15.05.2018, 10:58

Dwa oblicza macierzyństwa

Kiedy u 37 letniej Marty pojawiła się informacja, że jest w ciąży, poczuła się jak w pułapce. To koniec pomyślała… kariery, przyzwoitych zarobków i swobodnego życia. Dlatego ustaliła "plan dziecko", zaangażowała do opieki nad nim całą rodzinę  i jej życie osobiste się nie zmieniło. Monika, urodziła dziecko w wieku 35 lat i przez 3 lata zajmowała się tylko córeczką. Nie żałuje tego czasu lat spędzonego z dzieckiem w domu ani chwil, które przyniosły jej  codzienną radość. Jednak nie były to dla niej lata rozwoju, poczucia własnej wartości, atrakcyjności i spojrzenia na siebie jak na kobietę sprzed kilku lat.

Marta i jej "plan dziecko"

- Czułam, że to już ostatnia chwila na macierzyństwo, ale tak bardzo się bałam, że hormony ruszą do pracy, kompletnie zwariuję na punkcie kupek i czkawki, że moje dotychczasowe zainteresowania i życie przestaną się liczyć – mówi  Marta.

Najbardziej bała się, że stanie się niewolnicą dziecka. To znajome problemy, prawda. Wiele z nas boi się, że ich życie wywróci się o 180 stopni i skończą jako kobiety z nadwagą, które stają się niewidzialne dla świata i swoich partnerów, którzy są zajęci pracą i swoimi pasjami.

Na szczęście Marta jest przewidująca i taki scenariusz pojawił się w jej głowie, dlatego postanowiła działać. Wiadomo, że coraz więcej jest facetów, którzy potrafią zająć się domem czy dziećmi. Robią to z większą świadomością i zgodą na siebie także w tej roli. Owszem robią pewne rzeczy inaczej niż kobiety, ale to nie znaczy, że źle.

- I tego się trzymałam. Ustaliłam plan działania. Biznesplan narodzin Zosi. Co do miesiąca ustaliłam, kto będzie zajmował się małą, kiedy wrócę do pracy i jak będzie wyglądało moje życie kobiety aktywnej, czyli nadal będę chodzić na fitness czy lekcję języka włoskiego po jej narodzeniu – dodaje.

To był świetny pomysł, bo znamy dobrze opowieści przyjaciółek, których pozytywna energia w związku kończy się wraz z narodzeniem dziecka. Kompletnie wysiada seks, uwięziona przy dziecku kobieta staje się rozdrażniona i pojawiają się u niej natrętne myśli, że zrobi dziecku krzywdę. Najgorsze w tym wszystkim jest poczucie winy wynikające z tego, że nasze mamy czy babcie świetnie sobie radziły w takich sytuacjach.

- Cóż jesteśmy z innego pokolenia – śmieje się Marta, która już przerobiła w sobie ten problem, dlatego nauczyłam się prosić o pomoc teściową, bo moja mama mieszka poza Warszawą, dodaje.

Dzięki temu, że ma pomoc najbliższych ma czas dla siebie, a to wpływa na jej dobre samopoczucie, a potem na jej pozytywne  relacje z dzieckiem.

- Jak wracam z fitness mam więcej energii i więcej radości daje mi zabawa z Zosią. Kiedy wracam po pracy, nie będę udawać, że zawsze tryskam dobrym humorem, ale krótki relaks, jakim jest spacer z małą po parku powoduje, że znów jestem sobą – dodaje.

A co z gotowanie, sprzątaniem? Od zakupów w Marty związku jest jej parter Piotrek, które robi je zgodnie z listą raz w tygodniu – w sobotę rano.

- Gotujemy na zmianę – albo zamawiamy coś gotowego – nie dajmy się zwariować, ktoś musi zamawiać jedzenie na wynos – mówi.

Ponoć biologia tak wymyśliła, że macierzyństwo wyzwala w kobietach niezwykłą wytrzymałość psychiczną i często przekonują się, że są mocniejsze niż przypuszczały. Dodając do tego zdolności organizacyjne wielu z nas, można przypuszczać, że da się normalnie żyć, pracować i spełniać się w swoich pasjach będąc mamą. Przekonała Was historia Marty?

Monika, czyli "matka kwoka"?

Mówi się, że to kobiety wariują na punkcie dziecka, odtrącają mężczyzn, skupiają się na kaszkach i kupkach. Moniki doświadczenie było zupełnie inne… co prawda to ona siedziała 3 lata z dzieckiem w domu, ale tylko dlatego, że  mąż nie wyobrażał sobie, że jego dziecko może zostać z opiekunką. Na wsparcie mamy nie mogła liczyć, ze względu na dużą odległość miejsca zamieszkania. Zdaniem Moniki - teściowe w tych czasach nie wyrywają się specjalnie do pomocy, są kobietami aktywnymi i bardzo dbającymi o swój komfort życia. Zresztą nie chciała, żeby dziecko było pod zbyt dużym wpływem swojej babci.

- Mąż spędzał całe dnie w pracy, mogłam zapomnieć o spotkaniu z koleżankami (bez dziecka), o wyjściu do kina czy  na siłownię.  Z resztą jak tu wyjść na dłuższy czas z domu, gdy jesteś „jedynym żywicielem” dziecka - opowiada Monika.

Po 2,5 roku przewalczyła z mężem, że córka pójdzie na kilka godzin dziennie do małego, prywatnego przedszkola. Zaczęły się choroby, tydzień w przedszkolu, dwa tygodnie choroby i tak na okrągło… nie wytrzymała, zostawiła ją w domu i dopiero, gdy skończyła 3,5 roku, na nowo zaczęliśmy przygodę z przedszkolem, oczywiście przeplataną ciągłymi przeziębieniami, infekcjami, etc., na powrót do pracy na pełen etat nie miała szans.

- Będąc w ciąży możemy planować sobie wiele, wizualizować swoje aktywności pomimo obecności dziecka w naszym życiu, planować szybki powrót do pracy, aktywności fizycznych, towarzyskich… a co przyniesie rzeczywistość? Z tym bywa różnie. Przez długi czas dziecko jest zdane prawie wyłącznie na nas, to my karmimy je, przy nas czuje się najbezpieczniej. Oczywiście czasy się zmieniły i mężczyźni są coraz aktywniejsi w opiece nad dziećmi, myją je, przewijają, karmią, bawią się i uczestniczą w codziennym ich życiu. Jednak, która z nas ma ten luksus, aby wyjść z domu kiedy chce, wrócić do swoich pasji i zajęć, życia towarzyskiego… myślę, że nie wiele - opowiada.

Według Moniki, gdy mężczyzna przejmuje rolę „matki kwoki” (choć jest nieobecny przez większość dnia) i np. nadarza się Wam okazja na wspólne wyjście, a on jest nieszczęśliwy, bo dziecko zostanie na kilka godzin z babcią lub ciocią (jak w końcu uda Ci się je odstawić od piersi)… wtedy nie czujesz się już atrakcyjną partnerką, a raczej tylko matką, która ma za zadanie zadbać o komfort i wygodę dziecka.

- Nie żałuję tych trzech lat spędzonych z dzieckiem w domu, nie żałuję chwil, które przyniosły mi wiele szczęścia i codziennej radości, ale nie były to dla mnie lata rozwoju, poczucia własnej wartości, atrakcyjności i spojrzenia na siebie jak na kobietę sprzed kilku lat. Tak, nie czułam się zbytnio atrakcyjna i to nie dlatego, że przytyłam, bo wyglądałam naprawdę świetnie, a moja waga była niższa niż przed ciążą… Nie czułam się nieatrakcyjna dlatego, że nie dbałam o siebie, bo robiłam to jak dawniej, ale dlatego, że nie potrafiłam do końca odnaleźć się w nowej roli, roli kobiety… no właśnie, jakiej? Chyba sama nie wiedziałam wtedy kim jestem…, bo na pewno nie tą samą kobietą, którą byłam przed ciążą…

Jakie są Wasze opinie na temat macierzyństwa? Czekamy na komentarze...

 

tekst: Redakcja Damosfery

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Sponsorzy

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera TwitterDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X