekonać, że wiem, co robię, albo będzie tkwić w swoich stereotypach. Pracowałam z muzykami z orkiestry Teatru Wielkiego i niektórzy bardzo dali mi odczuć w spojrzeniach – co ja tu robię i kim jestem.

Dyrygujesz zawsze z takimi samymi emocjami? Poprzez emocje każdy koncert jest chyba inny?

W muzykę dyrygent wnosi cały swój bagaż. Koncert jest wypadkową stanu emocji nie tylko moich, ale wszystkich wykonawców. Wpływa na niego też pogoda, pora dnia, wszystko dookoła. Odbiór muzyki zależy też od stanu psychicznego odbiorcy. Są koncerty, w trakcie których, według nas, gramy tak samo, a publiczność reaguje zupełnie inaczej.

Jak budzisz entuzjazm w orkiestrze? Oni pewnie czasem przychodzą do pracy, chcą zrobić swoje i wyjść.

Mówiąc o stricte profesjonalnej orkiestrze, mam wrażenie, że trudno jest wpłynąć na muzyków. Ich zadaniem nie jest być zmotywowanym. Oni mają grać najlepiej jak potrafią. Tyle. W tym przypadku można panować jedynie nad sobą, zwrócić im uwagę wolno tylko wtedy, gdy coś grają niewłaściwie. Na atmosferę nie mam wpływu. Dużo pracowałam z orkiestrą akademicką, tam mam większą władzę na atmosferę, a słowa mają przełożenie.

Mogłabyś na stałe prowadzić zawodową orkiestrę?

Nie, w życiu! W wielu składach widzę frustratów, którzy przychodzą zrobić swoje i wziąć pensję. Mam poczucie, że już dawno nie czerpią z tego przyjemności, tak jakby muzyka przestała być ich pasją. Przy projektach staram się budować swoje składy. Zapraszam muzyków, którzy znają moje możliwości i styl pracy – wtedy praca jest po prostu bajką!

Jak to jest z komponowaniem – czy tworząc, słyszysz muzykę cały czas w sobie?

Staram się obalać, gdzie tylko mogę, ten mit o komponowaniu, który się wytworzył po emisji filmów o Mozarcie i Maksymiuku. Nie jest tak, że w głowie mam nuty, które można przedyktować i od razu powstaje utwór. Może Mozart, tak miał, może inni wybitni twórcy też, ale ja nie jestem takim kompozytorem. Zazwyczaj utwór wyłania się podczas improwizowania na instrumencie. Nie jest tak, że w głowie mam symfonię, którą spisuję na papier.

Czyli jak jest?

Staram się zaimprowizować emocje poprzez muzykę. Współbrzmienia, jakie mi w danym momencie pasują, łączę ze sobą, by były harmonijne. Jeśli tworzę jakiś utwór na orkiestrę, to potem dobieram barwy brzmień instrumentów. To jest rzemieślnicza robota. Jest masa zasad, co po prostu dobrze zabrzmi. Chciałabym na przykład wykorzystać kwintet smyczkowy w bardzo wysokim rejestrze, w dynamice forte i dodać linię melodyczną w niskim rejestrze fletu, ale to nigdy się nie przebije na scenie akustycznie. To mogę sobie wyobrazić, wygenerować przez komputer, ale piękny, niski dźwięk fletu, nigdy się w takich warunkach nie przebije. Nie zawsze można użyć takich środków, jakie sobie wymarzysz, bo trzeba myśleć nad tym, co dobrze brzmi i jaka jest specyfika danego instrumentu.

W twojej działalności dużą rolę odgrywa twórczość dla dzieci.

Zawsze mnie irytowała jej infantylność i kiczowatość. Nie rozumiem dlaczego współczesny repertuar operowy nie znajduje dla nich miejsca. Nie ma zamówień na taki repertuar. Aktualnie piszę piosenki dla dzieci i staram się w nich łączyć elementy jazzowe i rozrywkowe (pamiętajmy, że najmłodsi chętnie słuchają piosenek dla dorosłych).

Cenisz też muzykę w filmach!

Doceniam gigantyczną moc, jaką ma na nasze emocje. Na przykład w filmie „Mechaniczna pomarańcza” muzyka jest budowana na zasadzie kontrastu. Stosuje się takie zabiegi psychologiczne, że w scenach brutalnych jest lekka, by paradoksalnie właśnie spotęgować niepokój. Fascynuje mnie to!

Na zakończenie zapytam: jak ci się współpracowało z Jerzym Maksymiukiem? Bardzo go polubiłam po obejrzeniu filmu dokumentalnego o nim. Niezły zawodnik!

Tak… Miałam wtedy wrażenie, że Opatrzność nade mną czuwa, bo dwoma uwagami, na które się zdobyłam i wypowiedziałam przy nim – zyskałam sobie jego przychylność.

Opowiedz koniecznie!

Pracowałam z nim i z Michałem Urbaniakiem, któremu głównie miałam pomagać. Ale… kiedyś kręciłam się obok nich i usłyszałam, że zastanawiają się nad zagadnieniem związanym z transpozycjami, czyli że instrument sam transponuje nutę, choć jest ona inaczej zapisana. Panowie mieli jakiś dylemat z tym… Doskonale wiedziałam, jak to sprawdzić i rozwiązać. Byłam zaskoczona, że dwóch gigantów tego nie wie, a ja jestem zaledwie studentką i wydaje mi się, że rozwiązanie tej zagadki jest oczywiste. Zastanawiałam się, czy oni mnie sprawdzają? Odważyłam się i powiedziałam im, co i jak. Pamiętam, jak Maksymiuk spojrzał na Urbaniaka i powiedział: Eee… bystra! Nie wiedziałam, czy to żart, czy mam się bać (śmiech!). Potem dostałam taką funkcję bardzo zaszczytną, otóż… Maksymiuk ma swój sposób oznaczania partytur. Przed próbami przygotował się oczywiście w tym zakresie, ale Michał postanowił jednak dokonać zmian w nutach i dostarczył nowe, poprawione wydruki. Powstał konflikt, każdy miał swoje racje. Z jednej strony wiele godzin oznaczania nut, z drugiej ostatnie szlify kompozytorskie…

Jestem dyrygentką i znam ten system oznaczania partytur, więc podeszłam do nich i powiedziałam, żeby załagodzić konflikt między nimi, że wezmę te nowe partytury i oznaczę dokładnie tak, jak pan Maksymiuk wcześniej opisał stare. Oni zamarli i ich żony też (nie zapominajmy, że są one mózgami ich operacji życia). Żona Maksymiuka spojrzała na mnie tak, jakbym z choinki spadła, w stylu, jak może mi się wydawać, że ja w ogóle będę w stanie to zrobić. Przygotowałam nuty na następny dzień i był to wielki sukces, bo Maksymiuk zadziwiony stwierdził, że wygląda to tak, jakby sam to napisał (śmiech!). Nic dalej z tego nie wyniknęło, bo on nie okazuje wdzięczności. Odwaliłam robotę, Michał mi podziękował za uratowanie sytuacji, ale Maksymiuk, tak ma, że żyje w swoim świecie…

?

Takie miałam wrażenie. Kiedyś siedziałam w jego garderobie i opisywałam wspomniane partytury, a na stoliku obok mnie leżała linijka potrzebna do zakreślania taktów. W pewnym momencie Maksymiuk z zamyślonym spojrzeniem podszedł do mojego biurka, spojrzał przez ramię na nuty i odchodząc zabrał mi linijkę, z którą zaczął sobie chodzić i stukać. Wyglądał jakby marzył, nie wiedziałam, co mam powiedzieć…Zwrócić uwagę? Ale jak!? Na szczęście zauważyła to jego żona: Co ty robisz?! Jurek, oddaj pani Zuzi linijkę!

To już naprawdę na koniec: grasz też na wiolonczeli. Odpoczywasz wtedy od dyrygowania?

Lubię to robić, choć dobrze, że tak potoczyły się moje losy, że nie studiowałam gry na wiolonczeli, bo tam całe studia się… gra, ucząc perfekcji technicznej, dochodząc do poziomu, którego potem znakomita większość tak naprawdę niestety nie będzie miała gdzie spożytkować. Szkolą na solistów, a zostaje nim po studiach może jeden na dekadę. Ja poszłam na studia, które są w środowisku wyśmiewane, czyli dyrygenturę chóralną, gdzie jest 25 przedmiotów na pierwszym roku. Robi się wszystko: śpiewa, dyryguje, gra na wiolonczeli, fortepianie. Ma się chorał gregoriański i całą masę innych przedmiotów. Mówi się o nas „grotołazi”, bo skonfundowani koledzy nie wiedzą, „czy to gro, czy to łazi”, bo tyle różnych aktywności doskonalimy. Bardzo się cieszę, że wybrałam ten kierunek, bo różnorodność zajęć, jakie tam miałam, odzwierciedla to, co mi w duszy gra! Na wiolonczeli też gram, ale już hobbystycznie z zespołem, który założyłam, bo kocham ten instrument!

 

Rozmawiała Katarzyna Kamińska

 

Zdjęcie w słuchawkach: Marzena Rybak

Zdjęcie na pasach: Julia Brodowska

 

Zuzanna Falkowska: kompozytorka, aranżerka, dyrygentka i wiolonczelistka. Absolwentka Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie.

Jest autorką muzyki autonomicznej, jak również kompozycji do spektakli teatralnych, słuchowisk, etiud filmowych, oper, muzyki kameralnej, a także piosenek. Szczególne miejsce w jej twórczości zajmuje muzyka chóralna i muzyka dla dzieci. Największą fascynacją i inspiracją stanowi jednak dla niej muzyka filmowa. Jej wielką pasją jest organizowanie projektów łączących różne dziedziny sztuki – muzykę, teatr, film, sztuki plastyczne i multimedia. Spośród tych projektów największym sukcesem cieszy się projekt „Święta w prezencie”.

Do jej najważniejszych dokonań artystycznych należą: trzy spektakle muzyczne zrealizowane we współpracy z Działem Edukacji Teatru Wielkiego Opery Narodowej (Impresje na podstawie Zoo Brzechwy, „Rozterki miłosne wg Krakowiaków i górali” oraz Sen nocy letniej), współpraca z Michałem Urbaniakiem i Jerzym Maksymiukiem przy koncercie UrbSymphony w Filharmonii Narodowej w Warszawie, kierownictwo artystyczne Koncertu Muzyki Filmowej Krzesimira Dębskiego, zadyrygowanie koncertu symfonicznego w ramach retroNocy Muzeów w UMFC oraz poprowadzenie koncertów podczas Gali 100-lecia Związku Piłki Ręcznej w Polsce oraz Gali 100-lecia Najwyższej Izby Kontroli w Teatrze Wielkim Operze Narodowej. Jest stypendystką programu Młoda Polska 2020, organizowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

 

Galeria:

 
 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X