15.07.2020, 08:45

Dama nawet w szlafroku i bez makijażu jest damą

O zdjęciach, które pokazują ludzi takimi, jacy są w czasach, kiedy większość dba o autokreację. Obsesji na punkcie Picassa i o tym, że Michael Jackson był naprawdę dobrze zbudowanym facetem, a największą damą jest Beata Tyszkiewicz - rozmawiamy z Czesławem Czaplińskim – autorem miliona zdjęć, przed którego obiektywem pojawiły się najbardziej znane osobistości z całego świata.

 

W czasach, gdy ludzie robią sobie wszędzie selfie zdarza się i Panu zgrzeszyć wrzucając coś do sieci?

Czesław Czapliński: Nie robię tego, ale nie dlatego, że widzę w tym coś złego, bo przecież w XXI wieku komunikujemy się głównie obrazami poprzez fotografię i film. Wysyłając zdjęcia drugiej osobie, chcemy jej coś opowiedzieć o sobie. Ja wolę być z drugiej strony aparatu. Zdjęć, na których można zobaczyć, jak wyglądam jest niewiele.

Chyba, że w czasie sesji ktoś je Panu zrobi...

Często się zdarza, że artyści zabierają mi aparat, kiedy są zmęczeni pozowaniem. Tak, było z Wojciechem Fangorem, który po sesji wziął aparat i zaczął robić mi zdjęcia. Często też publikuję portrety, które zrobiła mi Beata Tyszkiewicz.

Jak to się stało, że został Pan znanym fotografem w Nowym Jorku?

Poszedłem do dużego, prestiżowego studia fotograficznego ze swoim portfolio, by znaleźć pracę. Właściciel zapytał mnie: co umiem? Odpowiedziałem , że wszystko. On pokiwał głową, że to nie jest możliwe. Według niego można było się znać, ale osobno na fotografowaniu ludzi, mody czy martwej natury. Na wywoływaniu zdjęć, powiększaniu, ale nie na wszystkim.

I tak się zaczęło…Fotografował Pan znane osobistości m.in. Bernarda Bertolucciego, Cindy Crawford, Catherine Deneuve, Umberto Eco. Czy ktoś z nich wywarł na Panu szczególne wrażenie?

Jest wiele takich osób, ale ponieważ właśnie przygotowuję wystawę zdjęć Jerzego Kosińskiego, opowiem taką historię:

Kosiński był szalenie popularny w Nowym Jorku. Jak gdzieś wychodziliśmy, to ciągle ktoś podchodził po autograf. Jurek często przebierał się, doklejał wąsy, zakładał perukę… i wtedy mieliśmy spokój. To było niezwykłe, bo kiedy wychodził w przebraniu, zmieniał się całkowicie jego głos i zachowanie. Nawet Kiki, jego żona, była zaszokowana. Namówiłem go na sesję w przebraniach. Powstały niebywałe zdjęcia, które trzy lata po jego śmierci magazyn „Vanity Fair” opublikował po raz pierwszy.

A która z kobiet była wyjątkowa?

Do dziś pamiętam sesję z Catherine Deneuve. Niby nic, delikatny uśmiech na twarzy, ale COŚ zmieniło się, kiedy weszła na plan, wystarczyło, że była… Kilka miesięcy później byłem w Warszawie i fotografowałem Beatę Tyszkiewicz, sesja i atmosfera w studiu była taka sama.

Piękne kobiety trudniej się fotografuje?

Ma Pani na myśli, że fotograf się nie może skoncentrować?

Ponoć piękno nie zawsze da się uchwycić w kadrze...

W portrecie, powierzchowne piękno, to dopiero początek. Trzeba sięgnąć głębiej, pokazać duszę. Wybitny malarz amerykański, malujący portrety, sprzedający prace za tysiące dolarów, Alex Katz, którego też sportretowałem, napisał o moich portretach: Fotografie nie upiększają, zadawalają równocześnie wymogi próżności. Samo piękno to banał, kicz…

„Zrozumiałem, że ludzie, których znamy ze zdjęć, w rzeczywistości mogą wyglądać zupełnie inaczej (…). Zdecydowałem, że ja będę fotografować ludzi takimi, jacy są naprawdę”. Jak to się robi?

Staram się dowiedzieć o modelu możliwie jak najwięcej. Aby z kimś nawiązać kontakt w czasie zdjęć, trzeba dużo o nim wiedzieć. W przypadku pisarzy czytam ich książki. Oglądam filmy, w których grają aktorzy, których mam fotografować. I chodzę do muzeów i galerii, aby zobaczyć, co robią artyści, którzy mnie interesują.

„Widać nieraz na zdjęciach stosunek ‘obiektu’ do fotografującego. Jest kontakt. Sympatia.” – to o Panu napisała Agnieszka Osiecka.

Osoba fotografowana/model, musi poczuć, że to, co robimy jest poważną sprawą. Wtedy nie ma problemu nawet z najbardziej szalonymi pomysłami. Portret powstaje bardzo szybko, bajki, że ktoś kogoś męczył przez kilka godzin i wreszcie coś wydobył – nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Z którego swojego portretu jest Pan najbardziej zadowolony?

Trudno mi wybrać jeden, bo jest ich setki, ale może portret Ryszarda Kapuścińskiego z 1986 roku, o którym on sam napisał cały esej, dzięki któremu się zaprzyjaźniliśmy. i który do dziś jest najczęściej kupowanym moim zdjęciem.

Zdarza się, że ktoś przychodzi na sesję i zaczyna pozować, udawać, jak wtedy wyciągnąć z niego prawdę?

Aparat jest bezlitosny. Od razu widać fałsz. Aby pokazać duszę, musi coś zadziać się między fotografem a modelem. Choć, jak pisał Jerzy Kosiński, trzeba pamiętać o uwidocznieniu na zdjęciu „Ja” i duszy człowieka.

Niektórzy naturalnie czują obiektyw, prawda?

Kiedy wyjeżdżałem z Polski do Nowego Jorku myślałem, że nie ma ludzi niefotogenicznych, tylko trzeba się postarać. Pierwszą osobą, jaką tam fotografowałem, była aktorka Brooke Shields. Zrobiłem trzy filmy, czyli prawie sto zdjęć. Każde było do wykorzystania. Wtedy zacząłem analizować zdjęcia i doszedłem do wniosku, że najlepiej wychodzą na fotografiach osoby o określonej budowie twarzy. Oczywiście, znaczenie ma też oświetlenie i ustawienie.

„Jeśli jesteś obojętny w stosunku do tego, co fotografujesz, nie zrobisz wybitnych zdjęć”.

Fascynowałem się od lat Picassem, który zmarł w 1973 roku, to były początki mojej kariery w Łodzi, kiedy o wyjazdach do Francji nie było mowy. Po latach, aby się do niego zbliżyć, zrobiłem zdjęcia bliskim Picassa: żonie Francoise Gilot i córce Palomie. Pozował mi też jego fotograf, Andre Villers.

Fotografował Pan z bliska Michaela Jacksona...

Mimo że od lat konfrontuje to, co wiem o znanych osobach z rzeczywistością, to obraz medialny Jacksona nie ma nic wspólnego z tym, jaki był. A był niezwykle skromnym geniuszem. Wysokim, dobrze zbudowanym, o bardzo zdrowej, gładkiej cerze. Nie wyglądał na 40 lat, a tym bardziej na tych kilkadziesiąt operacji plastycznych, o których tyle plotkowano. Natomiast jego sława nie jest do porównania z nikim. Fotografowałem dwie wizyty Jana Pawła II do Polski. Widziałem, jak ludzie drżeli podchodząc do niego. Ale przy Jacksonie tracili przytomność z wrażenia.

Woli Pan fotografować kobiety czy mężczyzn?

Nie ma znaczenia. Jest pewnie taka sama ilość próżnych mężczyzn, jak i kobiet. Zasada jest prosta: czym większa postać, tym skromniejsza. Puszą się ci, co niewiele mają do powiedzenia. Pamiętam, jak Ryszard Kapuściński, z którym się przez lata przyjaźniłem, potrafił słuchać prostych ludzi na ulicy. Powtarzał mi wielokrotnie: jeśli nie potrafisz słuchać, to do niczego nie dojdziesz.

Robił Pan kiedyś zdjęcia kobiecie, o której pomyślał: to jest prawdziwa dama?

Uwielbiam Beatę Tyszkiewicz, która jest prawdziwą damą, a żyje zupełnie normalnie, bo kupuje w sklepie ten sam ser, co ja. Kiedy mam coś pilnego i dzwonię do Beaty, mówi: „Możesz przyjść zaraz, ale jestem w szlafroku, więc się nie przestrasz.” Ona nawet w szlafroku i bez makijażu jest damą. Odrzuca głowę do tyłu, łapie światło z okna we włosy i wygląda jak hollywoodzka gwiazda.

Ile zdjęć liczy Pana archiwum?

Zbliżam się niebezpiecznie do miliona. Sporo miejsca zajmują negatywy, slides, odbitki, ale to już historia. Teraz wszystko zapisuję na dyskach. Tu główną rolę odgrywa baza danych, która pozwala w ułamku sekundy z kilkuset tysięcy zdjęć znaleźć to, co chcę.

Czy po zrobieniu miliona zdjęć ma się wciąż radość z fotografowania?

Fotografia jest moją pasją i sposobem na życie, więc ciągle mnie fascynuje. Oprócz fotografowania, również piszę oraz robię filmy dokumentalne, bo to w sumie ożywione kadry zdjęciowe.

Świat staje się coraz doskonalszy, tak jak i sprzęt fotograficzny. Interesują Pana nowinki? Wywołuje Pan jeszcze zdjęcia?

W 1998 roku kupiłem pierwszy aparat cyfrowy i od tego czasu używam już tylko zapisu cyfrowego. Zdjęcia zapisuję w systemie RAW, a potem opracowuję je w ciemni cyfrowej na komputerze z zastosowaniem Photoshopa. Niedawno skończyłem książkę, pt. Jak fotografować cyfrowo? Czesław Czapliński zdradza sekrety. To opis ponad czterdziestoletniego zajmowania się fotografią. Mimo to zakładam, że ciągle się uczę.

 

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Portrety z historią…" Czesława Czaplińskiego.

Zdjęcia: wikipedia CC

 
 

Komentarze

 
 

Dodaj Komentarz

Partnerzy

Newsletter

Zapisz się na newsletter

Damosfera InstagramDamosfera Youtube


Copyright 2014 by Damosfera
Projekt i realizacja JMC.

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij X