28.10.2020, 08:45

Dmuchajmy sobie w skrzydła!

Anna Maruszeczko - kolekcjonerka poruszających i budujących historii kobiet. Od lat rozmawia z nimi na łamach prasy, w telewizji, w radiu, online i jeszcze chętniej: offline. Porozmawiała i z nami. Przeczytajcie koniecznie ten wywiad,  bo można się z niego bardzo dużo nauczyć i zacząć frunąć w dobrą stronę! 

 

Namnożyło się tych szkoleń dla kobiet, grup wsparcia. Stajemy się coraz bardziej pewne siebie, silne... i coraz mniej potrzebujemy facetów.

Tak, mamy morze warsztatów i szkoleń. Wokół niektórych tworzą się nawet społeczności... Końca nie widać. Ja z tego korzystam, lecz ostrożnie i umiarkowanie. Ciągle wpada mi w oko coś nowego. Ale zawsze najpierw muszę to obwąchać.

Od zarania tej tendencji widziałam, jak mężczyźni się na to nie piszą, jak tego nie rozumieją, czasem buntują. Inaczej – jak kobiety, nierzadko z satysfakcją, zostawiają ich w tyle. Nie sądzę, żeby to było dobre. Co zrobić z partnerem, którego się zdystansowało w rozwoju osobistym?

Przecież nie doskonalimy się tylko dla siebie. Moim skromnym zdaniem doskonalenie się w rozwoju osobistym ma służyć doskonaleniu naszych relacji z innymi ludźmi. Głupio, jeśli staje się celem samym w sobie. Jakoś trzeba więc zmotywować tych mężczyzn... Oj, wielomeandrowy temat rzeka.

Swoje poczucie własnej wartości odmierzamy oczami innych kobiet...

Wciąż nie mogę pojąć tego mechanizmu. Jakiś antropolog kultury pewnie by nam to wyjaśnił. (Śmiech.) Temat znowu złożony. Jednak jednym z jego aspektów jest wiara kobiet w kobiety. Ja bardzo dużo od nich dostałam i nie mam tu na myśli wyłącznie kobiet z rodziny. Mamy swój świat, na którym najlepiej się znamy, najlepiej wiemy, co dla nas jest ważne, jakie są nasze deficyty, potrzeby, ambicje. O! Wiemy na przykład, jak ważne są dla nas słowa. Potrzebujemy słów uznania. Chociaż... mężczyźni też potrzebują słów uznania. No, nie istnieją proste wnioski.

Może też jest tak, że kobiety mają bardziej wykształconą tę nielubianą w świecie psychologii cechę, jaką jest skłonność do oceniania. Dobrze wiemy, że oceny bywają trujące. Jednak mogą być uskrzydlające. Więc tak, dmuchamy sobie w skrzydła. I to jest piękne. Nie wyklucza to faktu, że sztuczne, nadmiarowe „nakręcanie się“, pochwały bez pokrycia, grzecznościowy wzajemny entuzjazm... brrrr. Niestrawny. A tak też bywa. Nieprzyjemności ze strony innych kobiet? Nie do uniknięcia. Prawie już umiem omijać takie szerokim łukiem, nie walczę. Oszczędzam energię na fajnych ludzi.

Pani też wydała właśnie książkę: "7 Dróg. Rozmowy o poszukiwaniu życiowej misji". Co dało pani, to w sumie nowe, doświadczenie?

 

Ta książka jest dla mnie bardzo ważna, ponieważ moje bohaterki są dla mnie ważne. Ale to nie jest novum. Kilka lat temu wydałam już jeden zbiór rozmów. Wtedy na podstawie cyklu dokumentalnego „Kobieta na zakręcie“, jaki wymyśliłam i prowadziłam w TVN "Style". Od lat rozmawiam też z kobietami na łamach prasy... Nazbierały się tego dziesiątki, jeśli nie setki. Ale tak, tak, jak najbardziej, to ostatnie doświadczenie dało mi niemało. O! Jak miło się zrymowało. Skoro zaczęłyśmy od szkoleń i warsztatów, to powiem, że rozmawiając z tymi kobietami, szczerze i dogłębnie, zobaczyłam, jak ogromną pracę, wykonały nad sobą – czasem także na szkoleniach – żeby im się wreszcie wyklarowało wszystko, co w ich życiu najważniejsze. Wtedy i do mnie dotarło, że niektóre kwestie należałoby w swoim życiu raz na zawsze uporządkować, ustawić właściwą hierarchię wartości i przestać się kręcić w kółko. Do tego na przykład przydają się szkolenia: jak zarządzać sobą w czasie, jakie są moje mocne strony, jak być bezkonfliktowo asertywną czy jak budować swoją wenętrzną moc. Ileż energii się wtedy oszczędza?! I nie dajesz się już tak łatwo zwodzić temu swojemu gadającemu umysłowi. Łatwiej odróżniasz, co jest naprawdę twoje, a co chce ci narzucić świat zewnętrzny. Nie da się ukryć, że coaching przyspiesza niektóre sprawy, sprawia, że przyspieszasz w rozwoju.

Jak się ma świat coachingu do dziennikarskiej misji zmiany świata? 

Nie szkoliłam się na coacha. Coaching to temat w mojej pracy dziennikarskiej. Sama – nawet jako szefowa dużego magazynu dla kobiet – dobrze się nie scoachowałam. Myślę, że byłoby mi łatwiej, gdybym zafundowała sobie takie narzędzia, bo czasem intuicja, pracowitość i miłość do ludzi to za mało. Tak czy owak coś mnie powstrzymuje. Łapię się na tym, że chciałabym sama. (Śmiech.) Myślę, że w istocie ja wcale nie jestem za szybkim rozwojem. Mało tego! Jestem wręcz za spowolnieniem. Wierzę, że często mniej znaczy więcej. Moją ulubioną lekturą, którą od lat trzymam pod poduszką, jest „Pochwała powolności“ Carla Honore. Tak więc na pozór dużo tu niekonsekwencji, jednak w rzeczywistości chodzi o to, żeby znaleźć to, co najlepiej mi służy – wydeptać swoją ścieżkę. A gdybym miała określić swoją człowieczą misję, po części także w dziennikarstwie, to od jakiegoś czasu byłoby to przekierowanie świata w rozwoju – wolniej do przodu, bardziej wszerz i w głąb. (Śmiech.) Jestem za holistycznym spojrzeniem na siebie.

Byłabym za tym, żeby czasem poczytać dobrą powieść, zamiast zaliczać kolejne szkolenie rozwojowe online. Uczyć się życia można też poprzez literaturę, filozofię, tam szukać prawd objawionych, jak kiedyś. Nie można się karmić tylko fast foodem. Niektóre rzeczy wymagają czasu.

Po jaką literaturę pani sięga, który z filozofów jest pani bliski? Jest pani dla kobiet idolką, proszę coś im polecić.

Ale to fajnie brzmi. Dziękuję. Ostatnio pewna instagramerka przypomniała mi o istnieniu izraelskiej pisarki Zeruyi Shalev. Znowu zaczęłam czytać „Po rozstaniu“. Czytam też wywiady, jakich udzieliła. Bardzo lubię jej sposób myślenia o partnerstwie, to co mówi o związkach: "...wierzę (w dobre związki). Ale ich budowanie jest dużo trudniejsze, subtelniejsze i bardziej niebezpieczne, niż nam się wydaje. To, co się dzieje między ludźmi, jest równie dramatyczne jak relacje między państwami. Każda strona jest krucha, stara się bronić, także przez atak. Zadajemy ból, żeby go samemu uniknąć. Budowanie związku to ciężka praca. Ale może się udać". Imponuje mi także życiorys Lucii Berlin, postawa Olgi Tokarczuk i to, jak mówi o czułości: "Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący, i od siebie współzależny…". Takie rzeczy sobie wypisuję, zapisuję, utrwalam. (śmiech)

Wspomniała pani, że niektóre rzeczy wymagają czasu. Cierpliwość? Chyba nie należy do naszych ulubionych cech. Chcemy mieć wszystko od zaraz. Jak sobie pani tłumaczy, że trzeba na coś cierpliwie poczekać....

Fakt, cierpliwość to zanikająca cnota. Nie zmienia to faktu, że warto się w niej ćwiczyć. Pracujemy nad czymś, poświęcamy się, szarpiemy, a efekty i tak przychodzą w swoim czasie. W ogóle najlepiej działać na wydechu, a nie na wdechu. (Śmiech.) To wieczne napięcie, pęd kiedyś nas zabiją. Nie znoszę „tumiwisizmu“, ale od dłuższego czasu powtarzam sobie w myślach: „Kobieto, wyluzuj“. Wersja dla koleżanek: „Królowo, wyluzuj“.

Lektura „7 Dróg” pokazała mi, że droga, którą wybieramy w życiu jest ważniejsza niż cel, do którego zmierzamy. Na jaki spacer się pani teraz wybiera, w którą stronę?

Najchętniej wybrałabym się do lasu, na jogę z koleżankami, do Grecji, na Ukrainę, posłuchałabym dobrego audiobooka w drodze na swoją wieś nad Bugiem. A w sensie rozwojowym – w online. Przestałam się już buntować przeciwko zaborczości wirtualu, chociaż chciałabym, żeby wygrywał offline.

Denerwuje mnie, gdy widzę, jak ludzie rzucają wszystko, w co wierzyli, co lubili, bo nagle coś staje się opłacalne. Może to naiwność albo niedzisiejszość, nie wiem.

Co jest dla pani teraz ważne w życiu?

Wszystko. I wszyscy. Rodzicielstwo, partnerstwo. Albo na odwrót. Kiedyś mój ulubiony psychoterapeuta Jacek Masłowski, z którym przeprowadziłam dziesiątki wywiadów, przekonywał mnie, że kolejność powinna być taka: najpierw partner, potem dzieci. Rewolucyjne, prawda? Ważna jest też przyjaźń. I choć ociupina czasu na nicnierobienie.

Na zakończenie: W wielu mitologiach i religiach świata siódemka jest symbolem dopełnienia, całości. Od czasów pradawnych uważano, że jest cyfrą świętą, pełną ukrytej mocy.

Jaką MOC dla siebie odkryła czy przypomniała sobie pani w czasie tych 7 spotkań? Czy najważniejsze było to, co pisze pani w książce: „Nie doceniamy siebie, nie dostrzegamy swoich osiągnięć albo kwitujemy je charakterystycznym: „Przecież to normalne...!”. To jedna z wielu istotnych obserwacji, które poczyniłam w trakcie pracy nad książką. A główną nauką wyniesioną z tych rozmów jest przekonanie, że oprócz decyzji o zmianie, oprócz autorefleksji potrzebujemy innych kobiet, aby uzmysłowić sobie swoją wyjątkowość, swoją wartość i swoje możliwości. „Wymiana” to moje ulubione słowo. Teraz wiem to na pewno”.

Rzeczywiście, patrzę teraz na siebie z większym uznaniem. Dzięki tym historiom wyświetliło mi się, że w niektórych dziedzinach jestem nawet lepsza niż inni. Jeszcze niedawno coś takiego nie przeszłoby mi przez usta. Kiedyś producentka i moja szefowa w Fundacji TVN „Nie jesteś sam”, Bożena Walter powiedziała mi: „Ania, za mało o siebie walczysz”. Nie rozumiałam. Wydawało mi się, że jeśli jestem w czymś dobra i pracowita, to świat to zauważy i doceni. Trwając w tym przekonaniu, przeleciało mi kilka lat i sporo szans. Żenują mnie pycha czy zarozumialstwo, ale trzeba znać swoją wartość. I Bożena, i grono wiernych koleżanek, a nawet wyznawczyń (śmiech) pomogły mi w to uwierzyć. Zdjęłam maskę skromności przy pomocy kobiet, tak jak postać z okładki.

 

Anna Maruszeczko

Dziennikarka. Entuzjastka wielokulturowości i przyrody.

Kolekcjonerka poruszających i budujących historii kobiet. Od lat rozmawia z nimi na łamach prasy, w telewizji, w radiu, online i jeszcze chętniej offline. Realizuje się i rozwija w tematyce społecznej i psychologicznej.

Twórczyni i wieloletnia redaktor naczelna magazynu dla kobiet "URODA ŻYCIA”. Współautorka i autorka programów telewizyjnych w TVN „Style” – „Miasto Kobiet”, „Kobieta na zakręcie”, „Bez oporów” oraz w TVN („Wybacz mi”, DDTVN „Zielone Drzwi”), w Canal+ (Talk show „Na gapę”) i TVP1 (magazyn „AlternaTivi” oraz cykl dokumentalny pt. „Program jubileuszowy. Polska 50, 40, 30, 20, 10 lat temu”).

Przez wiele lat członek Zarządu Fundacji TVN „Nie jesteś sam” u boku Bożeny Walter.

Redaktorka i autorka audycji publicystycznych w radiu TOK FM, także w PR 1, w Radiu Plus, Radiu Kolor. Publikowała w „Tygodniku Literackim”, tygodniku opinii „Ozon”, w magazynie „MaleMen”, „Newsweeku”, „Elle”, „Machinie”, dwutygodniku „VIVA!” i in.

Współpracowała z Ośrodkiem Rozwoju Osobistego Kobiet "Dojrzewalnia Róż”.

Członek Kapituły plebiscytów „Warszawianka Roku” oraz „Ambasador Wschodu”.

Zaangażowana w projekty lokalne na Podlasiu, m.in. „Chopin nad Bugiem”. Wspiera Młodzieżowy Strajk Klimatyczny i inicjatywę Operacja Czysta Rzeka. Felietonistka „Krainy Bugu”.

Autorka książek: „Kobieta na zakręcie. Prawdziwe historie w rozmowach Anny Maruszeczko” (2011), „7 Dróg. Rozmowy o poszukiwaniu życiowej misji” (2020) oraz e-booka „Uwolnij emocje”. Elementarz uczuć”.

Wystąpiła w głównej roli w cyklicznej akcji Velvet pn. „Let it out. Uwolnij emocje”.

https://www.youtube.com/watch?v=2erKiIO4ii8

 

Rozmawiała: Kasia Kamińska z bloga oludziach.pl

 

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X